Widok

Ile się zwróciło ?

Witam może zadam pytanie które nie wypada zadawać ale jestem ciekawa ile kosztował was ślub a ile wam się zwróciło z prezentów od gości ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4

Że tak powiem dostaliśmy zwrot w gotówce kosztów całej knajpy z napojami i wódką. Plus prezenty, ale nie zastanawiałam sie ile by były warte. Myslę, że z wydanych 25.000 zł n(małe wesele) zwróciło się jakieś 70 %. Ale u nas w rodzinie nie ma żadnych super kasiastych ludzi. Przyjaciele też każdy dał ile mógł/uważał za stosowne i tyle. Uważam, że dobrze jest jak jest ;)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3
Całe wesele dosłownie ze wszystkim wyniosło nas nieco ponad 30tys. W gotówce dostaliśmy niecałe 19tys. Wiec zwróciło się niecałe 2/3.
Ślubujemy 29.04.2017
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

My od początku wymarzyliśmy sobie skromny romantyczny ślub w malutkim kościółku i kameralną uroczystość tylko dla najbliższych, dlatego też ani przez myśl nam nie przeszło, że organizujemy imprezę " by się zwróciło". W ogóle nie myśleliśmy takimi kategoriami. Nasza rodzina nie jest majętna, ale łącza nas bardzo silne więzi. Najważniejsze było dla nas, żeby byli z nami w tym dniu. Dlatego zapowiedzieliśmy, że niczego od nich nie oczekujemy poza tym, żeby byli z nami. Całość wyniosła nas nie więcej niż 20 tys. A dostaliśmy dużo więcej. Od niewielkiej grupy najbliższych nam ludzi. I wiecie co? Było nam głupio. Że tak się dla nas wykosztowali, nie będąc majętni. Że musieli na to oszczędzać chyba cały rok, kosztem wielu wyrzeczeń. Tak, mam cudowną Rodzinę. Ale nie dlatego, że impreza zwróciła się nam z nawiązką. I jeśli ktoś tylko z takim założeniem robi wesele, moim zdaniem nie powinien robić go wcale.
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ja osobiście jeszcze nigdy nie słyszałam żeby ktoś robił wesele po to by jeszcze na tym zarobić...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4

Nikt tu nie sugeruje, że chce robić wesele po to, żeby się zwróciło.
Padło normalne pytanie, czysto statystyczne (moje zboczenie zawodowe ;) ). Nie ma co się oburzać :)
Ślubujemy 29.04.2017
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 4

Bo nikt tego wprost nie powie niestety.Czy byłaś kiedykolwiek na weselu, na którym Młodzi, wręczając Tobie zaproszenie, powiedzieli: "Nie chcemy od Ciebie niczego, bylebyś była z nami"? My tak zrobiliśmy. Nikogo innego nie znam.

Ja raczej spotkałam się parę razy z czymś odwrotnym, począwszy od durnych wierszyków z prośbami o "bilecik ze znakiem wodnym". Czyli w skrócie: Przyjdź, jeśli dasz kasę, bo musi się zwrócić chociaż za talerzyk. Dla mnie to szczyt żenady. Istotą wesela jest, jak sama nazwa wskazuje, żeby się radować tego dnia z najbliższymi. A nie to, żeby przeliczać, na ile się to opłaci. Jeśli kogoś nie stać, nie robi i tyle. A nie potem pretensje do losu, że tyle kasy wywalone w błoto, "bo się nie zwróciło". Goście są od dzielenia radości, nie od uzupełniania nadwyrężonego ( na własne życzenie zresztą) konta, bo ktoś chce zrobić pokazówkę. Tak uważam.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 2

I wbrew pozorom, wydaje mi się, że nie chodziło w tym pytaniu wyłącznie o teorię ;-) Bo na co komu taka wiedza wyłącznie z ciekawości? To jest forum ślubne i tu szuka się konkretów ;-) Nie wiem, czy zaspokojenie wyłącznie ciekawości Autorki wątku cokolwiek by jej dało :) Ale mogę się mylić.

