Widok

SKM Zaspa straszy

Opinie do artykułu: SKM Zaspa straszy.

Przystanek kolejowy Gdańsk Zaspa powstał wraz z osiedlem z wielkiej płyty zwanym Zaspą. Przez kilkadziesiąt lat różnica jest taka, że osiedle wypiękniało, nabrało estetyki, a kolejowy peron kolejki straszy. Nic nie wskazuje na to, aby rychło doczekał się kapitalnego remontu. Nierówna posadzka na peronie, dziury, paskudne tablice informacyjne, koszmarne ławki, brak zieleni, wszystko szare i ponure, przygnębiające. Do tego koszmarne schody prowadzące na kładkę nad torami kolejowymi. Tak ...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

PKP to Dno

Ogólnie PKP to DNO.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

wspolczuje

Czy z Głosem jest juz tak źle, ze nie ma innych tematów??? Współczuję...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

typowe podejście do rzeczy
napisz coś SAM mądralo bo portal daje ci takie miejsce
oczywizda, że musi to miec reNce i nogi no i żeby rozpalic emocje
podsuwam tematy
prałat, chałat, biały kołnierzyk i krawat
portal trójmiejski z nazwy zajmuje sie sprawami codziennymi trójmiasta takimi jak choćby ten pamietający ferstera przystanek na zaspie wołający o pomste do nieba
ciekawym czy nie znalazłoby sie w unijnym ustawodawstwie coś w temacie gładkość peronu albo odległość pomiedzy stopniem a peronem itd itp
jak sie kurde kwiatom zabrania podróżować bez paszportu to chyba miejsce ruchliwe niebezpieczne o które dbać jest zakichanym obowiązkiem gminy bez względu jaka "pipa" akurat dzierżawi perony powinno spełniać jakieś europejskie standart
to na zaspie spełnia ale wschodnio europejskie:)
obowiązkiem gminy jest dbac o mieszkańców a to cóś na zaspie to jest "szczyt pomysłowości socjalistycznych projektantów"
ten bieg slalomem pomiedzy torami istnieje to coś tam jeszcze?
ostatnio wysiadałem tam 10 lat temu :)
tam nawet nie ma po co wysiadać bo tylko autochtoni z niego korzystaja odkąd lotnisko przenieśli do rebiechowa
a te ogródki działkowe to badziewie XXI wieku i tego powiem że sie wstydze choć wpływu na to nie mam (napalm brony spychacze)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

metro tylko!!

trzeba mieć wizję!! Po co remontowac przestarzałą architektonicznie SKM? należy wybudować metro w 3mieście, a kasę wziąć z terenów pokolejowych na całej trasie z gdańska do rumii przynajmniej. cały świat jeździ koleją miejską pod ziemią..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jak matka z wózkiem dostaje-wydostaje się na ten peron? O inwalidach już nie będę pisać, bo przecież oni są na kółkach to mogą sobie wysiąść dwa przystanki dalej albo bliżej. Dwa albo pięć bo chyba tylko w Gdańsku Głównym nie ma schodów. Nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, że SKM jest tylko dla sprawnych ruchowo.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

gwoli prawdy to przystanek kamienny potok zmodernizowała gmina
pamietam, że sam cezary wiceprezydent wbijał pierwsza łyżkę koparki otwierając budowe
akurat jakoś tak przed wyborami:)
do rzeczy, zatem gmina z kredytu zaciągniętego w jakiejś unijnej kieszeni przy współpracy z PKP (tak podejrzewam bo to jednak tory kolejowe a ruch wstrzymany byc nie może) zmodernizowała ten peron
fakt, ze niedaleko mieszka pan prezydent w 3 mieszkaniach przerobionych na jedno nie ma zapewne wiekszego znaczenia bo jeździ samochodem ale dla okolicznych potencjalnych wyborców jednak ma he he:)
a gallux mówi : łaska wyborców nie wypadła sroce z dzioba
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Fikander

Gwoli ścisłości: w pierwszej kolejności z 2 samolotów a potem z 2 PKSów :))) Ale łatwiej jest zawsze wysiaść niż wsiaść i wcale nie mówię tu o PKSie, choć czasem też. Zależy na jakiego kierowcę się trafi :))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Porażka

Dla mnie wszystkie perony powinny wygladac tak jak Kamionka wtedy nei przypierniczyłbym sie do nikogo..Troche zazdroszcze Niemcom i innym bogatym krajom ich komunikacji ale cóż zrobic.. POLSKA JEST POLSKA ! Ciekawe czy ta UE wogole cos z tym zrobi ?? Chcialbym wreszcie ujrzec nowe schludne miasta w Polsce ciekawe czy sie doczekam albo moje dzieci hahaha
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Taka jest prawda !

