Widok
Jeśli rodzić, to gdzie? Sprawdzamy Szpital Wojewódzki im. Kopernika
Opinie do artykułu: Jeśli rodzić, to gdzie? Sprawdzamy Szpital Wojewódzki im. Kopernika.
Cykl "Jeśli rodzić, to gdzie?" powstał z myślą o przyszłych rodzicach. Specjalnie dla nich sprawdzamy warunki opieki w trójmiejskich oddziałach położniczych, a przy okazji pytamy o opinie świeżo upieczone mamy. Kładziemy nacisk na to, żeby w miarę możliwości pacjentki rodziły fizjologicznie - przekonuje kierownik oddziału położniczego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika. I rzeczywiście, po wizycie w placówce i rozmowach z mamami można przyjąć, że to priorytet ...
Cykl "Jeśli rodzić, to gdzie?" powstał z myślą o przyszłych rodzicach. Specjalnie dla nich sprawdzamy warunki opieki w trójmiejskich oddziałach położniczych, a przy okazji pytamy o opinie świeżo upieczone mamy. Kładziemy nacisk na to, żeby w miarę możliwości pacjentki rodziły fizjologicznie - przekonuje kierownik oddziału położniczego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika. I rzeczywiście, po wizycie w placówce i rozmowach z mamami można przyjąć, że to priorytet ...
To akurat normalka, że mieliście swoją salę
Tam każda rodząca ma swoją salę, no chyba, że wszystkie są zajęte, to jest spławiana, albo czeka na korytarzu.
Rodziłam we wrześniu 2011. W dni robocze opieka jest ok, w weekend prawie każda położna/pielęgniarka miała wszystko w d...
Jedzenie jest ok, ale ja byłam ciągle głodna, więc mogło mi wszystko smakować.
Łazienka naprzeciwko pokoju odwiedzin - porażka. Najlepiej kąpać się w nocy, wtedy nie ma obawy, że przez otworzone choćby na chwilę drzwi ktoś coś zobaczy.
Znieczulenie - zapomnij! Szanse ma zapewne jedna na kilkanaście/kilkadziesiąt rodzących naturalnie. Ja nie znam żadnej, która tam dostała znieczulenie.
Prysznic na porodówce - nie zachęca :/
Co do ich ciśnienia na porody naturalne - jeśli jesteś w ciąży i spodziewasz się jakichkolwiek komplikacji z powodu np nieprawidłowego ułożenia dziecka - nie idź do tego szpitala.
Pediatrzy - naprawdę super, szczególnie pani doktor K.K i groźnie wyglądająca pani doktor w okularach (nie poznałam nazwiska), której się bałam na początku :)
Ginekolodzy - to chyba różnie, generalnie tacy sobie.
Panie sprzątające - skarbnice wiedzy i wyrozumiałości. Im się pokłony należą:).
Na początku sądziłam, że brak możliwości odwiedzin to straszny minus, ale to ma swoje zalety. Na oddziale są wyłącznie kobiety (poza lekarzami), nie było obawy, że się napatoczy jakiś mąż, przez którego nie będzie można swobodnie się przebrać, zmienić podkład. Krótko mówiąc, nikt obcy nie gapi się na cycki, pocięte krocze, pocięty brzuch, rozstępy itp.
Brakowało mi męża, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że za cenę intymności (na tyle na ile to było możliwe), można te kilka dni przecierpieć.
I wbrew pozorom pokój dwuosobowy jest fajny, bo obok jest ktoś, kto właśnie przeżył to samo, rozumie jak się czujesz, wysłucha krwawej opowieści i pocieszy (albo ja szczęśliwie na taką towarzyszkę niedoli trafiłam).
Obawiam się, że mimo najlepszych chęci, facet by tak nie umiał.
Podsumowując - po wysłuchaniu i porównaniu relacji koleżanek rodzących na Zaspie, stwierdzam, że jednak wybrałam źle.
Rodziłam we wrześniu 2011. W dni robocze opieka jest ok, w weekend prawie każda położna/pielęgniarka miała wszystko w d...
Jedzenie jest ok, ale ja byłam ciągle głodna, więc mogło mi wszystko smakować.
Łazienka naprzeciwko pokoju odwiedzin - porażka. Najlepiej kąpać się w nocy, wtedy nie ma obawy, że przez otworzone choćby na chwilę drzwi ktoś coś zobaczy.
Znieczulenie - zapomnij! Szanse ma zapewne jedna na kilkanaście/kilkadziesiąt rodzących naturalnie. Ja nie znam żadnej, która tam dostała znieczulenie.
Prysznic na porodówce - nie zachęca :/
Co do ich ciśnienia na porody naturalne - jeśli jesteś w ciąży i spodziewasz się jakichkolwiek komplikacji z powodu np nieprawidłowego ułożenia dziecka - nie idź do tego szpitala.
Pediatrzy - naprawdę super, szczególnie pani doktor K.K i groźnie wyglądająca pani doktor w okularach (nie poznałam nazwiska), której się bałam na początku :)
Ginekolodzy - to chyba różnie, generalnie tacy sobie.
Panie sprzątające - skarbnice wiedzy i wyrozumiałości. Im się pokłony należą:).
Na początku sądziłam, że brak możliwości odwiedzin to straszny minus, ale to ma swoje zalety. Na oddziale są wyłącznie kobiety (poza lekarzami), nie było obawy, że się napatoczy jakiś mąż, przez którego nie będzie można swobodnie się przebrać, zmienić podkład. Krótko mówiąc, nikt obcy nie gapi się na cycki, pocięte krocze, pocięty brzuch, rozstępy itp.
Brakowało mi męża, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że za cenę intymności (na tyle na ile to było możliwe), można te kilka dni przecierpieć.
I wbrew pozorom pokój dwuosobowy jest fajny, bo obok jest ktoś, kto właśnie przeżył to samo, rozumie jak się czujesz, wysłucha krwawej opowieści i pocieszy (albo ja szczęśliwie na taką towarzyszkę niedoli trafiłam).
Obawiam się, że mimo najlepszych chęci, facet by tak nie umiał.
Podsumowując - po wysłuchaniu i porównaniu relacji koleżanek rodzących na Zaspie, stwierdzam, że jednak wybrałam źle.
Pani Kasia rządzi
Najlepsze jest pani Kasia. Bierze do siebie noworodki(których mamy miały ciężki poród) na kilka godzin i się nimi opiekuje. Super też są obie Magdy. Jedna w okularach i czarnych prostych długich włosach, druga w długich blond włosach - obie bardzo młode, ale oddane swojej pracy i innym ludziom.
Bardzo dobra opieka Pań Położnych
Rodziłam w tym szpitalu w 2010r, naprawdę mają podejście do kobiet, Panie położne są niezastąpione i bardzo pomocne. Poza tym cały czas ma się maluszka przy sobie i w razie jakich kolwiek wątpliwości pomagają. Faktem jest że łazienka prysznic na korytarzu to pomyłka-wejście jest na przeciw szyby dla zwiedzających aby mogli zobaczyć dzieci a więc trzeba uważać jak ktoś otworzy drzwi mogą zobaczyć nie tylko dzieci :-) Ale ze względu na opiekę naprawdę polecam.
ja mam jednak trochę inną opinię
"Oczywiście, po cesarskim cięciu mamy muszą przez 9 godzin odpoczywać, dlatego dziecko jest im donoszone tylko do karmienia, a pomoc położnych jest niezbędna" - to ja miałam chyba wyjątkowego pecha - z tzw. "braku miejsc" wylądowałam na oddziale ginekologicznym, nie było mowy o tym, żeby ktoś mi przyniósł dziecko, nie przyszedł do mnie pediatra poinformować o stanie dziecka (miałam cc pod narkozą) a położne na gin. oczywiście nic nie wiedzą - po 12!!! godzinach na moją stanowczą prośbę zawieziono mnie na wózku do dziecka - a prosić o przeniesienie na oddział położnicy musiałam aż do upływu 30 godzin od porodu. Ale tak jak piszę, pewnie jestem odosobnionym wyjątkiem i miałam pecha bo to przecież wspaniały szpital.
to faktycznie miałaś pecha, ale ja też i nie wspominam tego tak strasznie, po cc wylądowałam na patologii ciąży z powodu braku miejsc na poporodowym, leżałam tam 24h, pani pediatra przychodziła informować mnie o stanie zdrowia synka, teraz napiszecie że jestem zła matka, ale czas który przeleżałam na patologii pozwolił mi bardzo wypocząć i szybko się zregenerować po cc, po 24h kiedy przeniesiona zostałam do sali poporodowej i przywieźli mi synka byłam wypoczęta i miałam siłe żeby się nim zająć osobiście,
jak się domyślam o laktację się nie martwiłaś? bo ja oprócz niesamowitego pragnienia żeby ujrzeć dziecko martwiłam się, jak dam sobie radę z karmieniem przy tak długiej izolacji - między kroplówkami chodziłam do synka, ale karmienie dziecka w dziale adaptacyjnym na krzesełku na środku pokoju było dla mnie mało komfortowe, żeby nie powiedzieć upokarzające - szczególnie jak zerknęłam do sali gdzie kobiety sobie leżały z dziećmi na łóżkach wygodnie.
PASKUDNE DOŚWIADCZENIA
Błędy w "rozpoznaniu", lekceważenie informacji od pacjentki. Zbyt późna decyzja o cesarce. Nie wspomnę o warunkach pod prysznicem.. Zafundowanie szoku "po punkcyjnego" , o którym nie było wcześniej informacji - narażenie pacjentki na problemy karząc jej dylać po schodach na dzień po operacji.
Nie znoszę tego molochu. Ale na dobrą sprawę - co poród to inne wspomnienia. Przy ciężkim porodzie nawet najlepszy szpital będzie się źle kojarzył.
Nie znoszę tego molochu. Ale na dobrą sprawę - co poród to inne wspomnienia. Przy ciężkim porodzie nawet najlepszy szpital będzie się źle kojarzył.
szpital wojewodzki
Swoje dwie corki rodzilam w wojewodzkim. Jedna 18scie lat temu i to byl koszmar, nieuprzejme polozne, boksy z lozkami, sala 9 matek i 9 dzieci przez 5 dób, szarobure korytarze obskurne lazienki. Druga rodzilam 4 lata temu i bylam milo zaskoczona kolorowo rodzilam w osobnym pokoju w kolorze zielonym, pokoj byl 2 osobowy lezakam tylko 2 dni opieka poloznych byla bardzo dobra ale pracuje jeszcze pani ktora byla 18 lat temu. Duzy postep polecam
Szpital Kliniczna
Witam , ja rodziłam w listopadzie na klinicznej i jestem pod ogromnym wrażeniem , nie ma co prawda możliwości immersji wodnych, ale sprzęt też jest dostępny na salach porodowych, są również łazienki przy salach.Obsługa naprawdę przemiła , osoby przywożące jedzenie, panie sprzątające, lekarze , położne wszystko na ocenę bdb.Szczerze powiem nie wiem komu jest potrzebny telewizor w momencie kiedy dostaję się swój wymarzony skarb, bo jak dla mnie to moja córka stała się dla mnie tv:) bo po narodzinach tylko na nią patrzyłam.Sale poporodowe są 4 osobowe, przy najmniej można w razie potrzeby podzielić się wątpliwościami z pozostałymi mamami.Jak dla mnie naprawdę rewelacja .Szczerze gorąco polecam
złe doświadczenia
w grudniu 2009 r. rodziłam tam synka - panowała wtedy pseudo ptasia grypa. Nie mogłam zobaczyć się z mężem nawet przez szybę bo może wnieść zarazki, natomiast codziennie na oddziale i po pokojach chodxził fotograf z gazety i np studenci robiący pełno dziwnych ankiet. Codziennie też na oddziale był mąż mojej "wspołspaczki", gdyż jej mama była pielęgniarką na laryngologii i go bez problemu wprowadzała. Mało tego - ponieważ mój poród był nagły - miałam cc. NIestety ktos tak mi tą cesarkę spartolił, że po 3 miesiącach miałam operację naprawczą - dzień po cc rozeszły się wszystkie szwy wewnętrzene i zrobiła mi sie mega przepulkina brzuszna. Co najgorsze - w szpitalu mimo moich sygnalów, że cos jest nie tak, nikt się nawet nie zainteresował moim brzuchem i tak mnei wypuszczono. Tydzień po poszłam ponownie na IP - tam od lekarki usłyszałam, ze wałek jelit wiszący pod brzuchem to tłuszcz i mam robic brzuszki.... Własciwa diagnozę postawił dopiero lekarz chirurg ze Swissmedu do ktorego trafiłam całkiem prywatnie. On też zszywał mi potem brzuch. Z kolejnym dzieckiem napewno tam nie trafię!!!!!
Lekarz
Przepraszam, ze zawracam głowę, ale ja do dzis, choć mineły już 3 lata borykam się z tym samym problemem po źle wykonanej cesarce na Klinicznej i tez mam"wałek" pod blizną, ale jak do tej pory żaden lekarz nie potrafił mi zdiagnozować co to też oni mogli mi tam źle zszyć. Jestem teraz w ciąży więc jesli byś mogła to napisz mi do jakiego lekarza ze Swissmedu trafilas, bo moze mogliby mi to naprawić przy kolejnej CC jesli by zaszla taka możliwość.
Szpital Wojewódzki
Rodziłam w Wojewódzkim 15 m-cy temu. Sama wybrałam ten szpital i nie zawiodłam się. Chciałam porodu w wannie ale odmówiono mi (przyczyny - ?) ale za to pozwolono do woli korzystać z prysznicu za co bardzo dziękuję bo ulga ogromna (prysznic nadaje się do remontu). Poród rodzinny, duza, przestronna sala z piłką do skakania ale żadnego worka sako nie widziałam. Obsługa przy porodzie rewelka, lekarz super. Ale już na sali poporodowej bywało różnie. Zdarzały się złośliwe zołzy (siostry) a szczególnie taka duża brunetka. Niektóre powinny wybrac się na doszkalanie w pomocy przy karmieniu. Mało nam cycków nie pourywały a to drogie siostrzyczki nie tylko nie pomaga a wywołuje wręcz odwrotny skutek. Lekarze za to mili. Zyczę wszystkim powodzenia i pomimo niektórych minusów polecam ten szpital.
poród
W lutym br. rodziłam w Wojewódzkim. Warunki w szpitalu są dobre, poród wspominam miło. Spędziłam w szpitalu 7 dni, panie położne w większości sympatyczne, miłe i pomocne. Lekarze informowali o stanie dziecka, ale czasem trzeba było się intensywnie dopytywać i wyciągać informacje. Nie zgodzę się co do opinii jednej z mam w artykule - porcje jedzenia naprawdę były spore ;)
Wojewodzki ..
Moja zona rodziła w lutym tego roku był to poród rodzinny,trafilsmy na pierwsza zmianę była mila pomocna i zorientowana! Jak nadeszła druga zmiana to myślałem ze przyszli tu jak by mieli wyrok i muszą odpracować jak spytałem czy te łóżeczko obok to waga? to pielęgniarka powiedziała NIE! bardzo nie przyjemne.A co do odwiedzi to mam pytanie czemu tata nie może wejść do dziecka Jak na Klinicznej a nie stać w tłoku jak wszyscy po 2 godz aby dojść do szyby
Jest OK
Rodziłam w tym szpitalu w 2005 i 2009 roku i bardzo mile wspominam poród i opiekę oraz oczywiście Pana Zygmuntowicza. W lipcu tego roku ponownie będę rodzić w tym szpitalu bo wiem, że będę tu miała super opiekę i atmosferę, a poza tym mam najbliżej miejsca zamieszkania ten szpital, więc po co szukać inny gdzieś dalej.
Gorąco polecam wszystkim przyszłym mamom;-))))))))))))))))))
Gorąco polecam wszystkim przyszłym mamom;-))))))))))))))))))
Wojewódzki
Widziałam tam w zeszłym roku dziwne zdarzenie: Siedziałam na parterze i czekałam na zakończenie operacji dziecka. Ze schodów zbiegły nagle położne, biegały po korytarzach i pytały czy ktoś nie widział dziewczyny z dzieckiem, bo jakaś dziewczyna zabrała im dziecko (!) ... mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło...
dwa razy tam rodziłam
nie mam nic do zarzucenia. Jest czysto (w Redłowie jest SYF), połozne fajne i pomocne, życiowe babki. Sale do porodów rodzinnych wygodne. W 2007 roku miałam zoo i nie płaciłam za nie, stwierdzli że były wskazania i ułatwili mi życie :) Położne miały do mnie dużo cierpliwości, a przy pierwszym porodzie nie było łatwo ze mną współpracować, biję się w piersi. Neonatologia faktycznie ciasna, w tym inkubatorku co jest na zdjeciu leżała moja córcia, tzn napewno w innym, bo był większy, ale na tym miejscu.
Rodziłam tam w maju 2010r. Nie polecam!!!
Miałam mieć znieczulenie, specjalnie byłam na szkoleniu które wtedy było wymagane żeby zewnątrzoponowe dostać. Oczywiście anestezjolog nawet nie odebrał zawiadomienia (przynajmniej tak powiedziała położna). Przy porodzie, mimo że był ze mną partner, to położna darła się na mnie cały czas, że rodzić nie umiem, że oddychać nie umie, że przeć nie umiem, że dziecko uduszę !!! itd. I jeszcze, czego nigdy nie zapomnę tego bólu, nacięła mnie na żywca, tzn. nie poczekała na skurcz. W końcu przyszedł lekarz ginekolog i lekko ucisnął mi brzuch i synek się w końcu urodził. Potem zawieźli mnie do tej osławionej jednoosobowej sali ( zapłaciłam za to 300 pln ). Byłam tak słaba, że dopiero po kilku godzinach partner dosłownie mnie zaniósł na oddział neonatologii ( maluszek był bardzo malutki, niewiele ponad 2kg ) żebym mogła zobaczyć syna. Pod 2 dobach zamieszkała ze mną w sali i się zaczęło. Położne z jednej zmiany zmuszają do karmienia piersią, z drugiej zmiany z uśmiechem podają butelkę, z trzeciej same nie wiedzą czego chcą. W końcu stwierdziłam, że nie będę katować dziecka i siebie, po konsultacji z położna i pediatrą przeszliśmy całkowicie na butle. Mały zaczął przybierać na wadze, przestał płakać. Ale wtedy niektóre położne zaczęły nagonkę na "wyrodną matkę". Prawie za każdym razem kiedy szłam po mleko i wysterylizować butelkę, musiałam się tłumaczyć dlaczego nie karmię piersią, mimo iż miały jak byk na tej swojej tablicy, że to nie moje widzimisię tylko wspólna decyzja dla dobra dziecka. W ogóle 90% personelu uważa, że jest tam za karę. Najgorsze jest to, że to prawie same kobiety, które zapewne same rodziły więc powinny rozumieć, współczuć, pomóc. Ale najgorszy jest ten cały Pan i Władca ordynator Zygmuntowicz. Dzień po porodzie, na obchodzie, pyta mnie kiedy przyjdę urodzić drugie dziecko, ja na to że nigdy, a on z oburzeniem mówi, że obowiązkiem każdej kobiety jest urodzić co najmniej 2 dzieci. Nie miałam siły go wyśmiać. Byłam tam tydzień, a on przyłaził codziennie i prawił te swoje kazania. Poza tym było widać, że personel się go boi, wszyscy stali na baczność w jego obecności. Podsumowując : pielęgniarki na neonatologii ( tzw. ciocie ) super, położne przy porodzie koszmar, położne na oddziale zdecydowanie więcej empatii życzę i komunikacji miedzy sobą. Tak czy inaczej, jeżeli kiedykolwiek strzeli mi coś do głowy i zechce urodzić znowu to na pewno CC w prywatnej klinice, na pewno nie Szpital Wojewódzki im. Kopernika!!!
Popieram Cię w pełni. Rodziłam tam 8 lat temu i widzę, że kompletnie nic się nie zmieniło ... miałam to samo z mlekiem, to samo z przecięciem - przecięła mnie na żywca, a potem lekarz dosłowni wbił mi łokieć w brzuch i nacisną przeponę, że nie mogłam oddechu złapać, żeby dziecko wypchnąć. Szyli mnie też na żywca. Od 5 rano nie mogłam urodzić, dawali mi kroplówkę z oksytocyną do 20.15. Podkręcali krople i z bólu traciłam świadomość ... nie miałam przerwy w skurczach!!! A im chodziło o to, aby urodzić naturalnie! To, co wspominam, to od samego początku nastawienie na poród naturalny, nawet, jeśli jest to niemożliwe i karmienie naturalne, mimo, że matka nie ma mleka. Robiono wszystko, abym urodziła naturalnie ... urodziłam - to prawda, ale konsekwencją tego była np. zwichnięta kość ogonowa, ból, jakiego nie przeżyłam spowodowany mechanicznym wywoływaniem skórczy, masaże szyjki macicy, cięcie na żywca, utraty przytomności itp... A potem nagonka na karmienie piersią. Mleka nie miałam po sztucznej oksytocynie, a baby darły się na mnie, miałam sutki pokrwawione, dosłownie odpadało mi mięso, a one na siłę pchały je do buzi dziecka ... Musiałam błagać o pokarm dla dziecka, nie chciały mi go robić, miałam awanturę o kapturki na sutki ... To, co pamiętam z tamtych 3 dni to : upokorzenie, niekończący się ból i depresja, która spowodowała, że do tej pory nie mam drugiego dziecka! Strasznie się po prostu boję!!! Chcę jeszcze dodać, że w domu, w ciszy i spokoju zaczęłam karmić córkę, karmiłam ją przez kapturek rok!!! Nie polecam i nigdy w życiu - jeśli się zdecyduję na drugie dziecko - nie pójdę do wojewódzkiego rodzić z własnej woli!!!!!
Tylko na Klinicznej-goraco polecam!!!
Witam serdecznie!!
Ja zdecydowanie gorąco polecam szpital na Klinicznej.Rodziłam tam mojego starszego synka w 2003 roku i jak okazało sie, że jestem w ciąży z drugim dzieckiem, od razu wiedziałam , że chcę rodzić tez na Klinicznej.Mój drugi synek urodził się w pażdzierniku 2011 roku i byłam naprawdę szczęśliwa, że jestem na Klinicznej.Cały personel od Pań salowych, pielęgniarki, położne,neonatolodzy- wszyscy bardzo życzliwi i chętni do pomocy.Za pierwszym razem spędziłam tam 14 dni a ostatnio 11 ale gdybym znów była w ciązy to zdecydowanie znów wybrałabym Kliniczną..
Rózne się słyszy opinie o obu szpitalach ale myslę, że to wszystko kwestia podejścia i powiedzenia sobie po co sie znalazło w szpitalu.Jak ktoś ma mniemanie , że jest w hotelu to ma problem.
Jak dla mnie sale super, wyposażenie również.Kliniczna również jest po remoncie.Ale przede wszystkim wykwalifikowany personel i specjalisci.!!!!POLECAM
Ja zdecydowanie gorąco polecam szpital na Klinicznej.Rodziłam tam mojego starszego synka w 2003 roku i jak okazało sie, że jestem w ciąży z drugim dzieckiem, od razu wiedziałam , że chcę rodzić tez na Klinicznej.Mój drugi synek urodził się w pażdzierniku 2011 roku i byłam naprawdę szczęśliwa, że jestem na Klinicznej.Cały personel od Pań salowych, pielęgniarki, położne,neonatolodzy- wszyscy bardzo życzliwi i chętni do pomocy.Za pierwszym razem spędziłam tam 14 dni a ostatnio 11 ale gdybym znów była w ciązy to zdecydowanie znów wybrałabym Kliniczną..
Rózne się słyszy opinie o obu szpitalach ale myslę, że to wszystko kwestia podejścia i powiedzenia sobie po co sie znalazło w szpitalu.Jak ktoś ma mniemanie , że jest w hotelu to ma problem.
Jak dla mnie sale super, wyposażenie również.Kliniczna również jest po remoncie.Ale przede wszystkim wykwalifikowany personel i specjalisci.!!!!POLECAM
Piekło!!
Oczywiście - przy porodzie może przebywać ktoś z rodziny - był ze mną narzeczony - szkoda tylko że pielęgniarki siedziały u siebie w kantorku i się mną nie interesowały. Gdy wyłam z bólu to słyszałam jak do mnie z niego krzyczy, że mam być cicho bo inne kobiety śpią!! Gdy błagałam o znieczulenie to go nie dostałam (miałam bóle krzyżowe). Dziecko jak się urodziło w ogólnie nie zostało mi położone na brzuchu jak tu jest napisane - zobaczyłam je dopiero po 3 godzinach !! Pielęgniarki wredne i niepomocne - tylko jedna była ciepła i pomocna. Dziecko nie potrafiło nauczyć się ssać mleka z sutków więc poprosiłam o mleko dla niego by mogło się w końcu najeść - odmówiono mi tego. Paranoja i horror. Nie polecam nikomu porodu w tym miejscu !! Dodam, że jak leczyć dziecko to tylko na polankach - miłe pomocne i zawsze do dyspozycji pielęgniarki.
Rzeczywiście, to jest absolutnie najważniejsze, żeby wiedzieć która to która...
Nie jest ważne dziecko, nie jest ważna rodząca. Ważne, żeby się nie pomylić, bo jak jedna z drugą focha strzelą, to zapomnij, że otrzymasz pomoc.
Sugerujesz, że półprzytomne z bólu i zmęczenia kobiety powinny najpierw się dyskretnie upewniać, z kim mają do czynienia, żeby broń boże jej wysokości nie urazić?
Sugerujesz, że półprzytomne z bólu i zmęczenia kobiety powinny najpierw się dyskretnie upewniać, z kim mają do czynienia, żeby broń boże jej wysokości nie urazić?
trochę nie mogę sie zgodzic z tą opinią.Słyszałam od znajomej jak dziewczynę w blizniaczej ciazy i to po terminie wstrzymywali.Przyszedł piątek , dostała skórczy to zamiast pomóc jej urodzić- dostała leki rozkurczowe co by na wekend kłopotu sobie nie robić...wcale tak chętnie nie tną...osobiscie tam nie leżałam ale same historie opowiadane przez innych zniechęcaja do Zaspy...
z drugiej jednak strony to ciężko jednoznacznie się wypowiedzieć.Tyle opinii, co ludzi.Najlepiej trzeba by było poleżeć w każdym po trochu i wtedy ma się mniejwięcej obraz jak jest naprawdę w szpitalach.Niestety tego typu forum, zamieszczane komentarze też rzutują na opini szpitali-jedni napiszą coś pozytywnego, inni wrecz przeciwnie.Tylko jak sie przekonać , gdzie jest najlepiej, gdzie uzyskamy najlepszą opiekę dla siebie i maleństwa..oby nie na własnej skórze, jeżeli coś pójdzie nie tak...
rodzilam na zaspie w 2009 roku po kilku godzinach stwierdzili ze trzeba ciac.opieka cudna dziecko po zabiegu od samego poczatku ze mna,nie moglam przez pierwsze 8 godzin zajac sie mala to kazali mi wciskac przycisk z alarmem bez problemu polozne przychodzily pomagaly nakarmic przewinely malutka.bez kaprysow super wspominam pobyt w tym szpitalu nastepne dziecko na pewno tam bede rodzic.pozdrawiam caly zespol oraz przecudna pania ginekolog Sokolowska :)
Rodziłam w wojewódzkim w 2010 i chcę tam rodzić ponownie, chociaż mieszkam już w Norwegii
Rodziłam tam córkę. Poród wspominam bardzo miło. Nikt nie kazał mi leżeć pod KTG. Tylko na początku położyłam się na 15 minut, a potem już tylko położna co jakiś czas przykładała mi sondę do brzucha na chwilę, kiedy ja byłam całkiem aktywna. Chodziłam, skakałam na piłce, wieszałam się na szyi męża. Mimo to, że byłam po szkole rodzenia to położna podpowiadała co jeszcze mogę zrobić, żeby złagodzić bóle. Prysznic bardzo mi pomógł. Położne wszystkie przemiłe i pomocne zarówno na porodówce jak i na położniczym i patologii ciąży, na której byłam jeden dzień.
Teraz spodziewam się drugiego dziecka i choć mieszkam w Norwegii, chcę przyjechać tutaj rodzić, bo znam już ten szpital i mam związane z nim dobre wspomnienia.
Muszę jeszcze dodać, że mój ginekolog pracuje w tym szpitalu i jest rozchwytywany przez pacjentki w przychodni przyszpitalnej (tzw. kolejowej). Nazywa się Robert Klimaszewski.
Teraz spodziewam się drugiego dziecka i choć mieszkam w Norwegii, chcę przyjechać tutaj rodzić, bo znam już ten szpital i mam związane z nim dobre wspomnienia.
Muszę jeszcze dodać, że mój ginekolog pracuje w tym szpitalu i jest rozchwytywany przez pacjentki w przychodni przyszpitalnej (tzw. kolejowej). Nazywa się Robert Klimaszewski.
ordynator Zygmuntowicz
Nie rozumiem niektórych negatywnych opinii na jego temat. Mnie wydał on się bardzo sympatycznym i wesołym człowiekiem. W każdej wolnej chwili zaglądał do pacjentek żeby pogawędzić, pożartować lub pocieszyć. Położne żartowały sobie z nim jak z dobrym kolegą i generalnie wprowadzał na oddział wesołą i luźną atmosferę. Inni ginekolodzy, którzy pojawiali się na obchodach też byli sympatyczni.
Jedynie jedna położna (oddziałowa) wydała mi się trochę niemiła...ale następnego dnia była już bardzo sympatyczna i pomocna. Widać miała dzień wcześniej gorszy dzień i tyle. Każdemu się zdarza przecież. Widziałam jak traktuje swoje podwładne...zachowywała się jak troskliwa matka.
Jedynie jedna położna (oddziałowa) wydała mi się trochę niemiła...ale następnego dnia była już bardzo sympatyczna i pomocna. Widać miała dzień wcześniej gorszy dzień i tyle. Każdemu się zdarza przecież. Widziałam jak traktuje swoje podwładne...zachowywała się jak troskliwa matka.
Ordynatorowi mówię zdecydowane NIE!!!
Może nie rozumiesz bo akurat dla Ciebie był jakoś wyjątkowo miły. Rodziłam synka w 2010 roku. Wojewódzki był dla mnie oczywisty bo mieszkałam wtedy zaraz obok. Położne, pielęgniarki i lekarze super. Poza ordynatorem. Rzeczywiście stawia na porody naturalne i to za wszelką cenę, nawet życia dziecka. Mój syn był źle ułożony i poród w pewnym momencie się zatrzymał. Już raniutko położna nam powiedziała że musimy mieć cc. No ale pan "doktor" stwierdził że zobaczymy jak będzie. Na siłę zrobił masaż szyjki pomimo pełnego rozwarcia. Po kilku tygodniach mój ginekolog stwierdził, że musiała wtedy szyjka pęknąć bo mam bliznę. Finalnie po 3!!! godzinach drugiej fazy porodu łaskawie przyszedł i nawet bez badania powiedział że możemy jechać na salę operacyjną. Synek urodził się o godz. 16 z 1 punktem w skali Apgar (miał tylko słabą akcję serduszka), a pan lekarz mojemu mężowi powiedział wtedy, że powiniem być wdzięczny za zdrowe dziecko!!!!!!!! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ale prawdą jest że każdy na tym oddziale boi się swojego szefa. Drugie dziecko wolę rodzić na parkingu w samochodzie niż w tym szpitalu podczas dyżuru pana ordynatora.
no no
ja rodzilam tam corke pielegniarki wredne,niemile mam wspomnienia z porodowka w wojewodzkim mam nadzieje ze sie tam poprawi ale ja sie zrazilam zaspa podeszla do mojego 2 porodu profesjonalnie a opieka super kiedy potrzebowalam pomocy to mi ja udzielano a w wojewudzkim nie a tak nie powinno byc
Opieka zależna od powikłań poporodowych..
w grudniu rodziłam z tym szpitalu. Poród w efekcie przez cesarskie cięcie. Po porodzie miałam zespół popónkcyjny. Nikomu tego nie życzę. Tak ogromny ból głowy, do tego wymioty. A położne z tekstem, że muszę dużo leżeć, ale do córki nie chciały już przychodzić, zeby przewinąć, czy podać mi ją do piersi. Podsumowując, byłam dla nich przysłowiowym wrzodem na d.. jedyne co potrafili zrobić to naszpikowac mnie ketanolem "100" i to bez osłony. Znacznie mniej bolesnie bym to przechodziła, gdyby mógł być przy mnie mąż, a nie odiweidziny przez szybę.
Tak więc, nie popieram oddzielnej sali odwiedzin. Uważam, ze powinno byc pozowlenie na przebywanie jednego gościa, którego obecność może znacznie odciażyć pracę Pań położnych..
Tak więc, nie popieram oddzielnej sali odwiedzin. Uważam, ze powinno byc pozowlenie na przebywanie jednego gościa, którego obecność może znacznie odciażyć pracę Pań położnych..
TRagedia!
Same zle doswiadczenia ,az mi sie nie chce wspominac,plakac sie chce. Na wychodnego to dostalam prawie kopa od tych pielegniar ;/ co za baby ! Wspominam tylko jedna mloda dziewczyne bardzo dobrze,bo tylko ona pokazala mi jak karmic,jednak szybko zniknela . Masakra ,nie polecam pod zadnym wzgledem !
Dwa porody - dobre wrażenie
Dwa razy rodziłam w Wojewódzkim. Dwa razy byłam kilka dni na patologii. Zgodzę się że jeśli chodzi o pielęgniarki są miłe,ale są też "naburmuszone flądry". Dwa razy rodziłam naturalnie i nie żałuję. Ordynator jest wspaniały. Naprawdę polecam szpital mimo faktycznie małego pokoju odwiedzin.
Tragedia i nigdy więcej
Rodziłam w 2044 i moja trauma z pobytu na oddziale po porodzie jest tak wielka, że boję się ponownie zajść w ciążę!!! Nie mogłam karmić piersią, panie na siłę mi uciskały piersi, ale nie było ani kropli mleka! Miałam siniaka na siniaku, oberwane sutki, ale nie chciały podać mojej córce sztucznego mleka ... wydzielałam jej po kropelce!!! NIGDY WIĘCEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zaspa
W 2010 roku rodziłam w szpitalu za Zaspie swoje pierwsze dziecko i jestem w 100% zadowolona. Pani położna zachowywała się lepiej niż moja mama była pomocna i wszystko tak robiła żeby mnie i mężowi było jak najlepiej. Zaczynając od pielęgniarek kończąc na salowych super na każdej zmianie. Jak będę rodziła w przyszłości swoje drugie dziecko to też tam. Polecam wszystkim ten szpital :-)
Nigdy wiecej
Rodziłam w 2006 roku i sześć lat nie chciałam słyszeć o drugim porodzie po horrorze jaki przeszłam. 30 godzin, 4 oksytocyny, w końcu cesarka. 7 dni na oddziale z wrednymi położnymi. Ojciec mógł być z dzieckiem przez pierwsze dwie doby gdy ja leżałam ledwo żywa a potem już tylko przez okienko. gdzie logika ? Rodzę za miesiąc ale na pewno nie tam gdzie kobiety są traktowane jak .............
Co do karmienia to nikt nie wspiera matek ja byłam bardzo mocno nastawiona na karmienie, ale sama o wszystko walczyłam mąż kupował mi herbatki na laktację wypożyczył gdzieś z Gdyni specjalny laktator żeby mi było łatwiej bo po cesarce nie miałam siły a jak na 4 dobę dostałam nawału pokarmu i prawie skończyłam na stole operacyjnym to usłyszałam sama tego chciała.
Co do karmienia to nikt nie wspiera matek ja byłam bardzo mocno nastawiona na karmienie, ale sama o wszystko walczyłam mąż kupował mi herbatki na laktację wypożyczył gdzieś z Gdyni specjalny laktator żeby mi było łatwiej bo po cesarce nie miałam siły a jak na 4 dobę dostałam nawału pokarmu i prawie skończyłam na stole operacyjnym to usłyszałam sama tego chciała.
Ja tez rodziłam w 2006
i jesli chodzi o karmienie i traktowanie pacjentek przez personel tam obecny to po prostu TRAGEDIA! Prof. Zygmuntowicz - pewnie zalezy od osobistych doswiadczeń, ale mi pomógł i to bardzo, za co jestem mu bardzo bardzo wdzieczna! Dzieki niemu moje dziecko przyszło zdrowe na swiat (a podduszało sie owiniete pępowiną:( ), On tez pomógł mi się pozbierac gdy dopadła mnie depresja poporodowa:(..Za to dziekuje! Ale polozne KAZACE karmic piersia i zabraniajace butelki, traktujace pacjentki jak zlo konieczne to horror, którego do dzis nie moge zapomniec:(
o kurcze, myślałem że pisze moja żona...
o kurcze, myślałem że pisze moja żona...
Podzielam opinię, poród naturalny za WSZELKĄ cenę, poród kilkudziesięciogodzinny, położne zadzwoniły po doktora by robił cesarkę; gdy zorientowały się że może nie zdążyć zejść we dwie położyły się na brzuchu i wypchnęły dziecko.
Dziecko oddano matce po 6 czy 8 godzinach...
Dziękuje Bogu że mój syn jest zdrowy, kolejne dzieci urodziły się na Zaspie którą polecam.
Podzielam opinię, poród naturalny za WSZELKĄ cenę, poród kilkudziesięciogodzinny, położne zadzwoniły po doktora by robił cesarkę; gdy zorientowały się że może nie zdążyć zejść we dwie położyły się na brzuchu i wypchnęły dziecko.
Dziecko oddano matce po 6 czy 8 godzinach...
Dziękuje Bogu że mój syn jest zdrowy, kolejne dzieci urodziły się na Zaspie którą polecam.
smieszne!
te pokoje mają być w dobrym stanie? a te o podwyższonym standardzie jakieś niesamowite? one się nie umywają do takich, jakie powinny byc. sala o podwyższonym standardzie bez wlasnej lazienki? to nawet nie jest standardowy poziom. kobieta w pologu korzystajaca z lazienki dla salego oddzialu? zycze powodzenia! sala wizyt? a gdzie intymnosc dla rodzicow, a szczegolnie dla ojca? kiedy wreszcie polska bedzie cywlizowanym krajem? mam za soba 2 porody, na szczescie nie w publicznych szpitalach, a prywatnej klinice, ktora jako jedyna w polsce ma podpisana umowe z nfz na porody, dlatego porod w niej kosztuje tyle, co wynajecie wlasnej poloznej. szpiutal wojewodzki do poprawki! lepsze warunki sa juz nawet w szpitalu wojewodzkim w bialymstoku :/
wojewódzki
Pierwsze dziecko rodziłam w wojewódzkim 13 lat temu, mowy nie było wtedy o rodzinnym porodzie, opieka miła(ale bez przesady) w tym zawodzie to chyba nie uśmiech tylko sie liczy a fachowe podejscie do pacjenta,wiec ten temat nie podlega dłuższej dyskusji.Przez wiele lat(dokładnie 11)bo po tylu zdecydowałam się na drugie dziecko nasłuchałam się róznych historii, niektóre były naprawdę przerazające, jak chociazby ta kiedy moja kuzynka rodząca niemal w tym samym dniu co ja (pierwsze dziecko)zdecydowała się na wojewódzki.Poród jej trwał ponad 16 h i nikt z personelu nie pomógł jej , a przeciez sa rózne sposoby, po co męczyc rodzącą i dziecko.W tej placówce rodzic mogą tylko te pacjentki które wiedza, ze "pójdzie szybko"tylko skąd to wiedzieć.Ja rodziłam na KLINICZNEJ i tam środki pomagające,przyspieszające poród sa na porządku dziennym nie ma z tym najmniejszych problemów.Urodziłam w 3 h a nie 16 !!!obawiam się, ze takie doswiadczenie moze zniechecic na dobre wiele kobiet, a na tym chyba nikomu nie zależy.Pan ordynator szczyci się tym, ze jego placówka (szp.wojewódzki)ma najmniej cc, niestety smutna prawda jest taka , ze kosztem tego najwięcej zgonów :(
Najlepiej chemię dzieciakowi wciskać jeszcze zanim przyjdzie na świat, a raczej w trakcie. Odrazu go "z buta" wypychać. Moja żona czekała 6 godzin na kroplówkę wspomagającą, ale to podobno normalka - jeżeli poród nie odbędzie się w ciągu 6 godzin po odejściu wód wtedy dostaje się kroplówkę, dłużej już ni8e można czekać. Ale po co odrazu przy rejestracji wołać o kroplówkę? Nie rozumiem. Może dlatego że jestem facetem. Ale byłem przy żonie cały czas i nie widziałem nawet jednego grymasu niezadowolenia na twarzy. Zresztą, każdy poród jest pewnie inny.
2008.01.21
Rodziłam w 2008 roku poród był bardzo spontaniczny bo trwał 5min,sama pomoc przy porodzie wspominam dobrze bo to nie chodzi o to zeby ktos byl mily tylko lekarze musza byc stanowczy i konkretni w podejmowaniu swoich decyzji bo inaczej wszystko by uleglo zmianie my bysmy decydowaly jaka ma byc kolejnosc.Po porodzie dostalam krwiaka ale lekarz podjal decyzje o pilnym zabiegu i dzieki szybkiej reakcji poprostu zyje i za to Serdecznie mu dziekuje!a skomlalam jak pies z bolu przy tym krwiaku i Panie polozne bardzo mnie podtrzymywaly na duchu i mojego meza ze bedzie wszystko dobrze wiozac mnie winda na blok operacyjny glaskaly mnie po rekach ze jak sie obudze do zobacze moja coreczke ze zapomne o tej traumie ktora przeszlam i tak po czesci jest oswoilam sie z tym traumatycznym porodem gdzie wylam po przebudzeniu w sali dwuosobowej i Panie pielegniarki byly wspaniale nawet wode do picia podaly gdzie w chwili jak czlowiek jest zacewnikowany i nie zaradny to zachowaly sie bardzo przyjaznie przynoszac wode do picia i leki przeciw bolowe nawet same sie Panie pielegniarki pytaly czy bol mija.Podsumowujac ogolem ja wspominam opieke bardzo dobrze zarowno na bloku porodowym jak i oddziale polozniczym.Opieka i warunki na plus!
Jakich porad laktacyjnych??
Tam nikt nie udziela porad, tylko zmuszaja do karmienia, wyciskajac z piersi co sie da! Ja bardzo chciałam karmic naturalnie, ale wałsnie "DZIEKI" paniom poloznym z Wojewódzkiego zostałam do tego efektywnie zrazona! Zaluje Ale ja poza zmuszaniem mnie do róznych dziwnych rzeczy, pomocy nie doświadczyłam:(
Miłe wspomnienia:)
Rodziłam córkę w 2002 roku w wigilię.Szybko podjęto decyzję o cesarskim cięciu i w ciągu zaledwie kilku minut byłam już na sali operacyjnej.Wszystko poszło bardzo dobrze,córka urodziła się zdrowa,choć były pewne obawy.Po porodzie,opieka super,co chwilę przychodziła pielęgniarka i pytała się czy wszystko w porządku.Ogólnie bardzo dobra opieka lekarzy i pielęgniarek.
Nie polecam!
Niektóre położne wredne. Na prośbę o pomoc przy karmieniu synka usłyszałam: a nie wiedziała Pani jak to będzie. Do innej dziewczyny, która płakała jedna z położnych powiedziała: będziesz miała TO (czyt. dziecko) na całe życie. Jeden z lekarzy: nie wiem, dlaczego wszystkie matki płaczą... No właśnie, dlaczego...
Zadowolony
Moja żona rodziła w wojewódzkim w 2005 roku. Poród rodzinny. Pierwsze dziecko, także ogólnie był szok. Ale wszystko było w jak najlepszym porządku. Żona długo czekała na poród, ale nikt nawet nie sugerował żebyśmy opuścili salę porodową. Pół dnia ją "blokowaliśmy" i nikt się nie czepiał. Obsługa ekstra. Znaliśmy Panią z porodówki z wcześniejszego kursu przedporodowego. żadnych problemów przed porodem, w trakci i po.
Rodziłam sierpniu 2010 miałam skierowanie na cc i gdzies im sie zawieruszyło;) Położne zalezy od osoby. /jedna młoda blondynka anioł druga mi jeczala ze zachcialo nam sie rodzic po ludzku a one teraz kupe roboty maja (od czego tam są?) Mała lezała na IT a o laktcji nikt mi nic nie mówił dopiero n 4 dzien sama swoim laktatorem sie pobudzałam (mała nie miała siły ssac). Ordynator to jakas porazka poza tym chciał mnie wypisac gdy mała była na IT.
Ogólnie nie polecam ale gdzie mialam rodzic jak gdzie indziej miejsc brak:/
Ogólnie nie polecam ale gdzie mialam rodzic jak gdzie indziej miejsc brak:/
To nie szpital tylko Rzeźnia
Nigdy najwiekszemu wrogowi nie zycze rodzic w tym szpitalu. Mam trojke dzieci i pierwsze rodzilam wlasnie tam. Porod trwal kilkadziesiat godzin i na koniec kiedy dziecko utknelo w kanale rodnym i zaczelo zanikac tetno polozne zadzwonily po lekarza. Niestety tak dlugo szedl ,ze stwierdzily ,ze bedzie za pozno i we dwie mocno ucisnely brzuch zeby synek sie urodzil. Nie wiem jak jest teraz ale dziecko dostalam na brzuch a potem zabrali go na ladnych pare godzin mimo iz prosilam o podanie mi dziecka. Najpierw nie bo bylam na obserwacji , potem nie bo musze wstac i sie wykapac i takie tam. Ogolnie wspominam to jak bardzo zly sen.
nigdy w życiu
Miałam skierowanie do tego szpitala od ginekologa, bo było już 2 tygodnie po terminie. Miałam mieć KTG żeby sprawdzić czy z dzieckiem wszystko ok. A co mi powiedzieli w szpitalu? "KTG? Nie robimy. niech pani sobie znajdzie inny szpital lub prywatnie w jakieś placówce znajdzie". Załamka!!! A parę dni potem miałam skierowanie od ginekologa na wywołanie porodu. A co na to szpital? :Skierowanie na 12tego? Przecież to niedziela? Zwariowała pani?" No litości!!!! Wstyd i hańba. To tyle. Wybrałam Zaspę. Nikt o nic nie pytał, szybko się mną zajęli. Tam urodziłam (czerwiec 2011) i było ok.
SZPITAL ZASPA PORODÓWKA
Stosuja metody wyciskania dziecka. Rodziłam w szpitalu na zaspie i gdy dziecko mialo dużą główkę a ja nie moglam urodzić to położyły mi sie na brzuchu i wycisneły dziecko!
Mam zdjęcia jego główki jak wyglądala po porodzie!
Szczyt wszystkiego!
Synek miał krwiaka na głowie! Aż mu prześwietlenie zrobili! masakra! Średniowiecze.
Nacisk na karmienie piersią złe odzywki do matek które dokarmiały sztucznym mlekiem albo smoczka chciały dać.
Zero pomocy !
Komentarze o młodych dziewczynach jak rodziły np: guaniara urodzila i teraz płacze ze sobie nie radzi!
Wredne pielęgniarki na sali poprodowej!
Sama bylam świadkiem jak siedzą w tym swoim pokoiku w szpitalu i obgadują pacjentki krytykując je!
Okropne!
Dziewczyny trzymajcie sie i omijajcie ten szpital wielkim łukiem!
Mam zdjęcia jego główki jak wyglądala po porodzie!
Szczyt wszystkiego!
Synek miał krwiaka na głowie! Aż mu prześwietlenie zrobili! masakra! Średniowiecze.
Nacisk na karmienie piersią złe odzywki do matek które dokarmiały sztucznym mlekiem albo smoczka chciały dać.
Zero pomocy !
Komentarze o młodych dziewczynach jak rodziły np: guaniara urodzila i teraz płacze ze sobie nie radzi!
Wredne pielęgniarki na sali poprodowej!
Sama bylam świadkiem jak siedzą w tym swoim pokoiku w szpitalu i obgadują pacjentki krytykując je!
Okropne!
Dziewczyny trzymajcie sie i omijajcie ten szpital wielkim łukiem!
Szpital Zaspa
Rodziłam w 2010 r. przez cc,położne pełen profesjonalizm,opieka poporodowa również, jak dla mnie za duży nacisk na karmienie piersią ale pielęgniarka laktacyjna za to na każde zawołanie, ogólnie jestem zadowolona , pomimo ,że mam 10 min. do Redłowa w Gdyni to ponownie zdecydowałabym się na Zaspę.
polecam!
rodziłam w wojewódzkim 2 razy-w 2003 i 2009 i byłam zadowolona z opieki. drugi poród miałam ciężki,ale na opiekę nie mogę narzekać. podoba mi się,że jest "pokój odwiedzin", bo matki leżące w kilkuosobowej sali,nie są po porodzie narażone na "inwazję obcych" (gości innych matek),a dzieci mniej są narażone na infekcje.
pozdrawiam cały personel
pozdrawiam cały personel
Pokoj odwiedzin
No mi osobiscie tez się podoba fakt,ze nie wchodza tłumy obcych ludzi mi do pokoju i do swiezo urodzonego dziecka. Pokoj odwiedzin za szyba jest OK. Ale fakt, ze kiedy potrzebuje sie pomocy (a ja jej niestety potrzebowałam), to wówczas niestety zostaje sie na oddziale samemu z problemem. Bo na panie tam pracujace to liczyc raczej nie mozna.. Lepiej ich unikac,zeby nie zostać zruganym! Pod tym względem faktycznie lepsza Kliniczna
Plusy i minusy- poród w wojewódzkim
Rodziłam rok temu i może zacznę od plusów
1. Poród z ojcem
2. Drabinki, piłka oraz prysznic dostępne cały czas, panie zachęcają oraz tłumaczą jak z tego korzystać
3.Pojedyncza sala do porodu- duże i wciąż wyglądające na świeżo wyremontowane
4.Dzidziuś stale przy mamie, nikt go nie zabiera
5.Nacisk na karmienie piersią- położne miłe i uśmiechnięte oraz bardzo pomocne, tłumaczą tyle razy ile trzeba, dostępny jest laktator oraz cuda wianki wężyki, nakładki buteleczki i inne do wspomagania ssania
6.Ziółka na baby blues oraz zmrożone wkłady na nawał pokarmu
7.Czysto
8.Troskliwi lekarze
9. Ha ha, stale gorąca woda pod prysznicem i waga
10.Ubranka dla dzidziusia, na czas pobytu
11. Dzidziuś nie jest kąpany przez cały pobyt ale za to natłuszczany, pępek odkażany i zawijany, oczka i nosek zaś są czyszczone solą
a oto minusy
1. Znieczulenie? trzeba zrobić szkolenie u anestezjologa, które co prawda odbywa się co tydzień ale w moim przypadku lekarza nie było przez miesiąc- co zresztą jak mnie zapewniła koleżanka z sali i tak nic nie daje
2. Wanna do immersji? ściema jakich mało, właśnie ze względu na nią wybraliśmy ten szpital, ale na wielokrotne prośby panie w ogóle nie reagowały, udawały że nie słyszą
3. Plączące się tłumy studentów
4. Zapracowane położne przy porodzie, gdyby nie mąż to nie byłoby komu nawet podać wody czy zmienić wkłady
5. Małe oraz rzadkie porcje żywieniowe (9-12 i 18 i that's it!)
6. Lazienka obok przeszklonej sali z odwiedzinami
7. Gorąco, nie do wytrzymania
8.Ten punkt chyba najważniejszy- nie położono mi dzidziusia na brzuszek, dostałam go już wytartego i zawiniętego w becik
1. Poród z ojcem
2. Drabinki, piłka oraz prysznic dostępne cały czas, panie zachęcają oraz tłumaczą jak z tego korzystać
3.Pojedyncza sala do porodu- duże i wciąż wyglądające na świeżo wyremontowane
4.Dzidziuś stale przy mamie, nikt go nie zabiera
5.Nacisk na karmienie piersią- położne miłe i uśmiechnięte oraz bardzo pomocne, tłumaczą tyle razy ile trzeba, dostępny jest laktator oraz cuda wianki wężyki, nakładki buteleczki i inne do wspomagania ssania
6.Ziółka na baby blues oraz zmrożone wkłady na nawał pokarmu
7.Czysto
8.Troskliwi lekarze
9. Ha ha, stale gorąca woda pod prysznicem i waga
10.Ubranka dla dzidziusia, na czas pobytu
11. Dzidziuś nie jest kąpany przez cały pobyt ale za to natłuszczany, pępek odkażany i zawijany, oczka i nosek zaś są czyszczone solą
a oto minusy
1. Znieczulenie? trzeba zrobić szkolenie u anestezjologa, które co prawda odbywa się co tydzień ale w moim przypadku lekarza nie było przez miesiąc- co zresztą jak mnie zapewniła koleżanka z sali i tak nic nie daje
2. Wanna do immersji? ściema jakich mało, właśnie ze względu na nią wybraliśmy ten szpital, ale na wielokrotne prośby panie w ogóle nie reagowały, udawały że nie słyszą
3. Plączące się tłumy studentów
4. Zapracowane położne przy porodzie, gdyby nie mąż to nie byłoby komu nawet podać wody czy zmienić wkłady
5. Małe oraz rzadkie porcje żywieniowe (9-12 i 18 i that's it!)
6. Lazienka obok przeszklonej sali z odwiedzinami
7. Gorąco, nie do wytrzymania
8.Ten punkt chyba najważniejszy- nie położono mi dzidziusia na brzuszek, dostałam go już wytartego i zawiniętego w becik
"Wojewódzki" - na duuuuży plus!
Żona rodziła w lutym br. i jeśli chodzi o opiekę ze strony położnych, lekarzy i reszty personelu to była pod wielkim wrażeniem. Lekarze cały czas interesowali się żona jak i córeczką, przeprowadzali specjalistyczne badania i informowali w zrozumiały sposób rodziców. Szczególne podziękowania dla pani Kasi (która też współprowadzi szkołę rodzenia w dawnym szpitalu kolejowym), która nie Musiała, ale bardzo dużo pomogła:)
Sam oddział czysty, schludny, a jedyny minus to zbyt mały pokój odwiedzin i okno przez które można oglądać pociechy.
Sam oddział czysty, schludny, a jedyny minus to zbyt mały pokój odwiedzin i okno przez które można oglądać pociechy.
zadowolona
Urodziłam synka w styczniu 2011. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego szpitala.Warunki dobre, fachowa opieka, polożne i salowe w większości bardzo miłe i pomocne(szczególnie wdzięczna jestem pani Ewie, odbierala moj poród i wraz z mojim partnerem pomogła mi to jakos przetrwac). Udalo mi sie doprosic o znieczulenie, chociaz fakt wszyscy mowili potem ze mialam farta ze anesteziolog do mnie przyszedl bo zazwyczaj nie ma czasu. Po porodzie synek cała noc płakal, a ja mialam problemy z karmieniem, wiec co chwile wzywalam kogoś po pomoc ,a panie wszystko spokojnie pokazywały, przystawialy mi do piersi dopytywali sie czy wszystko okey i tak do skutku. Fakt no są tam jakies minusiki typuł- toaleta na przeciwko oszklonego pokoju odwiedzin czy jedna dwie, mniej miłe połozne, ale bez przesady ,dla mnie to nie były jakies wielkie problemy bo wiem ze to jest szpital panstwowy i na nfz w Polsce nie dostaniesz pobytu jak w jakims spa (w sumie pierwszy raz lezałam w szpitalu i myslalam ze bedzie o wiele gorzej). Moje odczucia co do tego szpitala sa bardzo pozytywne:)
Porodowka
Rodziłam w szpitalu wojewódzkim 2006r. szpital, sale porodowe i po porodowe, lekarze naprawdę super ale pielegniarki okropne nie miłe, opryskliwe ciągle miały pretesje nie podobało im się jak o coś się poprosiło jak by za karę pracowaly chciałam z tamtad uciekać bo personel był do niezniesienia w 2010r rodzilam na klinicznej lekarze i pielęgniarki naprawdę przyjazne bardzo miło je wspominam. Zawsze pomogły podtrzymywaly na duchu, wspierały zawsze można znimi porozmawiać a to jest naprawdę bardzo potrzebne kobiecie po porodzie jak bym miała iść rodzic to na Kliniczna choć szpital wojewódzki jest lepiej wyposażony wolę gorsze sale ale lepszy przyjazny personel.
poród 2007 i 2009
rodziłam w wojewódzkim dwa razy- moje wspomnienia są bardzo dobre.
1. Lekarze - ja zetknęłam się z bardzo życzliwym podejściem (łącznie z wycieraniem zwilżoną szmatką twarzy) zarówno w trakcie jak i po porodzie.
Tylko jedna lekarka była niemiła i czułam się traktowana mocno przedmiotowo.
2. Położne w trakcie porodu, obie kt. mi pomagały były fantastyczne. Pomocne, kompetentne, cierpliwe, kiedy trzeba żartowały lub mobilizowały, taktowne. Były ogromnym wsparciem. Zetknęłam się tylko z jedną panią, kt podejście było tak paskudnie obojętne, wręcz niemiłe że prosiłam w duszy żeby z nią nie współpracować. Udało się.
3. Położne na oddziale - na czele z siostrą oddziałową. Z mojego punktu widzenia mogę tylko chwalić. również cierpliwie uczą karmić. do skutku.
4. sale, wyposażenie, jedzenie, toalety - fajnie.
5. od dawna słyszę o micie "leżenia na korytarzu" - to krótki czas bezpośrednio po porodzie kiedy jest się obserwowanym, zanim zjedzie się do swojej sali na oddział.
co mi się nie podobało:
1. dwukrotnie pielęgniarka na izbie przyjęć - oschła i nieprzyjemna. niefajne pierwsze wrażenie, gdy się jest mocno zestresowanym całą sytuacją.
2. składki wcale na początku nie były dobrowolne. Cegiełki trzeba było opłacić przed porodem.Niby dobrowolne, ale wymuszane.
3. OKSYTOCYNA - jako wywoływacz i przyspieszacz, gdy w kolejce tłum rodzących. Wg mnie jej podanie bardziej szkodzi dziecku niż pomaga. Syn do dziś odczuwa skutki niedotlenienia w czasie ekspresowego, ledwie godzinnego porodu.
4. szkoda, że nie można do końca być w wannie i tam rodzić.
5. bardzo krótki czas po porodzie gdy się dostaje dziecko na brzuch.
6. koniec porodu - zawsze na fotelu gin, szkoda że nie w dowolnie wybranej przez rodzącą pozycji.
1. Lekarze - ja zetknęłam się z bardzo życzliwym podejściem (łącznie z wycieraniem zwilżoną szmatką twarzy) zarówno w trakcie jak i po porodzie.
Tylko jedna lekarka była niemiła i czułam się traktowana mocno przedmiotowo.
2. Położne w trakcie porodu, obie kt. mi pomagały były fantastyczne. Pomocne, kompetentne, cierpliwe, kiedy trzeba żartowały lub mobilizowały, taktowne. Były ogromnym wsparciem. Zetknęłam się tylko z jedną panią, kt podejście było tak paskudnie obojętne, wręcz niemiłe że prosiłam w duszy żeby z nią nie współpracować. Udało się.
3. Położne na oddziale - na czele z siostrą oddziałową. Z mojego punktu widzenia mogę tylko chwalić. również cierpliwie uczą karmić. do skutku.
4. sale, wyposażenie, jedzenie, toalety - fajnie.
5. od dawna słyszę o micie "leżenia na korytarzu" - to krótki czas bezpośrednio po porodzie kiedy jest się obserwowanym, zanim zjedzie się do swojej sali na oddział.
co mi się nie podobało:
1. dwukrotnie pielęgniarka na izbie przyjęć - oschła i nieprzyjemna. niefajne pierwsze wrażenie, gdy się jest mocno zestresowanym całą sytuacją.
2. składki wcale na początku nie były dobrowolne. Cegiełki trzeba było opłacić przed porodem.Niby dobrowolne, ale wymuszane.
3. OKSYTOCYNA - jako wywoływacz i przyspieszacz, gdy w kolejce tłum rodzących. Wg mnie jej podanie bardziej szkodzi dziecku niż pomaga. Syn do dziś odczuwa skutki niedotlenienia w czasie ekspresowego, ledwie godzinnego porodu.
4. szkoda, że nie można do końca być w wannie i tam rodzić.
5. bardzo krótki czas po porodzie gdy się dostaje dziecko na brzuch.
6. koniec porodu - zawsze na fotelu gin, szkoda że nie w dowolnie wybranej przez rodzącą pozycji.
sandra
Rodziłam w wojewódzkim swoje pierwsze dziecko i jestem szczęśliwa,że wybrałam ten szpital. Poród miał miejsce w lutym 2012 roku. Na porodówce zaskoczenie, bo po przeczytaniu złych opinii takich jak te powyżej uważam, że ogromnie krzywdzących, trafiłam na cudowne położne, empatia, empatia i jeszcze raz empatia. Mój partner też był szczęśliwy, że trafiliśmy do tego szpitala.
Na położnictwie też prawie cudownie, ale trafiłam na dwie niesympatyczne położne, pierwsza to wcześniej wspomniana pani Ela chodząca z miną jakby wszystkie rozumy pozjadała i cały czas "sfoszona". Druga to taka "duża" blondynka która ma obsesję karmienia piersią. Chciałam karmić ale nie za wszelką cenę, może ta pani zajmie się czym innym a nie nękaniem zmęczonych mam.
Na położnictwie też prawie cudownie, ale trafiłam na dwie niesympatyczne położne, pierwsza to wcześniej wspomniana pani Ela chodząca z miną jakby wszystkie rozumy pozjadała i cały czas "sfoszona". Druga to taka "duża" blondynka która ma obsesję karmienia piersią. Chciałam karmić ale nie za wszelką cenę, może ta pani zajmie się czym innym a nie nękaniem zmęczonych mam.
Wojewódzki dobry ?? - NIGDY W ŻYCIU !!!
Jak było by to średniowiecze to tego !!##$% ordynatora który powinien wylądować na Srebrzysku ojcowie by już przeciągnęli na palu.
Ogólnie jak nie ma problemów to 2 dni i do domu to pewnie pojawią się pozytywne opinie, lecz jeśli jest problem (a z moim synem był - 2 tygodnie tam żona spędziła) to już niestety nie jest tak fajnie.
Personel o ile nie ma ordynatora jest OK, ale jak tylko ten !@#$ się pojawi to personel jest zastraszony nic nie powie tylko odsyła do tego gościa.
Ogólnie kierunek poród naturalny i niech kobieta się męczy.
NIE POLECAMY !!!!
Ogólnie jak nie ma problemów to 2 dni i do domu to pewnie pojawią się pozytywne opinie, lecz jeśli jest problem (a z moim synem był - 2 tygodnie tam żona spędziła) to już niestety nie jest tak fajnie.
Personel o ile nie ma ordynatora jest OK, ale jak tylko ten !@#$ się pojawi to personel jest zastraszony nic nie powie tylko odsyła do tego gościa.
Ogólnie kierunek poród naturalny i niech kobieta się męczy.
NIE POLECAMY !!!!
dorośnij Lechu...
przeczytaj swoj wpis i przemysl, kwestionujesz hierarchie?...szef zawsze jest tylko jeden i to on ma prawo i obowiązek rozmowy o stanie pacjenta, poza tym rozumiem, iż czujesz żal do personelu i szefa oddziału za komplikacje u Twojej żony?!, to tak jak obrazić się na warsztat samochodowy, za usterkę we własnym aucie -jesteś frustratem...dorośniesz, wymusi to na Tobie posiadanie tego aż jednego dziecka :)
chyba musiasz sam dorosnć - czytaj uważnie
Pracujesz tam ? i się go boisz ??? Twoje inicjały to T.T. ?? to Twój szef ?
Po pierwsze jak zauważysz to prawdopodobnie jest tu 50/50 przeciwników i zwolenników tego ordynatora.
Po drugie nie było by żadnego problemu z żoną i dzieckiem jak by odpowiednio zajęto się moją Żoną, a nie dopiero w sytuacji kiedy kończyła się zmiana.
Dalej nie kwestionuję rangi, że ktoś jest wyżej tylko to, że jak nie było tego człowieka to na oddziale był spokój i było OK, jak pojawiał się ten furiat to wszyscy zmieniali się o 180 stopni i się go po prostu BALI a to nie jest już normalna zależność szef - pracownik.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i mam WSPANIAŁEGO synka a następne dziecko nie będzie odwiedzało tego szpitala.
Po pierwsze jak zauważysz to prawdopodobnie jest tu 50/50 przeciwników i zwolenników tego ordynatora.
Po drugie nie było by żadnego problemu z żoną i dzieckiem jak by odpowiednio zajęto się moją Żoną, a nie dopiero w sytuacji kiedy kończyła się zmiana.
Dalej nie kwestionuję rangi, że ktoś jest wyżej tylko to, że jak nie było tego człowieka to na oddziale był spokój i było OK, jak pojawiał się ten furiat to wszyscy zmieniali się o 180 stopni i się go po prostu BALI a to nie jest już normalna zależność szef - pracownik.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i mam WSPANIAŁEGO synka a następne dziecko nie będzie odwiedzało tego szpitala.
Ty masz wątpliwości a ja wiem, że musisz dorosnąć
...nie byłoby problemu gdybyś dorósł zanim zostałeś ojcem...a tak wypisujesz bzdury o inicjałach (przecież podałem imię Sherlocku), szefie, rzekomych wynikach ankiety 50/50, furiatach, strachu...pełen frustrat.
P.S. ...następne (wirtualne) nie będzie odwiedzało tego szpitala, a to odwiedzało przed narodzinami ?!?
P.S. ...następne (wirtualne) nie będzie odwiedzało tego szpitala, a to odwiedzało przed narodzinami ?!?
haaaa ale się człowieku zagotowałeś :-) frustracie ja nim mogę być :-)
nie uczono czytać ze zrozumieniem w szkole ??? T.T. ?? (Tomaszu T. tu drugie T. dla jasności ?? )
dla innych czytających
Odwiedzała(o) ten szpital co gorsze Żona sama go wybrała bo wcześniej myślała, że go zna, ale się rozczarowała :-(
nie uczono czytać ze zrozumieniem w szkole ??? T.T. ?? (Tomaszu T. tu drugie T. dla jasności ?? )
dla innych czytających
Odwiedzała(o) ten szpital co gorsze Żona sama go wybrała bo wcześniej myślała, że go zna, ale się rozczarowała :-(
Polecam ten oddział, bo go znam...
urodzi się tam moje kolejne dziecko, wybór oddziału był świadomy-rodziły się tam wszystkie dzieci z mojej rodziny. Żona przebywała też chwilowo na oddziale szpitala na Zaspie, było to wymuszone remontem oddziału w Wojewódzkim i wypadło niekorzystnie dla "Zaspy". Reasumując, w Wojewódzkim wciąż na marnym poziomie pozostaje "rejestracja" (głośne przeprowadzanie wywiadu z pojawiającymi się pacjentkami, pokrzykiwanie z okienka przez całą poczekalnię- poufność danych osobowych drogie Panie, brak znajomości jezyka angielskiego na poziomie podstawowym w perspektywie EU2012). Odnosząc się do niepoważnych zarzutów do Ordynatora, spieszę wyrazić szacunek i podziw, iż Pan Piotr Zygmuntowicz mimo całkowitego oddania pacjentkom i dzieciom zdołał wyremontować i zorganizować tak dobrze działający oddział.
zmiana personelu.
Wojewódzki szpital będzie przyjaznym dla matki i dziecka jak zmienią personel pielegniarki okropne. Pani od laktacji beznadziejna miałam problem z karmieniem to ciągnęła mnie za brodawki palcami okropny ból a na Klinicznej to kobieta super przychodziła do każdej z dziewczyn i rozmawiała tłumaczyła dziewczyna miała kłopot z karmieniem krew jej się lala to pani przyszła ze sprzętem do wyciagnecia brodawek i z kaptuekiem to była fachowa pomoc pomagała dziewczyna dzięki niej się nie poddała karmieniu. Wojewódzki szpital jest dla kobiet o mocnych nerwach i które już rodziły. Dodam ze mojej koleżanki dziedzko trzy lata temu zaraziło się sebsa. A ja czekałam na poczekalni cała mokra w bólach od 14 do 21 na lekarza choć na lekarzy nie narzeka mają podajecie do pacjetek. Jedną wielką wadą są PIELĘGNIARKI i to powinno się tam zmienić.
Ciekawe ile procesów przegrali w ostatnich latach
Ciekawi mnie ile procesów szpital ten przegrał w ostatnich latach i ile musiał zapłacić odszkodowań za błędy lekarkie popełnione na oddziale położniczym , a także ile procesów toczy się obecnie . To by powiedziało choć trochę prawdy o tym oddziale . Co mi tam z pięknie pomalowanych ścian , ładne wanny itp . Kilka lat temu szpital ten chwalił się że wykonuje bardzo mało cięć cesarskich . To był powód wg. niego do dumy . Jednocześnie nie podawał do wiadomośći ile właśnie przegrał procesów o zbyt późną reakcję lekarzy , która to zakończyła się tym że dziecko które wyszło ze szpitala do końca życia będzie inwalidą .
Chcę tam rodzić
Na razie mam opinię na podstawie dwóch wizyt na Izbie Przyjęć i spotkałam kilkoro różnych pracowników. Wiadomo, jedna pani miła, druga się nie uśmiecha, ale ja akurat tego nie wymagam. Wizyty szybkie, konkretne, badania kompleksowe. Oby poród też zostawił chociaż trochę miłych wspomnień :)
Jeśli kobieta chce skorzystać ze znieczulenia, powinna odbyć spotkanie z anestezjologiem (w czwartki o 13.00), podpisać listę.
Jeśli kobieta chce skorzystać ze znieczulenia, powinna odbyć spotkanie z anestezjologiem (w czwartki o 13.00), podpisać listę.
Wojewódzki nie taki straszny, jak ludzie w trójmieście mówią
Rodziłam w 2012. Był to mój pierwszy poród. Poród miał komplikacje i zakończył się cesarskim cięciem - dobrze bo tego bólu już nie wytrzymywałam.
Byłam w szkole rodzenia na Zaspie. Pani Jola ostro krytykuje szpital wojewódzki, nie wiadomo czy te jej historie są prawdziwe czy nie. Osobiście żadna z nich się nie sprawdziła w moim przypadku, ani o żadnej podobnej nie słyszałam będąc w szpitalu. Jej historie zawsze zaczynają się tak. W wojewódzki jest strasznie tralalala, za to na Zaspie jest super. Skąd ta zawiść. Powoli dochodzę do wniosku, że z powodu tego, że coraz mniej kobiet rodzi i trzeba zawalczyć o pacjentkę.
Zalety:
1. Położne jeśli nie ma potrzeby starają się nie nacinać krocza. Zdarzało się również, że pierworódka miała nienacięte krocze i popękała w ten sposób, że miała jeden szew. Dla przykładu na Zaspie p. Jola twierdziła, że pierworódki bez nacięcia to ona sobie nie wyobraża, że to spowoduje tylko nie trzymanie moczu i że nacięcie trzeba wykonywać w 99% przypadków.
2. Cały szpital jest bardzo świeży. Całe wyposażenie sprawia wrażenie jakby było nowe. Jestem zszokowana, że to wszystko ma już 10 lat. (podobno remont był w 2002 2003)
3 Lekarze bardzo mili. W szczególności ordynator, który zawsze był troskliwy, uprzejmy i rzeczowy
4. Położne w 70% bardzo uprzejmie, cierpliwie odpowiadały na pytania. W szczególności p. Kasia, która w nocy opiekuje się noworodkami, kobiet, które miały ciężki poród.
5. Jedzenie bardzo dobre, zdrowe i dość duże porcje.
6. Znieczulenie teoretycznie jest dostępne - jak na Trójmiasto jest to zaleta, jak na całą Polskę norma:(
7. Dobra opieka pediatryczna.
8. Czysto. W szczególności codziennie przed obchodem ordynatora były robione duże porządki przez personel.
9. Odczuwało się determinację kogoś, aby personel się dokształcał, ponieważ chcą zdobyć jakieś wyróżnienie lub coś nie wiem dokładnie o co chodziło
Wady
1. Brak wywieszonego planu obchodów oraz godzin posiłków - prosta rzecz dająca możliwość doinformowania.
2. Zapomniano mi przepisać zastrzyki przeciwzakrzepowe. Na szczęście położne 4 dni mnie szkoliły jak je mam robić sobie w domu, więc się upomniałam.
3. Odwiedziny przez szybkę. Szkoda, bo rodzina mogłaby pomóc w opiece nad dzieckiem.
4. Położna przy porodzie mało się nami interesowała. Robiła tylko ktg i zwiększała ilość oksytocyny. Ale wydaje mi się, że informowała o moim stanie lekarzy, bo dostała wytyczne, aby przygotować krew i się dopytywała czy będę miała cc - niestety jeszcze w tym momencie lekarze czekali na nie wiadomo co.
Generalnie polecam. Jest to na pewno najlepszy szpital do rodzenia naturalnie w trójmieście. Na sali porodowej spędziłam 4 godziny, 2 ostatnie były tragiczne ból nie do wytrzymania. Wydaje mi się, że cesarskie cięcie mogło być szybciej wykonane. Dziecko na szczęście jest zdrowe.
Byłam w szkole rodzenia na Zaspie. Pani Jola ostro krytykuje szpital wojewódzki, nie wiadomo czy te jej historie są prawdziwe czy nie. Osobiście żadna z nich się nie sprawdziła w moim przypadku, ani o żadnej podobnej nie słyszałam będąc w szpitalu. Jej historie zawsze zaczynają się tak. W wojewódzki jest strasznie tralalala, za to na Zaspie jest super. Skąd ta zawiść. Powoli dochodzę do wniosku, że z powodu tego, że coraz mniej kobiet rodzi i trzeba zawalczyć o pacjentkę.
Zalety:
1. Położne jeśli nie ma potrzeby starają się nie nacinać krocza. Zdarzało się również, że pierworódka miała nienacięte krocze i popękała w ten sposób, że miała jeden szew. Dla przykładu na Zaspie p. Jola twierdziła, że pierworódki bez nacięcia to ona sobie nie wyobraża, że to spowoduje tylko nie trzymanie moczu i że nacięcie trzeba wykonywać w 99% przypadków.
2. Cały szpital jest bardzo świeży. Całe wyposażenie sprawia wrażenie jakby było nowe. Jestem zszokowana, że to wszystko ma już 10 lat. (podobno remont był w 2002 2003)
3 Lekarze bardzo mili. W szczególności ordynator, który zawsze był troskliwy, uprzejmy i rzeczowy
4. Położne w 70% bardzo uprzejmie, cierpliwie odpowiadały na pytania. W szczególności p. Kasia, która w nocy opiekuje się noworodkami, kobiet, które miały ciężki poród.
5. Jedzenie bardzo dobre, zdrowe i dość duże porcje.
6. Znieczulenie teoretycznie jest dostępne - jak na Trójmiasto jest to zaleta, jak na całą Polskę norma:(
7. Dobra opieka pediatryczna.
8. Czysto. W szczególności codziennie przed obchodem ordynatora były robione duże porządki przez personel.
9. Odczuwało się determinację kogoś, aby personel się dokształcał, ponieważ chcą zdobyć jakieś wyróżnienie lub coś nie wiem dokładnie o co chodziło
Wady
1. Brak wywieszonego planu obchodów oraz godzin posiłków - prosta rzecz dająca możliwość doinformowania.
2. Zapomniano mi przepisać zastrzyki przeciwzakrzepowe. Na szczęście położne 4 dni mnie szkoliły jak je mam robić sobie w domu, więc się upomniałam.
3. Odwiedziny przez szybkę. Szkoda, bo rodzina mogłaby pomóc w opiece nad dzieckiem.
4. Położna przy porodzie mało się nami interesowała. Robiła tylko ktg i zwiększała ilość oksytocyny. Ale wydaje mi się, że informowała o moim stanie lekarzy, bo dostała wytyczne, aby przygotować krew i się dopytywała czy będę miała cc - niestety jeszcze w tym momencie lekarze czekali na nie wiadomo co.
Generalnie polecam. Jest to na pewno najlepszy szpital do rodzenia naturalnie w trójmieście. Na sali porodowej spędziłam 4 godziny, 2 ostatnie były tragiczne ból nie do wytrzymania. Wydaje mi się, że cesarskie cięcie mogło być szybciej wykonane. Dziecko na szczęście jest zdrowe.
chciałam rodzić w wannie
ale powiedziano mi, że "to niemożliwe" (widziałam, że sala była wolna!). nie sądzę, że łazienka na korytarzu jest czymś krępującym, bo rodziłam w lipcu, było bardzo gorąco i dużo kobiet siedziało w salach godzinami całkiem nago(!), a pod prysznicami też się nie krępowały, zależy od człowieka. co do opieki laktacyjnej, to urodziłam w piątek wieczorem, a pierwszą poradę dostałam w poniedziałek rano (jak już w sumie wychodziłam ze szpitala)... ogólnie ma się wrażenie, że to fabryka, są miłe panie, oczywiście, ale po nieprzespanych 2 nocach (właśnie kłopoty z karmieniem i dziecko było głodne), jak już maluch zasnął, to od 7 rano zaczynało się sprzątanie, trzaskanie drzwiami, kolejne badania/obchody, o których nas wcześniej nie uprzedzano... było ciężko. no i catering tragedia - na śniadanie i kolację codziennie to samo - bułka, szynka konserwowa (!!!), 3 listki sałaty i mały dżemik. obiady spoko.
i tak i nie
W 2006 zaliczyłam po kolei patologię, porodówkę, położniczy i neonotologię.
patologia - przyjęta z powodu wycieku wód płodowych, ale dopiero na drugi dzień, po pierwszej diagnozie zostałam odesłana do domu. Poród rozpoczął się w nocy, zadzwoniłam po męża żeby przyjeżdżał na poród rodzinny, to zostałam skrzyczana, że za wcześno, a jak przyjechał to już byłam na porodówce... Porodówka - bardzo w porządku, jak dla mnie, panie bardzo pomocne. I naprawdę należą im się podziękowania.
Położniczy - nie miałam dziecka przy sobie (mój wcześniak leżał w inkubatorze), do dziś mam żal, że byłam na sali z mamą, która mogła cieszyć się swoim maluszkiem. Zero pomocy ze strony laktacyjnej. Przy wypisie tylko zalecenie karmienia piersią, a dziecko było po 12 dniach karmienia butelką. Brak informacji o stanie dziecka, pani ordynator neonatologii traktuje matkę jak zło konieczne.
Pan Zygmuntowicz natomiast bardzo ok.
Ale gdybym rodziła znów chyba wybrałabym Zaspę...
patologia - przyjęta z powodu wycieku wód płodowych, ale dopiero na drugi dzień, po pierwszej diagnozie zostałam odesłana do domu. Poród rozpoczął się w nocy, zadzwoniłam po męża żeby przyjeżdżał na poród rodzinny, to zostałam skrzyczana, że za wcześno, a jak przyjechał to już byłam na porodówce... Porodówka - bardzo w porządku, jak dla mnie, panie bardzo pomocne. I naprawdę należą im się podziękowania.
Położniczy - nie miałam dziecka przy sobie (mój wcześniak leżał w inkubatorze), do dziś mam żal, że byłam na sali z mamą, która mogła cieszyć się swoim maluszkiem. Zero pomocy ze strony laktacyjnej. Przy wypisie tylko zalecenie karmienia piersią, a dziecko było po 12 dniach karmienia butelką. Brak informacji o stanie dziecka, pani ordynator neonatologii traktuje matkę jak zło konieczne.
Pan Zygmuntowicz natomiast bardzo ok.
Ale gdybym rodziła znów chyba wybrałabym Zaspę...
Radziłabym najpierw zastanowić się czego kto oczekuje, bo szpital to nie spa i nikt nie będzie się zajmował waszym dzieckiem tylko dlatego,że jesteście zmęczone- takie wymagania to sobie stawiajcie za określone pieniądze od niani, niektóre kobiety nie zasługują na dzieci, rozpuszczone, samolubne, jak chciałyście mieć grzeczne dzieci- dające się wyspać i wogóle to radzę kupić sobie lalkę BebyBorn
Położna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ten wpis pewnie nalezy do jednej z Położnych z Wojewódzkiego, która poczuła się wielce urażona.Ale taka jest prawda że nie które z nich zachowują sie tak jakby pracowały za darmo albo za kare.Położne z Wojewódzkiego przychodząc na nocna zmianę do pracy najchętniej od razu poszły by spać albo zajeły sie wszystkim innym tylko nie pomoca kobietą rodzącym a to jest ich zakichany obowiązek !!!!!!!!!!!!! Jak uważają że za ciężko pracują to niech zmienią zawód nikt ich tam na siłe nie trzyma!!!!!!!!!!!
eh
kazdy zawod nalezy szanowac. wiec jesli mama jest np ksiegowa to pewnie zle sie czuje jak mowia ze wszystkie ksiegowe maja tipsy i mieszaja w kasie po to, zeby zgarnac dla siebie forse. albo pracuje w miesnym i sprzedaje stare wedliny. szanujmy swoja prace nawzajem a bedzie wszystko dobrze. nie każ innym zmieniac zawodu, bo ciekawe jak ty byś sie w nim sprawdziła i to za niecałe 2000 zl miesiecznie, w nocy, w świeta...
Chyba żle zrozumiałaś komentarze.Nie chodzi o wyręczanie w opiece nad dzieckiem tylko o fachową pomoc dlaczego dziecko placze.Ja miałam taką sytuację że od pierwszego dnia porodu nie spałam do wyjscia bo moje dziecko nie spało z głodu i nerwowo ssało pustą piers a połozne stwierdziły ze mam piersi stworzone do karmienia i nie mam co sie migac od karmienia.Gdy poprosiłam o dokarmienie najpierw zażądały abym odciągneła pokarm laktatorem i udowodniła ile go mam.Po wyssaniu jednej czy dwóch kropli z piersi pozwoliły na dokarmienie ale w takich ilosciach ze syn wciągnął to na dwa łyki i plakał dalej a gdy poprosiłam o jeszcze bo jest głodny to stwierdziły ze to nieprawda i stwierdziły ze placze bo jest to taki rodzaj nerwowego człowieka.Dopiero pani pediatra gdy przyszła na badanie stwierdziła ze dziecko jest odwodnione i strasznie spadło z wagi i wydzierając sie rozpoządziła większe dawki.Po tym Położne sie na mnie mściły że doniosłam na nie jak by to one były najwazniejsze a przecież liczy sie dobro dziecka!!!
zdecydujcie sie
Problem kobiet polega na tym, że same nie wiedzą czego chcą! Najpierw narzekały, że są oddzielane od dzieci, wiec wywalczyły rooming in. Teraz marudza, że muszą zajmować sie swoimi dziecmi od razu po porodzie. UWAGA! WAŻNE poród boli, trwa wiele godzin, cięcie cesarskie niesie olbrzymie powikłania, jest ostatecznoscią ,a nie dla wygody; karmienie piersią jest trudne, ale korzyści są olbrzymie; podczas ciaży warto poczytac coś na ten temat. na sali porodowej, poloznictwi i patologii ciązy pracują PANIE POŁOŻNE, a nie pielęgniarki. Dziękuję za uwagę
wojewodzki
Zdjęcia w artukule wyszły świetnie!
WARUNKI LOKALOWE
Wnętrze jest wyremontowane. Od niedawna również łazienka z położnictwie. To że wspólna nie jest az tak tragicznie. Chyba każda z nas była na basenie i jakos nie marudzi, że nie ma oddzielnych. Ta na porodówce faktycznie powinna być wieksza z kilkoma oddzienymi toaletami, bo czesto jest tłok i na dodatek smierdzi. Przydałaby sie sala poporodowa, bo jak jest tłok to troche krepujace przy innym facetach sie odsłaniać. szkoda ze sa sale 3 osobowe bo jest strasznie goraco. Ogólnie ocena dobra. Czysto i schludnie
PERSONEL
Również odniosłam wrazenie, że wszyscy boją się szefa. Padają teksty w stylu dobrze, ale niech Pani nie mówi szefowi (dziwne). Zygmuntowicz mnie osobiście traktował jak niedorozwiniętą. Jak go poprosiłam o wyjaśnienie czegoś to zamiast powiedzien innymi słowami wykrzyczał mi jeszcze raz to samo (zapytałam później położną o co mu chodziło). Położne ok. Pomocne jeśli sie je o cos poprosi to pomagają, wytłumacza. Troche za wcześnie budzą, ale to podobno ordynator im tak każe. Denerwowały mnie pytania "Na pewno wszystko w porzadku? Niczego Pani nie potrzebuje?" Dobrze wspominam młodziutkie położne :D rewelacja. Lekarze - nie mam opini. Nic nie potrzebowałam od nich. Zagladali na obchodach byli mili
ODCZUCIA Z PORODU
skurcze zaczeły sie już w domu. poszłam pod prysznic, a jak juz nie moglam wytrzymac to pojechalismy do szpitala. na miejscu okazało sie ze mam dopiero 2 palce rozwarcia (rodziła 1 raz). Położna powiadziała, ze nie mam teraz panikować, tylko musze skupic sie na oddychania to ból będzie mniejszy. Przynajmniej nie owijała w bawełne. Obyłam sie bez oxytocyny. Rodziłam długo. Prawie cała noc. Połozna mówiła, że idzie do domu o 7 wiec musze sie postarać :) urodziłam o 6.20 córeczke. moglam skakac na piłce, lezec na worku sako, chodzilam rowniez pod prysznic. jak cos nachlapałam na podłoge to od razu pani z mopem to wycierała i krzyczała na meża ze sie schyla i sam chce wytrzec (miłe na swoj sposob). Położna pokazywała meżowi jak ma masowac mi plecy. podpowiadała ze ma robic mi oklady itp. Poród jest trudny, ale w jestem dumna, ze dałam rade. W wojewodzkim wcale nie jest strasznie
WARUNKI LOKALOWE
Wnętrze jest wyremontowane. Od niedawna również łazienka z położnictwie. To że wspólna nie jest az tak tragicznie. Chyba każda z nas była na basenie i jakos nie marudzi, że nie ma oddzielnych. Ta na porodówce faktycznie powinna być wieksza z kilkoma oddzienymi toaletami, bo czesto jest tłok i na dodatek smierdzi. Przydałaby sie sala poporodowa, bo jak jest tłok to troche krepujace przy innym facetach sie odsłaniać. szkoda ze sa sale 3 osobowe bo jest strasznie goraco. Ogólnie ocena dobra. Czysto i schludnie
PERSONEL
Również odniosłam wrazenie, że wszyscy boją się szefa. Padają teksty w stylu dobrze, ale niech Pani nie mówi szefowi (dziwne). Zygmuntowicz mnie osobiście traktował jak niedorozwiniętą. Jak go poprosiłam o wyjaśnienie czegoś to zamiast powiedzien innymi słowami wykrzyczał mi jeszcze raz to samo (zapytałam później położną o co mu chodziło). Położne ok. Pomocne jeśli sie je o cos poprosi to pomagają, wytłumacza. Troche za wcześnie budzą, ale to podobno ordynator im tak każe. Denerwowały mnie pytania "Na pewno wszystko w porzadku? Niczego Pani nie potrzebuje?" Dobrze wspominam młodziutkie położne :D rewelacja. Lekarze - nie mam opini. Nic nie potrzebowałam od nich. Zagladali na obchodach byli mili
ODCZUCIA Z PORODU
skurcze zaczeły sie już w domu. poszłam pod prysznic, a jak juz nie moglam wytrzymac to pojechalismy do szpitala. na miejscu okazało sie ze mam dopiero 2 palce rozwarcia (rodziła 1 raz). Położna powiadziała, ze nie mam teraz panikować, tylko musze skupic sie na oddychania to ból będzie mniejszy. Przynajmniej nie owijała w bawełne. Obyłam sie bez oxytocyny. Rodziłam długo. Prawie cała noc. Połozna mówiła, że idzie do domu o 7 wiec musze sie postarać :) urodziłam o 6.20 córeczke. moglam skakac na piłce, lezec na worku sako, chodzilam rowniez pod prysznic. jak cos nachlapałam na podłoge to od razu pani z mopem to wycierała i krzyczała na meża ze sie schyla i sam chce wytrzec (miłe na swoj sposob). Położna pokazywała meżowi jak ma masowac mi plecy. podpowiadała ze ma robic mi oklady itp. Poród jest trudny, ale w jestem dumna, ze dałam rade. W wojewodzkim wcale nie jest strasznie
trauma na reszte zycia
Pod koniec roku rodzilam w tym szpitalu,drugie dziecko pierwsze 11 lat temu, myslalam ze cos sie zmienilo od tego czasu, mylilam sie. Przyjechalam bo odeszly mi miesiac wczesnmiej wody plodowe, zamiast dac mi na wywolanie skurczy oksytocyne trzymano mnie na patologi 17 godzin w meczarniach i bolach pozostawiona sama sobie, podano mi po tym czasie oksytocyne w ciagu godziny w meczarniach urodzilam. Polozna miala mnie gdzies a znieczulenie- zapomnij, przy tym byla strasznie zlosliwa (rodzilam z mezem).Dzieciaczka nie polozono mi na brzuch, nawet go nie zobaczylam zabrano do inkubatora bo wczesniaczek ale duzy bo z waga 3100kg, po czym powiedziano mi ze jest w stanie ciezkim. Gdy przyszlam na oddzial noworodkowy intensywnej terapi nawet nie moglam dotknac dzieciaczka, a jedna z pielegniarek wrecz powiedziala ze mam go zostawic w spokoju bo go denerwuje. I jak tu nie dostac depresji poporodowej, plakalam calymi dniami i nocami, a cudowny Pan ordynator stwierdzil , ze czym ja sie przejmuje, byl bardzo niesympatyczny. Karmic piersia nie moglam, wiec odciagalam mleczko laktatorem i nosilam dla malego, co za tym idzie gdy wrocilam do domu maly w ogole nie chcial jesc z piersi tylko z butelki. Tak czekalam na karmiernie piersia cieszylam sie ze bede mogla karmic a tu takie zaskocvzenie. Gdybym miala jeszce raz tam rodzic nie zdecydowalabym sie wybralabym chyba Kliniczna a nawet zaplacilabym w Swissmedzie zeby zotac potarktowana z szacunkiem. Co do pielegniarek to pomagaly jak mogly nie moge powiedziec.
Polecam!
Urodziłam w środę, 28 marca, swojego syneczka w tym szpitalu. Uwierzcie, od początku do końca opieka była fantastyczna! Położne wspierały, pomagały, po prośbie otrzymałam znieczulenie zewnątrzoponowe, pani anestezjolog życzliwa, kochana, przy znieczuleniu mogłam rodzić :) personel każdego szczebla był dla mnie bardzo życzliwy. Położne zabierały dzieciaki na chwilę, jeśli któraś chciała się wykąpać, a dziecko nie zasypiało. Z każdej strony troska i pomoc. Oby tak zostało już zawsze, bo mogłam wypoczęta i szczęśliwa wrócić z dzieckiem do domu.
Nie polecam
Mam bardzo, bardzo złe przeżycia z porodu w tym szpitalu a i żadna z moich koleżanek w okolicy nie może go pochwalić. Drugie dziecko rodziłam na Zaspie i było zupełnie inaczej. Z synkiem odsyłali mnie do domu, dostawałam zastrzyki a w końcu wylądowałam na korytarzu! Synek dostał 3 punkty w skali apgar a zainteresowanie pojawiło się po dwóch dobach porodu kiedy tętno dziecka zaczęło spadać. Na koniec powiedzieli że to moja wina bo poród trwał za długo. Leżeliśmy tydzień i w dodatku łożysko nie zostało do końca usunięte co pociągnęło za sobą straszne konsekwencje. Długo by pisać o upokorzeniu i bólu jakiego tam zaznałam. Na znieczulenie zewnątrz oponowe nie było szans a za poród rodzinny 100zł gdzie na zaspie mąż był 2 razy za darmo. Nie polecam nikomu.
zadowolona
Witam
Jstem bardzo zadowolona z porodu w tym szpitalu sale czyste mozna byc na sali tylko z mezem co jest wazne w tym momecie personel super młode sympatyczne panie położne i super pan doktor Macjej Pankau, który prowadził moją ciaże i przyjmował poród cudowny człowiek i doktor, chciałm podziekowac tez pani Joli położnej z Orunii Dolnej super połozna polecam dla niemowlakówpanią położna pozdrawiam
Jstem bardzo zadowolona z porodu w tym szpitalu sale czyste mozna byc na sali tylko z mezem co jest wazne w tym momecie personel super młode sympatyczne panie położne i super pan doktor Macjej Pankau, który prowadził moją ciaże i przyjmował poród cudowny człowiek i doktor, chciałm podziekowac tez pani Joli położnej z Orunii Dolnej super połozna polecam dla niemowlakówpanią położna pozdrawiam
kopernik Kraków nigdy!
Często słyszałam złe opinie nt tego szpitala, ale mówiłam, że pewnie przesadzają! Otóż nie! Opieka fatalna, zarówno dla matki jak i dziecka! Po cesarce-20 godz porodu zakończonego cesarka nikt nie powiedział mi co z dzieckiem, przez 14 godzin nie widziałam synka i nie wiedziałam co się z nim dzieje! a on płakał cały czas czego dowiedziałam się od pielęgniarki, która przyniosła go z wyrzutem, że "całą noc im się drze i, że mam jakieś nadpobudliwe to dziecko"! No i dokarmiane butelka to norma, nawet jak się prosi, żeby nie! Nikt nie pokazuje jak się zając maleństwem, pretensje i dąsy ze nie umiem karmić! a skąd mam umieć jak to moje pierwsze!mogłabym wiele pisać niestety niewiele dobrego! Dziecko wypisane bez wypełnionej książeczki zdrowia i jak się później okazało ze stanem zapalnym! Nigdy więcej!!
Wojewodzki jest ok
Długo nie mogłam się zdecydować na szpital - wybór padł na wojewódzki i nie żałuję.
Opinie niepochlebne są wg mnie krzywdzące dla szpitala.
Lekarze w porządku - M.Pankau i G.Natora, nawet Zygmuntowicz był ok chociaż tu na forum sie nim straszy. Położne generalnie były miłe.
Na oddziale czysto - jedyny bałagan zostawiały po sobie położnice zwłaszcza w toaletach !!!, 3 nowe kabiny prysznicowe, stara łazienka z 3 toaletami. Tłoku nie było, a to ze łazienka jest w pobliżu pkt odwiedzin? po porodzie było mi wszystko jedno.
Jedyny minus to w praktyce brak znieczulenia i tylko 3 sale porodowe - jak ja rodziłam były 4 rodzące i akurat miałam problem.
Bez mojej zgody zrobili nacięcie krocza.
Dziecko daja od razu po porodzie na kilka minut.
Oceniam szpital pozytywnie i jeśli będę rodzić to znowu tam.
Opinie niepochlebne są wg mnie krzywdzące dla szpitala.
Lekarze w porządku - M.Pankau i G.Natora, nawet Zygmuntowicz był ok chociaż tu na forum sie nim straszy. Położne generalnie były miłe.
Na oddziale czysto - jedyny bałagan zostawiały po sobie położnice zwłaszcza w toaletach !!!, 3 nowe kabiny prysznicowe, stara łazienka z 3 toaletami. Tłoku nie było, a to ze łazienka jest w pobliżu pkt odwiedzin? po porodzie było mi wszystko jedno.
Jedyny minus to w praktyce brak znieczulenia i tylko 3 sale porodowe - jak ja rodziłam były 4 rodzące i akurat miałam problem.
Bez mojej zgody zrobili nacięcie krocza.
Dziecko daja od razu po porodzie na kilka minut.
Oceniam szpital pozytywnie i jeśli będę rodzić to znowu tam.
NIE! NIE! NIE! To było wręcz upokarzające i o mały włos...
Jestem gotowa. Długo się zbierałam,aby to opisać,bo traumatyczne są ów wspomnienia. Patologia-super. Oddział poporodowy również,natomiast porodówka to jakaś MASAKRA. Nie będę się rozpisywać na temat pleśni pod prysznicem,czy resztek nieposprzątanej krwi innych pacjentek etc... Byłam najpierw na Klinicznej gdzie podobno miejsca nie było i jeszcze nie rodzę-mam czas aby dojechać gdzieś indziej mimo, iz nie jestem z Gdańska-zadzwonili do nieszczęsnego Wojewódzkiego niestety. Był długi majowy weekend,więc wszyscy pracowali jakby za karę.
Rodziłam dokładnie 24h po przyjęciu na patologię (byłam 2 tyg po terminie) z regularnymi skurczami co 7 minut usłyszałam,ze jeszcze nie rodzę i "mam niski próg bólu"- dr Natora. Dodam iż byłam operowana w Wojewódzkim 1.5 roku wcześniej i przerabiałam możliwości mojego progu bólu. Nastawiona byłam na poród naturalny,bo znam ten ból przecięcia tkanek i powłok brzucha. Dostałam JAKIEŚ czopki,zastrzyki (jak pytałam co to? to dostawałam odpowiedz np "to tak na poprawę humoru") Skurcze były częstsze i silniejsze. W silnym skurczu położna rozszerzyła mi szyjkę i ciągnęła po schodach z patologi na porodówkę,na szczęście była to godzina 22 i nikogo nie było,bo miałam krótką koszulę i GOŁĄ d*pĘ! Przeszedł lekarz i o niczym mnie nie informując przebił mi pęcherz zalewając łóżko i salę moimi wodami. Kazano chodzić-to wstałam i padłam na podłogę,nikt mnie nie podniósł,pani sprzątaczka wycierała w kolo mnie moje wody płodowe syfiastym mopem,bo nie był brudny tylko syfiasty,a ja leżałam w pozostałościach w których wiłam się z bólu. Po moich prośbach podała mi telefon-zadzwoniłam do mojej siostry,która zjawiła się po 30 min i mnie pozbierała-gdyby nie ona to bym udusiła własnego syna i sama pewnie tez bym nie przeżyła. U skraju wykończenia fizycznego,kiedy traciłam świadomość i myślałam,że zwariowałam lub śnie i zaraz ten koszmar się skończy KTG pokazał ze tętno mały traci,a położna na boku półsłówkami powtarzała "to jest ciemię większe doktorze?" Podsunięto mi jakieś papiery do podpisania i szerze mówiąc mogłam podpisać nawet pakt z diabłem,bo byłam tak wykończona,ze tekst mi się mazał przed oczami. Zapytano czy pójdę na salę operacyjną o własnych nogach-krzyknęłam,ze NIE! skurcze miałam co 1 min-dr Natora powtarzał "Pani nie prze bo to i tak nic nie da". Jakaś babka mi się 3 razy wkłuwała w kręgosłup,po czym pobiegła po anestezjologa,bo wciąż czułam skurcze. okazało się,ze nie doczytała ile ważę,myślała ze 72 kg,a ja ważyłam 82! 10 KG RÓŻNICY.
Kiedy przyłożono mi maskę i kazano głęboko oddychać to poczułam okrutne,nie do opisania gorące palenie i rozrywanie w dole brzucha,ostatnie co pamiętam to słowa "Panie doktorze jeszcze nie,ona jeszcze nie śpi" On "nie mamy na co czekać",więc wnioskuję ze już mnie zaczęto kroić. Jak się przebudziłam to czułam okropny ból brzucha,głowy,przykurcz karku i rąk oraz ból gardła tak,ze mówić nie mogłam. Nikt nic nie wiedział co z moim synem. Przynieśli mi go po godzinie-jest cały i zdrowy. I nagle zbiegło się całe grono wszystkich lekarzy i zaczęli wywiad: czy miałam kiedyś kłopoty z sercem,bo miałam tachykardię na stole i muszą mi krew przetoczyć,bo mam bardzo złe jej wyniki i podano mi magnez. Teraz już jest lepiej,natomiast ostatnio miałam Holtera i za tydzień idę na echo serca,bo mam arytmię-na wypisie o niczym nie wspomniano,bo bym im popsuła statystyki przecież. DZIEWCZYNY TRZYMAJCIE SIĘ Z DALEKA OD TEGO SZPITALA!!!!
Rodziłam dokładnie 24h po przyjęciu na patologię (byłam 2 tyg po terminie) z regularnymi skurczami co 7 minut usłyszałam,ze jeszcze nie rodzę i "mam niski próg bólu"- dr Natora. Dodam iż byłam operowana w Wojewódzkim 1.5 roku wcześniej i przerabiałam możliwości mojego progu bólu. Nastawiona byłam na poród naturalny,bo znam ten ból przecięcia tkanek i powłok brzucha. Dostałam JAKIEŚ czopki,zastrzyki (jak pytałam co to? to dostawałam odpowiedz np "to tak na poprawę humoru") Skurcze były częstsze i silniejsze. W silnym skurczu położna rozszerzyła mi szyjkę i ciągnęła po schodach z patologi na porodówkę,na szczęście była to godzina 22 i nikogo nie było,bo miałam krótką koszulę i GOŁĄ d*pĘ! Przeszedł lekarz i o niczym mnie nie informując przebił mi pęcherz zalewając łóżko i salę moimi wodami. Kazano chodzić-to wstałam i padłam na podłogę,nikt mnie nie podniósł,pani sprzątaczka wycierała w kolo mnie moje wody płodowe syfiastym mopem,bo nie był brudny tylko syfiasty,a ja leżałam w pozostałościach w których wiłam się z bólu. Po moich prośbach podała mi telefon-zadzwoniłam do mojej siostry,która zjawiła się po 30 min i mnie pozbierała-gdyby nie ona to bym udusiła własnego syna i sama pewnie tez bym nie przeżyła. U skraju wykończenia fizycznego,kiedy traciłam świadomość i myślałam,że zwariowałam lub śnie i zaraz ten koszmar się skończy KTG pokazał ze tętno mały traci,a położna na boku półsłówkami powtarzała "to jest ciemię większe doktorze?" Podsunięto mi jakieś papiery do podpisania i szerze mówiąc mogłam podpisać nawet pakt z diabłem,bo byłam tak wykończona,ze tekst mi się mazał przed oczami. Zapytano czy pójdę na salę operacyjną o własnych nogach-krzyknęłam,ze NIE! skurcze miałam co 1 min-dr Natora powtarzał "Pani nie prze bo to i tak nic nie da". Jakaś babka mi się 3 razy wkłuwała w kręgosłup,po czym pobiegła po anestezjologa,bo wciąż czułam skurcze. okazało się,ze nie doczytała ile ważę,myślała ze 72 kg,a ja ważyłam 82! 10 KG RÓŻNICY.
Kiedy przyłożono mi maskę i kazano głęboko oddychać to poczułam okrutne,nie do opisania gorące palenie i rozrywanie w dole brzucha,ostatnie co pamiętam to słowa "Panie doktorze jeszcze nie,ona jeszcze nie śpi" On "nie mamy na co czekać",więc wnioskuję ze już mnie zaczęto kroić. Jak się przebudziłam to czułam okropny ból brzucha,głowy,przykurcz karku i rąk oraz ból gardła tak,ze mówić nie mogłam. Nikt nic nie wiedział co z moim synem. Przynieśli mi go po godzinie-jest cały i zdrowy. I nagle zbiegło się całe grono wszystkich lekarzy i zaczęli wywiad: czy miałam kiedyś kłopoty z sercem,bo miałam tachykardię na stole i muszą mi krew przetoczyć,bo mam bardzo złe jej wyniki i podano mi magnez. Teraz już jest lepiej,natomiast ostatnio miałam Holtera i za tydzień idę na echo serca,bo mam arytmię-na wypisie o niczym nie wspomniano,bo bym im popsuła statystyki przecież. DZIEWCZYNY TRZYMAJCIE SIĘ Z DALEKA OD TEGO SZPITALA!!!!
poprzedniczka bardzo się rozpisała... ja z kolei mam cudowne wspomnienia z porodu w Szpitalu Wojewódzkim... i jeśli wcześniej tego nie zrobiłam to teraz na forum z całego serca mogę PODZIĘKOWAC Personelowi. To wspaniali ludzie, wszyscy bez wyjątku: od Pań salowych, przez studentów, aż po lekarzy i bez wątpienia Położne :) Oby następnym razem było tak samo!
Poród podczas remontu (08.2010) - Wojewódzki. Porównanie z Kliniczną.
Byłam w tym szpitalu(Wojewódzkim) akurat podczas remontu. Sam poród był OK, chociaż dla mnie "przestronność" tej sali porodowej była wadą, nie czułam się zbyt intymnie, lepiej wspominam małe salki Klinicznej z komfortowymi fotelami i wyposażeniem. Po porodzie - 7 dni, czyil aż do wyjścia nie mogłam widzieć się z mężem, ponieważ sala odwiedzin była w remoncie, a żadnej innej opcji nie było. Wymykając się na "potajemne" krótkie spotkania "w drzwiach" czułam się jak zbrodniarka, zresztą oberwało mi się nieraz, o obejrzeniu dziecka mąż mógł tylko pomarzyć, za to codziennie po korytarzu snuli się robotnicy w okropnych, brudnych ubraniach... (!) (faktycznie higiena że hej). Poza tym łazienka była brudna, niesprzątana.
Zaletą był spokój na oddziale, na Klinicznej odiwedzający na salach byli uciążliwi nieraz bardzo... Może wystarczyłoby wprowadzić ograniczenia czasowe, np 2 godziny dziennie i tylko dla męża/matki lub jednej, najbliższej osoby. Uważam że dziadkowie-gruźlicy, niepełnoletni siostrzeńcy i inni na sali z położnicami to gruba przesada (z takimi spotkałam się osobiście). A mężczyzn poza ojcami nie powinni wpuszczać na sale.
Traktowanie pacjentek lepsze na Klinicznej. Chociaż młyn niesamowity był wtedy (2006) Pielęgniarki i położne bez zarzutu. W Wojewódzkim tak bardziej "tradycyjnie" jak to w naszej "służbie zdrowia". Siedź cicho i rób co ci każą, nie pytaj się i najlepiej nie zawracaj głowy. Na Klinicznej wszystko przy dzieciach robili na sali, przy mamach, siostry noworodkowe po prostu cud miód i orzeszki :-)
Zaletą był spokój na oddziale, na Klinicznej odiwedzający na salach byli uciążliwi nieraz bardzo... Może wystarczyłoby wprowadzić ograniczenia czasowe, np 2 godziny dziennie i tylko dla męża/matki lub jednej, najbliższej osoby. Uważam że dziadkowie-gruźlicy, niepełnoletni siostrzeńcy i inni na sali z położnicami to gruba przesada (z takimi spotkałam się osobiście). A mężczyzn poza ojcami nie powinni wpuszczać na sale.
Traktowanie pacjentek lepsze na Klinicznej. Chociaż młyn niesamowity był wtedy (2006) Pielęgniarki i położne bez zarzutu. W Wojewódzkim tak bardziej "tradycyjnie" jak to w naszej "służbie zdrowia". Siedź cicho i rób co ci każą, nie pytaj się i najlepiej nie zawracaj głowy. Na Klinicznej wszystko przy dzieciach robili na sali, przy mamach, siostry noworodkowe po prostu cud miód i orzeszki :-)
grzyb
Artukuł był pisany w marcu 2012, ja rodziłam w październiku 2011 i nie wiem, czy od tamtej pory był remontowany oddział, ale łazienki na oddziale to czarny, zagrzybiny koszmar, bez wieszaków na ręcznik, czy koszule i szlafrok, kafelki czarne od grzyba. Nie wiem gdzie autor miał ocz,y że nie widział, ale może go tam nie wpuścili. Można to zmyć chociażby Domestosem. Polecam. Sama porodówka i opieka lekarska i połoznych świetna. Można wykąpać się zaraz po porodzie i w tym miejscu jest bodajże jedyna czysta łazienka.
czystość
Ja rodziłam w połowie 2013 roku i ani na oddziale patologicznym ani na oddziale połozniczym nie było czysto zarówno w toaletach jak i łazienkach.W toaletach smród,bród i wypadające nieczystosci z pełnych koszy.W łazienkach to ze glazura stara i popękana to jeszcze brudno i kolor fug nie wiadomo jakiego koloru był pierwotnie,zepsute drzwi od kabiny prysznicowej w drugiej kabinie ich brak a trzecia była zarezerwowana dla jakiegos numeru pokoju.Kazda próba skorzystania z tej jedynej sprawnej kabiny groziła aferą ze to nie dla nas.I nie jest to przypadek jednodniowy bo byłam tam przez prawie dwa tygodnie.a sprzataczki posprzatały dopiero jak dostały cynk ze bedą miały kontrol.Faktycznie jedyna łazienka czysta ładna i w pełni sprawna to na porodówce.
szpital jak szpital
rodziłam tam 2 m-ce temu i jestem zadowolona- fajne położne, bardzo pomocne i miłe, lekarze w większości też bardzo sympatyczni, sale czyste i kolorowe, jedzenie takie sobie, ale to przecież nie hotel 5 gwiazdkowy. jeśli nie oczekuje się luksusów i służby, to całkiem znośny szpital:)
jestem bardzo mile zaskoczona
Po przeczytaniu wielu niepochlebnych opinii oraz wysłuchaniu niezadowolonych koleżanek z opieki medycznej w szpitalu wojewódzkim, byłam nastawiona na najgorsze... O dziwo, od samego początku do samego wypisu było bardzo miło, fachowo, praktycznie bez zarzutu! Już przyjęcie na izbie przyjęć przebiegło w miłej atmosferze, ale obawiałam się, że na tym koniec miłych akcentów... Piętro wyżej, na porodówce, fakt, że byłam tam raptem ok. 3 h ale lekarze i pielęgniarki profesjonalnie się mną, a raczej nami zajęli. To samo na oddziale- położne kilka razy dziennie oferowały swoją pomoc w karmieniu dzieci. 5 lat temu rodziłam na Zaspie - porównanie "niebo a ziemia" ale być może w ciągu tego czasu zmieniły się standardy w szpitalach... Polecam wojewódzki!!! Powodzenia Dziewczyny!!!!
~
Poród naturalny za wszelką cenę
Opieka na patologii -super
Poporodowa-gorzej niż źle(gdy po krwotoku ledwo trzymałam się na nogach dały mi dziecko i nawet nie zajrzały choć dzidziuś musiał być naświetlany
Jeżel chodzi o karmienie sztuczne to matka jednego z noworodków będąca ze mną w pokoju nie miała pokarmu choć starała się bardzo- położne traktowały ją bardzo źle. I tyle...
Opieka na patologii -super
Poporodowa-gorzej niż źle(gdy po krwotoku ledwo trzymałam się na nogach dały mi dziecko i nawet nie zajrzały choć dzidziuś musiał być naświetlany
Jeżel chodzi o karmienie sztuczne to matka jednego z noworodków będąca ze mną w pokoju nie miała pokarmu choć starała się bardzo- położne traktowały ją bardzo źle. I tyle...
ANASTEZJOLOGA NIGDY NIE MA.DOPIERO NA OPERACJE CEARKI ZOSTAJE ZAMOWIONY ATAK MOZNA ZAPOMNIEC .ZONA SIE MECZYLA .I POPROSILEM O ZNIECZULENIE I CO LEKASZ PROWADZACY DZWONIL I ANASTEZJOLOG MA SWOJE OPERACJE I NIE MOZE PRZYJSC TAK SLYSZALEM ROZOME LEKARZA I ANASTEZJOLOGAPEWNIE GDYBY ZONA LEKARZA BYLA TAM TO BYLO BY INACZEJ.SZPITALA NIE POLECAM
Szpital nie ukrywa, że ma tylko 4 anestezjologów, chcąc tam rodzić, trzeba się z tym liczyć!
Brak znieczulenia to nie koniec świata, zawsze można wybrać prywatną klinikę.
Przy braku anestezjologów logiczne jest, że wiele zależy od natężenia operacji w danym czasie.
Kliniczna oferuje znieczulenie, ale co z tego, jak personel i warunki koszmarne.
Człowiek traktowany, jak zło konieczne.
Ja rodziłam w wojewódzkim w 2008 roku i w tym czasie kobieta obok miała znieczulenie. Ja się o nie nie dopominalam, jednak, gdybym chciała skorzystać, byłoby to niemożliwe, ponieważ anestezjolog nadzorował jej poród. Wiem to, bo później leżała ze mną na sali.
Teraz też przygotowuję się do porodu i bardziej niepokoi mnie wąskie gardło, którym jest ciasny oddział neonantologii.
Przy braku anestezjologów logiczne jest, że wiele zależy od natężenia operacji w danym czasie.
Kliniczna oferuje znieczulenie, ale co z tego, jak personel i warunki koszmarne.
Człowiek traktowany, jak zło konieczne.
Ja rodziłam w wojewódzkim w 2008 roku i w tym czasie kobieta obok miała znieczulenie. Ja się o nie nie dopominalam, jednak, gdybym chciała skorzystać, byłoby to niemożliwe, ponieważ anestezjolog nadzorował jej poród. Wiem to, bo później leżała ze mną na sali.
Teraz też przygotowuję się do porodu i bardziej niepokoi mnie wąskie gardło, którym jest ciasny oddział neonantologii.
SZPITAL M KOPRENIKA CZY INNY SZPITAL
witam zona rodzila pare dni temu w koperniku przenoszona ciaza.w 12 dniu dostala 2 dawki na na przyspieszenie nic nie pomoglo przyznaje ze bylem z zona i cala zmiana pilengniarek byla ok.nastepnego dnia dostala nastepna dawke przysieszenia porodu poniewasz nie bylo rozwarcia .po lacznie 3 dawkach rozwarcie bylo na 2,5 palca.i lekasz prowadzacy dal jeszcze jedna dawke.a wiec 4 ta.przyznaje ze zona bardzo sie meczyla i po trwajacej meczarni 3 godzin lekarze stwierdzili HURA JEST ROZWARCIE.ciekawe czy swoje zony tez by tak meczyli.a najlepsze sie zaczelo.rozarcie jest ale glowka jest za wysoko i trzeba bylo ciac.cesarka zastanaiam sie poco to bylo.maja taki sprzet a czekaja moze samo wyjdzie ,po csarce maly jest wspanialy .przyznaje ze operacja przebiegla szybko osoby przy operacji byly naprawde ok lekasz operujacy dowiaduje sie jak sie czyje zona po operacji widac ze zalezy mu na opini czgo nie moge powiedziec o czesci oddzialy porodowego.ginekologa tez mielismy ze szpilala w gabinecie niezly lekasz a w szpitalu zona idziala go 2 razy przelotnie.szkoda pisac .napewno stracil wlasnie klijetke.szpilatla za bardzo tez nie polecam chociaz zawsze twierdzilem ze nie mozna po jednym zlym przypadku traktowac calego szpiala ale sie pomylilem.jest tam garstka osob ktore dbaja o opinie i swoich klijetow SZPITALA NIE POLECAM.ODRAZU PISZAC JESLI MASZ WYJSCIE ZASTANOW SIE .pozdraiam
POLECAM!
Rodziłam w Szpitalu Wojewódzkim przez cesarskie cięcie w październiku 2013. Uważam, że opieka, którą otrzymałam była rewelacyjna, dostosowana do indywidualnych potrzeb. Po zabiegu praktycznie zaraz przyniesiono mi dziecko, które leżało na mnie w kontakcie skóra do skóry do czasu aż wstałam pierwszy raz z łóżka, czyli 8 godzin. Położne bardzo uważnie podchodziły do tego, na ile każda mama na sali pooperacyjnej może zająć się dzieckiem i dostosowywały do tego ilość udzielanej pomocy- dla mnie było to rewelacyjne podejście. W ciągu czterech dób spędzonych w szpitalu każdego dnia położne uczyły karmienia dziecka, proponowały różne metody karmienia piersią- dzięki ich zaangażowaniu te mamy, które mają problem laktacją odzyskują wiarę we własne możliwości. Trzeba też wspomnieć o Panu Ordynatorze, który jest świetnym człowiekiem, troszczącym się o pacjentki (zagląda na dyżurach w nocy do pokoi, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku).
personel-POMYŁKA
Personel na patologii na niskim poziomie.Panie mają w nosie rodzące i śpią dalej,trzeba było kilkukrotnie interweniować.Na porodówce pierwszego dnia porodu miałam świetny personel ale za to drugiego dnia totalne piekło.Po przebiciu wód płodowych o 5 rano,zostałam poinformowana przez ordynatora ze nie ma wolnych anestezjologów na tę chwilę,którzy mogli by zrobic znieczulenie,ale jak sam stwierdził "tym będziemy sie martwić póżniej"gdzie wczesniej powiedział ze nie bedzie problemu ze znieczuleniem.Od rana skakałam na piłce,chodziłam,brałam ciepłe prysznice wszystko to z oxytocyną zwiększającą skurcze.W ciągu kilku godzin lekarz pojawił się raz a połozna dwa.Gdy poprosiłam o znieczulenie lekarz który do mnie zajrzał stwierdził ze anestezjolodzy sa zajeci a na znieczulenie jest za pózno bo w ciągu godziny urodze.Po następnych kilku godzinach porodu w bólach i skurczach co 50 min resztKami sił zażądałam rozmowy z ordynatorem i dopiero wtedy coś się ruszyło.Lekarz zainteresował się mną oderwał oczy od papierów,zadzwonił do ordynatora że nie ma postepu porodu i dostał zgodę na cc.Gdyby nie mój mąż,który przy mnie był na porodówce to nie wiem jak by się to skonczyło..Synek urodził się zdrowy na szczescie,choć miał cechy przenoszenia.Bardzo długo dochodziliśmy do siebie.Dlatego nigdy więcej tego szpitala!!!
Dziękujemy za wspaniałą opiekę podczas porodu i po porodzie!!!!Polecam ten szpital każdej przyszłej mamie :)
Dnia 17 grudnia 2013 przyszła na świat siłami natury nasza córeczka Zosia w Szpitalu Wojewódzkim. Długo z mężem zastanawialiśmy się nad wyborem szpitala i uważam, że mieliśmy wielkie szczęście, że tam trafiliśmy. Jestem bardzo zaskoczona negatywnymi opiniami, które mamy umieszczają a temat personelu. Rozumiem, że poród może być ciężkim doświadczeniem, ale sądzę, że co do opieki nie można mieć tutaj żadnych zastrzeżeń. Przebywałam z Niuńką tam cały tydzień, ze względu na powiększającą się poziom bilirubiny. Dziecko przeszło gruntowne badania, czułam się tam bezpiecznie. Wielkie podziękowania dla Pań położnych i poradni laktacyjnej, do których można się zgłosić o każdej porze dnia i nocy. Przeszłam gruntowny kurs laktacyjny ( tutaj podziękowania dla Pani Marzenki- wiecznie uśmiechniętej i biegającej po całym oddziale). Uważam, że organizacja tam to pierwsza klasa. Podczas tego tygodniowego pobytu nie miałam ani jednej przykrej sytuacji. Polecam wybór tego szpitala każdej przyszłej mamie. Daję 6+!
nie polecam
rodziłam w styczniu 2014,zacznę od tego, że przed rozpoczęciem porodu leżałam na patologii, gdzie czułam się jak piąte koło u wozu, nikt nie zwracał na mnie większej uwagi, kilka razy prosiłam o znieczulenie (wiedziałam, że dziecko jest duże) po kilku godzinach położna z usmiechem mnie poinformowała że na znieczulenie jest już za późno- za duże rozwarcie (wiem, że było to działanie celowe) nie mogłam karmić dziecka piersią przez co byłam traktowana jak wyrodna matka i sto razy nagabywana przez różne panie z poradni laktacyjnej, a dopóki mąż nie przywiózł mi mleka, dziecko niczego do jedzenia nie dostało. W cywilizowanych krajach, kobieta nawet jeśli może karmić- to jest to tylko i wyłącznie jej wybór nie wspominając już o znieczuleniu, które jest standardem.. no cóż dawny szpital wojewódzki zatrzymał sie daleko w czasie, nie polecam tam rodzić
Zygmuntowicza bardzo chwalę. Miał specyficzne poczucie humpru ale mi to akurat pasowało. Znał sie na ludziach i to jak z nimi rozmawiał mozna powiedziec, zalezało od nich samych - co to oznacza - lezała ze mną dziewczyna która karmiąc dziecko paliła fajki, niepełnoletnia - probował jej przedstawić wady palenia ale ze ona nie słuchała powiedział kilka słow prawdy. Mi akurat pomógł samym słowem - mój maluch mial problem ze zdrowiem akurat miałam gorszy dzien - lezałam zaplakana - on widząc to - zaproponował cos na poprawę humoru - nie wiem dokładnie co to było - czy jakis lek, czy gaz rozweselający - ale chciał mi pomoc
POLECAM
Od urodzenia Michałka minął rok 02.06.Pragnę podziękować położnej Magdalenie Wojewoda za wsparcie,opiekę,zrozumienie,wyrozumiałość,pomoc podczas akcji porodowej, a także zainteresowanie podczas pobytu w szpitalu.Nie sposób wyrazić jak bardzo jestem PANI wdzięczna.Jest pani wyjątkowym pracownikiem szpitala.POLECAM KAŻDEJ PRZYSZŁEJ MAMIE SZPITAL WOJEWÓDZKI.DZIĘKUJĘ.
SUPER OPIEKA
Rodziłam w szpitalu wojewódzkim 2 miesiące temu. Prawdą jest, że duży nacisk kładzie się na naturalny przebieg porodu. Natomiast w momencie jakiegokolwiek zagrożenia decyzja o cięciu cesarski jest podejmowana bardzo szybko. Sama nie korzystałam ze znieczulenia, natomiast od wielu pań słyszałam, że na ich prośbę znieczulenie podawane było bez problemu. Położne laktacyjne bardzo pomocne. Szczególne podziękowania dla pani położnej Magdaleny Pik, dzięki której poród przebiegł sprawnie i pozostały tylko mile wspomnienia :-)
hmm
Urodziłam tam tydzien temu ogolnie szpitali nie nawidze bylam tydzien na klinicznej gdzie nic ze mna nie robiono psychicznie nie wytrzymywalam dlatego wypisalam sie i na drugi dzien pojechalam rodzic do Wojewodzkiego i moge smilo powiedziec ze jestem zadowolona ....porod troche trwal ale dalam rade wiadomo ze wszystko zalezy na jaki personel trafisz zdarzaly sie nadete malpy ale byly tez super polozne ,ktore pomagaly jak mogly ..jedzenie spoko smczne natomiast na klinicznej syf ktorego jesc sue nie dalo .....ale szpital to nie hotel ogolnie polecam wojewodzki ;)
Rodzilam w 2014r.
o rany!!! widze tu same dobre opinie... nie wiem czy to prawda czy może prawda wirtualna... Drogie Panie piszę tu osobiście.. Nie jestem fanką portali ani właśnie takich wpisów w internecie. Dla mnie to w końcu wyrzucenie coś z siebie, co męczy mnie właśnie od czasu urodzenia mojej kochanej córeczki:) Moja córeczka urodziła sie 18 lipca 2014r. Urodziła się zdrowa, fakt w zielonych wodach, podduszona... ale zdrowa, ma teraz 4 i pół miesiąca. Moim zdaniem jest zdrowa dzięki jakieś sile, czy cudzie...Ale miałam bardzo ciężki poród w tym szpitalu. I TO NIE PRZEZ BÓL TYLKO PRZEZ PERSONEL!!Długo nie mogłam sie po tym otrząsnąć, aż do teraz po 4 miesiącach od porodu. To jest przykre, może taki moment mnie spotkał podczas porodu. Wcześniej leżałam na patologii ciąży, później wywołali mi sztucznie poród... Gdy zaczęły się skurcze w nocy..fakt byly nieregularne ale silne i tak jak po calej nocy stwierdzili nad ranem "zaczęła sie akcja porodowa" musiałam czekać 2-3 godz az zwolni się sala. To byl moj pierwszy porod i wraz z moim partnerem cierpliwie czekalismy.. "heh" ja rodzę, mam silne skurcze, a ja czekam na korytarzu aż posprzątają sale po innym porodzie... A położna jaka mi się trafiła.. Drogie Panie gdybym wtedy się na tym skupila a nie na swoim dziecku. Na pewno nie dałabym sie tak poniżać przez tamtą "położną". Tak wlasnie wygladal moj porod.. ciagle cos zle "ja nie mam skurczów, ja wymyslam" Byłam na sali zostawiona sama tak naprawde, a dziecko w finale urodziłam prawie w toalecie, taka tam wtedy byla opieka.. To jest skrót moich przeżyć.. Nie wiem jak jest w innych szpitalach, naprawde. Czy tylko mi się tak trafiło? Mogę tylko prosić o inne opinie ale szczere lub udostępniam e-mail. Sama nie wiem czy taka osoba powinna dalej pracować, czy ją podać wyżej?
Polecam szpital.
To byl trzeci porod w tym szpitalu.Pierwszy raz rodzilam corke w 2006 r.Nie bylam do konca zadowolona,wtedy jeszcze znane bylo wypychanie dziecka, nie bylo to przyjemne.Dodatkowo naciecie krocza, oj straszne jak dla mnie.Meczylam sie, ale dalam rade.Corka urodzila sie z waga 3450 i 54cm.Minusem bylo to ze dziecko dostalam po 7h,bo nikt mi nie powiedzial ze mam dac znac jak bede gotowa na przyjecie dziecka. Drugi porod byl w 2008 roku.Metoda wypychania juz zabroniona.Szybki porod.Syn od skurczy urodzil sie po 3h.Dostalam go po przyjezdzie na sale.W sumie 3h.Nie bylo zle.Na samym poczatku powiedzialam ze nie zgadzam sie na nacinanie.Personel zdziwiony moja decyzja ale uszanowal moja prosbe.Syn wazyl 3670 i mial 56cm.Trzeci porod odbyl sie w lipcu 2014 roku.Personel szpitala na oddziale patologii bardzo uprzejmy.Salowe takze byly przemile.Moje wspomnienia nie do opisania.Lekarze zmianowi wyrozumiali, ordynator mily i konkretny.Dostalam ksywe "gadula" od nich.Na patologii lezalam 3doby.Na 4 dostalam kroplowke ale nic nie dalo.Na drugi dzien powtorka tylko tym razem z przebiciem wod plodowych.Meczylam sie 3 h i po wysilku przy moim ukochanym i jego wsparciem przyszedl na swiat nasz syn.Po 11 dniach od daty terminu,z dodatkiem gazu rozweselajacego wdychanego podczas porodu.Mim zdaniem dziala na "glowe".Wazyl 4280 i 59cm.Bez naciecia i pekniec, w trakcie porodu mloda lekarka robila masaz szyjki macicy,nie zbyt przyjemne ale za to pomocne. Bardzo dziekuje calemu personelowi za opieke i mile slowa. Polecam szpital.
Ja gorąco polecam ten szpital. Położne kochane, tyle w nich miłości i empatii do matek i maluszkow. Lekarze również kochani. Dostała tam fachowa opiekę po porodzie. Poradnia laktacyjna również swietna. Myske , że najlepsza rekomendacją dla szpitala jest fakt, że 3 dni po porodzie stwierdzam , iż mogę śmiało zachodzie w 2ciaze i tam rodzic
Polecam szpital wojewódzki
Polecam szpital wojewódzki, Rodziłam tu pierwsze dziecko przez cesarkę. Lekarze i położne bardzo empatyczni z poczuciem humoru, zdecydowanie pomogli mi przejść przez tę absolutnie nieprzyjemną operację. Po porodzie położne pomagały przy wszystkim gdy tylko zaszła potrzeba i w fachowy sposób doradziły jak rozkręcić laktację.Jestem bardzo wdzięczna za uratowanie mojej córeczki. Wyszłyśmy ze szpitala bardzo szybko obie w dobrym stanie, szczęśliwe i z dobrymi wspomnieniami atmosfery panującej na oddziale :)
bardzo polecam - Adrianna
Chciałabym opisać swój przypadek. 18 listopada 2015 roku miałam cesarskie cięcie właśnie w tym szpitalu. Cesarka była umówiona miesiąc wcześniej. O godz 7 rano stawiłam się z teściową i narzeczonym do szpitala. Wcześniej powiedziano mi, że cesarka może być zarówno o 12 jak i o 16. Nie sądziłam, że będzie to o godz 8. Cieszyłam się, że tak szybko. Najpierw zrobiono mi ktg, następnie szczegółowy wywiad, w trakcie wywiadu założono mi cewnik. Trzęsłam się z nerwów i podekscytowania jak osika. Pielęgniarki podczas wywiadu były bardzo miłe lekarze tak samo. Zakładając cewnik pytano mnie czy wszystko jest ok i czy mnie nie uwiera. Podczas tego pielęgniarka głaskała mnie po głowie i dodawała otuchy. Poszłam do pomieszczenia gdzie czekali na mnie Kuba- mój narzeczony oraz moja przyszła teściowa. Uściskaliśmy się, zadzwoniłam jeszcze do mamy i babci a następnie poszłam z pielęgniarką i narzeczonym na operacje na spotkanie z moim kochanym maleństwem. Przytuliłam się do Kuby i weszlam na sale. Kazano położyc mi się na stole operacyjnym a nastepnie wygiąć jak kot po to by wkłuć igłe ze znieczueniem. Wbijano mi się cztery razy ponieważ nie mogłam opanować drżenia ciała. Już po 5 minutach od przecięcia mnie usłyszałam płacz swojego synka! Płakałam razem z nim... ze szczęścia. Cały czas ze mną rozmawiano , pielęgniarka pytała czy wszystko w porządku lekarze żartowali, zagadywali. Zaczęłam wymiotować żółcią- podobno często się to zdarza podczas znieczulenia. Po chwili pokazano mi mojego skarba. Patrzył na mnie dużymi wesołymi niebieskimi oczkami. Naprawdę widać było radość w jego oczach. W moich też i to jaką !! Pocałowałam go i wywieźli go na zważenie . Kiedy otworzyli drzwi by wywieźć dziecko zobaczyłam Kubę, Dziecko pojechało razem z nim. Do końca operacji opiekowano się mną bardzo dobrze. Kiedy o 9.10 wywieziono mnie z bloku za drzwiami był już Kuba, powiedział, że mamy ślicznego synka, pocałował mnie i spytał jak się czuję. Wzruszam się za każdym razem kiedy o tym myślę. Pielęgniarki pozwoliły na to by pomógł wieść łóżko ze mną na oddział.Rana bardzo bolała. Po opercji na zmiane leków przeciwbólowych w kroplówkach przychodziły 3 pielęgniarki. Pytały czy boli mocno i czy czegoś mi nie potrzeba. Pomogły się napić wody i bardzo serdecznie się do mnie zwracały ; kochanie, rybko, skonko....Dziecko zobaczyłąm o godz 17.40 . To było piękne spotkanie. Mogłam wziąć swojego skarba w ramiona. Powiedziałąm : mamsia jest przy Tobie.... Dziecko po porodzie miało lekkie problemy z oddychaniem dlatego na dwie doby przewieziono go do sali gdzie 24h na dobe dzieci mają opieke w postaci pielegniarki i jest podłączone do monitorka pokazującego puls maluszka. Panie pokazały mi w jaki sposób mam karmić synka, jak go przebrać, jak trzymać podczas karmienia. Spędził tam dwie doby później był już ze mną. Razem w szpitalu spędziłam 4 doby. Pielęgniarki i lekarze tam to ANIOŁY!!!!!! Bardzo Empatyczni, uśmiechnięci. Kobieta po porodzie jest bardzo rozchwiana emocjonalnie , ja kilka razy się zozpłakałm, to dlatego, że pediatra powiedzial, że za kilka dni muszę powtórzyć echo serca, to dlatego, że kilka razy płakał podczas karmienia a to ze szcześcia kiedy na niego zerkałam. Pani salowa widząca moje łzy powiedziała ; ' nie przejmuj się kochana zobacz jakieg ślicznego masz synka''. Można powiedzieć, że cały personel podczas mojego pobytu był dla mnie bardzo dobry. Jedyny minus to jedna pielęgniarka(starsza blondynka) na izbie przyjęć. Jeszcze raz bardzo dziękuję !!!!!
Rewelacyjna opieka podczas porodu i po porodzie
Gorąco polecam Szpital Wojewodzki, w tym szpitalu rodziłam drugie dziecko (pierwsze dziecko w innym szpitalu i bardzo źle wspominam) i jestem zachwycona. Położna Pani Magda super, o wszystkim mnie informowała i dbała żebym ja i moj synuś czuliśmy się dobrze. Położna przesympatyczna wszystkim życzę takie porody. Lekarze również przesympatyczni widać, że to co robią robią to z serca, Rodziłam październik 2015 Polecam!
Opieka nad zdrowym noworodkiem fatalna! Lekarze pediatrzy z byle powodu zabierają dzieci od matek w celu tzw obserwacji na sali adaptacyjne, w której potrafi leżeć nawet 6 płacących noworodków na raz i nie ma tam już miejsca dla mam chcących przytulić czy nakarmić piersią swoje maleństwo. Dodam,że sala ta ma nie więcej niż 9 m2. Dodatkowo jest tam położna często lekceważąco traktowana przez pediatre. Gdzie jest zachowana kubatura i przepisy sanitarne. Nie wspomniałam o tym, że powodem rozdzielenia matki z dzieckiem potrafi być ulewa nie dziecka wodami plodowymi w pierwszej dobie życia. Każda mama wie,że takie ulewa nie to normalna rzecz. Wtedy zaczyna się lawina badań, ciągłego pobierania krwi u dziecka i straszenie mamy,że z dzieckiem może stać się coś złego. Rodziłam w dwa razy i w dwóch różnych szpitalach. W Szpitalu Wojewódzkim pobyt wspominam najgorzej ze względu na opiekę pediatrów, którzy przez niepewność swojej wiedzy skazuje dzieci na tyle bolesnych zabiegów. Wspomnę, że według procedurami opieki około porodowej zdrowy noworodek powinien przebywać z mamą i mieć tylko wykonane badania przesiewowe i szczepienia ochronne,w tym szpitalu każdy noworodek ma wykonane kilkukrotnie badania z krwi w tym także tzw.RKZ przez co biedne dzieci mają pokłute rączki i piętki. Wypis dziecka ze szpitala odwleka się w nieskończoność. ..koszmar. Nie wspomniałam jeszcze o tym ,że w ciągu mojego pobytu byłam świadkiem jak po naturalnym porodzie dziecko było przyjmowane na salę adaptacyjną, a świeżo upieczona mama na ginekologię ze względu na brak miejsc na położnictwie,to jest sytuacja karygodna! Kobiety przyjmując sie do tego szpitala celem odbycia porodu nie sa informowane o tym,że nie będą ze swoim maluszkiem na sali,z powodu braku miejsc na polożnictwie. A na takiej sali adaptacyjnej pełno dzieci z różnym podejrzeniami,nawet podejrzeniem infekcji.
Jeśli rodzić to tylko w WOJEWODZKIM SZPITALU!!!
Rodziłam w kwietniu 2016roku i naprawdę jestem bardzo zadowolona z tego wyboru ponieważ pierwsze dziecko rodziłam na zaspiei nie mam dobrych wspomnien z tamtego szpitala.jeśli chodzi o wojewódzki to zostałam pozytywnie zaskoczona, opieka przy porodzie bardzo dobra, położne bardzo pomocne, mile i sympatyczne, wszystko dokładnie wytłumacza jeśli chodzi o karmienie piersią lub jesli czegoś nie wiemy to zawsze służą pomocą. sale 2 i 3 osobowe czyste, sprzatane codziennie, jedzenie też dobre bez zastrzeżeń. Jedynym minusem było ciągle przenoszenie z sali do sali, gdzie nawettrzeba było chodzić na inne piętro do maluszka żeby go nakarmic. ogólnie podsumowując szpital godny polecenia, a spędziłamw nim prawie 1,5tyg, dlatego polecam go z czystym sumieniem.opieka pań położnych na 5+
Poród w Szpitalu Specjalistycznym Gdańsk-Zaspa im. św. Wojciecha
Sytuacja na świeżo po porodzie (z zeszłego tygodnia), żona rodziła pierwszy raz. Od godz. 9.30 regularne skurcze do 10 minut, coś na ząb, zebraliśmy się na spokojnie i pojechaliśmy z żoną na Zaspę. Na izbie przyjęć byliśmy przed godz. 12, oczywiście chwilę czekania na KTG, bo nie byliśmy przecież sami, normalna sprawa. KTG nie pokazało skurczy w ogóle (co się podobno zdarza, nie wiem nie znam się), no i zaczęło się czekanie na lekarza. Dodam, iż Kliniczna była zamknięta, bo jakiś problem ze sprzętem mieli czy coś, czyli "Fabryka" na Zaspie działała pełną parą, więc zrozumiałe, że dużo pracy mieli, ale... dr Lewicki przyjął żonę ok. godz 14, badanie ~5 min, stwierdził, że rozwarcie 2 cm, mimo iż żona mówiła, że ma skurcze co 3 do 5 min, wziął pod uwagę KTG (ja się nie znam, to on jest lekarzem, więc powinien wiedzieć lepiej) i powiedział, że ponownie zbada za pół godziny, stwierdzi ,czy poród postępuje i jaka jest decyzja. Ok, to czekamy dalej, dr Lewicki wyszedł z gabinetu i tyle po nim słuch zaginął. Skurcze coraz częstsze i boleśniejsze, nasilające się i tak do godz. 15. Pytanie do położnych na izbie przyjęć o lekarza i jakąkolwiek decyzję, odpowiedź, że lekarz się nie tłumaczy, a poród boli i tak już jest, trzeba czekać. Kolejne pół godziny i prośba o lekarza na SORze, bo żona już zaczęła pomału chodzić po ścianach, ale i tam też stwierdzili, że mogą zadzwonić, ale skoro lekarz tak zadecydował to trzeba czekać, powiedziałem, że zaraz dzwonię na 112 i proszę o karetkę na izbę przyjęć, bo nikt tu nie chce pomóc i będzie afera. Po zejściu na izbę przyjęć był już telefon z góry, że mąż ciężarnej się niepokoi i jak poszliśmy do pani położnej to powiedziała, że jedyne co może zrobić to zbadać w celu oceny, czy poród postępuje. Po nim z żoną już mogliśmy zostać w pomieszczeniu gdzie była badana, ale i tak pani położna powiedziała, że nie może nic zadecydować, bo nie ma takiej sprawczej prawnej mocy i trzeba czekać na lekarza i jego decyzję. Plus był taki, działający na psychiczny komfort żony, że mogła w tym pomieszczeniu w spokoju przeżywać skurcze, mając łazienkę tylko dla siebie, a nie ogólnie dostępną, kozetkę, na której mogła się położyć, a nie ławkę i, co chyba najważniejsze, bez postronnych obserwatorów czekających na swoją kolej na izbie. Lekarz przyszedł po 16, szybkie badanie, rozwarcie 4 na 5 i alleluja została odkryta Ameryka, diagnoza: pacjentka rodzi. Kazali się przebrać żonie szybko, mi ubrać odzież ochronną, na wózek, winda, porodówka, łóżko, chwila leżenia, skurcze parte i w przeciągu od milowej decyzji lekarza o godz ok. 16.20 maluch był na świecie o 17.00. Sam właściwy poród ok. 20 min bez wspomagaczy, co pokazuje, że dużo nie brakowało, żeby poród właściwy zaczął się na izbie przyjęć. Dodam, iż drugie badanie nie było robione przez dr Lewickiego, tylko przez innego, którego nazwiska nie pamiętamy. Jak dobrze zrozumiałem, dr Lewicki zostawił informację, że jest jedna pacjentka na izbie przyjęć, która może zacząć rodzić, czy olał sprawę, czy po prostu był tak zajęty, że nie mógł przyjść, tego nie wiem, jednak taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w XXI wieku i rodząca kobieta powinna mieć czas na przygotowanie się do właściwego porodu w cywilizowanych warunkach. Co do samej obsługi porodu to nie mamy zastrzeżeń, panie były miłe i pomocne, profesjonalnie, na ile mogę stwierdzić, podeszły do tematu. Jedynie co raziło to wywiad (wykształcenie, wiek ect.), który był robiony w trakcie rodzenia, tu żona ma przeć, a między parciami pytania. Czy można było to zrobić później, chyba tak, ale na pewno powinien być na to czas wcześniej. Z małym na szczęście wszystko dobrze :) Opiekę poporodową żona ocenia pozytywnie. Podsumowując jesteśmy nie tyle źli na dr Lewickiego, bo rozumiemy, że to ciężka praca i można być zmęczonym, ale tu chodzi o ludzkie życie i jeżeli ktoś decyduje się pracować w tym zawodzie to powinien podchodzić do tej pracy zawsze profesjonalnie. Jednak, kiedy obowiązki przewyższają moc przerobową, co pokazała nasza sytuacja, należałoby zatrudnić kolejnego lekarza, który będzie mógł podjąć decyzję na miejscu, a nie z doskoku. To uwaga do władz Szpitala Specjalistycznego im. św. Wojciecha Gdańsk-Zaspa: nie pieniądze są tu na pierwszym miejscu !!! i do lekarzy: jak nie dajecie rady fizycznie to nie bierzcie dodatkowych dyżurów, dobry lekarz to wypoczęty lekarz, a nie z grubym portfelem. Pozdrawiam, Tomasz.
Porod
Witam. Rodzilam corke dnia 22.11.2016 r. Nie narzekan na szpital. Super opieka do rany przyloz. Lekarza przy porodzie mialam glupiego bezczelnego. Ale tak pozatym personel okey. Mile pomocne jak czegos sie nie wuedzialo pomagaly podpowiadaly. Niby one tam od tego ss. Ale nie wszystkie sa do ludzi . pozdrawiam. I polecam. Ten szpital do porodu ;) .
Godny polecenia szpital
Rodziłam w październiku 2016 r., zaczynając przygodę od oddziału patologii ciąży (przenoszona) do poporodowego, poprzez patologię noworodków (infekcja u maluszka). Na każdym z nich byłam otoczona opieką i wsparciem personelu, położnych i lekarzy, na poporodowym położne są wspaniałe i bardzo pomocne. Ordynator, pediatra, lekarze, położne i pielęgniarki - każdego o każdej porze można było zapytać o wszystko, położne pomagały przy karmieniu, nie żałowałam, że nie poszłam do szkoły rodzenia, na oddziale nauczyłam się opieki nad maluchem. Do domu pojechaliśmy ze spokojem. Zdecydowanie polecam szpital przyszłym mamom.