Widok

Bezwarunkowa miłość....

Niestety zlikwidowany został nowy wątek "Trzy wersje miłości"
Ponawiam go bo był to bardzo ciekawy tekst.
Anty czy mógłbyś napisać autora i tytuł?

Po krótce chodziło w tekście o to że autor wyróżnia 3 rodzaje miłości:
A- miłość pod warunkiem (który musi spełniać obiekt)
B- miłość z powodu (np. urody, pozycji itp)
C-miłość bezwarunkowa (która kocha bez względu na wszystko)

Bardzo dobry tekst.
Daje do myślenia.

Myślę że niewiele osób rozumie wersję C, jeszcze mniej ją praktykuje lub stara się praktykować, a najmniej ludzi ją przeżyło lub przeżywa. Mówię tu o miłości bezwarunkowej pomiędzy mężczyzną a kobietą. Nie biorąc w tym momencie pod uwagę miłości macierzyńskiej lub rodzicielskiej, która jest często przykładem takiej bezwarunkowej miłości, gdzie znasz kogoś całkowicie i kochasz bez względu na postępowanie i cechy osobowościowe. Chociaż w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie nawet i ta miłość nie zawsze okazuje się bezwarunkowa.

Osobiście zdecydowanie i bezapelacyjnie popieram wersję C, choć mimo starań i pracy nad sobą nie do końca udaje mi się ją zastosować w praktyce.

Myślę, że miłość bezwarunkowa jest najczystszą formą miłości jaka istnieje i może być ideałem do którego dążymy, aby osiągnąć wewnętrzny spokój i tzw. szczęście.

Umiejętność takiego kochania jest moim zdaniem wynikiem wielkiej dojrzałości człowieka i jego pracy nad własnym rozwojem wewnętrznym. Czasami uczymy się tego całe życie.

Niestety miłość bezwarunkowa zanika w ówczesnym świecie

Dlatego dobrze jest na ten temat rozmawiać i myśleć.

Dzięki Anty, że poruszyłeś ten temat.

Chociaż czytając co piszesz na forum.to stawiasz warunki swojej miłości, cytuję:

nie lubię palących i wytatuowanych kobiet;) Nie jestem też zainteresowany byciem którymś w kolejce, więc jak kobieta ma męża, faceta, ukochanego psa lub dzieci, to nie jest w stanie ofiarować mi tego, czego sama chciałaby ode mnie;)

Daleko tu do bezwarunkowej miłości chociaż jako człowiek rozumiem.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja do tych cech wymienionych przez Ciebie dopisałbym te negatywne, mrok, brutalność, niesprawiedliwość, chaotyczność, cierpienie, głód, choroby, śmierć...

Też każdego dnia uczę się czegoś nowego, ale to za mało by nazwać to sensem życie, bo cóż z tego że się uczę, jak pewnego dnia umrę i to wszystko będzie na marne?

Dla sensu życia, uczenie się jest tak samo mało znaczące jak gromadzenie pieniędzy. Oczywiście można sobie z tego uczynić cel życia, tylko jaki w tym sens?
Chociaż trzeba przyznać że gromadzenie pieniędzy jest korzystniejsze, bo przynajmniej po śmierci zyskają nasi spadkobiercy lub bank:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hmm...pod tym względem też jestem chyba z innego świata ;)
z dawnego ;)
Po dość długim czasie miłości psychicznej...kiedy będzie to właśnie dopełnieniem. I kiedy jestem tego wewnętrznie pewna, że to ta osoba.
Choć tak jak pisałam życie bywa zaskakujące, więc niczego nie można powiedzieć na 100%. Szczególnie jeżeli chodzi o przyszłość.
I każdy człowiek jest inny, więc i miłości są inne.
To tylko teoria. życie weryfikuje wszystkie nasze teorie w praktyce.
Ale podoba mi się jedna Twoja teoria:
>Obecnie miłość dla mnie to przyjaźń połączona z akceptacją, brakiem oczekiwań, fascynacją intelektualną i silnym pragnieniem by to wszystko wyrazić poprzez zjednoczenie seksualne:)
Popieram całkowicie.
A Ty kiedy pozwalasz sobie na pierwsze przejawy miłości fizycznej?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
pytanie zadał ~pro więc to nie moje pytanie, ja tylko zwróciłem uwagę że na to pytanie cyt "jakie doswiadczenia natury seksualnej ?" nie da się odpowiedzieć tak/nie , w taki sposób odpowiadał mój synek gdy miał 2 lata i nie rozumiał o co go pytają.
Straciłeś wigor spoko nie odpowiadaj, myślałem że chcesz ciągnąc temat, nie naciskam. ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
>dopisałbym te negatywne, mrok, brutalność, niesprawiedliwość, chaotyczność, cierpienie, głód, choroby, śmierć...<
to wszystko mieści się dla mnie pod pojęciem "nieobliczalne".
A cierpienie.....(pisałam to już w jakimś wątku) to wg mnie największa nauka i wychodzimy z niego mądrzejsi, o ile chcemy z niego wyjść i traktujemy jako naukę.
Tego co jest po śmierci nie wiemy. Dowiemy się dopiero jak umrzemy. Dlatego też nie wiadomo czy to co jest teraz jest na marne.
Zresztą nie myślę o tym co będzie potem. Myślę o tym co jest teraz. A teraz łatwiej mi jest żyć kiedy więcej wiem i rozumiem. Więc uczenie się ma dla mnie bardzo duży sens. :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja nie jestem pewien nawet tego że ten świat istnieje, a ja "jestem". Z miłością (także tą fizyczną) jest jeszcze trudniej, zwłaszcza że dotyczy dwojga.