Poprostu Zaspa zawsze taka była i będzie... Mieszkam tutaj i chcem zauważyć ,że zawsze jak jade na trening do gdyni to inne perony lepiej wyglądaja! To nie sprawiedliwe mogi by zrobić co kolwiek. Mam 15 lat i gdy np. wracam o 21 z kolejki boje sie ! Nie ma oświetlenia porządnego i to mnei martwi nabardziej!
P.S zróbice coś z tym !
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Smallizzle, tez bym sobie tego zyczyl, ale pieniadze
na pobudowanie tego wszystkiego to tylko jeden z
elementow. Popatrz sobie na zdewastowane kolejki, kto to
robi? Podrozni. Kto pozniej steka? Inni podrozni.
Chamstwo, panie, chamstwo - powtarzam.
Nika pisze o problemie przedostania sie na perony
niepelnosprawnych. To jest fakt. Faktem jest tez proba
umozliwienia im tego. Przy okazji budowy gdynskiego Klifu
i przekopu pod torowiskiem powstala na orlowskim peronie
winda dla nich. Dzialala bardzo krotko. A czemu? Bo zostala
zwyczajnie zdemolowana i teraz straszy bazgrolami
na sobie wymalowanymi.
Na koniec o jeszcze jednym - czesto bywam w osowskim Geancie
przed jednym z wejsc znajduje sie kilka miejsc parkingowych
dla niepelnosprawnych a przy nich napis: "Zabrales moje
miejsce, zabierz moje kalectwo". Myslicie, ze ktos sie tym
przejmuje? Chamstwo powtarzam...

Lepszy Model jak trafisz na kierowce szalenca to mozesz miec rowniez problemy z wysiadka...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Lotnisko

Jestem na tyle stary, aby pamiętać, że przystanek kolejki na Zaspie był o wiele wcześniej niż samo osiedle, tyle, że nazywał się Gdańsk Lotnisko. -Tyle dla autora artykułu.
A teraz o brzydocie.
No cóż, też chciałbym, jeżdżąc komunikacją miejską odbierać pozytywne doznania. Niestety, pewnie jeszcze nie dorośliśmy do dbania o Wspólne. Obdrapane i ohydnie pomazane kolejki, ludzie, którzy chyba uważają mydło i wodę w kranie niepotrzebny zbytek idealnie wpisują się w stare rozpadające się perony i wyszczerbione schodki.
Czasem zdarzy się nowa, ładna kolejka, albo przystanek -jak choćby w moim rodzinnym Kamiennym Potoku.
Ciekawe jak długo będą bronić się przed zrównaniem w dół, do ogólnie przyjętego poziomu smrody, brudu i brzydoty.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Piąty peron.

Wczesną wiosną 1974 roku jechałem wraz z nowo poślubioną
małżonką imieniem Ada w podróż poślubną, mniejsza o to, dokąd,
chociaż wiadomo, po co.
Właściwie dopiero teraz wiedziałem, po co, gdy po pierwszym
etapie naszej pierwszej nocy na ostatnich nogach zlazłem ze
sleepingowego łóżka, na którym przez kilka godzin usiłowałem
nieokiełznanemu temperamentowi Ady przeciwstawić moje wieloletnie
doświadczenie, różnicę wieku niwelować różnicą płci.
Siadłem koło okna i sięgnąłem po ekstramocne. Wyjąłem pomię-
tą paczkę z jednym już papierosem, a razem z paczką wyjąłem jakiś
dość gruby, złożony we czworo dokument. Rozłożyłem go, zalśniła
solidnie przysznurowana lakowa pieczęć, zaczerniały dostojne pod-
pisy... A niech to diabli, przez roztargnienie rąbnąłem z insty-
tutu stare carskie dokumenty... ach, mój instytut, tak dobrze się
w nim żyło! Zapaliłem papierosa. W półdrzemce i półodbiciu wago-
nowej szyby zobaczyłem skrótowo wydarzenia ostatnich miesięcy
i dni: moje przygotowania do habilitacji, wystawa z dziejów
I wojny... Oto ja w gronie asystentów i studentów, czujnych na
każde moje skinienie. Właśnie stawiają planszę z linią frontu
w tysiąc dziewięćset czternastym roku, przypinają zdjęcia do tab-
lic, na zdjęciach wąsaci żołnierze i oficerowie w austriackich
mundurach. Patrzę na nich z sympatią. Dzięki wąsom, a może staro-
ści tych zdjęć, wydają się wszyscy w moim wieku, bliżej pięćdzie-
siątki niż czterdziestki. Spoglądam na krzywych, kudłatych stu-
dentów kłębiących się w sali, potem znowu na tych na zdjęciu...
Wolę tych drugich, chyba czułbym się dobrze w ich towarzystwie!
Bo w towarzystwie swoich podopiecznych nie czuję się najlepiej,
niczego nie szanują! Właśnie ubrali jednego z kolegów w rzadki,
dragoński mundur i kask. Zrywam ten kask z oburzeniem, pod nim
burza włosów i nie żaden chłopak, tylko Ada. Jeszcze wówczas
studentka z podległej mi grupy, ale już taka bezczelna! Robi buź-
kę na przeproszenie, co tak mnie denerwuje, że wypuszczam z rąk
gipsowy posążek rotmistrza Beliny!
Potem Ada pęta się koło mnie coraz częściej w wirze przygo-
towań do wystawy. Widząc nas razem, jej niezłomni koledzy przym-
rużają znacząco oko, ba, profesor nie wiadomo czemu gratuluje mi
wychowanki...
Jakoś nas wszyscy do siebie popychają, w przenośni i dosłow-
nie, bo oto w czasie otwarcia i przecięcia wstęgi studenci robią
sztuczny tłok, w rezultacie którego otwieramy wystawę jakby we
dwójkę, a rektor gratuluje nam obojgu, nie zwracając uwagi na mo-
je paniczne spojrzenia.
W końcu poddaję się fali wydarzeń i urokowi Ady. To ona jest
stroną atakującą na bankiecie proponuje bruderszaft i przedłuża
pocałunek, co zostaje skwitowane oklaskami. A potem już Urząd
Stanu Cywilnego, okropnie wrzaskliwa studencka orkiestra i na
dworzec! Po drodze wpadam na swoją ulubioną wystawę, patrzę na
chłopców z tamtych lat... Jacy inni i jacy fajni. Ada robi mi
pierwszą awanturę spóźnimy się na pociąg! Zdążyliśmy... Gromada
odprowadzających, sleeping i moja spóźniona, damsko-męska
batalia, podczas której wyraźnie słyszę odgłosy wielkiej bitwy,
bitwy z tamtej wojny, z trąbkami, okrzykami "hurra", umiarkowanym
terkotem ówczesnych mitraliez i puszystymi eksplozjami szrap-
neli... I oto siedzę paląc ekstramocne, i zastanawiam się, po co
mi to było.
- Adam... - powiedziała Ada. Zadrżałem, czego ona jeszcze
może chcieć?
- Adam... Głowa mnie boli...
- Moje maleństwo - szepnąłem z dumą. - Tak cię wymęczyłem?
- Coś ty, to po wódce. Masz może proszek?
- Nie mam, ale konduktor powinien mieć.
Wyszedłem w piżamie na korytarz i powlokłem się do
służbowego przedziału.
- Panie konduktorze, proszę proszki od bólu głowy, ekstra-
mocne i pepsi.
- Ja nie jestem konduktor, tylko steward.
- Tak?
- Tak, od nowego roku. I mam tylko piasty i fruktovit,
a proszki mnie wyszli. Ale dostanie pan w kiosku na peronie, to
już Kociemby.
I rzeczywiście pociąg stukał na zwrotnicach, a za oknem zal-
śnił neonowy napis "Kociemby", nazwa dużej, węzłowej widać sta-
cji. Chciałem wrócić do przedziału po płaszcz, ale uprzejmy ste-
ward narzucił mi na ramiona swój własny kożuch.
- Wal pan, szkoda czasu!
Wysiadłem i ślizgając się trochę po zamarzniętym peronie
podbiegłem do oświetlonego kiosku.
- Proszków nie ma powiedziała sprzedawczyni. Dostanie pan
w kiosku na dole. Zdąży pan, zdąży, pociąg stoi tu pół godziny.
Opodal widniało oświetlone zejście. Poszedłem schodami na
dół, potem dość długim, wykładanym kafelkami tunelem, poprzebija-
nym gdzieniegdzie wyjściami na inne perony. Wreszcie pchnąłem
wahadłowe drzwi i wszedłem do holu. W kiosku Ruchu były proszki
i ekstramocne. Kupiłem i poszedłem z powrotem. Korytarz znowu
zalśnił przede mną kafelkami i wylotami schodów. Spytałem starego
kolejarza, na którym peronie stoi ekspres "Transpol", i dowie-
działem się, że na ostatnim. Przyspieszyłem kroku. Rozpętała się
zamieć śnieżna i ostatni peron wydał mi się ciemniejszy niż po-
przednio.
Odliczyłem trzeci wagon od tyłu pociągu i odsunąłem drzwi.
Żona zgasiła tymczasem światło i spała głęboko, dość mocno
przytem widać ze zmęczenia pochrapując. Pocałowałem tkliwie ob-
nażony fragment jej pleców, rozebrałem się i wlazłem pod kołdrę.
Pociąg gwizdnął i ruszył, a ja zasnąłem i od razu przyśniła mi
się sytuacja sprzed kilku minut:
Schodziłem po schodach z ostatniego peronu... Przede mną był
długi kafelkowy korytarz, wiodący do holu i poprzebijany trzema
wyjściami na inne perony.
Wracałem z holu przede mną było pięć takich wyjść... I tak
kilka razy: stoję z jednej strony - trzy, przeskakuję na drugą -
pięć...
Spociłem się i krzyknąłem. Na szczęście, ktoś w mundurze wy-
szedł właśnie z przedziału i zmora ustąpiła.
- Kożuch jest na wieszaku - powiedziałem. Dziękuję panu bar-
dzo!
- Obudź się, kolego - powiedział ten Ktoś. - Wkładaj mun-
dur, pułkownik czeka.
Zapłonęło światło i Ktoś okazał się bardzo przystojnym lejt-
nantem armii Cesarstwa Austriackiego.
- Ty też wstawaj! - dodał lejtnant, klepiąc w wypięty tyłek
moją żonę.
- O Jezu, znowu? -jęknęła basem moja żona, poczem spuściła z
