Widok

Romans żony. Wybaczyć ?

Jakie macie zdanie na temat zdrady? Warto w niektórych przypadkach wybaczyć czy nigdy nie ma zmiłuj? Zona miała 3 miesięczny romans, obecnie prosi mnie o wybaczenie i pokazuje ze chciałaby walczyć o nas. Jestem na nie, nie brałem tego pod uwagę, ale teraz mam wątpliwości. Dodam ze nie mamy dzieci.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Moim zdaniem zdrada to jest wyjście ze związku tylnymi drzwiami. Rutyna to nie jest żadne wytłumaczenie. W każdym związku prędzej czy później pojawia się rutyna i jakoś ludzie się tylko z tego powodu nie zdradzają. Moim zdaniem ona uciekła od twojego chłodu emocjonalnego, a sama nie wie czego chce bo chyba jeszcze niewiele w życiu doświadczyła, a z tobą u boku może nie być czego doświadczać. Przepraszam za bezposredniość, opisuje tylko swoje przypuszczenia na podstawie informacji które dajesz. Dała tobie wszystkie karty do ręki i patrzy jak nimi zagrasz(za siebie i za nią), a moim zdaniem nie powinieneś bo ty chyba "żony" jakoś mocno nie kochasz, zresztą ona ciebie też chyba nie bardzo, bo przecież wie czym się kończy zdrada w związku
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

To czy wybaczyć, to tylko Ty wiesz. Ja na pewno byłbym otwarty na taką możliwość. Pamiętaj jednak, że nie ma też co na siłę ciągnąć związku, jeżeli nie ma dopasowania. Trudna sytuacja. Nie ma najlepszego wyjścia. Zostaje rozmowa, szczerość i wspólne zastanawianie się co dla Was będzie najlepsze.
Zdajesz się być chłodnym zdystansowanym facetem. Z własnego doświadczenia wiem, że wiele kobiet jest po prostu nieszczęśliwych w takim związku. Jest potrzeba dynamiki. Kwestia doboru charakterów.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Wybacz i obydwoje się starajcie o siebie o dzieci.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 9

Przecież poniżej już Ci napisałem odpowiedź ;-)
Ten którego pytasz zapewne napisze że nowa kobita może być nową, lepszą szansą - jak dla mnie bzdura (w Twoim przypadku)!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie uwazam żeby była szmata. Znam ja bardzo dobrze, spędziliśmy razem dużo fajnych momentów. Nawet po tym jak się przyznała nie było momentu żebym tak obniżek pomyślał. A widziałem po niej ze się domaga, ze chciałaby. Brakowało jej tego żebym na nią nakrzyczał, żebym jej powiedział jaka jest zła. A ja nic. Kompletny spokój. I to ja bolało, wiem bo już mi o tym powiedziała. Mam wątpliwości bo boje się ze dając jej szanse pomysli ze w moim życiu, małżeństwie jest przyzwolenie na zdradzę. A nie ma, bo według mnie jest to najgorsze świństwo jakie można wyrządzić drugiej osobie. Nic jej nie usprawiedliwia, wiem ze robiła to świadomie i wiedziała co robi, ale widzę ze się zagubiła. Gość pojawił się w odpowiednim czasie i popłynęła. Wybaczyłbys ?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Myślę, że dobrze byś działał zgodnie ze sobą. Rób Artur to, co czujesz. Piszesz naprawdę z sensem i z tego wszystkiego przebija ciepło. Wiadomo, że już nic nie będzie takie jak dawniej. Ale sam widzisz, że to nowe może być też po prostu szansą na coś dobrego.
Nie przejmuj się konwenansami, stereotypem faceta, dla którego kobieta, która zdradziła "jest szmatą" itd itp. To są ludzie bezrefleksyjni, nieszczęśliwi, którym uproszczenie świata pozornie ułatwia w nim funkcjonowanie. Mam wrażenie że właśnie to daje Ci obawy. Czy nie "robisz z siebie frajera". W mojej opinii nie.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3

Wiem co było nie tak. Rutyna. Nie rozmawialiśmy ze sobą, nic nie robiliśmy wspolnie i siebie nie docenialiśmy. Zapomnieliśmy jak powinien wyglądać związek, bycie z kimś. Można powiedzieć ze żyliśmy osobno.Do zdrady i romansu przyznała się sama, po części za namowa kochanka. Miał plan ze jak się przyzna to wybuchnę złością i ja wyrzucę z domu, a ona pojedzie do niego. Tak się nie stało. Moja reakcja była inna. Przyjąłem to na spokojnie, nie krzyczałem ani się nie wkurzyłem. Nie dałem po sobie pokazać. Ona chciała z nim spróbować, ale na spokojnie, bez wyprowadzania się. Pozwoliłem jej zostać i mieszkać jakiś czas razem. Po kilka dniach złamała się, miała kryzys bo chyba zrozumiała. Zerwała z nim kontakt, powiedziała ze nic z tego nie będzie, ze chce spróbować byc ze mną. I wtedy kazałem się jej wyprowadzić i powiedziałem ze z nami koniec. Rozstaliśmy się. Ale wiem ze zrobiłem to trochę wbrew sobie, a ona próbuje, chce spróbować. I się zastanawiam. Bo zdaje sobie sprawę ze zdrada nie wziela się znikąd, również czuje się winny bo oboje siebie zaniedbaliśmy. Teraz się zastanawiam tylko czy próbować ułożyć życie na nowo z inna kobieta, czy tez wrócić do tego co było. Boje się ze to może byc marnowanie czasu, ale tez chciałbym byc pewny ze nie dało się tego odbudować, chciałbym się przekonać.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wybacz ale... przeanalizujcie razem co było powodem zdrady i to zlikwidujcie razem. Poza tym powinniście ustalić dalszą współpracę (funkcjonowanie znów razem) i wymyślcie "czujniki" ewentualnej kolejnej zrady z którejkolwiek stronu - mężczyznom też się zdarza ;-)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2

Coś musiało być między Wami nie tak, że do tego doszło. I nikogo tu nie obwiniam. Czy myślisz, ze wiecie co to i potraficie to zmienić? Bez tego trudno dalej budować związek. Na pewno bym się nie zacietrzewiał, nie obrażał. Chyba że robiła to jakoś po chamsku, wyśmiewając Cię i poniżając, to wtedy jest po prostu złą osobą. Tak to wszystko można przeprowadzić spokojnie, tak że oboje będziecie się czuli dobrze, nawet po rozstaniu. Krzyki, wyzwiska zostawią tylko złość i poczucie krzywdy. I wyrzuty sumienia. Na pytanie czy wybaczyć czy nie Ci nie odpowiem. Ale na pewno można wybaczyć. I można być dalej razem mimo tego co się stało. Albo się rozstać, ale w miłej atmosferze, zrozumienia i wsparcia.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
do góry