Widok
Człowieku to zmień przedszkole jak Ci tu źle . Moja córka tam chodzi i wszystko jest super - kolejną w przyszłym roku też tam poślę. Podziwiam ludzi czytając te opinie - w d... się Wam poprzewracało ... Co jeszcze wymyślicie ? namioty tlenowe ? . Potem takie pierdoły wyrastają z tych dzieciaków wychuchane !!!
Moje dziecko chodziło do tego przedszkola i niestety nie jestem zadowolona. Dziecko mówiło, że Panie na nie krzyczały, i nie zawsze chciało iść do przedszkola, często zmieniają się również panie przedszkolanki. Moje dziecko chodzi teraz do innego przedszkola i mówi, że Panie nie krzyczą i uwielbia tam chodzić, więc upewniłam się, że nie do końca tamto przedszkole było dobrym wyborem.
Zdecydowanie nie polecam!!!!
Zdecydowanie nie polecam!!!!
a1 - błagam, nie mówimy na dworzu tylko na dworze !
Zaglądajcie czasem do słownika,
http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/na-dworze-czy-b-na-dworzu-b;3368.html
Zaglądajcie czasem do słownika,
http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/na-dworze-czy-b-na-dworzu-b;3368.html
a1: To masz podobnie jak ja miałam, jak chodził do żłobka prywatnego za prawie 900zł za m-c i nie było m-ca, żeby nie chorował :/ dlatego to był chyba jedyny powód przeniesienia go, gdzies gdzie jest taniej. Chorować będzie pewnie dalej, ale nie zapłacę 900zł, tylko 440zł :) różnica spora. W październiku 2014 był tylko 3 dni w żłobku. Byłam nawet prosić o opuszczenie nawet o 100zł.....nic z tego....podpisała Pani umowę itd. Jak robiłam przelew to mi się ręce trzęsły....tak jakbym komuś za nic dała 900zł.
Nie chcę też panikować, że krzywda mu się dzieje w tym Przedszkolu albo coś w tym stylu, bo tak nie uważam. Jak go odbieram to rzuca mi się na szyję, uśmiechnięty jest, zawsze żegna się wychodząc z sali mówiąc 'PA PAAA" i macha do wszystkich. Później jak chcę go ubrać, to mi ucieka i ganiam go po budynku...także gdyby mu tam źle było naprawdę to by raczej tak się nie zachowywał :) rano pojękuje w aucie widząc, że jadę w stronę przedszkola, ale nie stawia oporu - wchodzi do budynku. Zaczyna płakać jak idziemy do sali po schodach na górę i jak go zostawiam.
Jak go odbieram to zawsze najpierw obserwuję chwilę co robi :) przeważnie rysuje.
Co do wychodzenia na dwór to ja nie mam nic przeciwko. Też mi się wydaje, że gdyby było zimno to Panie by nie wychodziły. A plac zabaw....cóż.....jest na takie maluchy jak mój synek jest, a starsze to rzeczywiście nie mają za wiele atrakcji...
Nie chcę też panikować, że krzywda mu się dzieje w tym Przedszkolu albo coś w tym stylu, bo tak nie uważam. Jak go odbieram to rzuca mi się na szyję, uśmiechnięty jest, zawsze żegna się wychodząc z sali mówiąc 'PA PAAA" i macha do wszystkich. Później jak chcę go ubrać, to mi ucieka i ganiam go po budynku...także gdyby mu tam źle było naprawdę to by raczej tak się nie zachowywał :) rano pojękuje w aucie widząc, że jadę w stronę przedszkola, ale nie stawia oporu - wchodzi do budynku. Zaczyna płakać jak idziemy do sali po schodach na górę i jak go zostawiam.
Jak go odbieram to zawsze najpierw obserwuję chwilę co robi :) przeważnie rysuje.
Co do wychodzenia na dwór to ja nie mam nic przeciwko. Też mi się wydaje, że gdyby było zimno to Panie by nie wychodziły. A plac zabaw....cóż.....jest na takie maluchy jak mój synek jest, a starsze to rzeczywiście nie mają za wiele atrakcji...
