Widok

Co robicie na placu zabaw?

Drogie mamy, co robicie na placu zabaw z dzieckiem.
Ja wolę usiąść, i obserwować jak moja pociecha się bawi, ale inne mamy ganiają i stoją nad głową malca.
Jezeli coś zaczyna się dziać to reaguje ale tak to chciałabym by mój trzylatek sam mógł spędzać czas obok tych dzieci a nie ja obok.. i czuje sie dziwnie bo ci ludzie patrza na mnie jak na wtrodną matke. czy robię coś zle?
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 8

słowem wstępu mam 3 synów: 7lat 4lata i 9mcy, piszę o tym dlatego że chodziłam z dziećmi w różnym wieku
nigdy nie nadzorowałam zabawy dzieci bo uważałam że nie o to chodzi, aby ciągle stać nad dziećmi nawet małymi
też staram się siadać na ławce i interweniuję tylko w razie niebezpieczeństwa albo konfliktu
ostatnio byłam świadkiem matki która biegała cały czas po drabinkach z synkiem ok.4lat uniemożliwiając mu samodzielną zabawę i dodatkowo odstraszając pozostałe dzieci i uważam że to się mija z celem, trzeba dać dziecku trochę wolności
image
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 5

Ja za dwulatkiem nie biegam i też niektórzy patrzą na mnie jak na wyrodną matkę. Jednak jestem daleka od oceniania, jeśli nie znam dziecka i sytuacji. Niejeden czterolatek może potrzebować opieki, bo ma jakieś zaburzenia lub jest po prostu mało ogarnięty i mało zwinny. Nie każde dziecko jest takie same.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ja chodzę na plac zabaw z synkami 3 i 6 lat.
Starszy od razu dołącza do kogoś i już jest zajęty, szybko nawiązuje kontakty. Młodszy widzę, że jest podobnie. Już nie pilnuje się mnie jak rzep ani nie gania za starszym bratem. Bawi się sam latając to tu to tam (plac zabaw mamy na prawdę duży). Jak np. młodsze dzieci bawią się w piaskownicy to idzie do nich. Albo z nimi biegnie na ślizgawki itd. Ogarnia się w zupełności bez mojej potrzeby. Wie, że jestem w pobliżu. Idę do niego jak muszę zainterweniować, bo sytuacja tego wymaga.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

A co robiłyście z dziećmi lekko powyżej roku? Mam 8 latka, który wiadomo od dłuższego czasu bawi się sam i zawsze znajdzie sobie kogoś do zabawy, ale mam też prawie 16 miesięcznego syna, który wprawdzie chodzi od ok. 4 miesięcy, ale bardzo chwiejnie, słabo zauważa przeszkody...(podobnie było ze starszym, lepiej zaczął chodzić jak miał 1,5 roku) i za tym małym chodzę wszędzie, trzymając go za kaptur lub za rączkę, tylko na trawniku go puszczam i radzi sobie, ale również upada, co jest mniej groźne na trawie...w piaskownicy młodszy już raz upadł na brzuch trafiając w deskę od obudowy piaskownicy ...mamy z małym sporo kłopotów zdrowotnych średnio raz w miesiącu jesteśmy na badaniach w szpitalu, jakoś nie potrzebny nam jeszcze przypadkowy sor z powodu urazu np. głowy...wiem że inni rodzice patrzą na mnie dziwnie, dostawałam już różne rady od przypadkowych osób aby poprawić równowagę dziecka...ale mam wrażenie że ten typ tak ma...chodzicie za Waszymi roczniakami, 1,5 roczniakami krok w krok?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

Kiedy mój synek miał rok-1,5 to oczywiście asekurowałam go w miejscach gdzie potencjalnie mógł zrobić sobie krzywdę -przy wchodzeniu na zjeżdżalnie, przechodzeniu przez przeszkody itp. Starałam się jednak dać mu luz w odkrywaniu świata, bo samodzielność to jednak ważny aspekt nauki - wydaje mi się, że dziecko musi złapać trochę zająców, żeby wyrobić sobie zmysł równowagi i ocenę odległości.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

