Widok
Przez ramię mu nie patrzyłem.
Ale zakładam, że to co zrobił, to po prostu dodał ceny i policzył ile wyszło w sumie.
Zdaje się, że się walnął przy tym, bo mi jak liczyłem wyszło 100 z haczykiem (w stylu 102-103 zł). Jemu wyszło 98 zł.
Ale może któraś z pozycji nie była tym czym miała być.
Jakby sobie policzył do 110 czy wyżej, to bym się zainteresował jakie konkretnie pozycje zostały ujęte na rachunku.
Ale zakładam, że to co zrobił, to po prostu dodał ceny i policzył ile wyszło w sumie.
Zdaje się, że się walnął przy tym, bo mi jak liczyłem wyszło 100 z haczykiem (w stylu 102-103 zł). Jemu wyszło 98 zł.
Ale może któraś z pozycji nie była tym czym miała być.
Jakby sobie policzył do 110 czy wyżej, to bym się zainteresował jakie konkretnie pozycje zostały ujęte na rachunku.
Byłem jakiś czas temu - mimo tego, że tutaj komentarze raczej na nie, to postanowiłem dać szansę.
Wpadliśmy po południu. Ruch mały - na parkingu w aucie rodzinka jadła to ich pieczywo. W środku koleś za ladą, dwóch panów przy stoliku i zdaje się szef załatwiający interesy z jakąś panią przy stoliku.
Weszliśmy, zapytałem, czy restauracja normalnie działa i usiedliśmy przy stoliku.
Jak przez jakąś minutę nikt nie podszedł, to poszedłem po menu (ruchu nie było w tym momencie żadnego).
Wybraliśmy, zamówiliśmy i czekamy. Szef (zakładam, że to ten Gruzin z brodą w stylu Khala Drogo) przyniósł pieczywo i sztućce, potem przyniósł zdaje się lulakebab i gulasz. I nie podał, tylko pierdzielnął na stół - zabrakło tylko "żryjta", ale miał to wypisane w oczach. Gulasz przyprawiony ile fabryka dała, ale zjadliwy. Ten uformowany w patyk kebab jakością zbliżony do taniego grillowego z Tesco. Placek z mięsem nie dotarł, trzeba było się przespacerować po niego.
Wtedy przyszedł pierwszy hit - podchodzi facet - Polak, ale może jakiś współwłaściciel i się pyta, czy wiemy jak to jeść? Bo to trzeba tak - i łapie w rękę kawałek naszego pieczywa, rozrywa, tłumaczy, że w środek trzeba upchnąć tego kebaba (tutaj na szczęście nie sięgnął do talerza). Gniecie i opowiada jak to się razem ma połączyć jeszcze z tym granatem itp. Po czym odkłada ten kawałek pieczywa do reszty i życzy smacznego. Do tego koleś był lekko podpity, bo zalatywało od niego alkoholem.
Raczej nie jest to coś, co zaliczyłbym na plus.
Zjedliśmy (omijając kawałek zmaltretowany przez przyjacielskiego pana) i poszliśmy płacić (bo nikt się nie zainteresował, czy może chcemy rachunek czy coś). Szef powbijał na ekranie dotykowym to co tam zamawialiśmy, po czym (drugi hit) wyjął komórkę, odpalił kalkulator i dodał do siebie pozycje podając ostateczną kwotę do zapłaty.
Generalnie jak komuś nie zależy na tym, żeby być obsłużonym, żeby było miło, żeby było dużo i smacznie (co do smaku trudno powiedzieć, może takie powinno to być, ale generalnie nie było wybitnie smaczne), to myślę, że dobrze trafił.
Wpadliśmy po południu. Ruch mały - na parkingu w aucie rodzinka jadła to ich pieczywo. W środku koleś za ladą, dwóch panów przy stoliku i zdaje się szef załatwiający interesy z jakąś panią przy stoliku.
Weszliśmy, zapytałem, czy restauracja normalnie działa i usiedliśmy przy stoliku.
Jak przez jakąś minutę nikt nie podszedł, to poszedłem po menu (ruchu nie było w tym momencie żadnego).
