nowy wąteknowy wątek
chrzestni a rozwód
[Rodzina i dziecko bez ogłoszeń]

Witam :) Wie ktoś może czy osoby rozwiedzione mogą zostać chrzestnymi??



Re: chrzestni a rozwód

"Rodzice chrzestni muszą mieć uregulowane sprawy zgodnie z wymogami prawa kościelnego – ukończone 16 lat i przyjęty sakrament Bierzmowania, muszą być praktykującymi i religijnymi, aby w razie potrzeby mogli wychowywać dziecko zgodnie z religią (rodzicami chrzestnymi nie mogą być ludzie rozwiedzeni, niepraktykujący, nie żyjący w zgodzie z nauką Kościoła Katolickiego, innego wyznania)."

ze str jakies parafii...


image
image
Re: chrzestni a rozwód

dziękuję za odp :)



Re: chrzestni a rozwód

no niestety.choc jestem katoliczką to z wielona zasadami w naszym kosciele kompletnie sie nie zgadzam.Miedzy innymi wlasnie chore jest to ze ludzie rozwiedzeni nie moga byc rodzicami chrzestnymi lub to ze w niektorych kosciolach nie chcą chrzcić dziecka samotnej matce.a co ci ludzie są gorsi?No pewnie,lepiej niech ci rozwodnicy zyją w chorym związku ale wazne ze beda malzenstwem.Ech,ten nasz koscioł....


image
Re: chrzestni a rozwód

a mój maż jest po rozwodzie i jest chrzestnym :)) został nim 2 lata po swoim rozwodzie


image
Re: chrzestni a rozwód

czyli są jednak jeszcze normalne koscioły w tym kraju:):)


image
Re: chrzestni a rozwód

A ja wcale nie będę chrzcić dziecka, bo uważam, że jest to tylko i wyłącznie wymysł kościoła mający na celu przywiązanie i otumananie wiernych i wyciągnięcie kasy.
I nie ma żadnych podstaw do takiego chrztu w Biblii.
Sam Chrystus ochrzcił się dopiero jak miał 33 lata. Oddał się Bogu świadomie. Chrzest katolicki to jedna wielka pustka.
Moja córka jak dorośnie, będzie dojrzała i będzie potrafiła zrozumieć o co chodzi - sama zdecyduje i się ochrzci albo nie.
Jaki sens ma chrzest dziecka w tym wieku?

Re: chrzestni a rozwód

Teoretycznie to się z tobą zgadzam...bo przecież każdy powinien mieć prawo do świadomego wyboru religii...z drugiej strony cieszę się że moi rodzice mnie ochrzcili :) co by nie było żyjemy w katolickim kraju i dziecko, które nie ma chrztu może mieć jakieś trudności...nie mówię tylko o krzywych spojrzeniach księdza, dziadków czy sąsiadek ;) Myślę że chrzest w niczym nie przeszkadza...no i będzie okazja zegarek i górala dostać na komunię nak większość dzieci ;) hehe (żarcik) ;)

A co do rozwiedzionych chrzestnych...hmmm...skoro byłam już chrzestną zanim się rozwiodłam to czy to znaczy że teraz muszę moją chrześniaczkę oddać w dobre (przykładnie katolickie i nierozwiedzione) ręce ?? hehe
pzdr :)



Re: chrzestni a rozwód

Moja chrzestna była rozwódką. Chrzestna mojego synka w czasie chrztu była po rozwodzie cywilnym i w trakcie unieważniania ślubu kościelnego.
Myslę , że wszystko zależy od księdza. A właściwie to ksiądz nawet nie musi wiedzieć, czy rodzice chrzestni sa rozwodnikami czy nie.

Re: chrzestni a rozwód

hmm...no w sumie tez sie nieco zgadzam,ze chrzest nie jest zadnym obowiązkiem i nikt tutaj wcale tak nie "mówi".Dla mnie jednak jest ważny i mysle,że dziecku w niczym nie zaszkodzi.Później w dorosłym zyciu i tak samo zdecyduje czy wiara będzie ważna w jego życiu czy też nie.


image
Re: chrzestni a rozwód

Mylicie pojęcie - rozwód cywilny nic nie znaczy dla kościoła, więc jeśli osoby których wybrałaś na chrzestnych nie wspomną o tym ksiedzu (nie mają takiego obowiązku, bo kościoł nie uznaje ślubow cywilnych a tym samym rozwodów cywilnych) to ksiądz się nawet nie dowie, bo nie ma skąd.
Tak więc skoro według kościoła ślub i rozwód cywilny jest nieważny to rozwiedzina osoba może być chrzestnym.


image
image
Lista 2009 - http://buninka.dobrynet.pl/sluby2009.php
Re: chrzestni a rozwód

buninka-uwierz ze są kościoły,w których księża uporczywie pytają o takie rzeczy,a chyba jaks berz sensu ukrywac prawdę(no ja bym się źle czuła).jednak gdybym trafila na tak dziwacznego ksiedza,ktoremu nie podobaloby sie to,ze jestem np rozwódką(nie jestem heh),to powiedzialabym co myśle na ten temat i po prostu poszla do innego kościoła.i już.


image
Re: chrzestni a rozwód

Anka Gdynianka napisał(a):

> A ja wcale nie będę chrzcić dziecka, bo uważam, że jest to
> tylko i wyłącznie wymysł kościoła mający na celu przywiązanie i
> otumananie wiernych i wyciągnięcie kasy.
> I nie ma żadnych podstaw do takiego chrztu w Biblii.
> Sam Chrystus ochrzcił się dopiero jak miał 33 lata. Oddał się
> Bogu świadomie.

Tym tokiem myślenia odmawiasz chrztu np. osobom niedorozwiniętym umysłowo.

> Chrzest katolicki to jedna wielka pustka.

Przygotowanie do chrztu to przynajmniej rok pracy. Rekolekcje, modlitwa, katecheza. Piękna sprawa, duże przeżycia dla katechumenów i często ich rodzin. Mam na myśli świadomy wybór, po długiej drodze poszukiwania wiary... a nie jakiś "ekpres" ze względu na ślub. Ostatnio czytałam o takich ludziach ze Śląska... ale po co szukać tak daleko: zapraszam na wigilię paschalną (uroczysta liturgia Wielkiej Nocy) do Ojców Franciszkanów w Gdyni na Wzgórzu. Za dużo by pisać, żeby to ogarnąć.
W każdym razie jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, my właśnie tak ochrzcimy dzieci.

> Moja córka jak dorośnie, będzie dojrzała i będzie potrafiła
> zrozumieć o co chodzi - sama zdecyduje i się ochrzci albo nie.
> Jaki sens ma chrzest dziecka w tym wieku?

"Kto troszczy się dla dziecka o drugie śniadanie, niech pamięta, że każdy zje kiedyś śniadanie ostatnie...

Będąc kiedyś w obcym mieście, zapytałem przygodnego przechodnia o drogę do centrum. Osobnik z lekkim uśmieszkiem wskazał mi kierunek. Po dłuższej wędrówce zamiast do centrum doszedłem do wniosku, że nie należało tego typa o nic pytać. Ostatnio kolejny raz usłyszałem, że dzieci nie należy posyłać do sakramentów, bo one same sobie powinny wybrać, w co chcą wierzyć. Coraz częściej takie rzeczy mówią katolicy, robiąc przy tym pełne tolerancji miny. Mieliby rację, gdyby wszystkie życiowe kierunki były dobre. I gdyby obojętne było, co człowieka kształtuje. Wtedy faktycznie nie miałoby znaczenia, kogo człowiek spyta o drogę do centrum, bo centrum i tak byłoby wszędzie. Ale tak nie jest. Cel jest zawsze w jednym, konkretnym miejscu. Nieznajomość kierunku wymaga wskazania drogi. O nią trzeba kogoś pytać. Jeszcze nie było takiego, który by nie miał życiowego przewodnika. Jakiegokolwiek. Kto nie idzie za Bogiem, robi boga z tego, za kim idzie. Nawet anarchiści, choć twierdzą, że nie uznają żadnej władzy, padają plackiem przed tymi, co wymyślili ich ideologię. Ludzie wyznający „religię wyboru” tego jednak nie zauważają. Wyobrażają sobie, że powiedzieć dzieciom „Pan Jezus jest drogą”, to zmuszanie do wiary.

Nic podobnego. Do wiary zmusić się nie da, da się za to przeszkodzić w pójściu drogą wiary. I to właśnie robią rodzice, którzy mówią dzieciom „wybierzcie sobie”. Oni, najbardziej powołani do wyprowadzenia dzieci na właściwą drogę, zostawiają je na łaskę przypadkowych przewodników. Pociecha ma wtedy duże szanse trafić na takiego, co dobrze potrafi wskazać drogę jedynie na stryczek. Jeśli dorośli mówią dzieciom „wybierzcie, w co chcecie wierzyć”, komunikują im, że to, w co sami (podobno) wierzą, jest im obojętne. Ot, taki wybór, jak każdy inny – ja wybrałem Chrystusa, ale ty możesz wybrać Buddę, Krisznę, pepsi albo prince polo. Kochający rodzice sami wybierają dzieciom podstawówkę, troszczą się dla nich o odpowiednie gimnazjum, trzęsą się nad wyborem liceum. Ciekawe, że nagle jest im obojętne to, co dzieci wybiorą na wieczność. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że sami nigdy nie zakosztowali tego, co rzekomo wybrali. Bo gdy ludzie doznają czegoś dobrego, mówią innym „spróbujcie tego”. Na „Shreka” namawiało mnie może z pół tuzina znajomych. Dlaczego? „Bo jest fajny”.

I to jakoś nie była indoktrynacja. Na „Shreka” wolno – na Jezusa nie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że jest dużo więcej niż fajny. On zmienia życie i prowadzi ludzi właściwą – choć wąską – drogą. A to nie podoba się tym, którzy rozłożyli swoje kramy przy szerokich, lecz fałszywych drogach. Oczywiście ludzie i tak zdecydują, którędy chcą iść. Sam Bóg pozwala nam wybierać. W Księdze Powtórzonego Prawa mówi: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo”. Ale zaraz – co za niespodzianka! – wskazuje, co należy wybrać: „Wybierajcie więc życie, abyście żyli”. Ja nie chcę, żeby moje dzieci wybrały cokolwiek. Chcę, żeby wybrały właściwie."

Cytat z Franciszka Kucharczaka

Re: chrzestni a rozwód

wiesia-z calym szacunkiem,ale czy Ty nie pomyliłaś troche miejsc...to forum dyskusyjne a nie rekolekcje... Każdy ma prawo do swojego zdania i nikt tu nikogo nie poucza ani nie naucza.


image
Re: chrzestni a rozwód

Czyli co? Jest OK dopóki popieram popularne wypowiedzi?
A gdy mam inne zdanie to nie mogę go wyrazić? Zacytować argumentów?
To jest ta wolność słowa?

Przepraszam, ale pojmuję ją inaczej.

Re: chrzestni a rozwód

a to już jest lekki odchył w druga stronę ...


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

tokio-masz na mysli mnie czy wiesie?


image
Re: chrzestni a rozwód

Wiesię :)

szanuję kościół i oddanie wierze ... Wiesię także bardzo polubiłam za jej trafne wielokrotnie, mądre wypowiedzi, ale tym razem to "lekutko" jakimś fanatyzmem trąciło ... przeprasam Wiesiu za szczerosć ...


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

Wiesia wcale nie ma odchyłów w drugą strone, tylko jest bardziej swiadoma swojej wiary, czego moge jej tylko zazdroscic



image
Re: chrzestni a rozwód

A czy pomyślałyście, drogie mamy, które nie chcecie chrzcić swoich dzieci, co one będą czuć, gdy cała klasa bedzie przygotowywać się do pierwszej komunii świętej, a one bedą stały z boku i będą z żalem patrzeć? Wczujcie sie właśnie w swoje dzieci, a zresztą myśle że statecznym mamom nie do twarzy z buntem nastolatek przeciwko kościołowi.


image
image
Lista 2009 - http://buninka.dobrynet.pl/sluby2009.php
Re: chrzestni a rozwód

no ja akurat jestem za tym zeby chrzcić dzieci ,ale to nie zmienia faktu,że referat wiesi byl drobną przesadą....Poczulam sie trochę jakbym szla ulica i zaczepiłby mnie świadek jehowy....-sorki za szczerośc wiesiu,ale takie mialam odczucie.


image
Re: chrzestni a rozwód

każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie!
ale rozmowy o kościele to tak jak rozmowy o polityce.....
a co do chrztu, dziękuję rodzicom, że mnie zanieśli do kościoła i pobłogosławili.....
nie wyobrażam sobie aby moje dziecko nie miało chrztu.


image

image
Re: chrzestni a rozwód

a propo's tematu... kiedyś jeden ksiądz mi powiedział, że człowiek po rozwodzie może chodzić do spowiedzi i czynnie uczestniczyć w mszy św. i życiu kościoła o ile po rozwodzie nie żyje w związku (tzn. nie żyje w konkubinacie albo nie zawarł ślubu drugi raz - ponieważ ślub cywilny ani konkubinat nie jest ważny z punktu widzenia kościoła). Ale i tak wszystko zależy od parafii (a właściwie od księdza na jakiego się trafi). Znam kilkanaście przypadków, gdzie chrzestni byli rozwodnikami i nie było przeszkód ku temu, by chrzestnymi zostali :-))


Re: chrzestni a rozwód

no wiec to bylo tylko zdanie owego ksiedza-jak najbardziej słuszne zresztą uważam.jednak regulamin w kosciele katolickim jest zupelnie inny-rozwodnicy nie moga przystepowac do komunii św(do spowiedzi tak) i niewazne czy zyja z kims w związku czy tez nie,bo chodzi o to,ze kosciół nie uznaje wogole rozwodów(chore jak dla mnie...)


image
Re: chrzestni a rozwód

rozumiem, że byle menel może nawalać żonę kiedy chce, a ona musi pokornie trwać przy nim, bo przecież to nie jego wina, ino go szatan opętał :-))) rzeczywiście chore...
Swoją drogą ciekawe kidy i czy w ogóle kośćiół kapnie się, że traci wiernych i dostosuje swoje zasady do obecnych czasów.


Re: chrzestni a rozwód

ojj,koscioł raczej traci praktykujących wiernych niż ich pozyskuje i nie sądze,zeby to sie mialo zmienić,raczej jest coraz gorzej.Ech,jak bylam mlodsza(jakies 10-15 lat temu),to bylam bardzo związana z moją parafią.potrafiła przyciagnąć młodych.Potem oczy zaczęły mi sie otwierać...(dlugo by mowic o szczegółach) i jakos przestało mnie tam az tak ciągnąć.Zaczęłam nieco oddzielac prawdziwą wiarę od fanatycznego praktykowania.Wszak modlic się można wszędzie a jak mam naprawdę potrzebę posiedzenia w kościele,to znam drogę:) Zresztą,jak widzę,te wszystkie babcie-fanatyczki,ktore biegają czasem nawet codziennie i udają takie święte ze tylko aureoli nad głową im brakuje,a gdy tylko wyjdą za próg kościoła,to plotkary numr jeden i jakby mogły to by oczy wydrapały co niektórym,to......To sorki ale odechciewa mi sie tej tzw.katolickiej Polski.Mamy tu jakies 80%katolików z czego chyba 60% to fałszywi katolicy.Żałosne... Prawdziwa wiara polega na zyciu nią,a nie tylko na bieganiu do koscioła i klepaniu zdrowasiek..Tyle na ten temat,bo mozna by jeszcze dlugo mówic.


image
Re: chrzestni a rozwód

Święta prawda :-)))
I lepiej skończyć ten temat i powrócić do meritum wątku, bo robi się niebezpiecznie i możemy kogoś urazić :-))


Re: chrzestni a rozwód

fakt, z wiarą jest jak z polityką, każdy ma prawo do poglądów i nie powinniśmy komuś wmawiac że nei ma racji tylko dlatego, ze się z nim nie zgadzamy ...

wracając do tematu wątku, ponikąd ....
a mój chrzestny nie ma chrztu !! kolega sie za niego wyspowiadał by mu ksiądz podbił kartkę ... ciekawe, czy z punktu widzenia kościła mój chcest jest ważny :P


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

hmm.......no niewiem,ale wydaje mi sie ,ze jak ktos nie ma sakramentu chrztu to nie moze potem zostac rodzicem chrzestnym.ale glowy sobie nie dam uciąć czy tak jest.


image
Re: chrzestni a rozwód

a swoja drogą-jak mozna sie za kogos wyspowiadac! i jeszcze do tego ksiądz to poparł...Boshe,co sie dzieje na tym świecie hehe.to moze ja powiem moje grzechy koleżance i ona pojdzie za mnie,bo mi sie nie chce albo czasu akurat nie mam ;)


image
Re: chrzestni a rozwód

a myślisz, że ksiądz to poparł? ja myślę, że nawet o tym nie wiedział :-) Przecież na tej śmiesznej karteczce nie ma zdjęcia :-P


Re: chrzestni a rozwód

no nie może właśnie !!! ale zakombinowali i mnie trzymał :)
ważniejsze dla moich rodziców było to, ze to dobry człowiek na którego możnaliczyć a nie to jak on blisko jest z kościłem


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

justi30 napisał(a):

> a swoja drogą-jak mozna sie za kogos wyspowiadac! i jeszcze do
> tego ksiądz to poparł...

ksiadz nie miał pojecia ...


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

A moją chrzestną była zakonnica, która rok po moim chrzcie zaszła w ciążę z organistą kościelnym;)))))
Na dokładkę byłam chrzczona w wieku 6 lat, bo ksiądz nie zgadzał się na wybranych przez moich rodziców chrzestnych;) No i zmienili kandydatów, na poleconych przez księdza....


image
Re: chrzestni a rozwód

hihi :) zakonnica z organistą :)))) dobre :)


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

Niezła historia!

Re: chrzestni a rozwód

hehe dobry scenariusz na film;)


image
Re: chrzestni a rozwód

a mojego chrzestnego w ogóle nie było na moim chrzcie... bo akurat miał wypadek i w gipsie w szpitalu leżał... w dokumenty jednak został wpisany - tak na prawdę mam tylko chrzestną... z resztą, facet i tak już nie żyje...

...jaka ironia losu z tą zakonnicą :)


image
image
Re: chrzestni a rozwód

no to u mnie nie dośc niespodzianek ... bo ja mam 2 chrzestne ... jedną w papierach inna mnie trzymała ...


papilio1@op.pl
Re: chrzestni a rozwód

ależ zycie pisze historie heh;)


image
Re: chrzestni a rozwód

Ha! Ha! Ha! AGACIK!
Ale Ci doskonale wybrał !!!!!

Re: chrzestni a rozwód

:)))


image