>A Ty kiedy pozwalasz sobie na pierwsze przejawy
>miłości fizycznej?

We właściwym czasie:p
Szybko, w mojej opinii. Ale to zależy nie od "czasu" w sensie dosłownym, ale od czynników emocjonalnych, jak ta osoba na mnie działa.

I pozostało pytanie, co oznaczasz za pierwsze przejawy miłości fizycznej?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To trudne pytanie...
Myślę że pojęcie miłości fizycznej jako samo nie istnieje bo jest wynikiem i dopełnieniem miłości psychicznej. A samo pożądanie to nie miłość. Zgadzam się z tym co pisałeś w innym wątku a co zacytowałam powyżej o tym, że wszystko co doświadczasz psychicznie z drugą osobą chcesz wyrazić fizycznie.....i to są dla mnie przejawy miłości fizycznej.
A co to znaczy dokładnie>Szybko, w mojej opinii
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie z każdego cierpienia da się wyjść. Cierpienie które odpowiada naszym możliwościom poradzenia sobie z nim może być dla nas nauką, ale często spotyka nas zbyt często i jest zbyt silne, a wtedy druzgocze duszę, pożera nas powoli i po kawałku.
I nie tylko nie rozwija, ale odbiera nam normalność, nie pozwala istnieć w tym świecie, często powoduje jakiś rodzaj choroby psychicznej lub zwykłe pospolite szaleństwo.
Niektórzy jakoś z tego wychodzą, ale nie są już tacy sami, często są tylko pustymi skorupami - żyją, ale są martwi.
Rozumiesz co mam na myśli?

Uczenie ma dla mnie taki sens jak dla Ciebie, ale nie przekłada się to na sens życia, czyli ogólny powód dla którego istniejemy.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To może chociaż możesz określić pierwsze przejawy miłości emocjonalnej, skoro one się łączą?

Dla mnie pierwszymi przejawami miłości fizycznej w sensie emocjonalnym może być pragnienie by dotykać tą osobę, czyli w sensie fizycznym może się to objawiać dotykiem w każdej formie, nawet poprzez trzymanie za ręce czy przytulenie.

"Szybko, w mojej opinii" oznacza że nie muszę być pewnym miłości by chcieć nawiązać z nią "kontakt bezpośredni";) Nie muszę być nawet zakochany. Wystarczy że kobieta mnie fascynuje na tyle, że myślę o tym że mógłbym się w niej zakochać i chcieć się w niej zakochać.

Właściwie z biologicznego punktu widzenia, kontakt z jej zapachem i śliną jest wręcz niezbędny by chcieć czegoś więcej uczuciowo. Może się zdarzyć że podczas pocałunku człowiek będzie miał odczucie jakby całował siostrę i wtedy uczucie się zmieni.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Właśnie dla mnie jest to ogólny powód dla którego istniejemy- nasza "dusza " się uczy.
Rozumiem co masz na myśli. Nie wiem czy z każdego cierpienia da się wyjść. Ale wiem, że wielu wyszło z niewyobrażalnego cierpienia. Kontakt z takim człowiekiem jest bezcenny. Czasami jak spotykam ludzi to czuję, że człowiek musiał "wiele przejść" i że jest mądrzejszy. Mam wrażenie że więcej wie o tym świecie, więcej niż inni ludzie. Po swoich cierpieniach też więcej rozumiem. Dużo więcej. I mam w sobie większy spokój.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
wdr, nudzisz i to Ty sporo straciłeś, bo admin zrobił w tym wątku porządek i został tylko ten jeden nieszczęsny post osoby tym razem podpisującej się jako ~pro.
Nikt inni by tego nie rozwijał, bo jest dużo więcej ciekawszych tematów do rozmów, a Ty zawsze czepiasz się takich głupot i traktujesz je jako coś istotnego.
Zawsze to samo, mógłbyś czasem nie trollować i napisać jakiegoś normalnego posta;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
O ile jest jakaś "dusza", to martwi mnie powód dla którego ona ma się uczyć poprzez cierpienie.