Wybraliśmy, zamówiliśmy i czekamy. Szef (zakładam, że to ten Gruzin z brodą w stylu Khala Drogo) przyniósł pieczywo i sztućce, potem przyniósł zdaje się lulakebab i gulasz. I nie podał, tylko pierdzielnął na stół - zabrakło tylko "żryjta", ale miał to wypisane w oczach. Gulasz przyprawiony ile fabryka dała, ale zjadliwy. Ten uformowany w patyk kebab jakością zbliżony do taniego grillowego z Tesco. Placek z mięsem nie dotarł, trzeba było się przespacerować po niego.
Wtedy przyszedł pierwszy hit - podchodzi facet - Polak, ale może jakiś współwłaściciel i się pyta, czy wiemy jak to jeść? Bo to trzeba tak - i łapie w rękę kawałek naszego pieczywa, rozrywa, tłumaczy, że w środek trzeba upchnąć tego kebaba (tutaj na szczęście nie sięgnął do talerza). Gniecie i opowiada jak to się razem ma połączyć jeszcze z tym granatem itp. Po czym odkłada ten kawałek pieczywa do reszty i życzy smacznego. Do tego koleś był lekko podpity, bo zalatywało od niego alkoholem.
Raczej nie jest to coś, co zaliczyłbym na plus.
Zjedliśmy (omijając kawałek zmaltretowany przez przyjacielskiego pana) i poszliśmy płacić (bo nikt się nie zainteresował, czy może chcemy rachunek czy coś). Szef powbijał na ekranie dotykowym to co tam zamawialiśmy, po czym (drugi hit) wyjął komórkę, odpalił kalkulator i dodał do siebie pozycje podając ostateczną kwotę do zapłaty.
Generalnie jak komuś nie zależy na tym, żeby być obsłużonym, żeby było miło, żeby było dużo i smacznie (co do smaku trudno powiedzieć, może takie powinno to być, ale generalnie nie było wybitnie smaczne), to myślę, że dobrze trafił.
Bo większość komentarzy należy do ludzi którzy tam nie byli. A pozostałe to dzieło tych którzy skrytykują chińczyka że nie umie gotować potraw chińskich, turka , że źle robi kebab, a gruzina , że źle lepi pierogi itd, Wszyscy oni stołują się w restauracjach mających za sobą co najmniej metamorfozy Geslerowej lub komplet gwiazdek Michelina.
Byłem, jadłem , smakowało - cenowo przystępnie. Jak mnie najdzie ochota pojadę znowu.
Byłem, jadłem , smakowało - cenowo przystępnie. Jak mnie najdzie ochota pojadę znowu.
A ja obalam poprzednie negatywne posty- spędziłam kilka godzin ze znajomymi degustując różne dania:
1. jedzenie pyszne- godne polecenia, bardzo aromatyczne, różnorodność pozwala rozsmakować się zarówno w daniach z serami, poprzez zupy no i mięsne smakołyki; no i te desery- pomimo czasu "poświątecznego" skusiliśmy się na super ciastka z kremem
2. przez cały czas odczuwalny jest klimat gruziński- muzyka przenosi nas w ten region
3. obsługa- w profesjonalny sposób daje odczuć jak ważny jest klient, a uśmiech cały czas towarzyszy gruzińskiej ekipie
4. pieczywo prosto z gruzińskiego pieca- pychota- uwaga- non stop "z ulicy" pojawiali się również klienci tylko po pieczywko
5.sala była pełna- żadnych wolnych stolików- to coś znaczy!
Polecam zatem
1. jedzenie pyszne- godne polecenia, bardzo aromatyczne, różnorodność pozwala rozsmakować się zarówno w daniach z serami, poprzez zupy no i mięsne smakołyki; no i te desery- pomimo czasu "poświątecznego" skusiliśmy się na super ciastka z kremem
2. przez cały czas odczuwalny jest klimat gruziński- muzyka przenosi nas w ten region
3. obsługa- w profesjonalny sposób daje odczuć jak ważny jest klient, a uśmiech cały czas towarzyszy gruzińskiej ekipie
4. pieczywo prosto z gruzińskiego pieca- pychota- uwaga- non stop "z ulicy" pojawiali się również klienci tylko po pieczywko
5.sala była pełna- żadnych wolnych stolików- to coś znaczy!
Polecam zatem
No ja niestety się nie zgodzę ...
Tez byłam dziś, dwa tygodnie po otwarciu i
Mam absolutnie odmienne zdanie :(
Jedliśmy szaszłyki , gulasz, zupę
, pierogi, zakwaszaną kapustę i pomidory z sosem
Gruzińskim ...
Gulasz - maluska miska z 5 kawałkami mięsa
Zupa - wywar niedoprawiony z pływającymi chrząstkami okropnie to wyglądało :(
W ogóle w mięsie dużo chrząstek i żył, nie każda kobieta to przeboleje ;)
Fenomenem był pomidor - 4 plastry pomidora posypane natką pietruszki - hmm może ta natka była z Gruzji ;)? I dlatego kosztował 10 zł:)?
Zapłaciliśmy 180 zł za 4 osoby - wyszliśmy głodni :(
Obsługa bardzo chaotyczna :(
No ale dopiero Się uczą - dam im kiedyś szanse - Ale nie za szybko
Każdy ma inne smaki i sam musi ocenić - jak dla mnie narazie nie :(
P.S. Zgadzam się ze pieczywo dobre .
Tez byłam dziś, dwa tygodnie po otwarciu i
Mam absolutnie odmienne zdanie :(
Jedliśmy szaszłyki , gulasz, zupę
, pierogi, zakwaszaną kapustę i pomidory z sosem
Gruzińskim ...
Gulasz - maluska miska z 5 kawałkami mięsa
Zupa - wywar niedoprawiony z pływającymi chrząstkami okropnie to wyglądało :(
W ogóle w mięsie dużo chrząstek i żył, nie każda kobieta to przeboleje ;)
Fenomenem był pomidor - 4 plastry pomidora posypane natką pietruszki - hmm może ta natka była z Gruzji ;)? I dlatego kosztował 10 zł:)?
Zapłaciliśmy 180 zł za 4 osoby - wyszliśmy głodni :(
Obsługa bardzo chaotyczna :(
No ale dopiero Się uczą - dam im kiedyś szanse - Ale nie za szybko
Każdy ma inne smaki i sam musi ocenić - jak dla mnie narazie nie :(
P.S. Zgadzam się ze pieczywo dobre .
Czas rozwiać pewne wątpliwości i zdementować szkodliwe plotki.
Odwiedzałam dziś Małą Gruzję, tj. 2 tygodnie po otwarciu lokalu. W niedzielę w porze obiadowej lokal pęka w szwach, co potwierdza, że w naszych okolicach jest popyt na egzotyczną kuchnię. Obsługa żwawo, w zaaferowaniu, krząta się po sali, by klienci w komfortowych warunkach mogli spędzić tam czas. Plusik dla panów. Na posiłek trzeba trochę poczekać, ale ciężko się dziwić przy takim obłożeniu! Same potrawy smaczne (na temat mięs się nie wypowiem, tym razem królowały pieczywa i wszelkiego rodzaju pierogi), bardzo dobry ser! Klimatycznie urządzone wnętrze uzupełnia charakter tego miejsca. Trzymam kciuki na dalszy rozwój i polecam!
Odwiedzałam dziś Małą Gruzję, tj. 2 tygodnie po otwarciu lokalu. W niedzielę w porze obiadowej lokal pęka w szwach, co potwierdza, że w naszych okolicach jest popyt na egzotyczną kuchnię. Obsługa żwawo, w zaaferowaniu, krząta się po sali, by klienci w komfortowych warunkach mogli spędzić tam czas. Plusik dla panów. Na posiłek trzeba trochę poczekać, ale ciężko się dziwić przy takim obłożeniu! Same potrawy smaczne (na temat mięs się nie wypowiem, tym razem królowały pieczywa i wszelkiego rodzaju pierogi), bardzo dobry ser! Klimatycznie urządzone wnętrze uzupełnia charakter tego miejsca. Trzymam kciuki na dalszy rozwój i polecam!