A kończąc temat kasy, dawanie CZEGOKOLWIEK w kopertę przez Gościa jest jego przywilejem i dobrą wolą. Nie obowiązkiem. Z mojej strony w tym temacie to tyle ;-)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 2

- "I wbrew pozorom, wydaje mi się, że nie chodziło w tym pytaniu wyłącznie o teorię ;-) Bo na co komu taka wiedza wyłącznie z ciekawości? To jest forum ślubne i tu szuka się konkretów ;-) Nie wiem, czy zaspokojenie wyłącznie ciekawości Autorki wątku cokolwiek by jej dało :) Ale mogę się mylić."

Hmmmm... Może autorka ma dylemat czy zrobić wesele na 50 osób czy może jednak na 150, bo sie "bardziej" opłaca hehe ;p (to taki żarcik)
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jakoś tak intuicyjnie czuję, a propos ostatniego zdania, że ten Twój żart jest de facto prawdziwą intencją Autorki wątku ;-)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

A mi to pytanie wydaje się dość naturalne. Kilka osób pytało mnie o to "jak myślisz, zwróci Ci się wesele", a gdy odpowiadałam "że w gruncie rzeczy to nie myślałam o tym" to było zdziwienie. Tak samo gdy znajomi/rodzina wybierali się na inne wesela - to padało pytanie "ile się daje w kopercie?".
A słyszałyście, że noc poślubna to mit? Bo Młodzi są tak zmęczeni, że nie mają siły na nic innego poza liczeniem zawartości kopert. ;)

Osobiście zgadzam się z poślubioną, że najważniejszy jest fakt obecności najbliższych. I zapraszając gości właśnie to było dla mnie najistotniejsze. By była to najbliższa rodzina i przyjaciele. A gdy po naciskach ze strony rodziny, zapraszałam kogoś kogo nie widziałam od minimum 2 lat - to i tak odmawiał.
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

Ech, to ja chyba jakaś dziwna jestem :) W życiu mi do głowy nie przyszło, żeby organizować wesele dla kasy z kopert, nigdy też nie zadałam sobie pytania, czy mi się cokolwiek zwróci, choć mnóstwo osób takie pytanie mi zadawało, zdziwionych, że tak mało Gości zaprosiłam ( w domyśle: " Tylko tyle osób? To na bank Ci się nie zwróci :P").

Ale ja kierowałam się zasadą, by zapraszać naprawdę najbliższych, których kocham, z którymi jestem zżyta i utrzymuję regularny kontakt. A nie tych, których "wypada", choć od wieków nie mam z nimi kontaktu, albo tych, którzy zaprosili mnie na własny ślub, choć wcale blisko nie jesteśmy ( właśnie po to, jak mniemam, żeby "natrzepać" kasy), albo tych, którzy mają mnóstwo kasy i sypną groszem, chociaż mnie wkurzają i działają mi na nerwy. W takich wypadkach zawsze odmawiałam przybycia, bo nie stać mnie było na oczekiwany przez nich "rewanż". Czułam się jak potencjalny bankomat z obowiązkiem wypłaty, i to w ręce ludzi, z którymi niewiele mnie łączy. Niestety wśród znajomych zauważyłam taką praktykę i bardzo mnie to razi. Ale może ja dziwna jestem ;-)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 1

A co do mitycznej nocy poślubnej- zdecydowanie spędziłam ją dużo przyjemniej niż na liczeniu kasy ;-)

Koleżanko z postu powyżej- tak trzymaj :) Jeśli będziesz mieć przy sobie wyłącznie bliskie Ci osoby, wszystko się uda, bo to ludzie tworzą klimat tego dnia. Moi znajomi obłowili się na weselu na naprawdę sporą sumę, bo zapraszali prawie samych "kasiastych". I co z tego, skoro na weselu mieli same kwasy. Bo pamiętali o pieniądzach, tylko zapomnieli o ludziach. A to oni są tego dnia najważniejsi.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0

Dlatego my organizujemy wesele na takie, na jakie nas stać :) A nie takie by zaprosić jak największą z nadzieją, że się "zwróci".
Oczywiście milo jest prezenty dostać, hipokrytką bym była gdybym powiedziała, że nie lubię ich dostawać. Ale to nie dla prezentów organizuje się wesele. One są tylko dodatkiem.
A wracając do zapraszania - naprawdę miło by słyszeć jak ktoś z radością odpowiadał, że z pewnością będzie z nami w tym dniu :)

Ale ta sama sytuacja co z weselami jest z Komuniami. Naprawdę się martwię zbliżającymi komuniami bo z jednej strony to daje się tyle ile chce. Ale z drugiej strony odczuwam naciski ze strony społeczeństwa, że chrzestna co nie da 1000zł w kopercie to "słaba chrzestna".
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Też sie nie zastanawiałam przed ślubem czy zwrócą mi sie koszty i w jakim stopniu. Guzik mnie to obchodziło. Byłam pochłonięta przygotowaniami i lataniem po marketach budowlanych, bo remontowaliśmy dom. Nie wspomnę, że do tego jeszcze każde z nas pochłoniete swoją pracą. Człowiek nie mił czasu myśleć "a ten to ile da w kopercie?" ;p

A noc poślubna musiała być. Nawet o tej 7 rano jak już wylądowaliśmy w łóżku to jakoś senność przeszła ;p
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Też to obserwuję, tak jakby ludzie zapomnieli, że rolą chrzestnego jest wspieranie rodziców w religijnym wychowaniu dziecka, a nie dawanie kasy przy okazji imprez. A potem dzieci mają chrzestnych, których widują raz w roku na urodzinach, gdy przywozi drogi prezent, a tyle mają wspólnego z wiarą, co zeszłoroczny śnieg:/ Ale to temat na zupełnie inny wątek.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

A nawiązując do wypowiedzi Koleżanki powyżej- reakcja ludzi na wręczanie zaproszeń jest doskonałym miernikiem tego, ile naprawdę dla nich znaczycie ;-) Dlatego nie rozumiem, gdy ktoś niemalże popada w depresję, że zaprasza 300 osób, a przyjdzie 50 i mu się " nie zwróci". Ja bym się raczej cieszyła, że w naturalny sposób wyeliminowali się Ci, którzy mają gdzieś i Was, i Wasze święto, a nie płakała po niedoszłej kasie, której nie włożą w kopertę :P
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 1

Choć wydaje mi się, że większość ludzi organizuje wesele ze względu na tradycję. Są ludzie, którzy robią wesele na 300 osób nie dla pieniędzy a na pokaz "jaką ja imprezę zorganizowałem".
Choć też nie oceniałabym nikogo przez wzgląd na liczbę gości. Znam pary organizujące wesela na 160 osób, gdzie to bliska rodzina i przyjaciele. Kiedyś były większe rodziny i wystarczy, że rodzice mają sporo rodzeństwa. do tego dodamy kuzynostwo, które być może ma już swoje rodziny :) No i liczba gości się powiększa błyskawicznie.
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

u nas będzie prawie 100 osób SAMEJ NAJBLIŻSZEJ RODZINY (rodzice + rodzeństwo rodziców + dzieci rodzeństwa rodziców), dlatego mocno naciskam na narzeczonego, żeby nie dokładać do tego jeszcze żadnych znajomych, ale on jest trochę oporny w tej materii ;)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

My zaprosiliśmy przyjaciół...bo są dla nas bliscy jak rodzina. I często spędza się z nimi więcej czasu... bo gdy do rodziny jest kawał drogi, a przyjaciele są na miejscu to do kogo się idzie jak potrzebuje się wsparcia?
I dlatego też zdecydowaliśmy, że obowiązkowo zapraszamy naszą grupę przyjaciół.
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nno to rozumiem :) My akurat oboje jesteśmy bardzo rodzinni i częściej spotykamy się z rodziną niż jakimikolwiek znajomymi. Nawet ostatnią (i nie tylko) majówkę spędzaliśmy z rodzeństwem i kuzynostwem, Sylwestra również (itd.). Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach to dość rzadko spotykane - może mamy wyjątkowe szczęście w tej kwestii ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Olu, u nas podobnie. Od zawsze tak było i oby tak pozostało ;-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

poslubiona, generalnie się z Tobą zgadzam, ale myślę, że autorka może po prostu mieć ograniczony budżet, a chciałaby zaprosić większą ilość osób, bo np. ma sporą rodzinę. I teraz dylemat, czy robić wesele, na które w danej chwili mnie stać, czy pożyczyć trochę kasy, którą zaraz po weselu będzie można zwrócić, wyprawiając imprezę na więcej osób albo z dodatkowymi atrakcjami. Nie oceniajmy z góry tak surowo :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Macie rację, dziewczyny, że czasem tej najbliższej rodziny wychodzi ponad setka. Ale po pierwsze: czy aby na pewno z CAŁA SETKĄ utrzymują regularny kontakt i są im bliscy? Czy zapraszają całą setkę tylko dlatego, że dwie c*otki się obrażą, że trzy inne zostały zaproszone, a one nie, więc wypada zaprosić wszystkie? Tak szczerze, z ręką na sercu?

Po drugie: w mojej wypowiedzi chodziło mi nie tyle o liczbę osób, ale o samo mentalne podejście- czy na pewno koszta "się zwrócą" bez względu na to, ilu ich finalnie przybędzie ;-) Znam takich, którzy zaprosili tylko 20 osób- ale wyłącznie zamożnych. Bo też liczyli, że im "się zwróci". I to zasobność portfela była tu akurat decydująca, a nie liczba gości ;-) Przypadki są różne.

To fakt, że nie siedzę w głowie Autorki i na 100% nie mogę wiedzieć, jaki był jej zamysł. Natomiast z tonu pytania i wypowiedzi wnioskuję, że faktycznie liczy na zwrot kosztów. Jeśli się mylę, to Cię, Autorko, przepraszam, ale naprawdę takie odniosłam wrażenie.

Co do kosztów wesela, to trzeba mierzyć siły na zamiary. Robisz takie wesele, na jakie Cię stać, albo nie robisz go wcale. Kalkulowanie, czy uda się nazbierać tyle kasy, by po weselu szybko oddać, to niepotrzebne nerwy i przy okazji wyrachowanie moim zdaniem. Powiem więcej- znam też takich, którzy koniecznie chcieli zrobić pokazówkę i brali kredyt na wesele na kosmiczne kwoty- dziś są już po rozwodzie, a kredyt nadal spłacają. Tak to jest, gdy skupia się całą uwagę na "otoczce" i "atrakcjach", a zapomina o tym, co w tym dniu jest najważniejsze.

I rzeczywiście- przyznaję, że mnie poniosło. Bo nic mnie tak nie irytuje jak roszczeniowość typu :Przyjdź z kopertą albo nie przychodź wcale. Z tego powodu od jakiegoś czasu odpuszczam sobie takie imprezy ;-) Jeśli mam być sprowadzona do roli bankomatu, dziękuję bardzo. Nie mój cyrk, nie moje małpy ;-)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

Myślę, że każdy zrozumiał o co Ci chodzi :)
Wyszła całkiem ciekawa dyskusja.

Myślę, że na większości wesel będą ludzie nam bliżsi, jak i dalsi.
Dla przykładu - zaprosiłam rodzinę zzagranicy, której nie widzialam 10 lat. Bliska rodzina, ale zero kontaktu. Wiesz jakie było moje zaskoczenie i radość, jak mi oznajmili, że z chęcią przyjadą na moje wesele, że zobaczymy się po latach. I jest to w pewnym sensie piękne, że odwiedzą Polskę właśnie po to by być ze mną w tym dniu :) Uprzedzam, że nie zapraszałam ich dlatego, że są "zzagranicy", tylko dlatego, że są dość bliską rodziną.
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Rozumiem Cię, bo też miałam bliską Rodzinę, która przyjechała z zagranicy. I też ucieszyli się, że będzie tak wyjątkowa okazja do spotkania. Tutaj jednak w grę wchodzi bariera odległości i niemożność codziennego kontaktu nawet mimo chęci, więc kategorię "zagranica" z automatu traktuję inaczej :) To tak dla wyjaśnienia.

Natomiast co do dalszych znajomych- każdy robi, jak uważa. Tak jak napisałam wcześniej- to, czy naprawdę jesteśmy dla nich tak bliscy, jak oni dla nas, wychodzi przy rozdawaniu zaproszeń ;-)

Dziękuję wszystkim za polemikę i ciekawą dyskusję :) Od siebie dodam tyle, że ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji. Na moim ślubie stawili się wszyscy, których zaprosiłam. I to był dla nas najpiękniejszy prezent, bo pokazali swoją obecnością, że jesteśmy dla nich tak samo ważni, jak oni dla nas. Oby jak najwięcej osób mogło napisać po swoim ślubie to samo ;-)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1

Nasz ślub za miesiąc ale nawet o tym nie myślę bo stres mnie dopada ;) Już nervomix łykam bo nerwy mam ciągle ;) Oby wszystko fajnie się odbyło a reszta to już mnie mniej obchodzi :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Powiem Tobie, że ja czułam stres aż do przedślubnego wieczora, bo w końcu nie co dzień wychodzę za mąż ;-) O ludzi byłam spokojna, bo miałam przy sobie wyłącznie najbliższych życzliwych nam ludzi, bardziej obawiałam się głupich wpadek typu że się potknę na schodach albo przejęzyczę słowa przysięgi :D

Po czym w dniu ślubu wstałam rano z takim spokojem, jakby to nie był mój dzień, tylko kogoś innego :) I ten spokój towarzyszył mi już przez cały dzień. Zero nerwów, absolutnie ZERO. Czułam głęboką pewność, że to TEN mężczyzna i jakoś tak naprawdę wszystko ze mnie zeszło. Wierzę, że u Ciebie będzie podobnie :)

Nasz dzień obył się bez żadnych wpadek i incydentów, był naprawdę najpiękniejszy w moim życiu. Oby wszystko poszło po Twojej myśli :) Jeśli jednak nawet coś się nie uda, to i tak najważniejsze, że zostaniesz żoną ukochanego mężczyzny, reszta nie będzie już ważna ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Mnie stres dopada nie ze względu na wątpliwości czy to TEN JEDYNY.
Organizacja ślubu i wesela to już pewne przedsięwzięcie. I nawet jeśli są na nim najbliżsi to chcemy by wszystko było perfekcyjne. By jedzenie smakowało, by niczego nie zbrakło, by zespół dobrze grał itp itd. Jak do tej pory organizowałam małe rodzinne posiadówki :)
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2

Ja akurat takich obaw nie miałam, bo bardzo, bardzo starannie wybrałam usługodawców, którzy sprawdzili się u wszystkich, których pytałam o polecenie :) I nie ukrywam, że mega pomocne było m.in. to forum. Praktycznie wszystkich znalazłam tutaj, na tym forum, z polecenia. I sprawdzili się także i u mnie, więc polecałam tutaj dalej :)

Pewnie, że ryzyko, że coś pójdzie nie tak, zawsze jest, bo może ktoś być w gorszej dyspozycji dnia albo zwyczajnie pogoda zawiedzie. Ale naprawdę takimi szczegółami ja akurat zupełnie się nie przejmowałam ;-) jedyne moje obawy były związane właśnie z moja osobą, bo mam dar różnych wpadek słownych oraz sytuacyjnych i jest boskim cudem, że nic takiego nie miało miejsca :D

Zaufaj ludziom, którzy będą z Tobą w tym dniu, ich wiedzy i doświadczeniu, bo zakładam, że nie wybrałaś swoich usługodawców z przypadku, tylko po starannym przemyśleniu i w oparciu o pozytywne rekomendacje, a nie na chybił trafił ;-)

A na resztę i tak wpływu nie masz :) Głowa do góry :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Troszkę posiłkowałam się informacjami z forum, choć akurat moi usługodawcy są z innych części Polski gdyż ślub nie odbędzie się na Pomorzu.
Poślubiona, jakie miałaś zabawy oczepinowe?
Ślubujemy już niebawem :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Założenie mieliśmy proste- żadnych sprośnych, obciachowych i niesmacznych zabaw typu macanie po kolanku czy przeciąganie jajka w nogawce ;-) U nas sprawdziły się:

- kareta ( lub jej wersja "zoologiczna" pt. wycieczka do zoo),
- karaoke- wersja zmodyfikowana, tj. losowało się jakiś utwór, na ekranie był tekst i trzeba go było zaśpiewać kolejno tak, jakby była to opera, heavy metal i disco polo :D
- zabawa taneczna "dwie ręce, jedna noga"
- krzesła ( wersja rozszerzona o rekwizyty, tj. można było usiąść na krześle tylko w momencie, gdy zdobyło się konkretny rekwizyt, o który gość został poproszony przez zespół, w pewnym momencie wszyscy rzucili się w kierunku WC, bo rekwizytem miał być papier toaletowy ;-))
-telefon z klubu włoskich kawalerów, odczytany oczywiście na głos :D

Ale największym absolutnym hitem był taniec integracyjny "belgijka". W pewnym momencie nawet obsługa kelnerska się włączyła do zabawy, tak ich wciągnęła :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1

wesele na 120 osób wydaliśmy ok 40 tys. w kopertach było ok 70 tys zwróciło się i na czysto 30 tys.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3
do góry