Widok
Tylko dla fanów gatunku
Jako zaprzysięgły fan s-f mam bardzo mieszane uczucia po obejrzeniu Elysium (wolę tytuł w oryginale, bo przynajmniej nie ma wątpliwości o jaki film chodzi). Z jednej strony ciekawy pomysł na film a z drugiej przyszłość narysowana przez kogoś, kto na lekcje fizyki do szkoły raczej nie chodził albo notorycznie wagarował. Kształt Elysium - stacji kosmicznej, na którą wyemigrowali ze zniszczonej Ziemi najbogatsi - wirujący powoli pierścień ma sens, pierścień nawet wiruje powoli aby siła odśrodkowa zastąpiła grawitację - rozumiem i popieram. Ale już to, że pierścień jest otwarty od wewnątrz tak, że można sobie wlecieć do niego promem kosmicznym a powietrze jakimś magicznym sposobem z niego nie ucieka obraża moją inteligencję. Rozumiem też, że jak hollywoodzki statek porusza się w przestrzeni kosmicznej to musi szumieć jak odrzutowiec - w końcu jak odrzutowiec leci to też przecież szumi. Niby tak, tylko że dźwięk przenoszony jest na ziemi przez drgające powietrze... ale rozumiem, że kto by tam się przejmował taką pierdołą jak to, że w kosmosie nie ma powietrza? Poza Odyseami Kosmicznymi Kubricka statki kosmiczne w Hollywood na ogół szumią, nawet w próżni; taka to już hollywoodzka nie-fizyka.
Rozbawił mnie komunikat "...za piętnaście sekund osiągnięcie prędkości hiperdźwiękowej..." czyli - jak się domyślam - bariery dźwięku. Komunikat podany w kontekście i tonem jakby miało się co najmniej przejść do innego wymiaru. Tymczasem chodzi o prędkość niewiele większą niż ta, z jaką nasi rodacy latają za kanał La Manche w poszukiwaniu chleba. Ogólnie rzecz biorąc cały czas się zastanawiam, czy to twórcy filmu są tak durni czy mają jedynie widzów za kompletnych idiotów? Szkoda, że kolejne ponad sto milionów dolarów wydano na wyprodukowanie czegoś, co przy odrobinie dobrej woli i pomyślunku mogłoby być dobrym filmem. A wyszło, niestety, jak zwykle
Rozbawił mnie komunikat "...za piętnaście sekund osiągnięcie prędkości hiperdźwiękowej..." czyli - jak się domyślam - bariery dźwięku. Komunikat podany w kontekście i tonem jakby miało się co najmniej przejść do innego wymiaru. Tymczasem chodzi o prędkość niewiele większą niż ta, z jaką nasi rodacy latają za kanał La Manche w poszukiwaniu chleba. Ogólnie rzecz biorąc cały czas się zastanawiam, czy to twórcy filmu są tak durni czy mają jedynie widzów za kompletnych idiotów? Szkoda, że kolejne ponad sto milionów dolarów wydano na wyprodukowanie czegoś, co przy odrobinie dobrej woli i pomyślunku mogłoby być dobrym filmem. A wyszło, niestety, jak zwykle
Z tym przewidywalnym zakończeniem nie przesadzaj.
Nieczęsto zdarza się w filmie s-f, żeby SPOILER!!!!
główny bohater umierał poświęcając swe życie dla sprawy i kilkukrotnie wcześniej w trakcie filmu podkreślając, jak bardzo "chce żyć" i "że nie chce umierać". Muzyka w końcówce w stylizacji "Gladiatora" itp. wzruszający romantyczny kicz-shit.
W filmie jest sporo słabizn i uproszczeń fabularnych, ale i tak w porównaniu np. z WAR Z, w którym jedyna scena warta wizyty w kinie była w trailerze (forsowanie przez zombiaków muru w Jerozolimie), a głupoty w fabule w stylu rozbicia samolotu /po wcześniejszym rzucaniu w nim granatami/ akurat tuż za płotem osrodka CDC powalały, jest to arcydzieło.
Dam 8/10 traktując słabości scenariusza z przymrużeniem oka i taryfą ulgową za trafny scenariusz rozwoju życia na Ziemi w kierunku zbliżonej dystopii:
- kilku "bardzo złych i kilku "niezbyt dobrych" w egzoszkieletach robi rozpierduchę na najbardziej strzeżonym miejscu na świecie nie natykając się po drodze na żadną ochronę ludzką lub androidalną (podczas gdy na Ziemi, jak widać na początku filmu nie można nawet pie...dnąć bez kontroli jakiegoś cyborga za plecami).
-"Niezbyt dobrzy" gangsterzy z biedaZiemi lądują w Elizjum niepokojeni w końcówce filmu, choć każda wcześniejsza próba lądowania kończyła się przez lata zestrzeleniem statku lub natychmiastowym aresztowaniem i wyłapaniem nielegalnych imigrantów przez armię androidów (wygląda na to, że bez Jodie F. za konsolą świat się skończył ;-)
- zbyt komiksowe i wręcz komediowe montowanie egzoszkieletu przy użyciu wiertarek itp. "stuffu" po czym po krótkiej drzemce Matt D. - wcześniej półtrup i ofiara choroby popromiennej wstaje jak nowoarodzony. To już w Robocopie prawie 30 lat temu było to bardziej wiarygodne, choć Matt ma tutaj akurat tylko 5 dni, więc musi się streszczać :-) Rozumiem, że reżyser miał taki koncept lekkiego traktowania uwarunkowań biologicznych człowieka, ale dla mnie był to akurat w tym filmie (przez pierwsze 30 minut bardzo realistycznym obrazie antyutopijnym) duży zgrzyt.
Zakończenie filmu natomiast jest znowu realistyczne i nie napawa optymizmem, bo władza w całości trafia w zasadzie w ręce przywódcy gangu złodziejaszków i przemytników, który cale zamieszanie w końcu zrobił dla zysku, a nie dla idei i chwilowy poryw serca w postaci wysłania "ambulansów" na Ziemię tego nie zmieni. To się nie może dobrze skończyć ;-)
główny bohater umierał poświęcając swe życie dla sprawy i kilkukrotnie wcześniej w trakcie filmu podkreślając, jak bardzo "chce żyć" i "że nie chce umierać". Muzyka w końcówce w stylizacji "Gladiatora" itp. wzruszający romantyczny kicz-shit.
W filmie jest sporo słabizn i uproszczeń fabularnych, ale i tak w porównaniu np. z WAR Z, w którym jedyna scena warta wizyty w kinie była w trailerze (forsowanie przez zombiaków muru w Jerozolimie), a głupoty w fabule w stylu rozbicia samolotu /po wcześniejszym rzucaniu w nim granatami/ akurat tuż za płotem osrodka CDC powalały, jest to arcydzieło.
Dam 8/10 traktując słabości scenariusza z przymrużeniem oka i taryfą ulgową za trafny scenariusz rozwoju życia na Ziemi w kierunku zbliżonej dystopii:
- kilku "bardzo złych i kilku "niezbyt dobrych" w egzoszkieletach robi rozpierduchę na najbardziej strzeżonym miejscu na świecie nie natykając się po drodze na żadną ochronę ludzką lub androidalną (podczas gdy na Ziemi, jak widać na początku filmu nie można nawet pie...dnąć bez kontroli jakiegoś cyborga za plecami).
-"Niezbyt dobrzy" gangsterzy z biedaZiemi lądują w Elizjum niepokojeni w końcówce filmu, choć każda wcześniejsza próba lądowania kończyła się przez lata zestrzeleniem statku lub natychmiastowym aresztowaniem i wyłapaniem nielegalnych imigrantów przez armię androidów (wygląda na to, że bez Jodie F. za konsolą świat się skończył ;-)
- zbyt komiksowe i wręcz komediowe montowanie egzoszkieletu przy użyciu wiertarek itp. "stuffu" po czym po krótkiej drzemce Matt D. - wcześniej półtrup i ofiara choroby popromiennej wstaje jak nowoarodzony. To już w Robocopie prawie 30 lat temu było to bardziej wiarygodne, choć Matt ma tutaj akurat tylko 5 dni, więc musi się streszczać :-) Rozumiem, że reżyser miał taki koncept lekkiego traktowania uwarunkowań biologicznych człowieka, ale dla mnie był to akurat w tym filmie (przez pierwsze 30 minut bardzo realistycznym obrazie antyutopijnym) duży zgrzyt.
Zakończenie filmu natomiast jest znowu realistyczne i nie napawa optymizmem, bo władza w całości trafia w zasadzie w ręce przywódcy gangu złodziejaszków i przemytników, który cale zamieszanie w końcu zrobił dla zysku, a nie dla idei i chwilowy poryw serca w postaci wysłania "ambulansów" na Ziemię tego nie zmieni. To się nie może dobrze skończyć ;-)
Film s-f tez trzeba umiec zrobic. Jako milosnik rabanek s-f daje 3/10, z czego 1 za produkty do wlosow, 1 za rozmowe z kuratorem sadowym i 1 za efekty specjalne. 3 punkty film traci za reminiscencje z hiszpanska zakonnica, 3 za brak sensu w dzialaniach wladzy (po cholere to wszystko oni robia?), pozostale 3 za brak porzadnych bijatyk i niewykorzystywanie glownej broni. Ach gdziez czasy Total Recall, Johnny'ego Mnemonica czy Raportu Mniejszosci...
Efektownie brzmi ale niestety to bzdura
Może i siła odśrodkowa utrzyma powietrze, ale aby ciśnienie w warstwie przyziemnej wynosiło tyle co na Ziemi i dało się nim normalnie oddychać to grubość warstwy powietrza na Elysium musiałaby być taka jak na Ziemi czyli przynajmniej kilkadziesiąt kilometrów. Z proporcji Elysium widać, że osłony boczne sięgają do wysokości około stu metrów. Przy tak cienkiej warstwie powietrza Ziemianie przyzwyczajeni do ciśnienia wywoływanego przez słup powietrza o wysokości kilkudziesięciu kilometrów, na Elysium zostaliby rozerwani od wewnątrz na skutek parcia wywoływanego przez ciśnienie wewnętrzne o wartości ok. 1000 hPa. Nie cieszyliby się raczej dobrym zdrowiem i wymarzonym życiem a wyglądali raczej jak Arnold Schwarzenegger pod koniec Total Recall.
W "Pierścieniu" Larry'ego Nivena ściany, o których piszesz mają wysokość 1500 km a sam pierścień tyle, co orbita Ziemi, czyli ok 300 mln km. Przy tej skali oczywiście ma to sens, Larry Niven jest wykształcenia matematykiem i głupot raczej nie wypisuje.
Podsumowując - Elysium jako wirujący pierścień - tak, utworzenie atmosfery przez siłę odśrodkową - to idiotyzm, nie przy tej skali stacji.
W "Pierścieniu" Larry'ego Nivena ściany, o których piszesz mają wysokość 1500 km a sam pierścień tyle, co orbita Ziemi, czyli ok 300 mln km. Przy tej skali oczywiście ma to sens, Larry Niven jest wykształcenia matematykiem i głupot raczej nie wypisuje.
Podsumowując - Elysium jako wirujący pierścień - tak, utworzenie atmosfery przez siłę odśrodkową - to idiotyzm, nie przy tej skali stacji.
bardziej niż "uciekające powietrze" przeszkadza mi fakt iż elysium było równomiernie oświetlone co bez systemu zwierciadeł nie wydaje się możliwe. wzorowali się na projekcie "stanford torus" lecz otworzyli szyberdach.
akurat przy technologii jaką wtedy dysponowano mogę sobie łatwo wyobrazić mechanizmy, które utrzymują powietrze, chociażby przy pomocy jakiegoś pola siłowego.
akurat przy technologii jaką wtedy dysponowano mogę sobie łatwo wyobrazić mechanizmy, które utrzymują powietrze, chociażby przy pomocy jakiegoś pola siłowego.