90% ludzi których spotykam a których można określić jako tych co przeszli swoje, jest głupich i nic ich to nie nauczyło. Często nawet nie wyciągnęli z tego wniosków i spotka ich to ponownie bo do tego dążą;)
Spora ich część zamiast stać się mądrymi stała się bardziej smutnymi, zmęczonymi, zawziętymi, bezwzględnymi... i w pewnym sensie złymi. W wielu cierpienie zabija dobroć, zmieniając ich w nieczułe maszyny dążące do tego by ich już nic złego w życiu nie spotkało, nie ważne ilu innych przy tym ucierpi.

Mnie cierpienie uczy, ale mnie uczy wszystko, więc cierpienie nie jest mi potrzebne do przekraczania jakichś naturalnych granic.
I jeśli tam po drugiej stronie nic nie ma, to wolałbym zrezygnować z nauki poprzez cierpienie;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
normalność jest nudna, to w nie normalności jest to coś
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak masz rację. Wszystko uczy, nie tylko cierpienie. Ale moim zdaniem cierpienie uczy najbardziej.
Są ludzie których cierpienie nie uczy bo nie chcą tak na to spojrzeć. Traktują to jako "niesprawiedliwość" albo "złośliwość losu" i wtedy czują gniew.
Nikt nie chce cierpienia i chciałby z niego zrezygnować.
Ale świadomie nie mamy na to wpływu.
Jest taka teoria że myśląc o czymś intensywnie nawet podświadomie np. jak się czegoś boimy, to przyciągamy to. Film "Sekret". O tym jak myśli wpływają na nasze życie. Wypowiadają się tam filozofowie, psycholodzy, metafizycy i fizycy. Oglądałeś?
Trudne do praktyki ale ciekawe.:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mnie to spotkało. Zawsze bałam się zdrady. Doświadczyłam, przeżyłam, zrozumiałam i już się tego nie boję. Nie czuję gniewu, bo zrozumiałam że każdy człowiek ma prawo zrobić ze swoim życiem co uważa. A my robimy ze swoim co my uważamy. Pozbyłam się oczekiwań. Cenna nauka, bo teraz czuję się bardziej wolna od wszelkich oczekiwań. Już ich nie mam. Bo wiem, że każdy ma wolny wybór.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oglądałem, ale nie sądzę by to miało aż tak silny wpływ jak to opisano w filmie. Powiedziałbym raczej że sposób myślenia może lekko wpływać na rzeczywistość, ale żadna mantra nie może definiować rzeczywistości.
Film sam w sobie był nędzny, ot taka indoktrynująca propaganda, jak filmiki prezentowane przez sekty, w stylu scjentologów;)
Większe praktyczne znaczenie ma np NLP, tylko to metody manipulacji otoczeniem do wyciągania z niego możliwie największych egoistycznych zysków. Jedna z najgorszych form zła, ukryta, ale porównywalna z czystkami etnicznymi.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A ja uważam ze myślenie właśnie ma decydujący wpływ na nasze życie. Tylko panowanie i kontrolowanie myśli jest bardzo trudne. Patrząc na swoje życie to się to sprawdziło. Nieświadomie wtedy. Teraz dopiero to widzę. Nie tylko w negatywny sposób, ale też w pozytywny.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zdrada istotnie jest bolesna, ale też wiele zależy od tego jak wygląda związek, czasem to coś druzgocącego, a innym razem zrozumienie przychodzi całkiem lekko. Wiele też zależy od osobowości jaką się posiada i stosunku do seksu i miłości.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Myślenie to tylko składowa, wiele zależy od tego na co nie mamy wpływu, także od innych;) I nie ważne jak wiele razy powtórzysz mantrę że jesteś zdrowa, szczęśliwa i ogólnie jest super, jak świat może mieć całkiem inne plany - przecież jest nieobliczalny;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zrozumienie nie przyszło lekko bo zawsze najbardziej ceniłam szczerość i prawdę.
Ale po wszystkim poczułam ulgę bo w końcu się zmierzyłam ze swoim lękiem. I go już nie ma. Tego lęku :)
Pozytywna strona cierpienia.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak to prawda bo chyba nikt nie jest w stanie całkowicie panować nad swoim myśleniem i podświadomością.
I tu nie chodzi o mantrę, tylko głębokie przeświadczenie wewnętrzne i szczerą wiarę świadomości i podświadomości w to co nas spotka.
Nie znam nikogo kto to potrafi. Dlatego mówimy że nie mamy wpływu na to co nas spotyka.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry