Widok
Hmmm. Ze studentami to jest trudno cos poradzić.
Zależy jacy się trafią... Mój znajomy zrobił afajny patent. Przystosował swoje 3 pokojowe mieszkanie dla studentów w taki sposób, że na pokój przypadało po 1-2 osoby, od których zbierał kasę w wysokości mniej więcej jak za akademik. Jedną z tych osób był specjalnie przez niego wybrany student, który miał miejsce za friko, ale był jego nadzorcą nad resztą. Więc gość zaglądał tylko co jakiś czas i był spokojny, bo tamten rzeczywiście się starał i sam wywalał niepasujący element poza społeczność :)
Zależy jacy się trafią... Mój znajomy zrobił afajny patent. Przystosował swoje 3 pokojowe mieszkanie dla studentów w taki sposób, że na pokój przypadało po 1-2 osoby, od których zbierał kasę w wysokości mniej więcej jak za akademik. Jedną z tych osób był specjalnie przez niego wybrany student, który miał miejsce za friko, ale był jego nadzorcą nad resztą. Więc gość zaglądał tylko co jakiś czas i był spokojny, bo tamten rzeczywiście się starał i sam wywalał niepasujący element poza społeczność :)
Jest to jakiś sposób, ale ciężko go zastosować przy długofalowych i nieregularnych wybrykach. A podczas tych wezwań mandat wystawili?
Faktem jest że na początku człowiek ma opory przed dzwonieniem pod 112.
Poza tym ze "studentami" masz taki problem, że nawet jak usadzisz jedną ekipę, to za pół roku wprowadza się następna i zaczyna się wszystko od zera.
Faktem jest że na początku człowiek ma opory przed dzwonieniem pod 112.
Poza tym ze "studentami" masz taki problem, że nawet jak usadzisz jedną ekipę, to za pół roku wprowadza się następna i zaczyna się wszystko od zera.
Pogadaj z resztą sąsiadów, przecież jest ich tam więcej, jeśli potwierdzą, że jest cicho to co za problem? Nikt ci nic nie zrobi. Byłeś w spółdzielni? O czym konkretnie były monity ze spółdzielni? Tłumaczyłeś jak wygląda sytuacja? Rozmawiałeś z "trudną" sąsiadką?
Co to znaczy że "poprosiłem o to żeby zajęła się tym policja", co na to organy? Jaki efekt? Piszesz trochę nie jasno.
A może jednak laski nie są takie łatwe w pożyciu?
Co to znaczy że "poprosiłem o to żeby zajęła się tym policja", co na to organy? Jaki efekt? Piszesz trochę nie jasno.
A może jednak laski nie są takie łatwe w pożyciu?
witam,
ja mam ten sam "problem" ale od drugiej strony. Jestem wlascicielem mieszkania i co chwile mam telefon lub mail ze spoldzielni ze jedna sasiadka ma problem z tym ze w mieszkaniu sa studenci. rozmawialem z najemcami i przeprosili za sytuacje przyanli sie do jednej imprezy ktora byla na samym poczatku (chyba mieli parapetówke) ale te monity ze spoldzieli sie nasilaja. poporsilem o to zeby zajela sie tym policja lub straz miejska przeciez ja nie jestem ojcem czy mam wychowywac studentow. chce byc fair tylko nei wiem co mam zrobic studentki sa naprawde ok placa na czas ze swieczka szukac a tutaj taka sasiadka. po za tym zrobilem wywiad srodowiskowy mam fajnego sasiada pan po 60 i rozmawialem z nim to poweiedzial ze lokatorzy sa ok i impreza byla raz.
ja mam ten sam "problem" ale od drugiej strony. Jestem wlascicielem mieszkania i co chwile mam telefon lub mail ze spoldzielni ze jedna sasiadka ma problem z tym ze w mieszkaniu sa studenci. rozmawialem z najemcami i przeprosili za sytuacje przyanli sie do jednej imprezy ktora byla na samym poczatku (chyba mieli parapetówke) ale te monity ze spoldzieli sie nasilaja. poporsilem o to zeby zajela sie tym policja lub straz miejska przeciez ja nie jestem ojcem czy mam wychowywac studentow. chce byc fair tylko nei wiem co mam zrobic studentki sa naprawde ok placa na czas ze swieczka szukac a tutaj taka sasiadka. po za tym zrobilem wywiad srodowiskowy mam fajnego sasiada pan po 60 i rozmawialem z nim to poweiedzial ze lokatorzy sa ok i impreza byla raz.
moje doświadczenie: Sąsiad, zaczął imprezę przed świętami BN, i bez względu na porę dnia, dzień tygodnia - imprezował do marca.
Próbowalem porozmawiać, probowałem dyskutować, w końcu przy jakiejś okazji złapałem sasiada powiedziałem że dostaje ostatnie ostrzerzenie. Nie zrozumiał. Trudno. Policja była 2 razy w ciągu dnia, 1 w nocy. Od rana od nowa zawody, szklanki mi skaczą, niedzielne śniadanie zamienia się w koszmar. Więc Policja przyjechała 2 razy w dzień, 2 razy wieczorem/w nocy.
W poniedziałek był dzielnicowy w ramach wywiadu środowiskowego, wieczorem z tej okazji sąsiad zaprosił znajomych i dalej świętować wizyte ... więc cóż począć 112. Policja przyjeżdza, po chwili kolejny radiowóz z pieskiem antynarkotykowym, po chwili kolejny radiowóz (większy) i przeniesienie impry na 24 do aresztu.
Efekt po 7 telefonach na policje, sąsiad mówi mi dzień dobry i ma dozór policji. Spokój aż miło. Można? Można
Próbowalem porozmawiać, probowałem dyskutować, w końcu przy jakiejś okazji złapałem sasiada powiedziałem że dostaje ostatnie ostrzerzenie. Nie zrozumiał. Trudno. Policja była 2 razy w ciągu dnia, 1 w nocy. Od rana od nowa zawody, szklanki mi skaczą, niedzielne śniadanie zamienia się w koszmar. Więc Policja przyjechała 2 razy w dzień, 2 razy wieczorem/w nocy.
W poniedziałek był dzielnicowy w ramach wywiadu środowiskowego, wieczorem z tej okazji sąsiad zaprosił znajomych i dalej świętować wizyte ... więc cóż począć 112. Policja przyjeżdza, po chwili kolejny radiowóz z pieskiem antynarkotykowym, po chwili kolejny radiowóz (większy) i przeniesienie impry na 24 do aresztu.
Efekt po 7 telefonach na policje, sąsiad mówi mi dzień dobry i ma dozór policji. Spokój aż miło. Można? Można
Przy okazji, nie wkurzają mnie remonty sąsiadów, nocne kąpiele, czy co tam jeszcze. Problemem jest to że guaniarze mają w d*pie sąsiadów, a prawo jeszcze im pobłaża. Nie bawi mnie mieszkanie przez najbliższe dziesięciolecia w sąsiedztwie bezstresowo wychowanych "gwiazdorów". Za parę lat się wyprowadzę i nie ma mowy, że kupię mieszkanie, w którego bliższym i dalszym sąsiedztwie będzie "coś pod wynajem".
Myślę też że z czasem coś się zmieni w prawie, bo inwestowanie pieniędzy w mieszkania pod wynajem to stosunkowo nowa praktyka w Polsce - mieszkań przybywa dopiero od kilkunastu lat, a w większym tempie od kilku. Cena tych z sąsiedztwem-najemcami będzie spadać - bo będzie coraz mniej chętnych na nie, a ja zapewne nie jestem pierwszy.
Dobrze byłoby zacząć nagłaśniać problem, wymieniać się doświadczeniami - internet jest potęgą - a nie dawać się terroryzować dzieciakom.
Myślę też że z czasem coś się zmieni w prawie, bo inwestowanie pieniędzy w mieszkania pod wynajem to stosunkowo nowa praktyka w Polsce - mieszkań przybywa dopiero od kilkunastu lat, a w większym tempie od kilku. Cena tych z sąsiedztwem-najemcami będzie spadać - bo będzie coraz mniej chętnych na nie, a ja zapewne nie jestem pierwszy.
Dobrze byłoby zacząć nagłaśniać problem, wymieniać się doświadczeniami - internet jest potęgą - a nie dawać się terroryzować dzieciakom.
Wszyscy piszący tutaj że maja prawo do "zabaw" piszą bzdury. Po części mam już taki jeden problem za sobą. Kolejność postępowania jest taka:
-rozmowa (ta oczywiście przynosi mały skutek)
-wezwanie kilka razy policji (jeśli "studenci" są oporni nie przynosi to żadnego skutku - policja ma na to wywalone, nie wystawiają mandatów, przynajmniej w Gdańsku)
- następny krok to kontakt z właścicielem - może nie zadziałać bo właściciel jest na poziomie najemców (mój przypadek)
- i tu zaczyna się najważniejszy punkt - pomocni sąsiedzi! - jeśli potwierdzają istnienie problemu piszemy pisma do administracji budynku z żądaniem załatwienia problemu - sąsiedzi się podpisują. Spółdzielnia nie wiele może, ale pisemka jedno za drugim się zbierają - wlaściciel-ignorant na nie nie odpowiada, pisma mogą przydać się w przyszłości w sądzie.