Mój synek chodzi do przedszkola od początku jego działalności, czyli od października. Niestety powinnam napisać że raczej jest zapisany niż chodzi do przedszkola, ze względu na ciągłe, nawracające choroby. Ale nie mam się co dziwić, nie uodpornił się wcześniej bo nie chodził do żłobka. Ten fakt również odbija się na porannych rozstaniach. Na początku przez blisko 3 tygodnie nie mógł się przełamać i bez krzyku, lamentu, odrywania z szyi i zamykania szybko drzwi, zostać w sali. Jednak po tym okresie było już coraz lepiej. Dzisiaj, ze względu na fakt że rzadko bywa w przedszkolu, temat porannych rozstań jest podobny (nie miał możliwości przyzwyczajenia się). Ale co wam powiem! Po południu odbieram szczęśliwe, uśmiechnięte, zadowolone dziecko. I słyszę, że jutro też chce iść do przedszkola.
Temat wychodzenia na dwór, jak wiadomo jest zawsze kwestia sporną. Jedni rodzice chcę aby ich dzieci spędzały dużo czasu na dworzu, inni, których dzieci ciągle chorują, raczej nie. W najmłodszej grupie jest tak, że jak tylko jest lepsza pogoda dzieci wychodzą na około 40 min na dwór. Jak jest wietrznie, brzydko, mokro i chłodno - zostają. Czy to źle? Ja uważam, że to zdrowy rozsądek nauczycielek i złoty środek na "przewietrzanie" dzieci.
Brakuje mi tylko lepszego placu zabaw. Uważam, że na 3 grupy jest za mały, przystosowany tylko dla najmłodszych i ustawiony niepotrzebnie na gruncie z sypkiego piachu.
Temat wychodzenia na dwór, jak wiadomo jest zawsze kwestia sporną. Jedni rodzice chcę aby ich dzieci spędzały dużo czasu na dworzu, inni, których dzieci ciągle chorują, raczej nie. W najmłodszej grupie jest tak, że jak tylko jest lepsza pogoda dzieci wychodzą na około 40 min na dwór. Jak jest wietrznie, brzydko, mokro i chłodno - zostają. Czy to źle? Ja uważam, że to zdrowy rozsądek nauczycielek i złoty środek na "przewietrzanie" dzieci.
Brakuje mi tylko lepszego placu zabaw. Uważam, że na 3 grupy jest za mały, przystosowany tylko dla najmłodszych i ustawiony niepotrzebnie na gruncie z sypkiego piachu.
szczerze- jak by moje dziecko płakało tak jak Pani to szybko bym je zabrała z tego przedszkola. Moja córka zaliczyła 2 przedszkola i żłobek. Uczęszcza teraz do niepublicznego przedszkola Start na Kokoszkach i jest mega zadowolona. Wcześniej była w Kalinowym Domku (też super) ale musiałam ją przenieść bo pani właścicielka zakończyła działalność.
Eeehhh źle wkleiłam....
Mój syn chodzi do tego przedszkola od m-ca. Wcześniej chodził do żłobka (900zł m-cznie bez jedzenia). Tutaj miesięczny koszt to 440zł - to był powód przeniesienia go. Ja w kółko porównuję go do żłobka i jest inaczej:
- 1: jak chodził do żłobka to popłakiwał przez pierwszy tydzień (czyt.POPŁAKIWAŁ), a tutaj muszę wydzierać go ze swojej szyi, bo płacze tak jakby go obdzierali ze skóry. Ja sobie tłumaczę to tym, że jest znieczulica u Pań. Jak płakał w żłobku, to któraś z Pań próbowała go uspokoić zabawką, książeczką, mówiła do niego itd. Tutaj jest tak, że ja go siłą wyrywam ze swojej szyi, Pani zamyka drzwi, synek leci na drugi koniec sali, a Pani robi swoje. A on stoi i płacze. W tym Przedszkolu są szybki w drzwiach i ukradkiem czasami patrzę. Dlatego nie dziwię mu się że tak płacze, jak Pani w ogóle się nim nie zainteresuje. Stoi sam i płacze, i chyba Pani czeka aż sam z siebie przestanie. Wiem - są inne dzieci, ale jak ja go oddaję i żadne nie płacze, tylko mój przy zostawianiu, to mogłaby wykazać chociaż minimum chęci uspokojenia go. I codziennie jej tekst: "Proszę jak najszybciej zostawić i zamknąć drzwi", a co ja robię? Odklejam go z siebie i zostawiam....
