Widok

Bycie z kimś dla dobra dziecka - gdzie jest granica?

Jestem dojrzałym mężczyzną i tatą, jestem z dużo młodszą partnerką (zdarzyło się), mamy trzyletniego synka, którego bardzo kocham i wiedząc, że bez mojej obecności jego matka stoczyłaby się na dno życiowe, pociągając synka za sobą, zdecydowałem się być z nią dla jego dobra.
Dla mnie rozwój syna jest najważniejszy, aby widział każdego dnia mamę i tatę, uśmiechy i radość, bezpieczny dom. Zmuszam się do bycia z jego matką, udaję, uśmiecham się, jestem raczej wzorowym partnerem, bo wiem, że dziecko obserwuje rodziców - a ja zaciskam zęby...ale mam już tego dość. Wiem jednak, że nie mogę syna pozbawić mamy i przejąć opiekę nad nim, bo dziecko musi wychowywać się w możliwie najnormalniejszych warunkach, a nie wyobrażam sobie zostawienie go bez mojej pieczy (na to składa się wiele poważnych argumentów).
Teraz pytanie do Was, Szanowne Panie/Matki, jakie jest Wasze zdanie, gdzie kończy się ta granica dobra dziecka? Czy uważacie, że dla jego najwyższego dobra, dalej mam dźwigać ten ciężar, czy też mylnie pojmuję dobra dziecka?
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2

dziecko czuje, uczy się życia od Was, zachowań dobrych i złych, czerpie emocje, uczucia... jak myślisz, jak długo jesteś w stanie udawać że wszystko jest w porządku? udawać że kochasz i szanujesz jego matkę (tak aby on w przyszłości wiedział jak traktować swoją kobietę) Myślę że jest to niewykonalne. Syn będzie miał słabe wzorce bo prędzej czy później będzie miał porównanie np z rodzicami rówieśników, jeśli Ty udajesz w związku, to też na dłuższą metę nie jesteś w stanie kryć się ze swoimi emocjami cały czas. Czasem w życiu trzeba być trochę egoistą... przykre w tych okolicznościach, ale z każdej sytuacji są co najmniej dwa wyjścia.Pomyśl o sobie, też zasługujesz na to aby być szczęśliwy. Może trzeba dać jej szansę i okaże się że całkiem nieźle sobie poradzi.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Właśnie dlatego, że dziecko tak bardzo czuje i uczy się, jak jako dojrzały facet ze sporym życiowym doświadczeniem, chyba wspinam się na wyżyny możliwości i robię maksymalnie wszystko, aby syn widział tylko uśmiechniętych rodziców. Drugim elementem, o którym piszesz, a który jest tak bardzo ważny, to właściwe wzorce zachowań ojca wobec matki i tu mam pełną świadomość, jak ważnym jest pokazywanie dziecku prawidłowych postaw.
Tak udaję, rekompensując sobie wewnętrzny sprzeciw uśmiechem i radością syna - wierząc, że robię to dla niego, dla jego dobra, nie pomny własnego pożytku. Moje szczęście, to jego szczęście, ja mam blisko 50 lat i już się "naszczęśliwiłem" w życiu ale zwyczajnie czasem mam dość tego, szczególnie gdy syn zasypia i rozpoczyna się "wspólny wieczór". Chyba to jest najgorsze w tym wszystkim. Najszczęśliwszy jestem, gdy możemy z synkiem razem zasnąć i nie muszę kontynuować wieczoru.
Może i zasługuję (albo i nie) na bycie szczęśliwym ale nie kosztem życia mojego syna. Jednego jestem pewien, że mając jego uśmiechniętą buzię przed oczami, jestem gotów ponieść każdą ofiarę. Nie brakuje mi jeszcze sił ale zwyczajnie muszę to z siebie w końcu wyrzucić i posłuchać/przeczytać, co inni mają do powiedzenia.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 3

Maka ma rację.
A ja jako facet świetnie Cię rozumiem.
Pogadaj z jakimś prawnikiem od spraw rodzinnych. Zorientuj się, jaka jest szansa aby sąd przyznał Ci prawo opieki nad dzieckiem.
Jeśli jest to prawdopodobne, myślę, że dobrym (jeśli w ogóle tego pojęcia można użyć) rozwiązaniem będzie Wasze rozstanie.
Być może terapia szokowa pomoże Twojej żonie i wyjdzie na prostą. Jeśli nie... lepiej, żeby dziecko było z Tobą.
Jeśli matka "przepadnie" masz szansę stworzyć jeszcze normalną rodzinę z inną kobietą.
I koniecznie pogadaj o Twojej sytuacji z dobrym psychologiem dziecięcym.
Forum wyrocznią nie jest.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 4

Mój syn kiedyś będzie miał naście i więcej lat i zacznie zadawać pytania. Nie wyobrażam sobie, abym mógł i był w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność by pozbawić go mamy, która go w końcu nosiła pod sercem i go urodziła. Wiem, że go kocha ale sama ma problem z alkoholem, żywieniem i lista jest długa, a niekoniecznie nadaje się na publiczną wypowiedź.
Może masz słuszność, że "terapia szokowa" miałaby pozytywny wpływ na życie mamy mojego syna, ale zważywszy na szereg okoliczności i doświadczeń z jej przeszłości, szybciej wylądowałaby w życiowym rynsztoku, niż się opamiętała. W zasadzie tylko moja osoba trzyma ją w jakimś pionie. Pat?
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

No wlasnie-pytanie-co się stanie jak odejdziesz i dziecko zostanie z nią....
W przypadku problemów z alkoholem dziecku może się stać prawdziwa fizyczns krzywda, nie tylko emocjonalna( widok udających szczęśliwą parę rodzicow).
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

I stałaby się już niejednokrotnie ale w porę zawsze byłem obok. Na szczęście jego mama nie pije w ciągu dnia ale zaczyna, gdy syn już śpi. Czasami nie ma mnie w domu (służbowe wyjazdy) i to mnie martwi, gdy ona pije. Chowanie alkoholu/niekupowanie nic nie da, potrafi sobie zorganizować butelkę. Jedyne co udało mi się skutecznie wyplenić, to awantury, gdy była pijana. Raz mnie cięła nożem w dłoń, gdy miałem dziecko na rękach (wpadła w jakąś alkoholową psychozę i atak szału), na szczęście na tyle niegroźnie, że nic mi się nie stało ale krwią zalałem siebie, dziecko i podłogę i to ją przeraziło. Następnego dnia przepraszała i widziałem, że była autentycznie wystraszona. Od tego czasu nawet gdy pije, już nie awanturuje się w takim stopniu, nie wiem chyba podświadomie ją coś powstrzymuje.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Chłopie... to już trzeba leczyć. I niewykluczone, że w ośrodku zamkniętym.
Twoje wsparcie li tylko psychiczne na tym etapie to juz za mało.
Niech Cię nie zwiedzie pozór, że jej "przeszło". Samo nie przejdzie.
popieram tę opinię 13 nie zgadzam się z tą opinią 0

Bynajmniej, mam pełną świadomość sytuacji. Aczkolwiek zamknięcie kogoś gdziekolwiek, nie jest jednoosobową decyzją, wymaga spełnienia wielu przesłanek i znowu w tym wszystkim ucierpi dziecko.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Myślę, że nawet trzyletnie dziecko jest w stanie zrozumieć, ze mama jest chora i na jakiś czas musi pójść do szpitala.
Będzie to o niebo mniej dla niego traumatycznym przeżyciem niż dorastanie w obecnej atmosferze lub Wasze rozstanie.
Ale jak pisałeś.. wymaga to chęci z jej strony. Jesli jej nie ma.. a nie chcesz rozwiązań siłowych, to rzeczywiście jest pat.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dlatego postanowiłem podzielić się ze światem moimi rozterkami, aby przeczytać opinie innych, inne spojrzenia, uwagi czy sugestie. Szczególnie mnie interesuje zdanie Mam, które chyba najlepiej rozumieją pojęcia dobra dziecka, poświęcenia się dla niego i one chyba znają te granice najlepiej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Gdyby mojemu dziecko miała się stać krzywda - z powodu alkoholowego albo innego-odeszlabym wraz z dzieckiem. Lepiej dziecku z jedynie rodzicem niż z dwójką i z wódką.
Wolałabym sama wychować.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0

> Pat?

