Widok
Znam takich "kulturalnych inaczej", co to niby "bułka przez bibułkę" i tylko gości przyjmują wieczorami "bez imprezowania i bez muzyki".
Dwa-trzy razy w tygodniu bez względu czy to piątek, świątek czy niedziela. Też tylko niby popijają winko, dyskutują i pokrzykują od czasu do czasu szurając przy tym meblami, trzaskając od czasu do czasu drzwiami, tupiąc po panelach i obijając się o ściany i wszystko wokół, bo dyskutujący Polak po alkoholu nerwowy bywa, a i do toalety jak idzie, to tylko mu się wydaje, że bezszelestnie ;-(
Hałasy (np. rozkładanie wyra o 2.00 w nocy) i rozmowy podniesionym głosem słychać na całej klatce i w sąsiednich mieszkaniach. Tacy niby kulturalni, a to że robią to od północy do 2-3.00 w nocy uważają za normalne standardowe zachowanie. Chamy i tyle.
Naucz się dziewczynko kultury i empatii, a potem usprawiedliwiaj swoje mało kulturalne zachowania na forach i nie dziw się, że ludzie w nocy zwłaszcza w dzień powszedni (ale nie tylko) chcą spać, a nie oczekiwać czy primaballerina znowu będzie dzisiaj po północy raczyć ich pijackimi bełkotami i prowadzonymi podnieisonym tonem dyskursami swoich znajomych czy rodzinki.
Teściów przyjmuj w godzinach cywilizowanych do 22.00, bo głośne rozmowy w nocy zakłócają w nocy spokój innym mieszkańcom w takim samym stpniu jak inne hałasy. Skoro ktoś ci zgłasza problem, że hałasujesz to znaczy że jesteś słyszalna w sposób w nocy niedopuszczalny i przeszkadzający innym spać!
Skoro planujesz prowadzić nocne życie, a wiesz że ściany są cienkie - to zainwestuj w wygłuszenie swojego mieszkania (zwłaszcza pomieszczeń w których imprezujesz) i zwróć uwagę znajomym, że to nie obora i inni ludzie muszą się wyspać, aby rano wstać do pracy czyt. p.....e alkoholiczne i inne z pewnością wyjątkowo istotne "spory o uniwersalia" albo niech ściszą o kilka tonów albo jak się nie mogą powstrzymać niech nie piją.
Dwa-trzy razy w tygodniu bez względu czy to piątek, świątek czy niedziela. Też tylko niby popijają winko, dyskutują i pokrzykują od czasu do czasu szurając przy tym meblami, trzaskając od czasu do czasu drzwiami, tupiąc po panelach i obijając się o ściany i wszystko wokół, bo dyskutujący Polak po alkoholu nerwowy bywa, a i do toalety jak idzie, to tylko mu się wydaje, że bezszelestnie ;-(
Hałasy (np. rozkładanie wyra o 2.00 w nocy) i rozmowy podniesionym głosem słychać na całej klatce i w sąsiednich mieszkaniach. Tacy niby kulturalni, a to że robią to od północy do 2-3.00 w nocy uważają za normalne standardowe zachowanie. Chamy i tyle.
Naucz się dziewczynko kultury i empatii, a potem usprawiedliwiaj swoje mało kulturalne zachowania na forach i nie dziw się, że ludzie w nocy zwłaszcza w dzień powszedni (ale nie tylko) chcą spać, a nie oczekiwać czy primaballerina znowu będzie dzisiaj po północy raczyć ich pijackimi bełkotami i prowadzonymi podnieisonym tonem dyskursami swoich znajomych czy rodzinki.
Teściów przyjmuj w godzinach cywilizowanych do 22.00, bo głośne rozmowy w nocy zakłócają w nocy spokój innym mieszkańcom w takim samym stpniu jak inne hałasy. Skoro ktoś ci zgłasza problem, że hałasujesz to znaczy że jesteś słyszalna w sposób w nocy niedopuszczalny i przeszkadzający innym spać!
Skoro planujesz prowadzić nocne życie, a wiesz że ściany są cienkie - to zainwestuj w wygłuszenie swojego mieszkania (zwłaszcza pomieszczeń w których imprezujesz) i zwróć uwagę znajomym, że to nie obora i inni ludzie muszą się wyspać, aby rano wstać do pracy czyt. p.....e alkoholiczne i inne z pewnością wyjątkowo istotne "spory o uniwersalia" albo niech ściszą o kilka tonów albo jak się nie mogą powstrzymać niech nie piją.
Najpierw konieczna jest perswazja w oparciu o motywy ekonomiczne, bo przecież tacy sąsiedzi obniżają wartość lokali w budynku. Potem perswazja w oparciu o motywy matematyczne - każdy ma urodziny, imieniny, rocznice swoje, brata, siostry, mamy czy taty, więc zabrakloby dni w roku na imprezowanie.
Jeżeli to nie zadziała, to robimy łomot do drzwi na cały budynek i zapowiadamy wezwanie policji.
Jeśli to nie działa wzywamy policję i dajemy jej dyskretne wsparcie. Jeżeli to nie podziała za pierwszym razem, to podziała za drugim, jeśli policjanci okażą się inteligentni i okaże się im wsparcie.
Jak widać proces jest dość złożony i wymagający konsekwencji i uporu. Ale dzięki temu na osiedlu panuje już spokój i sąsiedzi są wdzięczni.
Jeżeli to nie zadziała, to robimy łomot do drzwi na cały budynek i zapowiadamy wezwanie policji.
Jeśli to nie działa wzywamy policję i dajemy jej dyskretne wsparcie. Jeżeli to nie podziała za pierwszym razem, to podziała za drugim, jeśli policjanci okażą się inteligentni i okaże się im wsparcie.
Jak widać proces jest dość złożony i wymagający konsekwencji i uporu. Ale dzięki temu na osiedlu panuje już spokój i sąsiedzi są wdzięczni.
U mnie generalnie rzadko ktoś hałasuje. Przed laty nade mną mieszkali sąsiedzi "studenci" balangujący po nocach, po pijaku wciskali domofon nie ten guzik co trzeba w środku nocy itp. Do południa odsypiali. No to ja kiedyś włączyłam o 9.00 głośno wieżę z subwooferem i wyszłam z domu na jakiś czas. Starałam się też z rana mylić guziki w domofonie.. Z koleżanką dowiedziałyśmy się jaki mają nr stacjonarny i też dawalysmy po sygnale rano... Długo już tam nie mieszkali
Pogadać można owszem ale jak lokatorzy udają, że ich nie ma i nikomu z sąsiadów nie chcą otworzyć drzwi to zostaje policja, straż miejska już do tego typu spraw nie przyjeżdża.
Nie otworzą policji to właściciel dostanie wezwanie na komisariat, pewnie poda wówczas dane najemców. Policja wyśle wezwania do najemców na ich adresy - czyli do rodziców i uwierzcie - to zadziałało.
Nie otworzą policji to właściciel dostanie wezwanie na komisariat, pewnie poda wówczas dane najemców. Policja wyśle wezwania do najemców na ich adresy - czyli do rodziców i uwierzcie - to zadziałało.
Głośny sąsiad? Jest sposób!
Sąsiad organizuje głośne imprezy? Może ma nieustannie szczekającego psa? Przeszkadzać może też zapach z działki obok. Za takie zachowania polskie prawo przewiduje srogie kary. Grzywna może sięgnąć nawet 500 zł!
Na początek warto wiedzieć, że nie ma w prawie czegoś takiego jak cisza nocna. To, że nie powinniśmy hałasować między 22 a 6 rano, jest czysto umowne. Nie regulują tego żadne przepisy. Jednak na techno i basy w środku nocy od sąsiada mieszkającego za ścianą jest sposób. Po pierwsze można wezwać policję lub straż miejską.
- Policjanci mogą nałożyć mandat karny osobie zakłócającej spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny w wysokości do 500 złotych. Za ciszę nocną - spoczynek nocny przyjmuje się czas pomiędzy godziną 22 a 6 rano. Oczywiście nie ma tu znaczenia, czy jest to dzień powszedni czy świąteczny - mówi asp. Paweł Pławecki z Komendy Rejonowej Policji w Warszawa Praga-Południe.
W tym wypadku policja działa w oparciu o kodeks wykroczeń i jego art. 51, który mówi, że nie można zakłócać porządku publicznego, spoczynku nocnego lub wywoływać zgorszenia. Pod te przepisy można podciągnąć hałasowanie, śmiecenie czy nawet emitowanie nieprzyjemnych zapachów.
Co ciekawe jeśli mamy problemy z sąsiadem, który jest za głośny w ciągu dnia, to nie powinniśmy wzywać policji, ale... Inspekcję Ochrony Środowiska. Od października 2012 r. zostały też zmienione dopuszczalne normy hałasu. Zamiast 45-55 decybeli w nocy i 50-65 decybeli w dzień, teraz można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy.
Osobną kwestią są przepisy lokalne. Gmina może nakazać, że na wydzielonym terenie nie można organizować zabaw czy koncertów po godz. 22. Głośna ostatnio była sprawa ciszy nocnej w Wałbrzychu. Tamtejszy samorząd zarządził, że od 1 stycznia 2013 roku sklepy, punkty gastronomiczne i usługowe mogą być otwarte tylko w godzinach 6-23, a w weekendy wyjątkowo sale weselne i kluby muzyczne działają tylko do 3 w nocy. Lokalni przedsiębiorcy i część mieszkańców szybko ogłosiła, że uchwałę rady gminy zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego. Ostatecznie samorządowcy zawiesili wejście nowych przepisów w życie na pół roku.
To jednak przypadek ekstremalny. Co jeśli mamy problem tylko z jednym sąsiadem, który pomimo odwiedzin policji, upomnień a nawet mandatów dalej nie daje nam w nocy spać?
Wtedy pozostaje nam skorzystać z art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia, czy ktoś działa w oparciu o wszystkie możliwe pozwolenia i zaświadczenia.
- Procesowaliśmy się z firmą, która w lokalu mieszkalnym dostała zgodę na prowadzenie pubu. Problem w tym, że zaczęto tam organizować także wesela. A te jak wiadomo o 22 się nie kończą. Nasz klient nie mógł sypiać w ogóle w weekendy. Sprawa trafiła do sądu i ją wygraliśmy. Lokal może być otwarty tylko do godziny 22 - mówi Mirosław Błach, dyrektor biura kancelarii Błach Kancelaria Prawna.
Osobną kwestią jest to, co może być uciążliwe. Dla osoby przechodzącej obok piekarni zapach wypiekanego chleba będzie przyjemnym doznaniem. Dla mieszkańca budynku obok może być to już problemem.
- Przepisy odnoszące się do nadmiernej uciążliwości nie są doprecyzowane. To mniej więcej tak jak stwierdzić, że jakaś kobieta nie jest piękna. O gustach się nie dyskutuje. Warto podkreślić, że ustawa mówi o nadmiernej, a nie zwykłej uciążliwości. To zawsze sąd decyduje, czy taka uciążliwość jest nadmierna czy nie - dodaje mecenas.
I tak na przykład w 2009 roku Sąd Najwyższy uznał za prawidłowy wyrok o zakazie wjeżdżania i parkowania samochodów ciężarowych, składowania węgla, opon oraz złomu, a nawet wykonywania usług wulkanizacyjnych na wolnym powietrzu na działce sąsiadującej z osiedlem domków jednorodzinnych. To właśnie jego mieszkańcy zaprotestowali przeciwko tego typu uciążliwemu biznesowi, który zakłóca ich spokój. Jak widać, skarżyć można się w sądzie nie tylko na zbyt głośnego sąsiada.
- Warto również przytoczyć precedensowy wyrok z 2007 roku, w którym Sąd Najwyższy uznał za prawidłowe orzeczenie zakazujące prowadzenia domu przedpogrzebowego w budynku mieszkalnym usytuowanym w dzielnicy willowej. Okna sali pogrzebowej wychodziły na tę stronę domu sąsiadów, z której znajdowały się okna ich pokoju dziennego i sypialnie - mówi Mirosław Błach.
Trzeba pamiętać, że jeśli uciążliwy sąsiad wyrządził nam jakąś krzywdę, to możemy ubiegać się o odszkodowanie. Na przykład, jeśli elewacja naszego domu zrobiła się czarna, bo komin za płotem jest za niski, to możemy w sądzie prosić o zwrócenie kosztów ponownego malowania.
Podobnie sytuacja wygląda, jeśli nasze okna zostaną odcięte od światła, bo deweloper przed naszym budynkiem postawił kolejny blok albo sąsiad postanowił zarobić na gigantycznym billboardzie. Zgodnie z prawem w ciągu dnia musimy mieć zapewniony minimum dwugodzinny dostęp do światła. Z tego powodu możemy ubiegać się o odszkodowania związane ze spadkiem wartości naszego mieszkania.
Sąsiad organizuje głośne imprezy? Może ma nieustannie szczekającego psa? Przeszkadzać może też zapach z działki obok. Za takie zachowania polskie prawo przewiduje srogie kary. Grzywna może sięgnąć nawet 500 zł!
Na początek warto wiedzieć, że nie ma w prawie czegoś takiego jak cisza nocna. To, że nie powinniśmy hałasować między 22 a 6 rano, jest czysto umowne. Nie regulują tego żadne przepisy. Jednak na techno i basy w środku nocy od sąsiada mieszkającego za ścianą jest sposób. Po pierwsze można wezwać policję lub straż miejską.
- Policjanci mogą nałożyć mandat karny osobie zakłócającej spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny w wysokości do 500 złotych. Za ciszę nocną - spoczynek nocny przyjmuje się czas pomiędzy godziną 22 a 6 rano. Oczywiście nie ma tu znaczenia, czy jest to dzień powszedni czy świąteczny - mówi asp. Paweł Pławecki z Komendy Rejonowej Policji w Warszawa Praga-Południe.
W tym wypadku policja działa w oparciu o kodeks wykroczeń i jego art. 51, który mówi, że nie można zakłócać porządku publicznego, spoczynku nocnego lub wywoływać zgorszenia. Pod te przepisy można podciągnąć hałasowanie, śmiecenie czy nawet emitowanie nieprzyjemnych zapachów.
Co ciekawe jeśli mamy problemy z sąsiadem, który jest za głośny w ciągu dnia, to nie powinniśmy wzywać policji, ale... Inspekcję Ochrony Środowiska. Od października 2012 r. zostały też zmienione dopuszczalne normy hałasu. Zamiast 45-55 decybeli w nocy i 50-65 decybeli w dzień, teraz można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy.
Osobną kwestią są przepisy lokalne. Gmina może nakazać, że na wydzielonym terenie nie można organizować zabaw czy koncertów po godz. 22. Głośna ostatnio była sprawa ciszy nocnej w Wałbrzychu. Tamtejszy samorząd zarządził, że od 1 stycznia 2013 roku sklepy, punkty gastronomiczne i usługowe mogą być otwarte tylko w godzinach 6-23, a w weekendy wyjątkowo sale weselne i kluby muzyczne działają tylko do 3 w nocy. Lokalni przedsiębiorcy i część mieszkańców szybko ogłosiła, że uchwałę rady gminy zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego. Ostatecznie samorządowcy zawiesili wejście nowych przepisów w życie na pół roku.
To jednak przypadek ekstremalny. Co jeśli mamy problem tylko z jednym sąsiadem, który pomimo odwiedzin policji, upomnień a nawet mandatów dalej nie daje nam w nocy spać?
Wtedy pozostaje nam skorzystać z art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia, czy ktoś działa w oparciu o wszystkie możliwe pozwolenia i zaświadczenia.
- Procesowaliśmy się z firmą, która w lokalu mieszkalnym dostała zgodę na prowadzenie pubu. Problem w tym, że zaczęto tam organizować także wesela. A te jak wiadomo o 22 się nie kończą. Nasz klient nie mógł sypiać w ogóle w weekendy. Sprawa trafiła do sądu i ją wygraliśmy. Lokal może być otwarty tylko do godziny 22 - mówi Mirosław Błach, dyrektor biura kancelarii Błach Kancelaria Prawna.
Osobną kwestią jest to, co może być uciążliwe. Dla osoby przechodzącej obok piekarni zapach wypiekanego chleba będzie przyjemnym doznaniem. Dla mieszkańca budynku obok może być to już problemem.
- Przepisy odnoszące się do nadmiernej uciążliwości nie są doprecyzowane. To mniej więcej tak jak stwierdzić, że jakaś kobieta nie jest piękna. O gustach się nie dyskutuje. Warto podkreślić, że ustawa mówi o nadmiernej, a nie zwykłej uciążliwości. To zawsze sąd decyduje, czy taka uciążliwość jest nadmierna czy nie - dodaje mecenas.
I tak na przykład w 2009 roku Sąd Najwyższy uznał za prawidłowy wyrok o zakazie wjeżdżania i parkowania samochodów ciężarowych, składowania węgla, opon oraz złomu, a nawet wykonywania usług wulkanizacyjnych na wolnym powietrzu na działce sąsiadującej z osiedlem domków jednorodzinnych. To właśnie jego mieszkańcy zaprotestowali przeciwko tego typu uciążliwemu biznesowi, który zakłóca ich spokój. Jak widać, skarżyć można się w sądzie nie tylko na zbyt głośnego sąsiada.
- Warto również przytoczyć precedensowy wyrok z 2007 roku, w którym Sąd Najwyższy uznał za prawidłowe orzeczenie zakazujące prowadzenia domu przedpogrzebowego w budynku mieszkalnym usytuowanym w dzielnicy willowej. Okna sali pogrzebowej wychodziły na tę stronę domu sąsiadów, z której znajdowały się okna ich pokoju dziennego i sypialnie - mówi Mirosław Błach.
Trzeba pamiętać, że jeśli uciążliwy sąsiad wyrządził nam jakąś krzywdę, to możemy ubiegać się o odszkodowanie. Na przykład, jeśli elewacja naszego domu zrobiła się czarna, bo komin za płotem jest za niski, to możemy w sądzie prosić o zwrócenie kosztów ponownego malowania.
Podobnie sytuacja wygląda, jeśli nasze okna zostaną odcięte od światła, bo deweloper przed naszym budynkiem postawił kolejny blok albo sąsiad postanowił zarobić na gigantycznym billboardzie. Zgodnie z prawem w ciągu dnia musimy mieć zapewniony minimum dwugodzinny dostęp do światła. Z tego powodu możemy ubiegać się o odszkodowania związane ze spadkiem wartości naszego mieszkania.
Oczywiście można porozmawiać z właścicielem, ale może tak być że właściciela to nie obchodzi. Jeśli mieszkanie jest spółdzielcze to złożyć pismo do spółdzielni z prośbą o interwencję - lepiej aby podpisali się również inni sąsiedzi, wówczas administracja kontaktuje się z właścicielem - czasem pomaga i to szybko.
Wezwać policję - wezwanie może być anonimowe a policja ma obowiązek podjęcia interwencji. Jak ktoś odważny to może podać dane, można porozmawiać z dzielnicowym, jak się dzwoni potem z prośbą o interwencję zawsze można się powołać, że dzielnicowy sprawę zna i mówił żeby dzwonić i już. Trzeba działać i tyle, u nas pomogło jak się zebrali wszyscy sąsiedzi plus policja plus spółdzielnia - młodzież już nie mieszka i wrócił dawny spokój. Zobaczyć na klatce schodowej o 2 w nocy wkurzonych sąsiadów w piżamach - bezcenne i jaka integracja.
Wezwać policję - wezwanie może być anonimowe a policja ma obowiązek podjęcia interwencji. Jak ktoś odważny to może podać dane, można porozmawiać z dzielnicowym, jak się dzwoni potem z prośbą o interwencję zawsze można się powołać, że dzielnicowy sprawę zna i mówił żeby dzwonić i już. Trzeba działać i tyle, u nas pomogło jak się zebrali wszyscy sąsiedzi plus policja plus spółdzielnia - młodzież już nie mieszka i wrócił dawny spokój. Zobaczyć na klatce schodowej o 2 w nocy wkurzonych sąsiadów w piżamach - bezcenne i jaka integracja.