Widok
Pełnia szczęścia
Opinie do spektaklu: Pełnia szczęścia.
Pełnia szczęścia Charles den Tex i Peter de Baan Tłumaczenie: Małgorzata Semil Ellen i Tom są szczęśliwym, bezdzietnym małżeństwem z dwudziestoletnim stażem. Bezdzietnym z wyboru. Ich życie naznaczają racjonalne wybory, błyskotliwe kariery i przekonanie o własnym szczęściu. Pewnego wieczoru składa im wizytę Mara, najlepsza przyjaciółka Ellen, podobnie jak oni, kobieta sukcesu. Ta wizyta, a w ...
Przejdź do spektaklu.
Pełnia szczęścia Charles den Tex i Peter de Baan Tłumaczenie: Małgorzata Semil Ellen i Tom są szczęśliwym, bezdzietnym małżeństwem z dwudziestoletnim stażem. Bezdzietnym z wyboru. Ich życie naznaczają racjonalne wybory, błyskotliwe kariery i przekonanie o własnym szczęściu. Pewnego wieczoru składa im wizytę Mara, najlepsza przyjaciółka Ellen, podobnie jak oni, kobieta sukcesu. Ta wizyta, a w ...
Przejdź do spektaklu.
Mnie się bardzo podobało..
bo tak paskudnych zachowań to bym się nie spodziewał po takich ładnych i inteligentnych ludziach.
Przez dwie godziny nie wiesz, co zdarzy się za chwilę, jaki ruch wykona ona, tamta druga lub on, tylko po to żeby postawić na swoim, żeby znów WYGRAĆ.
Tak jakby chodziło o pieniądze, karierę albo nagrodę rzeczową.
A chodzi o dziecko, o miłość, o spełnienie podstawowej potrzeby życiowej.
Podziwiam aktorów. Potrafią tak naturalnie prowadzić dialogi, jakby grali w filmie, nie na scenie, która przecież ma inną specyfikę.
Może to i głupie ale najbardziej przekonuje mnie postać Mary. Bo Sylwia Góra potrafi cicho zapłakać, wtedy kiedy jest już koniec, kiedy już nic jej nie pozostaje, kiedy wie, że wszystko straciła i przegrała wszystko.
Przez dwie godziny nie wiesz, co zdarzy się za chwilę, jaki ruch wykona ona, tamta druga lub on, tylko po to żeby postawić na swoim, żeby znów WYGRAĆ.
Tak jakby chodziło o pieniądze, karierę albo nagrodę rzeczową.
A chodzi o dziecko, o miłość, o spełnienie podstawowej potrzeby życiowej.
Podziwiam aktorów. Potrafią tak naturalnie prowadzić dialogi, jakby grali w filmie, nie na scenie, która przecież ma inną specyfikę.
Może to i głupie ale najbardziej przekonuje mnie postać Mary. Bo Sylwia Góra potrafi cicho zapłakać, wtedy kiedy jest już koniec, kiedy już nic jej nie pozostaje, kiedy wie, że wszystko straciła i przegrała wszystko.