Tego nie wiesz.
Dlatego sugerowałem Ci zgromadzenie maksymalnej wiedzy o dostępnych (choćby potencjalnie) rozwiązaniach.
Terapią szokową nie musi być rozstanie. Może być nią samo zagrożenie.
Możesz np. pojechać po bandzie i użyć szantażu: jesteś po rozmowie z prawnikiem, który załatwi Ci opiekę nad dzieckiem. Zatem albo ona się ogarnie albo spuszczasz ją w kanał.. ale samą.
Ty ją znasz i możesz przypuszczać, czy to rozwiązanie będzie skuteczne, czy uzna je za Twój blef.
Ale jeśli potraktuje je poważnie i rzeczywiście kocha swoje dziecko, to jest spora szansa na wyjście z ciemnej d.. w której obecnie jesteście oboje.
No i psycholog. Może on Ci podpowie coś, na co osoby które dokładnie nie znają Waszej sytuacji nie wpadną.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Obawiam się, że już to wiem. Przerobiłem sporo prawnych scenariuszy. Odebranie jej praw rodzicielskich w obecnej sytuacji i przy posiadanych przeze mnie twardych dowodach nie nastręczałoby mi większych problemów, nawet w negatywnie nastawionych do mężczyzn sądach rodzinnych.
Szantaż, o którym wspominasz, zastosowałem wielokrotnie - łącznie z wizytą policji podczas kolejnej awantury. Obiecała poprawę, po paru tygodniach wszystko wróciło do normy. Obecnie na groźbę policji, odebrania praw rodzicielskich, odpowiada z rezygnacją w głosie: "to zrób co chcesz" lub "możesz mnie zabić, mi to obojętne".
Psycholog może cokolwiek zdziałać, o ile ktoś wykazuje wolę współpracy, ma świadomość swoich ograniczeń, wad, problemów - nie, jeśli ktoś wzbrania się przed terapiami, uznając że to strata czasu i pieniędzy. Siłą zmusić? Tak to nie działa.

Nie mogę pozwolić, aby mój syn był świadkiem jakichkolwiek awantur, incydentów. Wolę przyjąć ciosy i zasłonić go własnym ciałem, niż eskalować konflikt, co odbije się per saldo na dziecku.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Znam 3 osoby, których rodzice byli ze sobą "dla dobra dziecka". Wszystkie te osoby mają żal do matki, że nie rozwiodła się z ojcem wczesniej/w ogóle (bo tutaj akurat ojcowie byli "tymi złymi") bo uważają, że miały przez to spieprzone dzieciństwo.
Znam 2 siostry, których ojciec jednak rozwiódł się z matką i odebrał jej córki. Obydwie twierdzą, że to najlepsze, co ojciec dla nich zrobił, chociaż matka się po tym kompletnie stoczyła.

Twierdzisz, że to Ty trzymasz matkę dziecka "w pionie". A co będzie, gdy coś Ci się jutro stanie? Wypadek, kalectwo, śmierć? Zachodnie się i rzuci się na syna z nożem? Tego chcesz dla niego?
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1

Różnica polega na tym, że mama mojego synka nie jest ze mną dla dobra dziecka, ja z nią jestem dla jego dobra. Na ten moment wykreowałem idealny model rodziny, w którym dziecko czuje się bezpiecznie, nawet przy alkoholizmie swojej mamy. Pilnuję i doglądam wszystkiego, kontroluję i reaguję w porę.
Gdy coś mi się stanie? Modlę się, aby nic mi się nie stało...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

No jest pat jak złoto...
Jak zostaniesz dla dobra dziecka to unieszczęśliwiasz siebie. Owszem zapewnisz bezpieczeństwo swojemu dziecku ale tylko w tym sensie, że fizycznie nic mu się ńie stanie bo w szczęśliwy dom dziecko szybko przestanie wierzyć. I choćbyś grał swoją rolę jak De Niro to dziecko wyczuje fałsz. To kwestia czasu.

Jak odejdziesz sam to ryzykujesz, że matka jeszcze bardziej się stoczy i dziecku rzeczywiście stanie się prawdziwa krzywda.

Jak odejdziesz i zabierzesz dziecko to odbierzesz mu matkę. Sam napisałeś, że ona kocha dziecko więc zapewne są ze sobą związani i oboje unieszczęśliwisz. Może i matka się wtedy otrząśnie a może nie...pytanie czy warto robić takie ćwiczenia kosztem dziecka.

Ja zapytam inaczej. Co się stało Twojej żonie, że zaczęła pić i zachowywać się w taki sposób? Dziecko ma trzy lata więc stosunkowo niedawno musiało być między Wami dobrze. Nie zakochałbyś się w niezrównoważonej alkoholiczce więc coś musiało spowodować tak radykalną zmianę. Co więc się stało?
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

No właśnie co się stało,ze matka zaczęła pić ,przed poznaniem ciebie nie piła?Nie próbowałeś skłonić ją do leczenia?O to samo miałam Larisa zapytać.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Długa i smutna historia - problemy mama mojego syna miała zawsze ale zdarzyło się, że zaszła w ciąże; gdyby nie to, bylibyśmy razem to pewne. A jesteśmy razem od prawie 5 lat. Dla uniknięcia potencjalnej identyfikacji osób i dla ich dobra unikam podawania zbyt wielu szczegółów ale portfel atrakcji jest kompletny - od narkotyków poprzez alkohol, bulimię aż po nimfomanie.
Żyję w piekle na ziemi, a pośród tego piekła jest jeden mały aniołek, nie winien temu....że jest.

Zapewne po częściej to moja wina i odpowiedzialność, ze powołałem go do życia. Zrobię wszystko aby był szczęśliwy i poniosę każdą ofiarę na tym ołtarzu. Zniosę wszystko ale nie wiem ile mi sił wystarczy. Po trzech latach zdecydowałem się o tym napisać.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Troche sie to kupy nie trzyma. Bulimia i alkoholizm to choroby. Zazwyczaj idą w parze. do tego zazwyczaj dołączona jest depresja. to się z powietrza nie bierze. a Ty jedyne co tu piszez to jaki to jesteś wspaniały bo poświęcasz się dla dobra dziecka i zyjesz obok jego mamy, żeby ja pilnować. no sorry, a może wypadałoby sie nią po protu zaopiekować i pomóc w wyzdrowieniu? najlepszym co ojciec może zrobić dla dziecka jest milosć do jego matki. nie kochasz jej? to przynajmniej o nią zadbaj, zeby wyszła na prostą. myślę, że jej nie jest potrzebne życie z facetem, który tak o niej pisze, twojemu dziecku także. przebija przez Ciebie pogarda dla tej kobiety i szczerze szkoda mi jej. bo każdy kij ma dwa końce a taki stan (alkohol, zaburzenia odzywiania) nie bierze sie z dnia na dzień i z powietrza i to nie jest latwa droga by wyjsc na prosta. ludzie całe lata lecza sie z alkoholizmu, walcza z bulimia anoreksja itd....matka twojego dziecka po raz wydaje mi sie ze nie dosc ze jest sama, jest przez ciebie zastraszana, nie ma w tobie oparcia, zadnej pomocy, to ma kilka powaznych problemów do pokonania.jasne, ze nie wyjdzie z tego z kims takim jak ty. żal mi tej kobiety, a osobiscie uwazam, ze masz swój udział w tym jak funkcjonuje. panie tatusiu.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 6

i to Twoje "zdarzyło się, że zaszła w ciążę", no bo jak się miało poczucie, że można z kimś byc bez zobowiązań to nie miałeś z tym problemu, a nagle się zdarzyła ciąża i wtedy dopiero pojawił się problem - pewnie głównie Twoj, bo nie mozna kogos ot tak kopnac w kat i pojsc bez slowa, co? ile ty masz lat? 50?
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 5

