Widok
Do wszystkich panów :)
Panowie, jeśli długo nie potraficie znaleźć drugiej połówki...
Poniższy filmik dobitnie, jednoznacznie i dokładnie przedstawia co robicie źle i gdzie tkwi problem:
http://youtu.be/zM3aMpjJKIs?t=16
Pozdrawiam.
Ciesze się, że mogłem pomóc :)
Poniższy filmik dobitnie, jednoznacznie i dokładnie przedstawia co robicie źle i gdzie tkwi problem:
http://youtu.be/zM3aMpjJKIs?t=16
Pozdrawiam.
Ciesze się, że mogłem pomóc :)
Miałem kiedyś, czerwonego jak Ferrari, Fiata 125p. Kupiłem go z myślą, żeby wytrzymał tydzień. Był na gaz, w cenie równowartości wzięcia auta na tydzień z wypożyczalni ;)
Najpierw kilka dni walczyłem z hamulcami, bo się zapiekały (widział ktoś kiedyś rozgrzaną do czerwoności tarczę hamulcową? Ja widziałem).
Po ich zrobieniu, w poniedziałek rano wyjechałem w trasę. Między Słupskiem a Koszalinem auto przestało jechać - na reduktorze gazu zrobiła się wielka bryła lodu :) Na szczęście, na benzynie pojechał dalej.
Nocleg miałem w Nowej Soli. Kupiłem sobie zapas browca i na parkingu hotelowym wieczorem rozbebeszyłem cały układ chłodzenia i udrożniłem rurki. Auto zaczęło grzać i jechać na gazie.
We wtorek, we Wrocławiu, zatrzasnąłem sobie kluczyki w stacyjce. Jako, że nie udało mi się sforsować zamka, zmuszony byłem wytłuc lewy tylny trójkąt.
Kawałek dalej, pod Żmigrodem, na szrocie kupiłem "nowy" trójkąt i gościu mi go od razu wymienił. Tuż przed Lesznem zerwało mi się mocowanie łożyska lewego tylnego koła i wyjechało mi ono wraz z tarczą i półośką, zrywając przy okazji zacisk hamulca wraz z przewodami.
I tu się skończył żywot tego auta, po raptem 2 dniach trasy.
Absolutnie nie czuję do niego sentymentu :D
Najpierw kilka dni walczyłem z hamulcami, bo się zapiekały (widział ktoś kiedyś rozgrzaną do czerwoności tarczę hamulcową? Ja widziałem).
Po ich zrobieniu, w poniedziałek rano wyjechałem w trasę. Między Słupskiem a Koszalinem auto przestało jechać - na reduktorze gazu zrobiła się wielka bryła lodu :) Na szczęście, na benzynie pojechał dalej.
Nocleg miałem w Nowej Soli. Kupiłem sobie zapas browca i na parkingu hotelowym wieczorem rozbebeszyłem cały układ chłodzenia i udrożniłem rurki. Auto zaczęło grzać i jechać na gazie.
We wtorek, we Wrocławiu, zatrzasnąłem sobie kluczyki w stacyjce. Jako, że nie udało mi się sforsować zamka, zmuszony byłem wytłuc lewy tylny trójkąt.
Kawałek dalej, pod Żmigrodem, na szrocie kupiłem "nowy" trójkąt i gościu mi go od razu wymienił. Tuż przed Lesznem zerwało mi się mocowanie łożyska lewego tylnego koła i wyjechało mi ono wraz z tarczą i półośką, zrywając przy okazji zacisk hamulca wraz z przewodami.
I tu się skończył żywot tego auta, po raptem 2 dniach trasy.
Absolutnie nie czuję do niego sentymentu :D
Tak naprawdę to nie koniec perypetii tego auta ;)
Wraka pogoniłem pracownikowi stacji benzynowej pod Lesznem, ale żal mi było dosyć nowej instalacji gazowej w nim, to się dogadałem, ze ją biorę.
Po ok. tygodniu przyjechałem innym autem na tę stację i zdemontowałem instalację LPG, wraz z butlą 80l pełną praktycznie "po korek", bo tankowałem tuż za Wrocławiem. Wrzuciłem ją z niemałym trudem na tylne siedzenie i zawiozłem rodzicom do garażu na przechowanie.
Leżała tam kilka miesięcy i rodzice mi co jakiś czas marudzili o to.. ale jakoś nie było czasu się tym zająć.
Aż pewnego poranka matka zadzwoniła i tonem nie znoszącym sprzeciwu stwierdziła, że ma to natychmiast zniknąć. Okazało się, że w nocy spłonął sąsiedni garaż, a rodziców (wraz z moją "bombką") sie ostał tylko dzieki szybkiej interwencji strażaków.
Zatem to auto mnie jeszcze "pośmiertnie" straszyło :D
Wraka pogoniłem pracownikowi stacji benzynowej pod Lesznem, ale żal mi było dosyć nowej instalacji gazowej w nim, to się dogadałem, ze ją biorę.
Po ok. tygodniu przyjechałem innym autem na tę stację i zdemontowałem instalację LPG, wraz z butlą 80l pełną praktycznie "po korek", bo tankowałem tuż za Wrocławiem. Wrzuciłem ją z niemałym trudem na tylne siedzenie i zawiozłem rodzicom do garażu na przechowanie.
Leżała tam kilka miesięcy i rodzice mi co jakiś czas marudzili o to.. ale jakoś nie było czasu się tym zająć.
Aż pewnego poranka matka zadzwoniła i tonem nie znoszącym sprzeciwu stwierdziła, że ma to natychmiast zniknąć. Okazało się, że w nocy spłonął sąsiedni garaż, a rodziców (wraz z moją "bombką") sie ostał tylko dzieki szybkiej interwencji strażaków.
Zatem to auto mnie jeszcze "pośmiertnie" straszyło :D
Słabo, Panowie, oj słabo. Polski Fiat 125 nie miał korby rozruchowej. Ponadto to nie jest auto dla twardzieli ;) - jest zwinne, wygodne i w miarę szybkie. Chyba że ktoś ma wrak albo o samochód nie dba.
Moje "Ferrari" bywa pieszczotliwie nazywane najszybszym traktorem świata. Kobiety istotnie przed nim pierzchają - ale może kiedyś jakaś nie zdąży? ;)
Moje "Ferrari" bywa pieszczotliwie nazywane najszybszym traktorem świata. Kobiety istotnie przed nim pierzchają - ale może kiedyś jakaś nie zdąży? ;)
