Widok
Dla fanów Davida Lyncha
Zdecydowanie abstrakcyjny i zaskakujący w swojej formie. Przywiódł mi niejednokrotnie na myśl Zagubioną autostradę i Mullholland Drive. Jest to zupełnie inny wymiar rozrywki niż Solaris. Jeśli oczekujesz filmu SF, to możesz się zawieść...
Mocno psychologiczny film przypomina przez dużą swoją część jedną wielką "schizę po kwasie". Zaskoczyło mnie szczególnie przeistoczenie się filmu w pełnowymiarową animacją rodem z obrazów Salvadore Dali.
Film jednak raczej do obejrzenia w domowym zaciszu.
Mocno psychologiczny film przypomina przez dużą swoją część jedną wielką "schizę po kwasie". Zaskoczyło mnie szczególnie przeistoczenie się filmu w pełnowymiarową animacją rodem z obrazów Salvadore Dali.
Film jednak raczej do obejrzenia w domowym zaciszu.
:)
Jest to film oczywiście o wyzwoleniu .Spotkania siebie w swojej idealnej wersji . Solaris jest zresztą o tym samym tylko inaczej :). Siłą która pcha do wolności bohaterkę jest miłość do syna. Szkoda tylko ,że objawia się również smutkiem . Bardzo podobało mi się pokazanie nieba :) . Niebo jest animacją co ilustruje inną rzeczywistość. Film zdecydowanie do obejrzenia w kinie , przeżycie jest wtedy intensywniejsze. W domu kolejnym razem :) .
Rozmawiacie z Bogiem ? Spróbujcie :)
Rozmawiacie z Bogiem ? Spróbujcie :)
Wy przeczytajcie książkę
... Kongres Futurologiczny. Nie, to jest dalekie od adaptacji i znacznie, znacznie gorsze. Film zniszczył najważniejsze morały powieści i spaprał zakończenie. Myślałem, że zobaczę coś niezwykłego, a tylko się zawiodłem. Szkoda czasu na film. Lepiej przeczytać książkę, która na prawdę wpycha w siedzenie i zmienia pogląd na rzeczywistość. Wybrałem ją nawet na Maturę.
Bardzo dobry film
Kongres futorologiczny Lema i Kongres Folmana, to dwa dzieła, które dzieli ponad 40 lat, a oba są niezwykle aktualne, prawdopodobnie dlatego, że są ponadczasowe. Doskonały film. Bardzo zachęcam do przeczytania noweli Lema, przed, czy po obejrzeniu filmu, chyba bez znaczenia. Świetna Robin Wright, prawdziwa i animowana, i właściwie nie wiadomo, co jest jaźnią, a co halucynacją. Jak napisał Lem "wprowadzając odpowiednio syntetyzowane maskony do mózgu, można zasłonić dowolny obiekt świata zewnętrznego obrazami fikcyjnymi, tak sprawnie, że osobnik zachemaskowany nie wie, co jest w postrzeganym realne - a co ułudne". Będzie tak, jak będziemy chcieli żeby było - wszystko zależy od szczypty proszku drażniącego mózg! I wreszcie Wright, latawiec, wiatr, miłość do latania, wolność - tak, ten film uwalnia. Gorąco polecam!
Oglądałem podczas Festiwalu. Treść nietrywialna i zmuszająca do głębokich przemyśleń,
ale forma nieco irytująca. Niestety, postęp w animacji w ostatniej dekadzie przyzwyczaił nas do innych środków technicznych.
Współczuję reżyserowi, który z zapałem zapowiadał film, a po projekcji było cicho jak makiem zasiał, bo każdy zastanawiał się "co ja u licha właśnie obejrzałem?". Aż chciałem do niego podejść, poklepać po ramieniu i powiedzieć, że po takich filmach się nie klaszcze, tylko przetrawia treść (bo głupio klaskać, jeśli nie jest się pewnym, czy się dzieło zrozumiało) ;-)
Współczuję reżyserowi, który z zapałem zapowiadał film, a po projekcji było cicho jak makiem zasiał, bo każdy zastanawiał się "co ja u licha właśnie obejrzałem?". Aż chciałem do niego podejść, poklepać po ramieniu i powiedzieć, że po takich filmach się nie klaszcze, tylko przetrawia treść (bo głupio klaskać, jeśli nie jest się pewnym, czy się dzieło zrozumiało) ;-)