Problem był od zawsze. Utrzymywałem ją od pierwszego dnia poznania się, pomagałem ile mogłem. Rokowała, że się zmieni na lepsze, sama deklarowała swoje plany na życie, marzenia i chęć poprawy. Niestety, na słowach się zakończyło. W tamtym czasie ją bardzo kochałem i byłem gotowy wiele poświęcić, abym ją ratować. Gdy zaszła w ciążę liczyłem, że dziecko ją odmieni - myliłem się. To ona sama pogrzebała moją miłość do niej, systematycznie i metodycznie mnie przekonując, że nie ma sensu jej kochać. Kocham naszego synka, to pewne.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie ma żadnej roznicy - dokładnie taką historię opisałam. Facet był z pijącą i cpającą żona tylko dla dobra córek, pilnował jej, żeby nie piła i jako tako się zachowywała. W końcu rozwiódł się z nią i odebrał jej dzieci. "Zniszczył" dzieciom matkę, bo się kompletnie stoczyła, ale dzisiaj dorosłe córki są wdzięczne i uważają, że zrobił dla nich najlepsze, co mógł.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Moim zdaniem syn mi zarzuci, że się poddałem, że dałem jej się stoczyć na dno, że mogłem zrobić więcej...a może Ty masz rację, ale każdy jest inny.
Gdy jestem z synem to znoszę to wszystko, bo gdy widzę jak się tuli do swojej mamy, nie potrafię mu jej odebrać.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Pisałeś wyżej, że wyjeżdżasz czasem. I co wtedy? Kto jest z nią i dzieckiem? Zabaluje i będzie dramat. Obejrzymy w wiadomościach dramatyczną historię ze smutnym końcem.
Warto czekać na kalectwo/śmierć dziecka, bo mamusia popiła?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

Tamten facet również miał dylematy. Starsza córka miała w momencie rozwodu 11 lat i mimo tego, że ojciec przez lata robił dobra minę do złej gry, to wiedziala, co się dzieje. Młodsza miała 3 lata i niestety nie obyło się bez płaczu i afer, że tatuś mamusi nie kocha. Po latach i ona zrozumiała.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

syn mi zarzuci, że się poddałem, że dałem jej się stoczyć na dno, że mogłem zrobić więcej

a czy Ty w ogóle cokolwiek zrobiłeś żeby jej pomóc? bo jakoś nie wspomniałeś w swoich postach o tym, ze pomogłeś wyjść z choroby i uzależnienia matce swojego dziecka?chowasz jej alkohol? no to pogratulowac dojrzałości. swoją postawą zapewne każdego dnia pogrążasz tę kobiete coraz bardziej.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3

Zapewniam, że zrobiłem bardzo dużo, jednakże aby cokolwiek przyniosło skutek, musi być wola osoby, której się pomaga; nie pozorna
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ona tym zachowaniem woła o Twoją pomoc...
Ciężko jest się wypowiadać jeśli nie jest się w Twojej sytuacji. Ile można tak udawać..? Kilka mc..? Rok...?
Wg mnie dziecko potrzebuje dwoje rodziców, ale dwoje szczęśliwych rodziców. Postaw jej ultimatum - jeśli kocha swoje dziecko to niech zacznie się leczyć. Dla jego dobra. Aby miało w niej wzór do naśladowania, aby kiedyś jej się nie wstydziło, żeby w trudnych chwilach gdy będzie nastolatkiem mogło na nią liczyć. A Ty z synem ją wspierajcie. Trzyletnie dziecko jest mądrzejsze niż się rodzicom wydaje. Może to właśnie Twój syn przekona mamusię, że potrzebuje jej zdrowej i wyzwolonej od uzależnień. Rozumiem, że jesteś załamany, bo nie tak wyobrażałeś sobie życie z nią. Ale za coś ją kiedyś pokochałeś, może warto to odnaleźć ponownie...? Trochę zawalczyć...? :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Szanowna Shani, uwierz mi, że zostawiając moje osobiste odczucia, podchodzę do niej jak człowiek do drugiego człowieka, który woła o pomoc i ta pomoc jest udzielana każdego dnia. Jednak dzisiaj woła o pomoc, następnego dnia ją odrzuca; kwadratura koła. Aby wyjść z nałogu (a ma ich kilka) potrzebna jest faktyczna wola. Dla mnie priorytetem jest dziecko i jego bezpieczeństwo (pod każdym względem).
Twoje słowa, skądinąd mądre i wskazujące prawidłową drogę, w tym konkretnym wypadku pozostaną jednak w kategorii pobożnych życzeń, które raczej nie mają szansy na spełnienie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Najlepiej jej pomożesz odbierając dziecko i zostawiając samą sobie. Alkoholik nie jest uzależniony, dla niego wszystko jest w porządku, on nie zauważa problemu u siebie bo przecież ma dom i rodzinę. Nie to co te menele z przekrzywionymi mordami żebrzące na bułkę przepitym głosem. Alkoholikowi może pomóc jego własna silna wola. Jak jej nie ma to musi się po prostu stoczyć na dno. I albo się odbije, albo jest stracony. Niestety ale to jest smutna prawda.
Zaś Ty, w trosce o dziecko, ewentualnie jego opinię o Twoim postępowaniu urządzasz teatrzyk i jednocześnie utrzymujesz ją w nałogu. Przecież może pić ile zechce, a Ty zawsze będziesz obok na straży. Dziecko widzi fałsz i widzi że mama pije i jest to tolerowane. Istnieje szansa że sam sobie znajdzie jakąś alkoholiczkę jako partnerkę bo będzieto w jego normie. Ot mamuśka będzie miała synową od kieliszka.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ja nie muszę jej odbierać dziecka. Raczej musiałbym ją wyrzucić z domu na bruk. Spakować jej rzeczy, wystawić przed drzwi, a ją samą wyrzucić na ulicę. Dom jest mój i wszystko, łącznie z jej rzeczami, pochodzi z moich środków finansowych. Więc cóż, wyrzucić na zbity pysk matkę mojego synka? Uważasz, że gdy mnie zabraknie, to cokolwiek to zmieni na lepsze w jej życiu? Alkoholikowi nie może pomóc jego/jej silna wola, bo...jej nie ma. Piszesz bzdury, wybacz ale brak Ci jakiegokolwiek życiowego doświadczenia i wiedzy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

"Na ten moment wykreowałem idealny model rodziny, w którym dziecko czuje się bezpiecznie, nawet przy alkoholizmie swojej mamy. Pilnuję i doglądam wszystkiego, kontroluję i reaguję w porę. "

Normalnie nie wierzę w to co czytam... niby tak kochasz syna, dbasz, troszczysz się a traktujesz go jak małpkę a nie człowieka... dzieci wiedzą, czują więcej niż się dorosłym wydaje. Idealny model rodziny? Skąd wiesz, ze syn czuje się bezpiecznie? Szczególnie jak wyjeżdżasz i Cię nie ma... To co Tobie wydaje się dobre nie musi takie być w rzeczywistości. Pierwsze co dzieci naprawdę świetnie wyczuwają to fałsz.