- jednocześnie wybieramy się do dzielnicowego - jest to najważniejsze ogniwo załatwienia problemu - niestety wszystko zależy od niego, może chcieć olać problem. On jest tutaj królem wszystko zależy czy mu się chce ( Na Białej raczej się nie chce)
- jeśli dzielnicowy nie może "dotrzeć" do hałaśliwych najemców polecam wizytę u komendanta komisariatu do którego należymy - bez skarżenia się po prostu prosimy o załatwienie sprawy.
U mnie podziałała wizyta dzielnicowego poprzedzona pisemnym zawiadomieniem o popełnianiu wykroczenia na komisariacie (podpisują się sąsiedzi), następnie po braku reakcji pismem do kom. wojewódzkiego (nie polecam tego kroku - myślę że wizyta u kom. na komisariacie to lepszy pomysł, albo przynajmniej pismo do niego). Dzielnicowy w sumie zjawił się po trzech miesiącach od mojej pierwszej wizyty u niego!!! - ale zrobił swoje, skierował wnisek o ukaranie sprawców wykroczenia do sądu rejonowego (dawny grodzki) i od tego momentu zapanowała cisza - a najemcy byli wyjątkowo chamscy i beszczelni - zapłacili grube pieniądze, nawet nie musiałem się stawiać w roli świadka w sądzie.
Nie jestem spokojny bo nie zamierzam z każdym nowymi "studentami" przechodzić przez to samo. Ogólnie sytuacja jest tragiczna drodzy prawowici lokatorzy - najemcy mają większe prawa niż wy. W Polsce zamienianie budynku mieszkalnego w hotel-akademik-dom wczasowy to na razie "norma".
Moim zdaniem kluczem jest tutaj brak uprawnień administracji budynków do narzucania sankcji na wlaściciela-najemcę. To administracja powinna załatwić całą sprawę, przecież to ADMINISTRACJA! Gdyby miała takowe uprawnienia, nawet drobne, problem nawet by nie powstawał.
Takich mieszkań w Polsce przybywa, na moim osiedlu 20% to mieszkania wynajmowane, problem będzie narastał.
-rozmowa (ta oczywiście przynosi mały skutek)
-wezwanie kilka razy policji (jeśli "studenci" są oporni nie przynosi to żadnego skutku - policja ma na to wywalone, nie wystawiają mandatów, przynajmniej w Gdańsku)
- następny krok to kontakt z właścicielem - może nie zadziałać bo właściciel jest na poziomie najemców (mój przypadek)
- i tu zaczyna się najważniejszy punkt - pomocni sąsiedzi! - jeśli potwierdzają istnienie problemu piszemy pisma do administracji budynku z żądaniem załatwienia problemu - sąsiedzi się podpisują. Spółdzielnia nie wiele może, ale pisemka jedno za drugim się zbierają - wlaściciel-ignorant na nie nie odpowiada, pisma mogą przydać się w przyszłości w sądzie.
- jednocześnie wybieramy się do dzielnicowego - jest to najważniejsze ogniwo załatwienia problemu - niestety wszystko zależy od niego, może chcieć olać problem. On jest tutaj królem wszystko zależy czy mu się chce ( Na Białej raczej się nie chce)
- jeśli dzielnicowy nie może "dotrzeć" do hałaśliwych najemców polecam wizytę u komendanta komisariatu do którego należymy - bez skarżenia się po prostu prosimy o załatwienie sprawy.
U mnie podziałała wizyta dzielnicowego poprzedzona pisemnym zawiadomieniem o popełnianiu wykroczenia na komisariacie (podpisują się sąsiedzi), następnie po braku reakcji pismem do kom. wojewódzkiego (nie polecam tego kroku - myślę że wizyta u kom. na komisariacie to lepszy pomysł, albo przynajmniej pismo do niego). Dzielnicowy w sumie zjawił się po trzech miesiącach od mojej pierwszej wizyty u niego!!! - ale zrobił swoje, skierował wnisek o ukaranie sprawców wykroczenia do sądu rejonowego (dawny grodzki) i od tego momentu zapanowała cisza - a najemcy byli wyjątkowo chamscy i beszczelni - zapłacili grube pieniądze, nawet nie musiałem się stawiać w roli świadka w sądzie.
Nie jestem spokojny bo nie zamierzam z każdym nowymi "studentami" przechodzić przez to samo. Ogólnie sytuacja jest tragiczna drodzy prawowici lokatorzy - najemcy mają większe prawa niż wy. W Polsce zamienianie budynku mieszkalnego w hotel-akademik-dom wczasowy to na razie "norma".
Moim zdaniem kluczem jest tutaj brak uprawnień administracji budynków do narzucania sankcji na wlaściciela-najemcę. To administracja powinna załatwić całą sprawę, przecież to ADMINISTRACJA! Gdyby miała takowe uprawnienia, nawet drobne, problem nawet by nie powstawał.
Takich mieszkań w Polsce przybywa, na moim osiedlu 20% to mieszkania wynajmowane, problem będzie narastał.
Jeśli wynajmują to najlepsza będzie rozmowa z właścicielem.
Jeśli nie lubisz rozmawiać lub nie chcesz a pracujesz to możesz na sieci poszukać płyty zemsta CD i puszczać ja w pętli gdy nikogo nie ma w twoim mieszkaniu koniecznie ustawiajac kolumny w pobliżu ściany niemiłych sąsiadów.
Na palenie na klatce najlepiej pomaga oblanie wodą palacza z informacja ze tu nie wolno palić! Musisz napełnić kubeł po śmieciach zimną wodą i dodatkowo ją wychłodzic lub wrzucić do niej przed aplikacją sporą ilość lodu. A następnie palacza oblać na gorącym uczynku i najlepiej wtedy wezwać policję do delikwenta który mógł zapruszyć ogień ale to otwarta wojna.
Studenci też muszą kiedyś spać a robia to najczęściej w sobotę od około 6 do 17 oraz w niedzielę w podobnej porze o ile nie wyjechali więc wtedy można do nich wpaść z wizytą po szklankę cukru na pogaduchy czy też zapytać czy mają TV sieć plstry na odciski i milion innych rzeczy zawsze uprzejmie i radośnie. Znam rodzinę która tak skutecznie pozbyła się studenta singla sprowadzającego ladacznice który był właścicielem mieszkania.
Można też jeśli lubicie kabaret wynająć chudego bolka jakieś chucherko który trenuje boks czy też cokolwiek innego ze sportów walki. Gdy studenty zaatakują chudego bolka mocno się zdziwią.
Można też pokusić się o sprawdzenie gdzie delikwenci studiują. Nawet najgorsza uczelnia niepubliczna wywali studenta z wilczym biletem za naruszenie norm pożycia społecznego. '
Kolejna metoda to zakup/wypożyczenie ostrego psa najlepiej takiego który rzuca się na wszystko co się rusza i wyprowadzanie go zawsze gdy studenci palą na klatce oczywiście zawsze bez smyczy i kagańca. W podsumowaniu w razie draki można stwierdzić ze pies to przybłęda gdyby nogawkę wyszarpał.
Czytałem też o pewnej emerytce która każdorazowo gdy studenty zakłócali jej spokój smarowała drzwi do ich siedziby kałem no ale nie wiem czy to skuteczne no i emerytka podobnmo zbzikowana była jakaś więc na to gwarancji nie daję.
Wszystkiego dobrego bezpartyjnym wykształconym zdrowym i pięknym:-) Reszta niech się ciąga po błocie do skutku.
Jeśli nie lubisz rozmawiać lub nie chcesz a pracujesz to możesz na sieci poszukać płyty zemsta CD i puszczać ja w pętli gdy nikogo nie ma w twoim mieszkaniu koniecznie ustawiajac kolumny w pobliżu ściany niemiłych sąsiadów.
Na palenie na klatce najlepiej pomaga oblanie wodą palacza z informacja ze tu nie wolno palić! Musisz napełnić kubeł po śmieciach zimną wodą i dodatkowo ją wychłodzic lub wrzucić do niej przed aplikacją sporą ilość lodu. A następnie palacza oblać na gorącym uczynku i najlepiej wtedy wezwać policję do delikwenta który mógł zapruszyć ogień ale to otwarta wojna.
Studenci też muszą kiedyś spać a robia to najczęściej w sobotę od około 6 do 17 oraz w niedzielę w podobnej porze o ile nie wyjechali więc wtedy można do nich wpaść z wizytą po szklankę cukru na pogaduchy czy też zapytać czy mają TV sieć plstry na odciski i milion innych rzeczy zawsze uprzejmie i radośnie. Znam rodzinę która tak skutecznie pozbyła się studenta singla sprowadzającego ladacznice który był właścicielem mieszkania.
Można też jeśli lubicie kabaret wynająć chudego bolka jakieś chucherko który trenuje boks czy też cokolwiek innego ze sportów walki. Gdy studenty zaatakują chudego bolka mocno się zdziwią.
Można też pokusić się o sprawdzenie gdzie delikwenci studiują. Nawet najgorsza uczelnia niepubliczna wywali studenta z wilczym biletem za naruszenie norm pożycia społecznego. '
Kolejna metoda to zakup/wypożyczenie ostrego psa najlepiej takiego który rzuca się na wszystko co się rusza i wyprowadzanie go zawsze gdy studenci palą na klatce oczywiście zawsze bez smyczy i kagańca. W podsumowaniu w razie draki można stwierdzić ze pies to przybłęda gdyby nogawkę wyszarpał.
Czytałem też o pewnej emerytce która każdorazowo gdy studenty zakłócali jej spokój smarowała drzwi do ich siedziby kałem no ale nie wiem czy to skuteczne no i emerytka podobnmo zbzikowana była jakaś więc na to gwarancji nie daję.
Wszystkiego dobrego bezpartyjnym wykształconym zdrowym i pięknym:-) Reszta niech się ciąga po błocie do skutku.
Tak na słuchawkach oglądać tv albo z 0,5m bo jaśnie sąsiad się zdenerwuje. Napisane jest przecież, że żadne imprezy rodzinne, tylko zwykła rozmowa rodzinna. A dlaczego ktoś ma uprzedzać sąsiada, że będą goście? Wtedy z założenia taki sąsiad układa sobie w głowie, że będzie hałas i stawia nas w roli agresywnych hałaśliwców. To paranoja.
Od razu policje wezwac. Jesli policjanci sa normalni zrobia z tym porzadek. I lepiej od razu ustalic reguly "nowym". Moj facet chcial byc uprzejmy, osobiscie zwrocic uwage (1 w nocy) i prawie zostal pobity. W koncu wezwal policje i tamcie sie zmyli do czasu kiedy policja przyjechala. (Zeby sasiedzi nie wiedzieli pod ktorym numerem mieszkamy, czekal na policje u ochrony).
W kazdym razie zgloszenie przyjete, odnotowane i grozby tez (ochroniarz byl swiadkiem). Nic tylko czekac na nastepny raz ;)
Z kolei rodzice chcieli tez byc uprzejmi (mieszkanie pod nimi jest lokalem uzytkowym). Bardzo czesto sa tam imprezy calonocne nie zwiazane z dzialalnoscia. Moze i sa to jakies "osobistosci". Policja nigdy nie ukarala ani ich ani rodzicow za bezpodstawne wezwanie. Raz przy mnie policjanci powiedzieli ze owszem, slysza, ale nie ma muzyki wiec nastepnym razem rodzicom wystawia mandat za bezpodstawne wezwanie. Wczesniej byli w tamtym mieszkaniu i milo sobie porozmawiali z paniami (co tez bylo u nas slychac).
U dzielnicowego okazalo sie ze nie chocby ma zadnej notki sluzbowej po tych interwencjach. Czyli jakby ich nie bylo... jednak do policji tez trzeba miec szczescie;/
W kazdym razie zgloszenie przyjete, odnotowane i grozby tez (ochroniarz byl swiadkiem). Nic tylko czekac na nastepny raz ;)
Z kolei rodzice chcieli tez byc uprzejmi (mieszkanie pod nimi jest lokalem uzytkowym). Bardzo czesto sa tam imprezy calonocne nie zwiazane z dzialalnoscia. Moze i sa to jakies "osobistosci". Policja nigdy nie ukarala ani ich ani rodzicow za bezpodstawne wezwanie. Raz przy mnie policjanci powiedzieli ze owszem, slysza, ale nie ma muzyki wiec nastepnym razem rodzicom wystawia mandat za bezpodstawne wezwanie. Wczesniej byli w tamtym mieszkaniu i milo sobie porozmawiali z paniami (co tez bylo u nas slychac).
U dzielnicowego okazalo sie ze nie chocby ma zadnej notki sluzbowej po tych interwencjach. Czyli jakby ich nie bylo... jednak do policji tez trzeba miec szczescie;/
Zgodnie z art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń: Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Jasne.. tylko, że mi osobiście przeszkadzają dzieciaki drące mordę na podwórku - w moim subiektywnym odczuciu jest to "wybryk zakłócający spokój" - i co? W d.u.p.e z takim paragrafem bo nikt na to nie zwróci uwagi ;]
Jasne.. tylko, że mi osobiście przeszkadzają dzieciaki drące mordę na podwórku - w moim subiektywnym odczuciu jest to "wybryk zakłócający spokój" - i co? W d.u.p.e z takim paragrafem bo nikt na to nie zwróci uwagi ;]