Zgadzam się z martą, pewnych imprez i klimatów nie da się obronić, nawet jeśli wyginasz się z pojęciami progressive trance i temu podobnymi. To skrojona na polską miarę festyniarska potańcówka,...
rozwiń
Zgadzam się z martą, pewnych imprez i klimatów nie da się obronić, nawet jeśli wyginasz się z pojęciami progressive trance i temu podobnymi. To skrojona na polską miarę festyniarska potańcówka, zresztą funkcjonująca na całym świecie, tam gdzie m.in wytrąceni europejczycy rozbijają kasę poprzednich pokoleń na narkotyki i seks i robią syf wokoło. Muzyka tam jest, ale nie o nią chodzi. Chodzi o dejota pozera, którym chciałby zostać każdy napixowany chłopak z tłumu.
zobacz wątek