Nie jestem przekonana, że sytuacja którą opisujesz wygląda właśnie tak, ale zakładając, że mówisz prawdę to nie są to warunki dla prawidłowego rozwoju dziecka. Gdyby post pisała kobieta, każda z wypowiedzi brzmiała by "rzuć go", "uciekaj" itd. Tutaj są inne głosy ponieważ większość piszących to kobiety, które uważają, że nikt i nic nie zastąpi matki. Ale... no właśnie... zawsze jest jakieś "ale". Syn ma trzy lata - nie rozumie za dużo ale wierz mi, że szybko to się zmieni. Nie byłoby Ci łatwo zostać samotnym ojcem (tym bardziej w wieku gdzie mógłbyś już być dziadkiem) ale może warto wziąć to na klatę i stworzyć naprawdę ciepły, bezpieczny dom bez kobiet latających z nożami, bez walających się butelek i zapachu alkoholu...
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dama nie zawsze przy alkoholiku walaja się butelki ,baa osoba nie wtajemniczona nawet nie zauważy ,że ma przed sobą alkoholika.W polskim społeczeństwie pokutuje przekonanie ,że alkoholik to żul spod budki z piwem ,nic bardziej błędnego.Sa tzw. wysoko funcjonujący alkoholicy jak prawnicy ,lekarze,profesorowie.Ja znam menagera wyższego szczebla który jest mega odpowiedzialnym,obowiązkowym ,odnoszącym sukcesy zawodowe pracownikiem.Nikt nigdy nie widział go pijanego bo chla w domu po pracy ,wlewa w siebie takie ilości alkoholu po których normalny człowiek na drugi dzień by nie wstał a on jak gdyby nigdy nic idzie rano do pracy.Niestety nie ma nic za darmo ,jego relacje z bliskimi,kobietą dzieckiem bardzo kuleją,bliskoć emocjonalna przktycznie nie istnieje bo ma je z butelką.Do tego nie robi awantur,nie bije,nie rzyga i nie sika pod siebie.Wierz mi ,że bardzo trudno jest odejśc od takiego człowieka "wysoko funkcjonującego alkoholika "bo na zewnątrz jest wszystko ok. i dziecko dopóki małe niczego nie zauważa bo tatuś przy nim pijany nie chodzi a potrzebę posiadania ojca ,rodzica każde dziecko ma dlatego rozumiem rozterki autora wątku ,tu jeszcze jest o tyle trudniej ,że jest to matka.
p.s.Tatuś leczyc się nie chce,jego najbliższa rodzina udaję ,że problemu nie widzi i puka się w czoło na uwagi małżonki twierdząc ,że babina coś sobie uroiła bo "każdy chłop ma prawo się napić skoro z domu rzeczy na wódkę nie wynosi".
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Akurat ona pod siebie już się moczy, co jest zwyczajnie przykre i zachowując resztki empatii i miłości do bliźniego, żal mi jest jej, bo chyba nic bardziej nie budzi smutku i współczucia, niż młoda kobieta leżąca pijana w kałuży własnego moczu..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dla mnie rozwój syna jest najważniejszy, aby widział każdego dnia mamę i tatę, uśmiechy i radość, bezpieczny dom. Zmuszam się do bycia z jego matką, udaję, uśmiecham się, jestem raczej wzorowym partnerem, bo wiem, że dziecko obserwuje rodziców

może warto pomyśleć do czego zmusza się matka twojego dziecka każdego dnia, skoro ma takie problemy ze sobą? po dwa piszesz tutaj - usmiechy radosc bezpiezenstwo...to troch wyklucza obraz matki twojego dziecka awanturnicy alkoholiczki narkomanki i psychopatki?
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 5

Zastanawia mnie jedno.....
Kilka postów niżej ktoś opisał swoją sytuację ze uderzył kobietę mąż alkoholik. I tam wszyscy ją żałował i życzyli jej aby od niego odeszła.
A tu odwrotna sytuacja -i mamy głównie pretensje do faceta czemu tej swojej żonie nie pomaga. Mimo że pisze ze zrobił wszystko co się da.
Czemu -mimo podobnego problemu-tylko innych płci-rady są tak inne???
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 0

Obawiam się, że masz chyba podobne problemy. Retoryka dość egzotyczna ale każdy ma prawo do swojej opinii i każdą przeczytam z uwagą.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

Beka masz rację ale niestety taka jest rzeczywistość i pewnie jeszcze długo tak będzie, że kobieta awanturnik i alkoholiczka zdarza się jednak o wiele rzadziej niż mężczyzna. Ani to logiczne ani sprawiedliwe ale tak niestety jest. Może się zmieni na przestrzeni kilkunastu najbliższych lat. Zobacz jak wiele jest sytuacji kiedy matka samotnie wychowuje dziecko bo mąż od niej odszedł i założył nową rodzinę i jeśli tylko ojciec utrzymuje poprawne kontakty z dzieckiem, płaci regularnie alimenty i w miarę aktywnie uczestniczy w jego wychowaniu to wszystko jest w najlepszym porządku i nikt się takiemu układowi nie dziwi.
A teraz wyobraźmy sobie odwrotną sytuację... To matka porzuca męża dla nowego partnera i zostawia dziecko z ojcem. Sama zakłada nową rodzinę, pojawiają się dzieci z kolejnego związku i ona również utrzymuje poprawne stosunki ze swoim dzieckiem z poprzedniego związku. Niby to samo ale jestem pewna, że 95% osób będzie dostrzegać w tym coś dziwnego.
Dlatego owszem powinno być tak samo ale jeszcze póki co nie jest...

A wracając do tematu wątku. Zapytałam co spowodowało, że mama zaczęła pić, bo takie sytuacje kiedy młoda kobieta, zwłaszcza matka małego dziecka popada w uzależnienie, raczej nie dzieje się bez przyczyny. Pamiętajmy, że znamy tu zdanie tylko jednej ze stron. Tato jawi się nam jako idealny mąż i ojciec, który padł ofiarą niezrównoważonej kobiety, ale ja szczerze mówiąc w ideały nie wierzę, za to wierzę, że wina często leży po obu stronach. Być może Tato sam jest nieświadomy, że coś jednak na partnerkę wpłynęło, być może wystarczy to rozpoznać i ich związek uda się uratować i co najważniejsze bez ofiar.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

To, co robisz sobie, swojemu synkowi i jego matce jest przerażające i smutne :(
Stoisz na straży kłamstwa i iluzjii, których konsekwencje mogą być tragiczne i nieodwracalne dla każdego z Was.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Tato, tak czytam twoje wypowiedzi, podpadasz pod tak zwanego "współuzależnionego" w dłuższym horyzoncie czasowym tkwienie w takim patologicznym układzie nic z dobrem dziecka nie będzie miało wspólnego... poszukaj terapii DLA SIEBIE która pomoże ci zrozumieć na czym polega dramat TWOJEJ sytuacji, stwarzasz babce tak zwany komfort picia i ta cała patologia będzie się tylko pogłębiała zżerając ciebie od wewnątrz, jedyne co możesz zorbic to SAM zadbać o dobro SWOJE i DZIECKA matkę pozostawiając samą z konsekwencjami uzależnienia, wtedy może wszystko się poukłada, a może nie - ale ty i synek będziecie szczęśliwi...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Większość tuta komentujących sprowadza wszystko do jakiejsk zalkoholizowanej patologicznej matki, ludzie przeczytajcie to co pisze autor. kobieta-matka jego dziecka ma problemy na wielu poziomach i należy jej współczuć. każdy tutaj wyzywa tę matkę od alkoholiczki, a kobieta ma przede wszystkim problemy odzywiania, a alkohlizm jest tego najprawdopodobniej konsekwwencją. sprowadzacie to do jakiejs patologicznej matki, która zalana w trupa lezy, a dziecko cały dzien wyje głodne w brudnej pieluszce, jak ktos porownał do rownoległego watku ojca alkoholika i agresora, a to najpewniej wygląda zupełnie inaczej (moze nieh auto napisze jaka z niej matka i człowiek w ogole, dziecko dzidzi do zlobka, matka pracuje czy jes z nim w domu, jak je wychowuje wtedy?). każde zaburzenia odzywiania to efekt cierpienia i glebokiej samotnosci. kazdy psycholog to wie. to choroby duszy bardzo wrazliwych i emocjonalnych osób. autor watku nie napisl jak porobowal pmoc, chociaz z jego opisow wyniak, ze pomoc to "albo idz sie leczyc albo zabiore ci dziecko"... jesli partnerka nie daje sobe pomc to moze zastanow sie dlaczego? bo kim dla niej jetes? jak ja traktujesz? jak kule u nogi? tredowata? pytanie podstawowe brzmi, czy a ja kochasz? bo z twoich wypowiedzi wynika ze nie. wiec sorry, ale dlaczego mialaby ci podac reke i zaufac ze pomozesz jej w najtrudniejszych momentach w zyciu? przeciez ci na niej nie zalezy, jak osoba w takich problemach mialaby podjac trud i wysilek by wlaczyc o swoje zycie? poza tym gdzie jest jej rodzina? przyjaciele? skoro ty jestes tylko jej"straznikiem" bo masz z nia dziecko,a gdyby dziecka nie bylo kopnal bys ja w zad (i ona zapewne ma te swiadomosc)...to moze niech sprobuje pomoc jej ktos kto jest jej bliski, zaufany i naprawde mu na niej zalezy? zastanow sie nad soba czlowieku. i najlepiej sam idz do terapeuty, bo nie rozumiesz kompletnie sytuacji matki twojego dziecka. swojej takze.a podobno masz 50 lat...
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3

Człowieku,jeśli to prawda co piszesz to bierz dziecko i uciekaj gdzie pieprz rośnie . Dzieci mogą być szczęśliwe nawet jak widzą mamę tylko raz w tygodniu a im mniejsze dziecko tym szybciej przywyknie. Nie ma nic gorszego niż pijąca mama, każde dziecko ma 6 zmysł i doskonale wyczuwa napięcia w domu. Sama to przerabiałam w dzieciństwie. Traumę mam do tej pory a mam już 40 lat . Żal do ojca też bo niby wszystko było ok.ale tylko pozornie a on nic z tym nie zrobił. Sama mam dwoje dzieci mój syn z pierwszego małżeństwa nie zna swojego biologicznego ojca i nie ma problemu. Przegadaliśmy tysiące godzin i wiele musiałam mu opowiadać i tłumaczyć,nigdy nie powiedziałam nic złego na byłego chociaż był wyjątkowo podły . Znęcał się nademną przez dwa lata uciekłam jak podniósł rękę na dziecko. Nigdy nie pił,był po prostu sadystą. Prawdę mówiłam dziecku razem z dorastaniem teraz syn jest dorosły i nigdy nie miał do mnie żalu. To dorośli pielęgnują w sobie strach i doszukują się . Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Pamiętaj o jednym, decyzję musisz podjąć sam ,bo konsekwencje też sam poniesiesz cokolwiek nie zdecydujesz. W życiu nic nie dzieje się bez powodu i widocznie jeszcze nie nadszedł czas. Zawsze mamy wybór i zawsze jest dobry bo jest nasz. Ja teraz mam szczęśliwą rodzinę i przez to co przeszłam bardziej to szanuję i doceniam a mój 18-nasto letni syn jest wspaniałym bratem mojej pół/rocznej córki.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2

Tak, to wszystko prawda. Nie jesteś pierwszą osobą, której trudno w ten koszmar uwierzyć, ale uwierz, jest dokładnie tak, jak opisuję. Niczego nie koloryzuję, co najwyżej zbyt intymne czy rażące szczegóły zdarzeń pomijam, aby już zupełnie nie upodlić jej i siebie. Niemniej jednak mam potrzebę o tym powiedzieć światu, podzielić się tym wszystkim, nawet anonimowo. Przeczytać oceny krytyczne, przychylne, odmawiające dania wiary. Każdą opinię czytam i analizuję.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Drogi Tato!
Dobro dziecka jesteś najważniejsze ale nie można w tym wszystkim zapominać o sobie. Masz jedno życie. Jeśli nie kochasz swojej żony dla mnie nie ma najmniejszego sensu, żeby tak sie poświęcać. Któregoś dnia po prostu sam nie wytrzymasz. Przestań sie biczować, jeśli jesteś w stanie zapewnić dziecku odpowiednia opiekę i rozwój sam to myśle ze nie masz nad czym sie zastanawiać. Inaczej jeśli żywisz uczucie do żony... Ale jeśli to jest z Twojej strony rodzaj jakiejś misji to odpuść sobie. Syn jest jeszcze mały, im starszy bedzie tym więcej bedzie zauważał, rozumiał... Dziecko musi widzieć kochających sie rodziców, okazujących sobie uczucia a nie tylko będących ze sobą..
Rozumiem Twoje rozterki bo sama jestem na swego rodzaju rozdrożu i nie wiem dokąd pójść. Tylko ze u mnie sytuacja nie jest aż tak dramatyczna....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Droga Lili, "ja" przestałem brać pod uwagę, bo gdybym zaczął myśleć o sobie, to nie wykluczam, że mógłbym gdzieś, w którymś momencie nie wytrzymać i zrobić coś, czego bym żałował. Nie kocham jej, czasami wręcz czuję nienawiść, rozgoryczenie i zwykłą złość. Wiem jednak, że mój synek swoją mamę kocha, choć ona nie potrafi już racjonalnie myśleć i okazywać uczucia dziecku jak matka. Przytula go, bo wie, że trzeba ale nie wynika to z potrzeby matczynej miłości i troski.
Od paru dni robiła dzień w dzień przytyki, że syn śpi z nami i ona nie może/nie ma jak się do mnie przytulać, że ma tego dość. Każdego wieczora się upija, więc zawsze korzystałem z okazji, że gdy pijana usypia na sofie, ja idę położyć się do synka, przytulam go i tak możemy zasnąć bez jej obecności. Ostatecznie gdzieś tam w nocy przychodzi ale nie śmie nas budzić, więc jedynie rano widzę skacowane "zwłoki" obok. Teraz wymusiła na mnie, że synek ma spać u siebie w łóżeczku, więc tam go usypiam, gdy zdarza mi się zasnąć razem z nim, nie omieszka przyjść i mnie obudzić, abym albo kontynuował z nią wieczór wysłuchując jej filozoficznych rozważań o życiu w oparach alkoholu albo położył się z nią do łóżka. W sumie to nawet lepiej, gdy się kompletnie spije, bo przynajmniej nie żąda seksu ode mnie; obrzydza mnie co raz bardziej. Szczególnie, że będąc w upojeniu alkoholowym moczy się, muszę ją przebierać w inną pidżamę. Jakiś czas temu, gdy już z synkiem spaliśmy, rozbiła sobie poważnie głowę, do tego stopnia, że wymagało to interwencji chirurga i założenia szwów - diagnoza była prosta: wstrząśnienie mózgu. Myślisz, że to ją powstrzymało przed upiciem się? Tego samego wieczora się upiła, twierdząc że nic jej nie jest. A ja przytulam synka, pokazuję mu rosnące trawki, czytamy bajki, bawimy się, żyjemy; żyjemy w naszym bezpiecznym matrixie, a jak trzymam nad nim pieczę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

I liczysz na to, że dziecko niczego nie widzi, nie słyszy i nie odczuwa? Człowieku, robisz dzieciakowi straszną krzywdę :-( Mój ojciec miał kilkumiesięczny pijacki epizod, zawsze był spokojny, nikogo nie bił i nie awanturował się. Mimo to ja, jako czteroletnie dziecko strasznie to przeżywałam. Nigdy nie wiedziałam, czy po powrocie taty z pracy pójdziemy na plac zabaw, czy może wróci pijany i pójdzie spać. A może specjalnie wraca pijany, bo nie chce iść ze mną na plac zabaw, bo mnie nie kocha? Nawet sobie nie wyobrażasz, co takiemu małemu dziecku siedzi w głowie. Na szczęście moja mama szybko postawiła tatę do pionu. Brzydzi mnie więc Twoje podejście do sprawy!
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

A co dokładnie Ciebie brzydzi w moim postępowaniu? Który z elementów jest w Twojej ocenie tym najobrzydliwszym?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

To, że skazujesz dziecko ma życie pod jednym dachem z alkoholiczką, bo "co ludzie powiedzą".
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

wystarczy ze psychiatra zarzadzi natychmiastowe zabranie matki na oddzial z powodu realnego zagrozenia zycia dla siebie i innych. opisales ze zranila cie w reke gdy trzymales dziecko. to wystarczy. dla takich osob jest mozliwe przymusowe leczenie. mowie to jako lekarz. udaj sie do psychiatry i opowiedz o swojej sytuacji.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

taki z ciebie lekarz jak ze mnie ksiądz. zeby kogos przymusic do leczenia najpierw trzeba go ubezwlasnowolnic, a to musi orzec wyrok sadu. po dwa, zapewne nafaszerowanie psychotropami na oddziale zamknietym pomoze kobiecie, ktorej przede wszystkim potrzebna jest psychoterapia dlugoterminowa i to z wlaczeniem najblizych jej osob. gdbys byl lekarzem zapewne bys o tym wiedzial. po trzy wedlug twojego rozumowania zapewne kazdy meski bokser siedzi pod przymusem w psychiatryku, bo stanowi zagrozenie dla swojej rodziny, a domy samotnych matek, ktore nie maja gdzie pojsc bo uciekly ze swoich domow, w ktorych beztrosko pomieszkuje sobie ich oprawca nie istnieja....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Napisz może więcej, czego oczekujesz?
Czy ją kochasz i chciałbyś z nią być gdyby się zmieniła?
Jak ona traktuje dziecko? piszesz tylko, że dziecko ją przytula i jest związane z matką?
Jesteś współuzależnionym i najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie jest podjęcie terapii. Wyprowadź się z dzieckiem, ona wie, że może zrobić wszystko, bo Ty to wszystko tolerujesz, że jej wszystko wybaczysz. W takiej sytuacji ona nigdy się nie zmieni, bo wie, że ty będziesz to wszystko znosił "dla dobra dziecka".
Napiszę Ci o mojej sytuacji. Ja dorastałam w idealnym domu, zero kłótni, alkoholu, krzyków. Tylko moja matka mnie nie kochała... Nie biła, nie krzyczała, opiekowała się mną wszystko na pozór było ok. Tyko mnie nie kochała... Nigdy mnie nie przytuliła, nigdy nigdy nie usłyszałam dobrego słowa, nasze stosunki były i są "poprawne". Niby z zewnątrz wyglądaliśmy na normalną rodzinę, ale dziecko czuje czy ktoś je kocha, czy nie. Ja od ponad 10 lat leczę się u psychiatrów, teraz uczęszczam na psychoterapię. To, że Wasz dom wydaje Ci się normalny, nie znaczy, że Twoje dziecko to tak odczuwa. Idź sam na terapie, odejdź od niej, daj jej ultimatum - leczenie, terapia dla Niej i terapia rodzinna - jeżeli oczywiście chcesz jeszcze z nią być. Jeżeli nie, idź sam na terapię, żebyś nie miał poczucia winy i ciesz się swoim tacierzyństwem. Uwierz tak będzie dla wszystkich najlepiej.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Oczekuję, że mój synek będzie miał dobre i spokojne dzieciństwo - niczego więcej nie pragnę, aby widzieć codziennie jego uśmiech na buzi. Oczywiście, że jej nie kocham - gdybym kochał, nie miałbym takich rozterek. Dziecko traktuje poprawnie, opiekuje się nim, przytula ale raczej z obowiązku niż z wewnętrznej potrzeby, choć to oczywiście moje subiektywne odczucie. Terapia niestety niewiele tu zmieni (dla mnie), bo mam dość silną osobowość i charakter i nie spotkałem jeszcze psychologa/psychiatry (a mam z tym środowiskiem kontakty towarzyskie), który by dał radę powiedzieć mi cokolwiek, czego sam bym nie widział/nie wiedział.
Jeżeli się wyprowadzę i zabiorę synka, to istnieje realne ryzyko, że pójdzie "po bandzie", albo się zapije albo zrobi sobie krzywdę. Przesadzam? Bynajmniej. Parę tygodni temu, pijana i agresywna wyszła z domu, wzięła samochód, pojechała (sic!) pić gdzieś dalej. Wracając do domu (pijana jeszcze bardziej) rozbiła samochód (doszczętnie). Policja jej nie złapała na gorącym uczynku, bo wróciła do domu i dopiero tu ją znaleźli...kompletnie pijaną. W tej chwili czeka ją proces, zatrzymali jej prawo jazdy ale sprzedała rozbite auto i kupiła za grosze jakiegoś trupa i nim jeździ. Mogę spowodować oczywiście, że ją zatrzymają, choć na ten moment zatrzymanie jej prawa jazdy ma charakter administracyjny, a jako taka skazana nie jest, więc najwyżej otrzyma mandat 500zł za kierowanie pojazdem bez uprawnień.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

To na co czekasz? Chcesz, żeby po pijaku rozbiła auto z dzieckiem w środku? Może to by załatwiło sprawę i nie miałbyś dylematów. Aż mi niedobrze jak to czytam. Kobieta stanowi realne zagrożenie dla dziecka, a Ty nie chcesz jej zostawiać, "bo się stoczy"... Niech się toczy ile chce, byle z dala od dziecka! Dziecko się do niej przytula i uśmiecha? Gwarantuję Ci, ze jak uciekniesz z dzieckiem od tej wariatki i znajdziesz sobie porządną partnerkę, to prędzej czy później dziecko też się do niej przytuli i uśmiechnie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Jak dla mnie to on jakieś fantasmagorie wypisuje albo jakiś nie ogarnięty jest,wierzyć się nie chce w to co pisze.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

'Niech się stoczy" to mam powiedzieć synkowi za 20 lat, gdy się mnie zapyta, co się stało z jego mamą? Czy może mam mu powiedzieć: "wiesz, taka jedna mądra Hela na forum mi doradziła, żebym pozwolił się stoczyć twojej matce na dno, żebym nie miał dylematów".
Czy Ty, kobieto, czytasz co piszesz?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

A czy Ty czytasz to, co piszesz? Co powiesz synowi za 20 lat, jeśli odejdziesz i kobieta się stoczy - "Była alkoholiczką, musiałem odejść, żeby chronić Ciebie, była niebezpieczna. Musiałem wybierać między Tobą a nią i jako ojciec wybrałem Ciebie." Co powiesz, jeśli jednak dalej będziesz tkwił w tym układzie i za 20 lat syn zapyta "Dlaczego skazałeś mnie na takie życie? Dlaczego musiałem całe życie spędzić z alkoholiczką? Dlaczego nocami musiałem udawać, że śpię i nie słyszę waszych awantur? Dlaczego musiałem udawać, że nie czuje rano smrodu moczu i wymiocin w całym domu? Dlaczego gdy wyjeżdżałeś w delegację, siedziałem w szkole do późna na swietlicy, bo matka zachlała i zapomniała mnie odebrać? Dlaczego nie mogłem zaprosić do domu kolegów, bo nigdy nie było wiadomo, co w domu zastanę? Dlaczego nie jestem w stanie zaufać żadnej kobiecie?"... Co wtedy mu powiesz? Że zrobiłeś to dla jego dobra?
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Tutaj już przesadzasz z kreacją. Zniknięcie matki zawsze będzie wiązało się z pytaniem dziecka: gdzie jest matka? Dla nastolatka tłumaczenie "musiałem wybierać między tobą, a matką" nie jest wiarygodne i miarodajne; szczególnie gdy ma 15-20 lat i jest zbuntowany (co jest normą). Życie z alkoholiczką nie wygląda wedle Twojego wyobrażenia, gdyż nie znasz realiów. Piszesz "waszych awantur", gdybyś czytała uważnie, to wiedziałabyś, że nie wchodzę w dialog, doprowadzając do awantur, unikam tego w maksymalnie możliwy sposób.
Idąc dalej, moim dylematem jest w jaki sposób wyjść z impasu, aby zachować szczęśliwe dzieciństwo mojego synka, a jego matce umożliwić bycie matką i człowiekiem, bez "staczania jej" na dno, co sugerujesz.
Teoretyzując, to smrodu moczu i wymiocin nie czułby, gdyż je sprzątam. Zaproszenie kogokolwiek do domu nie wiążę się z niebezpieczeństwem dla zaproszonych, gdyż mylisz lumpa spod budki z piwem (obraz alkoholika) z alkoholikiem faktycznym. Ulegasz stereotypom. Alkoholizm jest chorobą, a jak każda choroba wymaga leczenia. Istotą rzeczy jest, że nawet mimo moich negatywnych odczuć w stosunku do matki mojego synka, to pozostaje ona dalej nieszczęśliwym człowiekiem, matką mojego synka i kimś, kogo darzyłem dawno temu uczuciem. Rozumiem, że dla Ciebie "spuszczenie kogoś w kiblu" jest czynnością prostą i zrobiłabyś to bez zastanowienia, ale akurat ja mam większe od Ciebie pokłady empatii i nie potrafię i nawet nie chcę, wyrzucać tej kobiety z domu, bo do tego by się to sprowadziło.
Napisałem na forum o moralnym, etycznym i życiowym dylemacie, gdzie kończy się granica dobra dziecka (o ile się kończy) i czy poświęcenie się w takiej sytuacji ma sens.
Odpowiadając na Twoje hipotetyczne pytania (w skrócie) - do dzisiaj wykluczyłem sytuacje, które by miały negatywny wpływ na codzienność życia mojego synka. Zapewniam, że jestem i byłbym w stanie w dalszym czasie również o to zadbać. Nie zmienia to jednak mojego osobistego status quo.
Tak, czytam co piszę, a piszę uważnie, nie ferując ex cathedra wyroków, szafując ludzkim życiem, jak pustą puszką po coli, szanując resztki godności nawet takiej osoby, jak matka mojego synka. Zatem zastanów się w sumie sama nad sobą, czy tak skrajne pomysły i sugestie dobrze o Tobie świadczą, bo być może kiedyś przyjdzie moment (czego Tobie nie życzę, rzecz jasna), że ktoś z Twoich bliskich znajdzie się w takiej sytuacji, w której Ty będziesz miała podobny dylemat. I co zrobisz? Udusisz go poduszką, czy wyrzucisz na bruk? A może to Ty się staniesz dla kogoś bliskiego ciężarem i miast otrzymać dozę empatii, otrzymasz dozę czegoś odwrotne, szczególnie gdy będziesz stara i nikomu już niepotrzebna.
Podsumowując, czym skorupka za młody nasiąknie, tym na starość trąci, zatem źle to świadczy o Tobie, jaki masz stosunek do bliźniego.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

"ja mam większe od Ciebie pokłady empatii" - moim zdaniem nie masz za grosz empatii. Nie jesteś w stanie wcielić się w rolę własnego dziecka. Nie potrafisz wyobrazić sobie, jak ono się czuje lub czuć będzie w przyszłości. Nie doceniasz dzieciaka, uważasz go za głupka, który nic nie rozumie i jedynym jego pragnieniem życiowym jest przytulanie się do mamy. Twoim największym zmartwieniem nie jest dobro dziecko, tylko to, co ludzie powiedzą -"Mąż ja zostawił i zabrał jej dziecko, jak on mógł! Przez niego się stoczyła!". Więcej nie będę wchodzić w ten wątek, bo znam kilka osób z rodzin alkoholowych i aż mi się słabo robi na myśl, że tkwisz w tym związku razem z dzieckiem że swojej własnej, nie przymuszonej woli.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Uargumentuj, dlaczego uważasz, że nie mam empatii?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jestes starszy - powinienes z rozsadnie wybrac partnerkę.. .. Nie mozesz jej tak oszukiwac. Odejdz od niej ddaj solidne alimenty .. Jesli bedzie bezpieczna finansowo .. Nie powinna sie stoczyc. Ogolnie brak finansow powodoje stoczenie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 8

Aż mi się wierzyć nie chce, że napisała to matka..
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Odejdź od niej. To nie jest ktoś kto powinien zajmować się dzieckiem. Jak stanie się krzywda dziecku to będzie już za późno.
Jej decyzja - albo się ogarnia leczenie albo wypad.
Jakie alimenty?! Za co?! a ma stwierdzoną chorobę alkoholową? jak nie to do roboty może się trochę opamięta.

Jest dorosła wie co robi, a czy Ty wiesz co robisz zostawiając ją samą z dzieckiem np na 2-3 noce?

Wygodniej udawać że wszystko ok, a potem się słyszy że dziecko wypadło z okna, matka/ojciec pijany.

Albo rybki albo akwarium - jej wybór.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dorosłą jest wiekiem, nie zachowaniem w życiu. Przestałem wyjeżdżać z domu, nie zostawiam synka z nią samego, chyba że w ciągu dnia (weekendy) na bardzo krótki czas, a w ciągu dnia nie pije alkoholu. Nie, nie jest wygodniej, nie udaję że jest ok ale rozmowy na temat jej uzależnienia kończą się wybuchami agresji z jej strony. Nie mam ochoty aby mój synek był tego świadkiem. Aby się "ogarnęła" musi chcieć, a ona już nie potrafi chyba chcieć. Poczekam do wyroku sądu, może ją po prostu sąd skaże na karę bezwzględnego więzienia, choć to wtedy jest prawie pewnym, że po wyjściu stoczy się już na samo dno, bo więzienie nie jest miejscem do resocjalizacji kogokolwiek.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ehhh.. ciężkie są to decyzje.. Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego syna.. mam nadzieję żę Twoja żona się ogarnie jak zobaczy że jednak nie tylko na rozmowach się kończy.
Dziecko nie powinno być w takiej chorej sytuacji..

Na Twoim miejscu niestety musiałabym się rozwieść z mężem.. nie chciałabym takiego życia dla córki i dla siebie.

Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje..
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Tak, dzieci są mądrzejsze niż myślimy, że są. Dlatego tym bardziej frustruje to Mamę mojego synka, gdy on tuli się do mnie częściej, niż do niej. Przykro mi na to patrzeć ale co mam zrobić? Mówię: idź do mamusi i przytul ją, a on kiwa przecząco główką i mocniej przytula się do mnie. Serce boli..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Pomijając już dobre i złe decyzje, to na prawdę nie boisz się, że ona może zrobić krzywdę dziecku? Nawet nie chcący albo w jakimiś pijackim amoku? Wiem, piszesz, że nie zostawiasz na długo ich samych, ale przecież dużo nie trzeba... ja bym nie wytrzymała psychicznie takiego strachu o dziecko.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Chłopie, przestań pastwić się nad swoim dzieckiem.
Każda istota na tym padole do życia potrzebuje choćby odrobinki ciepła i miłości.
Ciepłe spojrzenie, dotyk czy szept mogą zmienić bieg życia człowieka o 180°.
Piszesz o matce swojego syna w sposób niepozostawiający wątpliwości. Nie kochasz, gardzisz, brzydzisz się...wykorzystujesz jej stan by pogłębiać przepaść emocjonalną między nią a synem. Uzależniłeś ją od swojej postawy "ogarniacza" sytuacji i za chwilę uzależnisz od siebie syna.
Nie jesteś bez skazy. Jesteś winny. Za chwilę zaczniesz trącać starym piernikiem. Dziecko potrzebuje realnych wzorców a nie iluzji.
Jeśli pozwolisz synkowi zarazić się chorobą, która trawi Ciebie i jego matkę, licz się z konsekwencjami.
Kieruje Tobą egoizm a nie dobro dziecka.
Poszukaj swoich jaj i zacznij działać.
Nazywaj rzeczy po imieniu. Dziecku mów wprost, prawdę... Nie ogłupiaj i nie kituj bo zrobisz krzywdę na całe życie.
W Twoim wieku chyba coś się ma w głowie i rozumie znaczenie czasu i przestrzeni...

To jest wojna zwana Życiem. Musisz walczyć... Prawdą i Miłością!
Do upadłego aż staniesz się Mistrzem wstawania. Tymczasem bronisz się przed upadkiem, który jest naturalną częścią procesu podnoszenia się.
Ratuj się mądrze. Jeśli sobie nie umiesz pomóc to o czym tu piszemy (???)