Inni rodzice patrzą na Ciebie dziwnie, bo tam, gdzie Ty asekurujesz swoje 16miesieczne dziecko, oni swojemu po prostu zabraniają wchodzić. Przerabiałam to już nie raz. Kilka dni temu okazało się, że pozwalam swojemu dwulatkowi na dużo więcej, niż szwagierka swojej czterolatce. Przynajmniej kilka razy dziennie zwracała mi uwagę, że nie powinien czegoś robić, bo "jest za mały" - zero konkretnych argumentów, po prostu ona swojej córce nie pozwalała (lub nadal nie pozwala), więc i ja nie powinnam. Gdy mój roczniak odrzucił wózek i zaczął sam chwiejnym krokiem chodzić na spacery, zaczepiały mnie starsze panie, że "powinien jeździć w wózku, bo się przewróci".
Tak więc nie przejmuj się tym, że inni rodzice patrzą na Ciebie dziwnie, tylko rób swoje. Pozwalaj dziecku na wiele, asekurując je, potem nadzorując z bliska, a potem daj mu swobodę i pilnuj z daleka. To matka zna najlepiej swoje dziecko, jego umiejętności, spryt i wytrzymałość. Lepiej dać dziecku swobodę na miarę jego możliwości i pozwolić się rozwijać, niż wychowywać w szklanej kuli i wszystkiego zabraniać.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 1

Nic mnie tak nie wkurza jak mama dyskutujaca na lawce z kolezankami a jej male dziecko prosi, pobaw sie ze mna w piaskownicy lub pobujaj mnie mamo
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 7

Nic mnie tak nie wkurza jak mama oceniająca inne mamy ;)
A może ta mama siedząca i plotkująca z koleżankami ma za sobą bardzo męczący dzień? Może już pół dnia bawiła się ze swoim dzieckiem i już godzinę bujała je na huśtawce i teraz ma nadzieję, że dziecko pobawi się z rówieśnikami, a ona chwilę odpocznie?
popieram tę opinię 14 nie zgadzam się z tą opinią 6

Ola mnie to tez wkurza.... A najlepsze sa mamy ktore oddaja dzieci do przedszkola nie pracuja i narzekają.... Dziwię sie takim kobietom...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 11

A mnie wkurzają mamy oceniające inne mamy,zajmij się sobą i swoim życiem żeby było ciekawsze bo jak widać wieje nudą skoro tak bardzo interesuje ciebie życie obcych tobie mam.Jak widać zazdrościsz mamom ,które nie pracują a tu akurat nie ma chyba czego zazdrościć.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 5

Nika . Prawda zabolala .
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy...to co on wyprawia to nie są zające, to byłyby spektakularne rozkwaszenia z szyciem głowy włącznie...żadne z moich dzieci nie chodziło przy meblach, któregoś dnia wstały na środku pokoju i poszły na chwiejnych nogach, ale młodszy ma zupełnie inny charakter niż starszy...starszy był spokojniejszy, dużo bawił się siedząc, a gdy już szedł robił to powoli...młodszy rozpędza się na maksa wzbudzany jeszcze aktywnością starszego brata...trochę lepiej jest na placu zabaw...bo jest większa przestrzeń trudniej w coś uderzyć. Z młodszym wchodzimy praktycznie wszędzie, zjeżdża na zjeżdżalni, wchodzi ze mną na pomosty dla dzieci, zjechał już sobie nawet na kolejce linowej, siedzi z zamiłowaniem w piaskownicy, dzięki tej aktywności, póki co nie ma kłopotu z wyjazdem z placu zabaw, siada w wózek i tyle...mam nadzieję, że w miarę rozwoju zacznie bardziej dbać sam o swoje bezpieczeństwo.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Tak naprawdę nikt nie zwraca uwagi na to, co robisz, więc nie zadręczaj się, że patrzą jak na wyrodną :)
To Twojemu dziecku i Tobie ma być dobrze, o ile żadne z was nie robi niczego nie w porządku (np. Twoje dziecko tłucze inne, a Ty nie reagujesz :P). Ja, dopóki mój czterolatek nie poprosi mnie o udział w zabawie lub nie zacznie za mocno rozrabiać i przeszkadzać innym dzieciom, trzymam się na dystans, czytam e-booka i kątem oka obserwuję.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 0

Mój syn, prawie 2 lata, często sam mnie ciągnie na zjeżdżalnie i do piaskownicy (zwłaszcza, jeśli nie ma zgrai dzieci na palcu). Wnoszę, że po prostu lubi się ze mną bawić - a i ja mam z tego frajdę.
To źle?
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 1

A kto mówi, że źle? Nie ma jednej recepty na wychowanie dziecka - każdy dzieli się tu swoimi doświadczeniami. To, że ktoś robi coś inaczej niż Ty nie oznacza od razu że to lepiej/gorzej.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Moje dzieci w sumie na placu bawią się same. Starszy zawsze kogoś złapie do zabawy a mlodszy łazi po placu i grzebie w piachu a ja mam czas na pogaduchy :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Nie oszukujcie się że 1-2 letnie dziecko potrafi się z innymi bawić bo tak nie jest.
Ja nad moją 22mc córką stoje i "czuwam" dlaczego nie siedze na ławce? A no dlatego że musiałabym ciągle wstawać bo np jakieś dziecko zabrało mojej foremke popsuło babke i wtedy jest krzyk więc jestem na miejscu i tłumacze. Przy wchodzeniu na zjeżdżalnie asekuruje ją bo są strome schody lub wejście a mała nieraz tak się śpieszy że leci nawet nie patrzy. A jak inne dziecko jest za nią to byle jak najszybciej wejść.
Każdy wychowuje po swojemu.. ale denerwujące są mamuśki które siedzą na ławkach z tel w ręku i nie patrzą nawet i nie reagują jak ich dziecko sypie piaskiem po innych lub przeszkadza w zjechaniu wchodząc pod prąd a później te chodzące matki za dziećmi muszą się nieźle nagadać do swojego dlaczego tak się nie robi bo oczywiście zaraz powtarza.
popieram tę opinię 13 nie zgadzam się z tą opinią 4

Moja młodsza córka ma 21 miesięcy i niestety muszę wszędzie za nią biegać, bo jest bardzo odważna i wchodzi wszędzie gdzie nie powinna. Oczywiście nudna jest mała zjeżdzalnia i zawsze wchodzi na wielką więc wejście muszę asekurować, zwłaszcza, ze pchają się (co zrozumiałe) starsze dzieci. Ma takie pomysły zeby wskakiwać na rozpędzoną karuzelę itp. więc nie mam wyjścia muszę czuwać nad jej bezpieczeństwem. Starsza była bardzo rozważna i spokojna i spokojnie mogłam na ławeczce posiedzieć:-) autorko siedź jak Ci dziecko daje, korzystaj ile wlezie:-)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 1

U nas są takie dyżurne babcie, które wiadomo że nie chcą biegać za wnukami bo lata nie te...ale co 5 minut rozlega się wrzask (to nie jest wołanie) Olaf wracaj, Olaf oddaj zabawkę chłopcu (bo Olaf wyrwał), nie właź tam, idziemy już do domu, powiem wszystko mamie...klasyka.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3

U nas są same brajanki :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Też mam takie spostrzeżenia, że najczęściej (nie mówię że zawsze) te dzieci co to niby samodzielnie się bawią, mają pewne "braki", w sensie takim, że mama nie tłumaczy jak ma się zachowywać w różnych sytuacjach. Efekt jest taki, że te matki co "latają" za swoim dzieckiem, po części wychowują i te inne, bo jak inaczej nazwać sytuację gdzie obca matka tłumaczy takim dzieciakom, że np. lepiej poprosić o pożyczenie zabawki, niż przywalić łopatką młodszemu w łeb, albo że nie powinno się blokować zjeżdżalni na pół godziny, bo kolejka chętnych już czeka, albo nie powinno się papierków wywalać w piaskownicę czy sikać pod huśtawką. Mam już starsze dziecko, ale swego czasu widziałam takich scenek masę i mamy tych dzieci były właśnie dumne jak paw, że dziecko "samo" sobie radzi ze wszystkim i można nie zwracać uwagi. Wiele razy zdarzyło mi się też pozbierać z gleby potłuczonego dzieciaka, przemyć ranę wodą, pomóc znaleźć matkę itd. Co więcej, nie raz miałam wrażenie że tym "ławeczkowym" mamom jest to często na rękę, że na placu jakaś mama "lata", bo przypilnuje całości.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 1

W większości przypadków masz rację, jednak widziałam i takie mamuśki, które chodzą za dzieckiem krok w krok, ale tylko po to, żeby jemu się nic nie stało. Potrafi taka siedzieć w piaskownicy pół metra koło swojego dziecka i nie reagować na to, że dziecko sypie komuś piaskiem w oczy lub tłucze kogoś łopatką. Albo posadzić dziecko na ślizgawkę, żeby się nie przewróciło na schodkach, a potem nie reagować, gdy dziecko próbuje wchodzić na zjeżdżalnie pod prąd i blokuje innym zabawę :-( Moim zdaniem warto jest znaleźć złoty środek. Wygodniej jest mi siedzieć na ławce i obserwować z daleka (nabiegałam się za dzieciakiem, gdy miał rok-półtora, więc zasady zna), ale gdy widzę, że moje dziecko wstało dzisiaj lewą nogą lub zostało rozzłoszczone przez inne dziecko i zaczyna zachowywać się nieładnie, to wolę schować honor do kieszeni, usiąść w piaskownicy i na bieżąco tłumaczyć i pilnować z bliska.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wiesz co, kiedy bywałam z Dziećmi na osiedlowych placach zabaw to gawno mnie obchodziło co robią inne mamusie. Zwykle młodsze ode mnie o 10-20 lat i zajęte sr*jfonem lub porównywaniem swoich dzieci z cudzymi.
Wiek i różnica wiekowa moich Maluchów, czasami wymuszały bieganie między nimi. Młodsze chciało naśladować Starsze i moja asysta była konieczna, głównie ze względów bezpieczeństwa.
Nawet kiedy usiadłam na ławce, zza ciemnych okularów zerkałam na moje Dzieci. Po prostu uwielbiam być z moimi Dziećmi i patrzeć na nie, na to jak się rozwijają i jakie robią postępy.

Ps
W czasie pierwszch wizyt na placu zabaw, za niezbędne uważałam towarzyszyć Dzieciom na każdym kroku by nauczyć Je ZASAD bezpiecznego korzystania z zabawek i dzielenia się nimi z innymi dziećmi
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 6

Wiesz co, kiedy bywałam z Dziećmi na osiedlowych placach zabaw to gawno mnie obchodziło co robią inne mamusie. Zwykle młodsze ode mnie o 10-20 lat i zajęte sr*jfonem lub porównywaniem swoich dzieci z cudzymi.

zastanów się nad tym co napisałaś .
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3

Wczoraj widziałam czym się skończyło dla jedenego malucha wchodzenie na ślizgawkę bez asysty matki, która to puściła swojego dziecia w samopas a sama zajęła się rozmową z inną mamunią...Trzeba mieć wyobraźnię i przewidzieć pewne możliwe skutki a nie wysługiwać się innymi lub liczyć, że dziecko jakoś sobie poradzi.
Zaskakujące jest tylko to, że potem taka matka widzi winę we wszystkim i wszystkich tylko nie w sobie.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 3

Twojemu procesowi "wnioskowania" NIC nie pomoże moje "zastanawianie się"
"Ni kuta nie zrozumiaŁOŚ"... kreseczkowy anonimie z kreseczkowego anonimowa ~:)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 4

Doskonale zrozumiałem. Babę która niby nic nie obchodzi ale doskonale widzi co robią inne matki czyli wg twójej wnikliwej "antyobserwacji "na dodatek są dużo od ciebie młode ale przecież cie to g*wno obchodzi.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Mój syn jak był młodszy to był strachliwy, nie chciał się bawić, bał się wchodzić na wszystko. Jak byłam przy nim to jakoś się bawił, a jak odeszłam kawałek, np. na ławeczkę, to od razu przychodził do mnie.
Nie łaziłam za nim krok w krok, ale musiałam być blisko, bo widocznie on czuł się bezpieczniej.

Wiele młodszych dzieci od niego samo się bawiło, na wszystko wchodzili, a mój nie chciał.
Nieraz chciał abym mu pomagała wchodzić np na drabinki, pohuśtać go.
Nigdy nie był tak odważny jak inne dzieci, skoro sam chciał żebym była przy nim, to byłam.
Z czasem to się zmieniało.
Teraz mogę być daleko, a on się bawi. Gdybym miała blisko plac zabaw to by chodził sam, ale że mamy daleko, to muszę iść z nim, czasem na niego zerknę , bo co mi szkodzi popatrzeć czy wszystko w porządku.

Ale każde dziecko jest inne. Jedne mogą się bawić same, a inne nie. Jedne bawią się grzecznie a inne nie.
Tak samo z opiekunami. Niektórzy chodzą za dziećmi, inni czasem zerkają, a jeszcze inni zupełnie nie zwracają uwagi na to co robi ich dziecko.

Dla mnie najważniejsze jest moje dziecko, co robią inni mało mnie obchodzi. Również nigdy nie przejmowałam się tym, co myślą o mnie inni na placu zabaw.

Jak było trzeba byłam przy dziecku, czasem się z dzieckiem pobawiłam, pohuśtałam, nie widziałam w tym problemu.
Nawet teraz, syn 7 lat, a czasem chce żebym się z nim pobawiła jak nie ma innych dzieci. Co mi szkodzi, dla niego radość i dla mnie :)
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry