A miało być tak pięknie: on przyjedzie ją zreanimować- ona w ramach dozgonnej wdzięczności (choć totalnie nie lubi stać w garach) postawi mu przed nosem rosół, bitki wołowe z tartymi własnoręcznie buraczkami a na deser prócz oczywistej oczywistości będzie super sernik.
Przyjechał. Z reanimacji zrobiła się neutralizacja- kończę się po 3 piwach. Nic to. Wstaje nowy dzień a na kaca nic nie robi lepiej niż spacer przy mroźnym, uzdrowiskowym powietrzu. Jak miło pójść z towarzyszem życia na zakupy. Po drodze kefirek chociaż marzy się piwko no ale jakoś nie wypada gdy mija się same starowinki.
-Kochanie, nie wzięłam portfela ale za to zgadnij co mam w kieszeni. -Słuchawki?
-Si :D
Się wróciło i czas zabrać się za obiad. Bitki jutro- dziś rosół i mielone. Kochanie niech siedzi sobie przed kompem póki może a ja podziałam w kuchni póki starczy mi cierpliwości. Z muzą łatwiej znieść te katusze.
I nagle szloch, płacz i zgrzytanie zębami. Idzie wiosna bo letnia zgubiła słuchawki. Pewnie znowu koło mięsnego. No ale wiosna jeszcze przyjść nie może bo żadne żmije, komary i inne paskudztwa nie wygina i letnia latem nie pojedzie nad jezioro, nie połazi po lesie i ma po życiu. Więc Kochanie poleci po nowe słuchawki i wszystko znowu będzie jak matka natura sobie to wymyśliła.
Morał: i tak pięknie dziś na świecie a sernik i tak zrobię.
http://www.youtube.com/watch?v=-ffVG0jkG5g
Powinnam pisać bloga chyba jednak ale kto by tam czytał moje wypociny. Tu choć cień szansy na to mam, że z 2 moje zdania nie odejdą w niepamięć :p
Czy Ull śpi?
Gadaj z głupim to Cię osr*.