- 2: co mnie irytuje :/
Syna zawożę na 7 rano, odbieram ok 15.30. Jego Pani opiekunka jest w takich godzinach, że ja jej nie mogę w ogóle złapać i z nią porozmawiać. A Pani która jest rano (czyt.Zostaw szybko i zamknij drzwi) nic o nim nie wie (jest z innej grupy, a rano dzieci sa wszystkie łączone) i ta która jest o 15.30 codziennie mi mówi "a to Pani musi z opiekunką porozmawiać, bo ja nie wiem". No żesz.....przedszkole działa do 17.30, a ja muszę zwalniać się z roboty, żeby przed 15 porozmawiać z opiekunką, bo ona jest do 15. To mnie irytuje....wiem, że one mają swoje godziny, ale jeżeli nie ma jej rano, to niech będzie po południu....
- 3: ale to jest najmniejszy problem, działa na mnie bardziej na zasadzie zdziwienia: nie mają chyba fartuchów do malowania i do jedzenia, bo codziennie dostaję brudne ciuchy, które daję na zmianę. Ale to jest najmniejszy problem, tylko porównując do żłobka, to ciuchy które miał na zmianę, były użyte 1 raz na tydzień. Dziwne, bo na liście rzeczy, które mieli przynieść rodzice, nie było fartucha. Ućmorusany jest dzień w dzień.
PODSUMOWUJĄC: uważam, że za długo płacze rano. W żłobku czegoś takiego nie było. Wypowiedzieć by się mógł rodzic, którego dziecko chodzi tam dłużej, bo ja świeża jestem i w kółko porównuję do tamtego żłobka :/
Mój syn chodzi do tego przedszkola od m-ca. Wcześniej chodził do żłobka (900zł m-cznie bez jedzenia). Tutaj miesięczny koszt to 440zł - to był powód przeniesienia go. Ja w kółko porównuję go do żłobka i jest inaczej:
- 1: jak chodził do żłobka to popłakiwał przez pierwszy tydzień (czyt.POPŁAKIWAŁ), a tutaj muszę wydzierać go ze swojej szyi, bo płacze tak jakby go obdzierali ze skóry. Ja sobie tłumaczę to tym, że jest znieczulica u Pań. Jak płakał w żłobku, to któraś z Pań próbowała go uspokoić zabawką, książeczką, mówiła do niego itd. Tutaj jest tak, że ja go siłą wyrywam ze swojej szyi, Pani zamyka drzwi, synek leci na drugi koniec sali, a Pani robi swoje. A on stoi i płacze. W tym Przedszkolu są szybki w drzwiach i ukradkiem czasami patrzę. Dlatego nie dziwię mu się że tak płacze, jak Pani w ogóle się nim nie zainteresuje. Stoi sam i płacze, i chyba Pani czeka aż sam z siebie przestanie. Wiem - są inne dzieci, ale jak ja go oddaję i żadne nie płacze, tylko mój przy zostawianiu, to mogłaby wykazać chociaż minimum chęci uspokojenia go. I codziennie jej tekst: "Proszę jak najszybciej zostawić i zamknąć drzwi", a co ja robię? Odklejam go z siebie i zostawiam....
- 2: co mnie irytuje :/
Syna zawożę na 7 rano, odbieram ok 15.30. Jego Pani opiekunka jest w takich godzinach, że ja jej nie mogę w ogóle złapać i z nią porozmawiać. A Pani która jest rano (czyt.Zostaw szybko i zamknij drzwi) nic o nim nie wie (jest z innej grupy, a rano dzieci sa wszystkie łączone) i ta która jest o 15.30 codziennie mi mówi "a to Pani musi z opiekunką porozmawiać, bo ja nie wiem". No żesz.....przedszkole działa do 17.30, a ja muszę zwalniać się z roboty, żeby przed 15 porozmawiać z opiekunką, bo ona jest do 15. To mnie irytuje....wiem, że one mają swoje godziny, ale jeżeli nie ma jej rano, to niech będzie po południu....
- 3: ale to jest najmniejszy problem, działa na mnie bardziej na zasadzie zdziwienia: nie mają chyba fartuchów do malowania i do jedzenia, bo codziennie dostaję brudne ciuchy, które daję na zmianę. Ale to jest najmniejszy problem, tylko porównując do żłobka, to ciuchy które miał na zmianę, były użyte 1 raz na tydzień. Dziwne, bo na liście rzeczy, które mieli przynieść rodzice, nie było fartucha. Ućmorusany jest dzień w dzień.
PODSUMOWUJĄC: uważam, że za długo płacze rano. W żłobku czegoś takiego nie było. Wypowiedzieć by się mógł rodzic, którego dziecko chodzi tam dłużej, bo ja świeża jestem i w kółko porównuję do tamtego żłobka :/