Widok

Top 50 w orienterskich setkach AD. 2006

W poprzednich latach Hubert Puka na koniec każdego roku tworzył ranking najlepszych czasów w setkach na orientację. W tym roku z racji tego, że Hubert nie ma czasu dalej zajmować się zestawieniem kontynuuję jego pracę.

Znacznie podniesiony poziom trudności obydwu zeszłorocznych Harpaganów na pewno nie sprzyjał biciu rekordów, najszybciej za to setkę można było zrobić na... Po tą informację zapraszam na moją stronę gdzie można obejrzeć top50 :).

www.grzegorz-luczko.pl

Co sądzicie o tej zabawie? Oczywiście ranking nie jest obiektywny. Warunki na każdym z rajdów były skrajnie różne. Począwszy od pogody, ukształtowania terenu czy na trudnościach nawigacyjnych kończąc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Strona
www.grzegorz-luczko.pl
jest bardzo ciekawa.
Ale nie mogę tam znaleźć tych wspomnianych przez Ciebie informacji o rankingu Top50.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
http://grzegorz-luczko.pl/?p=187
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dziękuję za wskazanie linka.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przydałoby się zrobić taki ranking już na rok 2007, ale może go rozszerzyć do np. Top 100
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mam w nieopracowanej formie ranking top 100 wszechczasów, za jakiś czas na pewno znajdzie się na stronie, cierpliwości więc :).

Co do rankingu na bieżąco, dobry pomysł, postaram się publikować top50 po każdych zawodach z serii PMnO.

Zamierzeniem rankingu jest klasyfikacja najlepszych czasów na 100km, rozszerzenie więc go do 100 pozycji na każdy rok to chyba trochę za dużo. Żeby się w nim znaleźć trzeba po prostu szybciej przebierać nogami ;).

Pozdrawiam, Grzesiek Łuczko.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Może więc przed emeryturą uda mi się zmieścić w Top 50 ;-)
Bo na razie moje doświadczenia zaczynają się i kończą na dwóch imprezach bez mety: tegorocznym kwietniowym rajdzie Wertepy w Lubniewicach organizowanym przez poznański HKS Hades, no i teraz Harpagan 33.
Czyli małymi kroczkami do przodu. Najpierw ukończenie jakiejś imprezy, a za 15 lat może nawet dobry wynik ;-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Widzę, że na dobre wsiąkłeś w ekstremalny światek. Jeszcze możesz się wycofać, nie jest za późno ;).

Powodzenia na Kieracie, mam nadzieje, że będę mógł dopisać Twoje nazwisko do kolejnego rankingu! :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oj, chyba się już nie wycofam. Mimo, że dopiero zaczynam, to chyba już za późno na rezygnację :-)
Poza tym jeżeli teraz bym się zawahał, to już nigdy nie wrócę do rajdów ekstremalnych.

Szkoda, że nie było takich imprez jak byłem młody.
Ale wtedy, kiedy często wspinaliśmy się na "wariackich papierach" (choć później zrobiłem uprawnienia taternika samodzielnego), to nigdy nie nazywało się to sportami ekstremalnymi.
A o takim sprzęcie jak jest teraz, to nawet nie marzyliśmy.
Ale też było fajnie.
Szkoda tylko, że tak wielu moich znajomych zostało na zawsze w górach.
Była kiedyś taka czarna seria :-(

Do trzech razy sztuka. Może na Kieracie uda się dotrzeć do mety, tym bardziej, że limit czasu nie jest tak wyśrubowany jak na Harpaganie.

Bardzo bym się cieszył, gdybyś mógł mnie kiedyś dopisać do rankingu na Twojej stronie.
Przeczytałem Twoje relacje, dużo się można z nich nauczyć, mam nadzieję, że to także pomoże mi na tego typu marszach lub na imprezach typu Adventure Racing.
Szkoda tylko, że nie ma osobnej kategorii weteranów :-)

Życzę Ci wytrwałości w prowadzeniu tak fajnej strony.
Może umieścić link do niej na naszej poznańskiej stronie orienteeringu
http://ino.info-tur.pl ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zazdroszczę przygód w górach i współczuję z powodu przyjaciół, którzy na wieki złączyli się z tym co kochali. Góry dopiero czekają żebym je odkrył, to fantastyczne, że rajdy odbywają się właśnie w takich terenach, na codzień mam kawał drogi nawet do pagórków, tym chętniej więc startuje w rajdach przygodowych.

Masz dobrą podbudowę do startów w imprezach wytrzymałościowych, akurat wiek nie jest tutaj przeszkodą, widzę po sobie ile jeszcze mi brakuje takiej siły wewnętrznej, charakteru, który ciosa się przez lata. Kondycja to nie wszystko. Nie raz już się o tym przekonałem. Choćby na ostatnim Adventure Trophy... Nie ma kategorii weteranów bo w tym sporcie im człowiek starszy tym lepiej (oczywiście do pewnego wieku :))

Z Twoim doświadczeniem górskim jestem pewny, że sobie poradzisz na Kieracie! Choć to ciężkie zawody to kończy je sporo osób, może właśnie dzięki temu niezbyt wyśrubowanemu limitowi?

Oczywiście zgadzam się na umieszczenie linka do mojej strony. Swoją drogą to może kiedyś się tam do Was wybiorę na jakieś BnO, mam spore braki w nawigacji :).
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czytałem Twoją relację z Adventure Trophy w Tatrach. Może problem był w młodym wieku, bo mimo sporych sukcesów, które odniosłeś wcześniej (doskonałe 8 miejsce w Harpaganie), to w sferze psychiki pewne doświadczenia przychodzą z wiekiem.
Zdarzyła mi się taka sytuacja na studiach, lata 1981-1983, dokładnie nie pamiętam. Wspinaliśmy się wtedy w Tatrach, w rejonie Morskiego Oka. Dwa zespoły dwójkowe, Żabia Turnia Mięguszowiecka. Droga raczej łatwa, ale długa. Chyba Filar Grońskiego, stopień trudności tylko IV wg jedynego w tamtych latach przewodnika taternickiego, czyli słynnej książeczki W.H. Paryskiego.
Dwaj koledzy, którzy w skałkach robili bez problemu drogi VI.2, tutaj się totalnie pogubili. Zresztą nie pierwszy raz mieli takie problemy w Tatrach, w Alpach żadnych sukcesów nie odnieśli.
My jako zespól słabszy ukończyliśmy drogę, choć też trochę bładziliśmy, a oni biwakowali po słowackiej stronie i na tabor zeszli dopiero o godzinie 11 następnego dnia, zresztą godzinę przed planowanym wyjściem patrolu GOPR-u (wtedy tak się nazywał obecny TOPR).
Myślę, że problem był tu w sferze psychicznej. Byli świetnie wytrenowanymi skałołazami, ale zabrakło siły psychicznej na duże góry, problemy z orientacją w terenie, złe rozłożenie sił.
Zresztą podobną sytuację miałem w 1994 roku, kiedy dorwała nas bardzo groźna burza w alpejskiej ścianie. Nie było już szansy na zejście w dół, byliśmy już po trudnościach, zejście było przez szczyt, a w zasadzie wysoko położoną przełęcz. A im bliżej grani tym bardziej niebezpiecznie. Nawałnica trwała 3 godziny. Takiego huku, grzmotów spotęgowanych przez górskie echo, bliskich błyskawic, takiego strach, w zasadzie przerażenia, nie pzreżyłem nigdy wcześniej i później (no może poza sytuacją kiedy piorun rozwalił głaz na grani kilkanaście metrów od nas w 2000 roku we Włoszech). Może dlatego teraz tak bardzo boję się burzy w górach. Byłem kierownikiem tamtego obozu, ale wtedy na tej skalnej półce był wśród nas kolega, wydawało się, że dużo bardziej doświadczony, a napewno lepiej wspinający się ode mnie. Ale widziałem, że przyszedł taki moment, że zrobił się bezradny, przynajmniej sprawiał takie wrażenie. I mimo, że byłem słabszy to ja właśnie wyprowadziłem stamtąd naszą czwórkę, to ja wybrałem moment gdy burza jeszce trwała, ale była słabsza. Było nam niesamowicie zimno (temperatura drastycznie spadła), przemokliśmy do suchej nitki. Była z nami dziewczyna (nie załamała się). Mimo, że się potwornie bałem, to musiałem tych ludzi stamtąd wyprowadzić, bo w każdej chwili ktoś z nich mógł się zupełnie rozkleić. Mieliśmy szczęście. Udało mi się doprowadzić zespół do schronu na przełęczy. Jakie było zdziwienie paru osób z naszego obozu, które zdażyły dotrzeć tam zwykłym szlakiem przed burzą. Wydawało im się, że wycofaliśmy się przed załamaniem pogody. Sprawiali wrażenie, jakby patrzyli na duchy, jakby nie wierzyli, że można przeżyć taką kanonadę w otwartej ścianie. Nie pamiętam innych tak zaskoczonych ludzi.
Dali nam swoje zapasowe suche ubrania i resztkę ciepłej herbaty z termosu, i to była wspaniała nagroda za naszą udrękę.
Po co o tym piszę ?
Może coś takiego trzeba przeżyć, żeby ukończyć trudny rajd. Nie w sensie niebezpiecznych przygód, ale w sensie dojrzałości psychicznej, odpowiedzialności za siebie i innych, podejmowania decyzji.
Czasami ktoś, kto pozornie jest słaby, pójdzie dalej, a ten, który jest mocny załamie się, wycofa, zrezygnuje.
Rajdy przygodowe to nie jest zwykły sport, gdzie jest boisko, trybuny, zaplecze.
Tak jak taternictwo czy alpinizm to coś zupełnie innego niż najbardziej ekstremalna wspinaczka w zamkniętej ciepłej hali z isostarem czekającym pod ścianką i kibicami pełnymi podziwu i szacunku.
Tam gdzie człowiek zostaje sam, daleko od cywilizacji, reaguje zupełnie inaczej.
Nie byłem nigdy w Himalajach. Ale przeczytaj sobie parę książek o wyprawach. Takich prawdziwych, opisujących nie tylko sukcesy, ale to jak było naprawdę, jak się ludzie zmieniają pod wpływem wysokości, samotności, niebezpieczeństwa, wyczerpania, głodu, braku warunków do normalnego życia. Nie każdy tak do końca potrafi się zaadoptować.
Ale nie znaczy to, że łatwo jest zrezygnować. Czasami trzeba i też trzeba mieć odwagę, żeby podjąć taką decyzję. Żyje się tylko raz.

Link do Twojej strony umieszczę u nas, przy najbliższej aktualizacji strony.

Zapraszam też na nasze biegi na orientację jak będziesz w okolicach Poznania. Kalendarz jest na stronie. Są raczej kameralne (zazwyczaj kilkanaście osób), ale jest bardzo fajna koleżeńska atmosfera i możliwośc zdobycia doświadczenia nawigacyjnego.
To właśnie SMS-y od harcerzy z poznańskiego Hadesu dały mi drugą parę nóg na drugiej pętli Harpagana. Szło się łatwiej, gdy przychodziło takie mnóstwo wyrazów poparcia od uczestników tych poznańskich BnO.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Chodziło mi po głowie, że wygrałeś któryś z maratonów. Już znalazłem: Zimowy Maraton Pieszy 2006 na dystansie 125 km.
Przy okazji gratulacje !!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jest dokładnie tak jak piszesz. Lepsza kondycja nie oznacza automatycznego sukcesu. Psychika jest dużo ważniejsza. Takie przygody, które opisałeś niewątpliwie były "treningiem psychy". Jeden z najlepszych zawodników w Polsce w rajdach Artur Kurek wcześniej sporo się wspinał, zdobywał doświadczenie w ciężkim terenie.

Widzę po sobie, że treningi w mało wymagającym terenie nie wiele dają w starciu z prawdziwymi trudnościami (vide Tatry). Wracając jeszcze do psychiki, wydawało mi się, że po starcie w polskim Maratonie Piasków, gdzie udało mi się pokonać samego siebie, a to przecież najważniejsze, nie będzie mi się zdarzało odpuszczać na zawodach. Niestety myliłem się..

http://napieraj.pl/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=175 w tym miejscu do poczytania relacja z tego naprawdę morderczego maratonu, dość obszerna :).

Doświadczenie porażki jakkolwiek bolesne sporo mi dało. Wiem gdzie popełniłem błędy i będę starał się je pokonać. Z Twoich opowieści wynika, że na "psychę" narzekać nie możesz, pozostaje Ci tylko ostro trenować :). Mam nadzieje, że spotkamy się kiedyś na jakichś zawodach. Widzę, że startujesz w barwach Supernowej, więc może i będzie to rajd przygodowy :).

Pozdrawiam!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0