Ps
Coś na osłodę. Nikogo! Absolutnie nikogo, poza Bogiem i Tobą nie obchodzi Twoje życie. Nie wierzę, że przez 5 dekad, nie nauczyłes się żyć pośród wilków. Wpuść je na swój teren a zeżrą wszystko...
Doskonale wiesz o czym piszę. W Twoich wpisach czuć strach przed przekroczeniem granicy i słusznie.
Odrzuć tę opcję i nie daj się zwieść, że jest najłatwiejsza. To Twój bajzel więc sprzątanie go cudzymi rękoma nie jest najlepszym pomysłem. Chyba, że sam jesteś wilkiem, starym, przebiegłym, który walnął się w kalkulacjach.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

Drogi Tato,
To nie jest łatwa decyzja, byłam obserwatorką, sąsiadką, koleżanką. U mnie w klatce mieszkała rodzina, rodzice oboje pracowali (on na tamte czasy super praca w banku, dobre pieniadze) i mieli córkę (jakby nie patrzeć moją koleżankę 2lata młodszą) wszystkie dziewczyny na podwórku Jej zazdrościły, najlepsze lalki, zabawki, bo Tata super praca, ale z dnia na dzień u niej uśmiech znikał, tatuś po nocach popijał, jak Ona juz spała, a tak naprawdę udawała że śpi, bała się, lata mijały, on się stoczył, prace stracił, pił całymi dniami i nocami, bil obie (najpierw matkę, z czasem i córkę), z czasem bicie stali się za delikatnym słowem, katował je, ona - koleżanka zaczęła sie jąkać, przestała prawdziwie uśmiechać, nauczyła sie udawać szczęście (tak jak Ty teraz to robisz), z czasem przyszły problemy w szkole (opisuje tu sytuację od Jej przedszkola do 20latki bo tyle ten horror trwał), kurator i inne. On stoczył sie tak bardzo ze z takimi menelami spod śmietnika pił, po nocach jęczał z braku alkoholu, albo z jego nadużycia -nie znam się ale całonocne jęki nikomu w klatce spać nie dawały, zarówno matka jak i koleżanka wyszły na ludzi, zaczęły miec szczęśliwe życie, zaczęły naprawde byc szczęśliwe jak on zmarł oczywiście z przepicia. Żeby nie było że jakaś znieczulica społeczna, nie, policja co dzień u nich jak bił i katował rodzinę, ale matka zaprzeczała, kiedyś jedna z sassiadek nie wytrzymała i ta matkę zapytała dlaczego nie odchodzi od niego, ona odp (czytaj uważnie!!) "bo dziecko musi miec oboje rodziców, a jak ona odejdzie w córką to on się stoczy calkowicie i jak ona to dziecku wytłumaczy"
Wiesz co mówi moja koleżanka? Ze to było piekło, że doskonale pamięta jak pil po nocach kiedy myśleli ze spi, ze bala sie wyjść z pokoju do toalety dlatego w lóżko robiła, ze wolałaby go nie miec, ne znać, i chyba nigdy nie zaufa nikomu.
Ja nie oceniam Twojej decyzji, masz gdzies zakorzenione że szczęśliwe dzieciństwo to dwoje rodziców, i ze jesli odejdziesz ona sie stoczy, ale może właśnie będzie tak jak u sąsiadów ze przez zostanie i dawanie przyzwolenia sie stoczył, moze właśnie odejscie sprawi ze stanie na nogi i weźmie sie w garść.
Jedna rzecz mnie niepokoi, ona jest zazdrosna o synka,wasze relacje, nie boisz się ze zrobi Mu krzywdę by miec Ciebie dla siebie?
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ja mam wrażenie że te wszystkie komentarze i rady są odrzucane przez autora wątku, chyba Pan po prostu nie chce niczego zmieniać więc niech żyje tak dalej, szkoda tylko dziecka
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Moj kuzyn miał taka matkę. Pijąca, imprezujaca. Wujek tez nie odszedł. Moj kuzyn zacpal sie w wieku 23 lat.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Gosia, też tak myślę
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Szkoda, że autorzy złotych rad nie wezmą odpowiedzialności za ich realizację. Póki co nikt nie napisał niczego, co byłoby sensownym wyjściem z impasu - rady ograniczają się do "porzuć ją", "zabierz dziecko", "daj na leczenie". Ale z uwagą czytam i czekam, aż ktoś napisze w końcu coś, czego bym sam nie wiedział. Nadzieja umiera ostatnia.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

Zawsze spotykamy kogoś po coś. Ty spotkałeś tą kobietę by stworzyć życie, wybacz jej i zaakceptuj, że jest jaka jest. Jak się awanturuje, stań
z boku, policz do 10, nie wkręcaj się. Spokojnie wytłumacz że niszczy sama siebie, nikogo więcej i jeśli się nie zmieni to wszystko straci. Dzieci
czują podświadomie, że coś jest nie tak. Rada by zawalczyć o syna i o siebie wydaje mi się najlepsza. Tylko najlepiej żeby to była walka bez agresji, a z akceptacją sytuacji. Nikt nie zrobi tego za ciebie, cokolwiek tu się napisze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

To ja Ci napisze tak .Nie z nią na tarapie ale z Tobą. Człowieku ty jesteś uzależniony od niej jak diabli ,ale to już Ci terapeuta powie co ci dolega ,bo to chore .Wszystko co ci tutaj napisali jest na NIE , jesteś z nią dla dobra dziecka więc dla jego dobra idź najpierw ty po pomoc a potem przejrzyj na oczy.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

A jakiej złotej rady oczekujesz? Każdy normalny rodzic kierował by się dobrem dziecka, bycie z alkoholiczka uważasz za takie dobro? Skoro każdy mówi Ci to samo to chyba coś w tym jest, a odpowiedzialność bierzesz ty i matka za waszego syna, za to że może być skrzywdzony na całe życie przebywając w takim domu też! Moi rodzice się rozwiedli jak miałam sześć lat, i miałam super dzieciństwo i dzięki ich rozsądkowi nie pamiętam żadnych przykrych zdarzeń ani kłótni.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Finał nastąpił wczoraj. Pijana w sztok wpadła do naszego pokoju gdzie spaliśmy, pobiła mnie i syna wałkiem do ciasta, była policja, pełen zestaw "wrażeń". Synkowi na szczęście nic się poważnego nie stało, ze mną trochę gorzej ale jakoś się zagoi. Jesteśmy z synkiem już we dwóch, a mamusia gdzieś się ulotniła, gdy wypuścili ją z izby wytrzeźwień. Zamki zmieniłem, rzeczy może zabrać, sąd wydał dzisiaj w trybie pilnym postanowienie ograniczające jej władzę rodzicielską do czasu, aż terapia (której musi się poddać, jeśli chce spotykać się z synem) zacznie działać. To tyle tej smutnej historii...synek smacznie śpi, zaraz kładę się do niego. Dobrej nocy wszystkim. W końcu mamy bezpieczny czas razem.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0

Przykra historia, szkoda że tak to się skończyło... Życzę wam duzo spokoju i szczęścia we dwóch, a może jak przyjdzie właściwy moment to i ktoś bliski się pojawi
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

> szkoda że tak to się skończyło

Nie.
Dobrze, że TYLKO TAK się to skończyło.

Dasz radę chłopie.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Muszę dać radę. Nie rozumiem tylko dlaczego synek nie dopytuje się o swoją mamę, czy to wynik traumy, czy niespełna trzylatek jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że mamy nie ma...(?)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Myślę że synek mimo wszystko dużo rozumiał
Dzieci mimo wszystko to bardzo mądrzy psychologowie wiedza/czują więcej niż nam się Wydaje,sama jestem matka 2 Dzieci więc wiem co mówię
Wydaje mi się że pomimo wszystko dopiero teraz on/wy nabierzecie spokoju i takiego wyciszenia czego wam życzę
A tobie przede wszystkim nie stawiania siebie w poczuciu winy bo to nie ty jesteś winny całej tej sytuacji
Powodzenia!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dzisiaj pozwoliłem jego mamie spotkać się z nim. Prosiła mnie, zastrzegłem jednak, że musi być trzeźwa i narobić głupot. Chciała godzinę, wyszła po 40 minutach, widziałem, że emocjonalnie nie daje rady. Gdy jest trzeźwa, to rozumuje w miarę poprawnie. Synek zareagował bez większego entuzjazmu: oooo mama! i się uśmiechnął, przywitał się ale bez gejzeru radości. Bawili się trochę w ogrodzie, nie przeszkadzałem. Więź między mamą, a dzieckiem jest zupełnie inna, niż między tatą, a dzieckiem i tym bardziej przykro mi, że doszło do takiej sytuacji. Cóż, na razie jesteśmy we dwóch, jakoś dajemy radę.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry