Widok
Rewelacyjny film.
Siedziałem i płakałem co scenę. Trudno jest w tych czasach znaleźć złoty środek pomiędzy opłacalnością filmu a przekazem. W/g mnie udało się. Film przekazuje wartości których już brak w mass mediach. Oglądaliśmy go razem z żoną, córką (9) i synem (20). Każdy wychodził z "katarem" (jak zresztą 90% kina). Myślę że nie można się tutaj doszukiwać idealnego zwarcia fabuły. Wilki są straszne, tak jak były straszne kiedy ja w wieku kilku lat byłem w kinie, Pan Kleks jako postać jeszcze się rozkręci - wnioskuję to po zakończeniu gdzie w scenie był napis o kolejnej części "prezent od golarza Filipa" czyli jak wnioskuję to będzie kontynuacja Akademii Pana Kleksa. W pierwowzorze Kleks też nic nie robił przez pół filmu.
Nie dajcie się zwieść recenzji - odnoszę wrażenie że piszący nie byli na filmie, to jest kalka jednej z recenzji
Nie dajcie się zwieść recenzji - odnoszę wrażenie że piszący nie byli na filmie, to jest kalka jednej z recenzji
Rozcarowanie
Kleks zawsze kojarzył mi się z postacią barwną, lekko zakreconą, kolorową ale jednocześnie konkretną z wiedzą, pomysłami i haryzmą. Rola T.Kota w obecnej wersji to kicz... Obecny Kleks zachowuje się jak niespełna rozumu, bojaźliwy, ze strachem w oczach .. poruszane jest wiele wątków skakanie z jednego w..drugi...kurcze rozczarowanie totalne.
Katastrofa
Poziom scenariusza dramatycznie słaby, wątki jakby powycinane losowo i sklejone losowo, nic z niczego nie wynika, brak spójności. Dziury w nim widać na kilometr. Reżyserka na poziomie garażowym. Pomijając przerysowaną postać Kleksa na styl slapstickowo-kabaretowy, co gryzie się ze wspomnieniem starej wersji, choć wiadomo, że nowa nie musi być taka sama, to ogólnie postacie miałkie, jedynie Danuta Stenka wyrazista. Przedłużający się w nieskończoność wstęp, zwiastuje, że twórcy nie wiedzieli o czym ma być film. Długie ujęcia, często w slow-motion mające za zadanie jedynie wydłużyć czas projekcji filmu. Jakby je okroić z niepotrzebnych, to nie wiem czy 20 minut filmu by zostało. Fabuła się nie klei zupełnie. Szkoda kasy. Nawet zatrudnienie prawdziwych aktorów nie jest w stanie tego uratować, bo nie ma za co ciągnąć. Puszczenie do kin na 2 tygodnie przed premierą wyraźnie pokazuje, że producenci wiedzą, że nie zarobią jak już recenzje branżowe zaczną się pojawiać, więc uciekli tym do przodu. Idealny przykład zapaści polskiego kina.