Byłem na wigilijnym spotkaniu firmowym. Szału nie było, przystawki z paczki, pierożki kupne, barszcz z kartonu, kompot rozwodniony. Nie było czuć, że coś jest lepsze, niż jadam na codzień w domu. Głodny nie wyszedłem, ale ogólne doznania kulinarne były bardzo przeciętne.