Re: Dystans do samego siebie...
Zdystansowanie się do własnego lęku. Trzeba zapytać o to ofiary przemocy, ludzi, którym ktoś trzymał przy skroni nabitą broń, ofiary gwałtów... Redukcja lęku zajmie im lata. Czy oskarżenie innych...
rozwiń
Zdystansowanie się do własnego lęku. Trzeba zapytać o to ofiary przemocy, ludzi, którym ktoś trzymał przy skroni nabitą broń, ofiary gwałtów... Redukcja lęku zajmie im lata. Czy oskarżenie innych w takich przypadkach o zmarnowanie kilku lat życia to żałosny objaw bycia niewolnikiem? Czy naturalny lęk przed śmiercią u człowieka, któremu zdiagnozowano raka to też niewolnictwo? W Biblii znajduje się opis Chrystusa, który boi się śmierci. Nie wiem, jak to interpretują chrześcijanie, ale tekst sugeruje, że odczuwał lęk. Nie nabrał dystansu do siebie? Naprawdę można nabrać dystansu do śmierci, bólu, perspektywy powolnego umierania na nieuleczalną chorobę? Wszystko jest bardzo proste w teorii. Czy człowiek to chodząca zdystansowana doskonałość czy istota, która myśli i odczuwa? Łatwo jest się dystansować do siebie, gdy do pokonania są tylko codzienne problemy. Kto odważy się usiąść przy łóżku chorego w hospicjum i powiedzieć mu "zdystansuj się"? Kto ma prawo go krytykować, że zadaje pytanie:"Dlaczego ja, mam żonę i dzieci?", że nie chce umierać i odczuwa lęk? Być może są ludzie wierzący, którzy uznają taki stan za początek drogi do nieba. Ale tych, którzy odczuwają lęk, tracą nadzieję i nie dystansują się do siebie nie wolno nazywać niewolnikami. Przykład z lękiem, moim zdaniem ,jest nie trafiony. A znajduje się w oryginalnym tekście Tischnera/chyba z 2001 roku/.
zobacz wątek