Widok
Nie zgadzam się z Tobą. Miałem w bloku wyjątkową ekipę gnojków - policja, pisma do spółdzielni, próby kontaktów z właścicielem nie dały nic. Po piśmie na komendę i przyjeździe dzielnicowego (po miesiącu), jak pisałem wcześniej sprawę skierował do sądu rejonowego, nastała cisza. Kolesie zapłacili grubą kasę. Poza tym opieszałość sądu działa na twoją korzyść bo kolesie wiedzą, że sprawa "wisi", więc nie mogą sobie pozwolić na fikanie.
A co Cię obchodzi że ekipy się zmieniają - nie twoje zmartwienie - piszesz skargi na komendę - niech policja i właściciel się martwią komu wlepić karę. Zresztą prawnie to właściciel ma informować organy kto mieszkał i kiedy w lokalu.
Ale musisz dogadać się z sąsiadami, żeby potwierdzili twoje wnioski - u mnie po prostu podpisywali się pod moimi pismami. Sąsiedzi + wytrwałość. Do sądu pójdziesz raz, albo dwa, albo wcale (ja nie byłem - blessing dzielnicowego chyba zadziałał).
A może masz w porządku dzielnicowego - pójdź pogadaj z nim. Z policją trzeba trochę wytrwałości i bez nerwów. Myślę że trochę popadłaś w beznadzieję - ja Ci podałem skuteczne długotrwałe rozwiązanie.
A co Cię obchodzi że ekipy się zmieniają - nie twoje zmartwienie - piszesz skargi na komendę - niech policja i właściciel się martwią komu wlepić karę. Zresztą prawnie to właściciel ma informować organy kto mieszkał i kiedy w lokalu.
Ale musisz dogadać się z sąsiadami, żeby potwierdzili twoje wnioski - u mnie po prostu podpisywali się pod moimi pismami. Sąsiedzi + wytrwałość. Do sądu pójdziesz raz, albo dwa, albo wcale (ja nie byłem - blessing dzielnicowego chyba zadziałał).
A może masz w porządku dzielnicowego - pójdź pogadaj z nim. Z policją trzeba trochę wytrwałości i bez nerwów. Myślę że trochę popadłaś w beznadzieję - ja Ci podałem skuteczne długotrwałe rozwiązanie.
Zgadzam się z tym, niestety tak nie jest. Poza tym w naszym przypadku najemcy bardzo szybko się zmieniają, jak są problemy i nie przyjmą mandatu to za parę miesięcy (oczywiście już nie będą tutaj mieszkać) to trzeba będzie łazić po sądach z grupą idiotów i jeszcze zwalniać się z pracy. Mając nad głową nowych już... Cieszę się, że nie tylko mi przeszkadza chamstwo i krzyki, z drugiej strony to smutne. Nawet zastanawiamy się nad przeprowadzką, ale nie ma gwarancji, że w nowym miejscu również nie będzie biznesmena z najemcami z którym będziemy mieć wspólne ściany. Taka patowa nieco sytuacja.
Jeśli o mnie chodzi, to powinno się zdjąć ciężar egzekwowania ciszy nocnej i w ogóle nieuciążliwego użytkowania lokalu z policji i przenieść go na administracje budynków, dając im odpowiednie prawa i narzędzia.
A teraz właściciel może mieć wywalone, a najemca jest nietykalny.
Nie słyszałem o tym projekcie w sejmie, ale tu przydałoby się raczej egzekwowanie sankcji, niż ich podnoszenie.
Zapomniałem napisać o olbrzymim plusie sposobu ze skierowaniem wniosku o ukaranie do sądu rejonowego (najlepiej via dzielnicowy) - "taryfa opłat" wynosi tam kilka tysiączków na łepka, więc jak się "studenci" dowiedzą, to nogi im się ugną. Tylko że tu niezbędne jest podpisywanie papierków przez więcej niż jednego poszkodowanego.
Ogólnie mam identyczną sytuację jak Ty.
A teraz właściciel może mieć wywalone, a najemca jest nietykalny.
Nie słyszałem o tym projekcie w sejmie, ale tu przydałoby się raczej egzekwowanie sankcji, niż ich podnoszenie.
Zapomniałem napisać o olbrzymim plusie sposobu ze skierowaniem wniosku o ukaranie do sądu rejonowego (najlepiej via dzielnicowy) - "taryfa opłat" wynosi tam kilka tysiączków na łepka, więc jak się "studenci" dowiedzą, to nogi im się ugną. Tylko że tu niezbędne jest podpisywanie papierków przez więcej niż jednego poszkodowanego.
Ogólnie mam identyczną sytuację jak Ty.
Chętnie przyłączę się do tej inicjatywy, był taki projekt jakiś czas w Sejmie aby za zakłócanie ciszy nocnej i dziennej podnieść kary ale to przepadło, bo posłowie widać w blokach nie mieszkają. Przy okazji Policja na Chełmie działa sprawniej niż na Białej, ale mandat w wysokości 200 czy 300 zł przy dużej liczbie imprezowiczów to jeszcze za mało (zrzuta i po sprawie). Szkoda, że mandatu nie otrzymuje właściciel, to też załatwiałoby sprawę, bo wiadomo nikt nie chce płacić. Zastanawiam się co JESZCZE można zrobić bo problem wynajętego byle komu mieszkania mamy od paru lat i jak są lokatorzy ok to jest spokój a jak nie to po prostu koszmar. Oczywiście właściciel jest tylko od kasowania - reszta go nie interesuje a pisma z upomnieniem (3) ze Spółdzielni wyrzuca do kosza.
Tutaj przydały by się proste narzędzia administracyjne, a mieszkania pod wynajem powinny podlegać innym prawom niż rdzenne-lokatorskie. To że najemcy mają prawa na równi z lokatorami, jednocześnie nie maja ich obowiązków, jest chore.
Np. po kilku pisemnych, potwierdzonych zgłoszeniach o problemach z najemcami, spółdzielnia powinna mieć prawo podnieść czynsz o 300-500 zł, na trzy miesiące, za uciążliwość. Jak sytuacja się powtórzy, to na pół roku, itd. - spokój byłby murowany i nikt by nawet nie próbował hałasować. W tej chwili studenci "wjeżdżają" do bloku z nastawieniem, że robią co chcą i niech się inni martwią, i że nikt im nic nie może zrobić.
Spółdzielnia nawet nie jest w stanie wyegzekwować od właściciela podania prawdziwej liczby najemców, i czynszu za taką ilość.
Np. po kilku pisemnych, potwierdzonych zgłoszeniach o problemach z najemcami, spółdzielnia powinna mieć prawo podnieść czynsz o 300-500 zł, na trzy miesiące, za uciążliwość. Jak sytuacja się powtórzy, to na pół roku, itd. - spokój byłby murowany i nikt by nawet nie próbował hałasować. W tej chwili studenci "wjeżdżają" do bloku z nastawieniem, że robią co chcą i niech się inni martwią, i że nikt im nic nie może zrobić.
Spółdzielnia nawet nie jest w stanie wyegzekwować od właściciela podania prawdziwej liczby najemców, i czynszu za taką ilość.
Kwestie z dzielnicowym opisałem wyżej (jeszcze pod nickiem "gdańszczanin") - efekt piorunująco skuteczny.
Zgadza się że często sąsiadom się nie chce, czasem wolą przemęczyć temat. Ale to od nich wszystko zależy, już dwa podpisy na papierku, a nie jeden to potwierdzona skarga - a więc nie do obalenia. Dlatego napisałem posta z poradą ponieważ wbrew pozorom problem można rozwiązać całkowicie - ale tylko przy współdziałaniu sąsiadów. A na początku człowiek ma opory..., bo to policja, bo to sąd (rejonowy
). Trzeba przełamać opory i zacząć ofensywę "papierkową".
Ciągle nie wiem co może (musi) spółdzielnia, nawet pod naciskiem sądu. Ja wiem o dwóch narzędziach - wykluczeniu z członkostwa w spółdzielni i zlicytowanie mieszkania właściciela - przyznasz że to drugie nierealne. Poza tym tu już wchodzi w grę rozprawa w sądzie, a więc czas i koszta... Składanie pisemnych zawiadomień na komisariat, albo żądanie ukarania w sądzie rejonowym nic nie kosztuje i wymaga tylko trochę cierpliwości i niewielkiej pracy.
A ilość pism do spółdzielni jest na pewno ważna, w przyszłości może to być gruby "hak" na właściciela-ignoranta. Zbieram sobie takie pisemka :)
Zgadza się że często sąsiadom się nie chce, czasem wolą przemęczyć temat. Ale to od nich wszystko zależy, już dwa podpisy na papierku, a nie jeden to potwierdzona skarga - a więc nie do obalenia. Dlatego napisałem posta z poradą ponieważ wbrew pozorom problem można rozwiązać całkowicie - ale tylko przy współdziałaniu sąsiadów. A na początku człowiek ma opory..., bo to policja, bo to sąd (rejonowy
). Trzeba przełamać opory i zacząć ofensywę "papierkową".
Ciągle nie wiem co może (musi) spółdzielnia, nawet pod naciskiem sądu. Ja wiem o dwóch narzędziach - wykluczeniu z członkostwa w spółdzielni i zlicytowanie mieszkania właściciela - przyznasz że to drugie nierealne. Poza tym tu już wchodzi w grę rozprawa w sądzie, a więc czas i koszta... Składanie pisemnych zawiadomień na komisariat, albo żądanie ukarania w sądzie rejonowym nic nie kosztuje i wymaga tylko trochę cierpliwości i niewielkiej pracy.
A ilość pism do spółdzielni jest na pewno ważna, w przyszłości może to być gruby "hak" na właściciela-ignoranta. Zbieram sobie takie pisemka :)
Problem jest w tym, że sąsiedzi często potrafią tylko narzekać pod nosem, a jak trzeba podjąć konkretne działania to nie ma chętnych bo to jest wysiłek.
Pisma spółdzielni są ważne nawet jak właściciel ma to gdzieś, jeśli sprawa poszłaby dalej do sądu to jest dowód na to, że były skargi a spółdzielnia upominała właściciela, tylko ten nie reagował. Poza tym proszę również pamiętać o tym, że egzekwowanie przez Spółdzielnię regulaminów jest jej obowiązkiem, jeśli tego nie robi można też i do niej wystosować pismo przedsądowe najlepiej przygotowane przez kancelarię prawną. Zapewniam, że to podziałało.
Pisma spółdzielni są ważne nawet jak właściciel ma to gdzieś, jeśli sprawa poszłaby dalej do sądu to jest dowód na to, że były skargi a spółdzielnia upominała właściciela, tylko ten nie reagował. Poza tym proszę również pamiętać o tym, że egzekwowanie przez Spółdzielnię regulaminów jest jej obowiązkiem, jeśli tego nie robi można też i do niej wystosować pismo przedsądowe najlepiej przygotowane przez kancelarię prawną. Zapewniam, że to podziałało.
No tak, to to wiem. Cwaniaczek właściciel na takie pisma po prostu nie odpowiadał. I tyle. Spółdzielnia nic mu nie zrobiła. Na dodatek w mieszkaniu które wynajmuje czterem osobom "zarejestrowaną" ma jedną. I za tyle płaci czynsz, o czym spółdzielnia wie i też nic nie zrobiła - gościu dostał pisemko, nie odpowiedział na nie i nigdy nie zjawił się w spółdzielni.
Natomiast działa w 100% współdziałanie sąsiadów. Potrzeba NIEWIELE WYSIŁKU i trochę wytrwałości:
-do bólu wzywamy policję - ale tu jest problem bo w nocy jest to męczące - chcę spać, a nie czekać aż przyjedzie patrol. (po każdej imprezie możemy też składać zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia, podpisane przez kilku sąsiadów - też do bólu - nazbiera się ich tyle, że w końcu dzielnicowy się ruszy i "zamknie" sprawę)
-po paru imprezkach w kilku sąsiadów składamy wniosek o ukaranie do rejonowego sądu (dawne grodzkie, kolegia), trzeba się będzie stawić za rok na rozprawie, żeby potwierdzić zeznania . Papierek przedstawiamy "studentom" - od tego momentu każde wezwanie policji będzie tylko nabijać im wysokość kary w sądzie (te są b. wysokie) - musieli by być idiotami żeby "fikać".
-trzeci sposób to to samo tylko via dzielnicowy (opisałem to wyżej).
Policja to biurokraci, których trzeba zalewać pismami (ale wiarygodnymi)
Można też wszystkie te sposoby stosować razem. I jeszcze raz powtórzę - to wszystko nie kosztuje wiele wysiłku.
Jak sytuacja się powtórzy z nową "ekipką" najemców, powtarzamy procedurę.
Po trzech takich akcjach, a pewniej po dwóch, właściciel-ignorant będzie dbał o to żeby wynajmować mieszkanie kulturalnym najemcom.
Warto też wiedzieć, że patologiczny duet najemcy-właściciel (jeżeli z takowym mamy do czynienia) panicznie boi się współdziałania sąsiadów.
Natomiast działa w 100% współdziałanie sąsiadów. Potrzeba NIEWIELE WYSIŁKU i trochę wytrwałości:
-do bólu wzywamy policję - ale tu jest problem bo w nocy jest to męczące - chcę spać, a nie czekać aż przyjedzie patrol. (po każdej imprezie możemy też składać zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia, podpisane przez kilku sąsiadów - też do bólu - nazbiera się ich tyle, że w końcu dzielnicowy się ruszy i "zamknie" sprawę)
-po paru imprezkach w kilku sąsiadów składamy wniosek o ukaranie do rejonowego sądu (dawne grodzkie, kolegia), trzeba się będzie stawić za rok na rozprawie, żeby potwierdzić zeznania . Papierek przedstawiamy "studentom" - od tego momentu każde wezwanie policji będzie tylko nabijać im wysokość kary w sądzie (te są b. wysokie) - musieli by być idiotami żeby "fikać".
-trzeci sposób to to samo tylko via dzielnicowy (opisałem to wyżej).
Policja to biurokraci, których trzeba zalewać pismami (ale wiarygodnymi)
Można też wszystkie te sposoby stosować razem. I jeszcze raz powtórzę - to wszystko nie kosztuje wiele wysiłku.
Jak sytuacja się powtórzy z nową "ekipką" najemców, powtarzamy procedurę.
Po trzech takich akcjach, a pewniej po dwóch, właściciel-ignorant będzie dbał o to żeby wynajmować mieszkanie kulturalnym najemcom.
Warto też wiedzieć, że patologiczny duet najemcy-właściciel (jeżeli z takowym mamy do czynienia) panicznie boi się współdziałania sąsiadów.
Złożenie pisma do spółdzielni podpisanego przez 1 sąsiada lub paru sąsiadów (a tutaj nie zawsze jest zgodność bo wiadomo w dużym bloku nie musisz wiedzieć co się dzieje trzy piętra wyżej lub niżej, a ludzie nie lubią nic podpisywać) oraz najlepiej już po interwencjach policji (o to zawsze się pytają w spółdzielni, bo chcą aby policja to załatwiła sama) skutkuje tym, że:
1. Spółdzielnia po wystosowaniu pisma do policji w sprawie potwierdzenia czy faktycznie były interwencje, można też poprosić Dzielnicowego, aby jak ma czas skontaktował się z Administracją czy Prezesem Spółdzielni będzie szybciej, wystosuje do WŁAŚCICIELA i tylko i wyłącznie do niego pismo z upomnieniem. Najemcy ich nie interesują. Jak właściciel jest OK to poskutkuje.
2. Spółdzielnia przy braku poprawy i reakcji ma prawo wykluczyć właściciela członka spółdzielni z członków - wyższy czynsz będzie trochę płacić.
3. Jak problem jest na prawdę duży i brak jest nadal reakcji to Spółdzielnia ma prawo zlicytować mieszkanie - ale to długa droga, trzeba mieć już w ręku wyroki sądowe za zakłócanie ciszy, świadków itp., proszę również pamiętać, że policjanci to też świadkowie.
1. Spółdzielnia po wystosowaniu pisma do policji w sprawie potwierdzenia czy faktycznie były interwencje, można też poprosić Dzielnicowego, aby jak ma czas skontaktował się z Administracją czy Prezesem Spółdzielni będzie szybciej, wystosuje do WŁAŚCICIELA i tylko i wyłącznie do niego pismo z upomnieniem. Najemcy ich nie interesują. Jak właściciel jest OK to poskutkuje.
2. Spółdzielnia przy braku poprawy i reakcji ma prawo wykluczyć właściciela członka spółdzielni z członków - wyższy czynsz będzie trochę płacić.
3. Jak problem jest na prawdę duży i brak jest nadal reakcji to Spółdzielnia ma prawo zlicytować mieszkanie - ale to długa droga, trzeba mieć już w ręku wyroki sądowe za zakłócanie ciszy, świadków itp., proszę również pamiętać, że policjanci to też świadkowie.
1. Rozmowa z najemcami - oczywiście efekt będzie marny
2. Rozmowa z właścicielem - jak jest na poziomie najemców to efekt też marny. Poza tym właściciela interesuje tylko to czy płacą a zachowanie to nie jego problem.
3. Wezwać policję, Straż Miejska nie zajmuje się takimi sprawami albo jej się nie chce.
4. Policja najpierw pouczy, jeśli impreza trwa dalej - wzywamy policję ponownie - policja wystawi mandat TYLKO I WYŁĄCZNIE jeśli podaliśmy swoje dane przy zgłaszaniu - nie musimy tego robić a policja musi podjąć interwencję po zgłoszeniu anonimowym.
5. Jeśli najemcy nie przyjmą mandatu to sprawa idzie do sądu - osoba zgłaszająca będzie musiała stawić się jako świadek.
7. Poinformować o tym, że była interwencja DZIELNICOWEGO, poprosić aby odwiedził najemców a najlepiej skontaktował się z właścicielem - jest SZANSA że to pomoże.
6. Wystosować pismo do spółdzielni mieszkaniowej - są regulaminy, cisza nocna itp., do przestrzegania których wszyscy mieszkańcy są zobowiązani - UWAGA - obowiązkiem spółdzielni jest egzekwowanie ich przestrzegania - NIESTETY lenistwo i brak inicjatywy to standard, ale zawsze coś.
2. Rozmowa z właścicielem - jak jest na poziomie najemców to efekt też marny. Poza tym właściciela interesuje tylko to czy płacą a zachowanie to nie jego problem.
3. Wezwać policję, Straż Miejska nie zajmuje się takimi sprawami albo jej się nie chce.
4. Policja najpierw pouczy, jeśli impreza trwa dalej - wzywamy policję ponownie - policja wystawi mandat TYLKO I WYŁĄCZNIE jeśli podaliśmy swoje dane przy zgłaszaniu - nie musimy tego robić a policja musi podjąć interwencję po zgłoszeniu anonimowym.
5. Jeśli najemcy nie przyjmą mandatu to sprawa idzie do sądu - osoba zgłaszająca będzie musiała stawić się jako świadek.
7. Poinformować o tym, że była interwencja DZIELNICOWEGO, poprosić aby odwiedził najemców a najlepiej skontaktował się z właścicielem - jest SZANSA że to pomoże.
6. Wystosować pismo do spółdzielni mieszkaniowej - są regulaminy, cisza nocna itp., do przestrzegania których wszyscy mieszkańcy są zobowiązani - UWAGA - obowiązkiem spółdzielni jest egzekwowanie ich przestrzegania - NIESTETY lenistwo i brak inicjatywy to standard, ale zawsze coś.
witam,
jestem w tej samej sytuacji. Uciazliwi sasiedzi zlozyli doniesienie na policje ze byly niezasadne wezwania. Teraz czeka mnie przesluchanie na policji jako wzywajacej, na podstawie art 66. Mamy 4 miesieczne dziecko i halas, tupanie, skakanie jest nie do zniesienia. czy przedstawiales jakies nagrania halasu w sadzie?ja dysponuje nagraniami. dzieki za pomoc
jestem w tej samej sytuacji. Uciazliwi sasiedzi zlozyli doniesienie na policje ze byly niezasadne wezwania. Teraz czeka mnie przesluchanie na policji jako wzywajacej, na podstawie art 66. Mamy 4 miesieczne dziecko i halas, tupanie, skakanie jest nie do zniesienia. czy przedstawiales jakies nagrania halasu w sadzie?ja dysponuje nagraniami. dzieki za pomoc
Mi się wydaje, że nie bardzo jest na to jak zaradzić. Najlepiej chyba zmienić mieszkanie, jeśli się je wynajmuje, albo próbować jakoś je wyciszyć ewentualnie... Kiedyś sama wynajmowałam mieszkanie w takim większym bloku i byli tam na piętrze tacy lokatorzy, na których wszyscy narzekali bo po prostu ciągle hałasowali... W dzień jakieś krzyki, w nocy imprezy... Próbowaliśmy wszyscy jakoś z Nimi rozmawiać, ale nie przynosiło to większych efektów. Nie było na nich po prostu żadnego sposobu. W końcu stwierdziłam, że wyprowadzę się w inne, spokojniejsze miejsce bo nie chciałam mieć kłopotów ze snem. http://interia360.pl/moim-zdaniem/artykul/poskromienie-mieszczucha,59371 - tu ktoś opisuje że przez problemy ze spaniem miał potem kłopoty w pracy. Zdecydowanie wolałam nie próbować jak to będzie w moim przypadku :)
---------------------
"Wino przypomina także głęboką rzekę, wędrującą z szumem przez wiosenną noc. I przypomina morze, kołyszące na chłodnej fali słońce i wicher (...)"
"Wino przypomina także głęboką rzekę, wędrującą z szumem przez wiosenną noc. I przypomina morze, kołyszące na chłodnej fali słońce i wicher (...)"