półki kosmate nogi i podkręciła wąsa.
Włosy stanęły mi dęba na głowie - to, co uważałem za moją
żonę, było podtatusiałym facetem w randze majora.
- Idziemy, idziemy! denerwował się lejtnant.
- Wasyl, Maciek! - ryknął major w kierunku korytarza. Mundu-
ry wyczyszczone?
Zaraz też dwaj ordynansi przygalopowali niosąc stertę tak
dobrze znanego mi umundurowania i uzbrojenia.
- Ja wiem, że to jest sen powiedziałem ze smutkiem do majo-
ra - ale ze snem nie ma co walczyć, więc się ubiorę.
- Tak, tak uspokoił mnie major. Spiłeś się wczoraj, więc
jeszcze bredzisz, ale jak nasz stary ryknie, to zaraz ci przej-
dzie.
Z dziwną przyjemnością wkładałem na siebie ten niemodny
mundur, pas z koalicyjką, polową czapkę. Ciężki steyer w kaburze
dobrze przylegał do boku.
- A cóż ty tak się dziś sztafirujesz?
- Wiesz, zawszę miałem na to ochotę, ale się bałem, że mnie
ktoś na tym przyłapie...
- Zjedz trochę surowej kapusty! podsumował major.
Przed opuszczeniem przedziału spojrzałem w lustro. Z jego
tafli spoglądał na mnie całkiem przystojny austriacki kapitan
artylerii. Poczułem się raźniej, wyprostowałem zgarbione za-
zwyczaj plecy, wypiąłem pierś i zasalutowałem swojemu własnemu
odbiciu.
Wyszliśmy dziarsko na korytarz. Wszędzie trzaskały odsuwane
gwałtownie drzwi, ze wszystkich przedziałów wysypywali się ofi-
cerowie, przypinając w pośpiechu szable. Strzelały obcasy zesta-
wiane w pozdrowieniu, dłonie przeskakiwały ku daszkom z ową non-
szalancką służbistością, właściwą zawodowcom. Krzyżowały się
strzępy rozmów w języku niemieckim, czeskim, węgierskim i wcale
nie najrzadziej polskim.
Ciągnąc szable, brzęcząc ostrogami i skrzypiąc rzemieniami
szliśmy przez kilka wagonów, w tym przez sanitarny, bez rannych
jeszcze, ale kompletnie wyposażony i obsadzony przez bardzo
urodziwą damską załogę w małych kornecikach, zgrabnych mundurkach
i sznurowanych wysokich butach. Zaczęły się w przejściu śmiechy,
podszczypywania i klepanki. Oczy oficerów zabłysły raźniej, lewe
dłonie uniosły się ku wąsom, prawe opadły ku damskim wdziękom.
I ja też, idąc przykładem innych i dając folgę rozpierającemu
mnie wigorowi, strzeliłem otwartą dłonią w twardy jak stal tyłe-
czek siostrzyczki, wychylonej aktualnie przez okno.
Aż zadzwoniło, i to podwójnie, bo zaraz oberwałem po pysku
i ujrzałem najpierw wszystkie gwiazdy, a potem tylko dwie roz-
iskrzone gniewem oczy prześlicznej dziewczyny.
- Ty porco - powiedziała dziewczyna. - Świnia! - przetłuma-
czyła na wszelki wypadek.
- Przepraszam... - zasalutowałem, a ona wlepiła wzrok nie
tyle we mnie, co w moją dłoń przy daszku czapki.
Na środkowym palcu miałem tam sygnet. Z lewej ręki ciągle mi
spadał, a na prawej siedział jak przyrośnięty. Sygnet był skrom-
ny, ale oryginalny, odziedziczony po pradziadku, a przedstawia-
jący rżniętego w krwawniku jaszczura z otwartą paszczą.
- Scusa... - westchnęła. - To ja przepraszam, nie wiedzia-
łam, że to właśnie pan...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

kamionka ma to szczęście, że nie jest stacją przesiadkową ale raczej docelową dla mieszkańców brodwina i kaminnego potoku II
mieszkają tam ludzie kulturalni wykształceni (mieszkał tam s.p. Bista) a brak jest CHOŁOTY ZE SLAMSÓW
dlatego dewastacja tego przytsanku nie odbywa sie tak szybko jak w innych miejscach
zwracam uwage, że miejsca dobrze oświetlone są niechetnie odwiedzane przez lumpów
na noc proponowałbym takie ławeczki przewracane o 22:00 do góry żeby żaden śmiec nie miał miejsca na wygodną balange
(ja przeżywam taka raz w tygodniu i dni ławeczki koło mnie sa niestety policzone)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

ludzie czy zwierzeta?

"ladnie" pan przedmowca pojechal na innych obywateli...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Brawo!!!

Pod nieobecność lewicowych posłów Andrzeja Celińskiego (SdPl) i Andrzeja Różańskiego (SLD) komisja niespodziewanie przegłosowała wniosek Romana Giertycha (LPR), by wystąpić do prokuratury, by ta zabezpieczyła dokumentację księgową kancelarii adwokackiej KNS - pisze dziennik.

Współwłaścicielem kancelarii jest Andrzej Kratiuk, przewodniczący fundacji Porozumienie bez Barier, żony prezydenta Jolanty Kwaśniewskiej. Giertych oświadczył, że uzasadnienie wniosku komisji jest tajne, ale w kuluarach niektórzy posłowie mówili, że podejrzewają, jakoby przez kancelarię przepływały nielegalne prowizje od kontraktów paliwowych.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

wszystko idzie w dobrą strone ( w komisji)

a czy ktoś wątpił w skuteczność posła giertycha?:))
jeszcze dojdzie do "inpiczmentu" namiestnika we właściwe miejsce - na śmietnik
autokreacja posła marysi też już nie działa na panie jakby sobie tego populiści z PO życzyli.....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Piąty peron (II)

- A ja nie wiedziałem, że to właśnie pani... - bredziłem, by

przedłużyć rozmowę. Koledzy przepychali się koło nas żartując:

- Wpadłeś w oko siostrze Jolancie!

- Znalazła w końcu swojego Napoleona!

- Nic dziwnego, taki przystojniak!

Ja przystojniak! Mój Boże, tego mi jeszcze nikt nigdy nie

powiedział, nawet w najlepszych latach! Mimo obolałego policzka

z sekundy na sekundę wpadałem w coraz lepszy nastrój.

- Molto bene! To był dobry pomysł z tą zaczepką! Niech myślą,

że flirtujemy... Musimy być w stałym kontakcie!

- W ciągłym! zawołałem entuzjastycznie.

- A o TO niech się pan nie martwi, jest w porządku.

- Jakie TO jest w porządku? - wyjąkałem mile podniecony, ale

i zaszokowany jej bezpośredniością.

Przesunęła przed siebie chlebak, zawieszony na rzemieniu,

zasłoniła go sobą i odpięła sprzączki. We wnętrzu siedziały

grzecznie trzy pluszowe niedźwiadki.

- Cordiali saluti da Corsica - szepnęła.

Widząc moją głupią minę dodała:

- Nie przypuszczał pan, że TO tak właśnie wygląda, prawda? -

i zaśmiała się prześlicznie, ukazując wspaniałe uzębienie, poczem

nagle jęknęła: Amore mio! i podała mi usta, z czego natychmiast

skorzystałem, nie przypuszczając w moim zarozumialstwie, że zro-

biła to dla zmylenia majora, który wrócił i stał koło nas,

pochrząkując znacząco.

- Gratuluję... - powiedział wreszcie, a Jolanta odskoczyła

ode mnie z dobrze udanym okrzykiem wstydu i przestrachu. - Gratu-

luję, ale to jednak jest wojsko, nasz stary czeka!

Zapewniłem majora, że już lecę, i zwróciłem się raz jeszcze

ku siostrze Jolancie, aby z nią omówić kolejny etap naszego

szczęścia. Ona jednak wchodziła już do przedziału. W drzwiach za-

trzymała się na moment i wskazując swój chlebaczek mrugnęła za-

gadkowo i zatrzasnęła drzwi.

- Prędzej! - naglił major. - Stary szaleje.

- Skąd tutaj Korsykanka? - pytałem, dotrzymując mu kroku.

- Ochotniczka, oni tam mają swoje ruchy niepodległościowe.

Zaprzysięgła zgubę Francji i pielęgnuje naszych rannych. Szliśmy

wzdłuż korytarzy sprężyście i służbiście. Przed drzwiami wagonu

sztabowego obciągnęliśmy mundury, poprawiliśmy sobie nawzajem

epolety i ustawili bojowo wąsy, a potem weszliśmy z werwą, aby

strzelić obcasami przed dowódcą. Było już tu kilku oficerów oraz

stary pułkownik, który wstał zza biurka i uczesał sobie bujne

bokobrody. Następnie wyjął z kieszeni futerał, a z futerału

cwikier, który umieścił na nosie. Dopiero wtedy ojcowski uśmiech

rozjaśnił mu twarz:

- A, witam, witam! - powiedział. - Cieszę się, że panów og-

lądam w dobrym zdrowiu! Co jest tym dziwniejsze - ciągnął - że

wczoraj to panów zdrowie wydawało mi się trochę zagrożone, szcze-

gólnie - kontynuował jadowiciejąc w oczach - gdy feldżandarmeria

poprzynosiła panów kompletnie orżniętych z burdelu madame Baczek

w Tarnowie! Osiem k**** kontuzjowanych - zawył - wachmistrz żan-

darmów ma wyrwane wąsy, a bajzel jeszcze o trzeciej rano się pa-

lił! Wstyd, panowie! - Pułkownik rozpiął kołnierzyk i napił się

wody.

- I to wszystko w czasie - podjął temat - gdy nasza bohater-

ska twierdza Przemyśl broni się ostatkiem sił! Panie lejtnancie,

poproszę sztabówkę!

Adiutant rozwinął mapę i powiesił na kołku.

- Może więc... - pułkownik zwrócił się do majora z mojego

przedziału - może więc pan major zechce nam powiedzieć, co widać

na tej mapie?

- Melduję posłusznie - sprężył się major - że na tej mapie

widać rejon Linzu.

- Otóż to - zgodził się pułkownik - rejon Linzu.

- Kombinuję pokornie - szepnął drżący adiutant - że takie

sztabówki przysłali nam z czwartego oddziału.

- Jeśli - wtrąciłem - pan pułkownik pozwoli, to ja swego

czasu pisałem pracę magisterską z obrony Przemyśla...

- Panie - jęknął pułkownik - co mi pan tu za pierdoły opo-

wiada?

- ...bo właśnie ja pisałem tę pracę, więc mogę z pamięci

narysować na tablicy mapę twierdzy.

- Zbawco! - pułkownik przygarnął mnie do bokobrodów. - Ry-

suj, a żywo, bo sytuacja krytyczna. Nie dalej jak wczoraj generał

Kusmanek znowu błagał o odsiecz!

Narysowałem z pamięci zarys twierdzy, stanowiska artylerii,

pozycje wysuniętych oddziałów austriackich i nacierających

rosyjskich. Pułkownik złapał trzcinę i wskazując poszczególne

fragmenty rysunku powiedział:

- Przeważające siły nieprzyjaciela pod dowództwem generała

Seliwanowa, po chwilowym odstąpieniu na wschodni brzeg Sanu,

teraz ponownie usiłują zablokować twierdzę Przemyśl. Dla jej od-

ciążenia rozpoczęliśmy bitwę w Karpatach...

- A więc - wyrwało mi się - mamy rok tysiąc dziewięćset

piętnasty?

- Oczywiście - pułkownik ze zrozumieniem pokiwał głową. -

Pan kapitan jeszcze nie wytrzeźwiał po wczorajszym, ale co tam,

młodość musi się wyszumieć - tu dźgnął mnie przyjacielsko pod

żebro i wrócił do tematu.

- Rozpoczęliśmy bitwę w Karpatach, którą rozstrzygniemy na

swoją korzyść...

- A gówno - wyprowadziłem go z błędu. - Zarówno ofensywa

austriacka, jak i późniejsza rosyjska, zakończyły się... to jest,

pardon, zakończą się niepowodzeniem.

Na dowód machnąłem planem, wbijając staremu kepi na oczy.

- Pod sąd! - zapiał pułkownik, a oficerowie chwycili mnie za

ręce i wyprowadzili z wagonu, ale zaraz za progiem obstąpili mnie

wokół i zaczęli poklepywać, gratulując odwagi, dziękując za

piękne widowisko i wyrażając nadzieję, że wkrótce szlag trafi

monarchię, a przede wszystkim naszego pułkownika.

Nadeszli dwaj bawarscy żandarmi i pod ich strażą pomasze-

rowałem z powrotem przez cały pociąg.

- Dokąd go prowadzicie? - siostra Jolanta wyskoczyła na ko-

rytarz, blokując przejście swoim wspaniałym biustem.

- Do karceru w ostatnim wagonie! szczeknął Bawarczyk.

Proszę się rozejść!

Jolanta osłupiała na chwilę, ale zaraz coś jakby uśmiech

przeleciał jej przez twarz.

- Sprytne! - mruknęła mi do ucha, gdy się koło niej przecis-

nąłem. - Zażądaj pomocy sanitarnej!

- Żądam pomocy sanitarnej! - oświadczyłem żandarmowi. - Zde-

nerwowałem się, a jestem chory na serce!

Spojrzał na mnie ponuro i zatrzasnął drzwi karceru.

- No dobrze - powiedziałem do siebie, siadając na ławce. -

Teraz mogę się obudzić! Ja chcę się obudzić! - powtórzyłem zamy-

kając oczy, a kiedy je otwarłem, w drzwiach stała siostra Jolan-

ta. - Już się nie chcę obudzić! - zmieniłem na jej widok zdanie.

- Bohaterze! - zaszemrała. - Jest pan natchnieniem uciśnio-

nych ludów Europy! Jestem dumna, że mogę z panem współpracować.

Dał pan po nosie pułkownikowi i znalazł się pan w miejscu, gdzie

nareszcie bez przeszkód możemy ustalić plan! To było wspaniałe!

W tej chwili coś huknęło i zerwało część dachu, Jolanta

przypadła do mnie z okrzykiem trwogi.

- Niski tunel? spytałem.

- Nie, wysoki szrapnel. Przebijamy się do Przemyśla na pomoc

Kusmankowi. Wiesz chyba, kto miał z nimi być dla dodania ducha

oblężonej załodze?

Zrobiłem głupią minę, co zostało przyjęte za dobrą monetę.

- No właśnie - przytaknęła Jolanta. - Sam Franc Józef. Nies-

tety, przeszkodził mu fatalny atak podagry. Wszystko na nic, mój

Francesko... - Wyjęła z chlebaka jednego misia i pocałowała go

w łeb.

- Chciałbym być na jego miejscu - westchnąłem, bawiąc się

niedźwiadkiem.

Spojrzała na mnie z podziwem: - Lubię takich zimnych fachow-

ców.

A więc zostałem nawet na dodatek zimnym fachowcem! Pełen po-

dziwu dla siebie podrzuciłem Franusia do góry.

- Mamma mia! - zachwyciła się Jola. - Jakbyś nie złapał, to-

by dopiero było! Słyszałeś, jak w tym chlupie?

Potrząsnąłem zabawką koło ucha. Rzeczywiście misiowi chlu-

pało w brzuszku.

- Nitrogliceryna! - wyjaśniła Jolanta.

Zesztywniałem, wsadziłem bydlaka ostrożnie do torby i otar-

łem spocone ze strachu czoło.

- Gorąco ci?

Rozpiąłem mundur. Nie ulegało wątpliwości, że miałem do czy-

nienia z piękną, ale niebezpieczną wariatką. Właśnie przemawiała

do swoich piekielnych misiów.

- Francesko załatwi starego Franca. Niko przedziurawi cara,

a Wiluś wybebeszy Wilhelma! - tu zamknęła chlebak i zakończyła

monolog słowami: - Adaś pomoże Joli! Prawda, że pomoże? Zarzuciła

mi ręce na szyję i spojrzała w oczy.

- Pomoże... - obiecał zahipnotyzowany dobry Adaś.

Przypomniał sobie właśnie, że w zasadzie nic mu nie grozi,

więc pomoże wesołej Joli, jeśli Jola da buzi...

- Myślałem - trudno mi było złapać oddech. - Myślałem, że

nienawidzisz Francji, Jolu, a ty chcesz uśmiercić cesarzy Aust-

rii, Rosji i Niemiec? Dlaczego właśnie ich?

- Francja to pretekst. A Austria, Rosja i Niemcy wyrządziły

największą krzywdę narodowi korsykańskiemu. Pamiętaj, że urodzi-

łam się w Ajaccio!

Napoleonistka! Ostatnia żywa napoleonistka, w dodatku zwa-

riowana anarchistka!

- Vive l'empereur! krzyknąłem odruchowo.

- Otóż to! - powiedziała poważnie. - A ponieważ te same mo-

carstwa mają różne grzeszki w stosunku do Polski, więc tu właśnie

szukałam sojuszników. I dlatego też jesteśmy członkami tej samej

organizacji!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Polecam!!!

(nie zwiazane z grami, ale godne odnotowania) w koncu jakis polski zespol poczul internet i jako pierwszy udostepnil w sieci swoja plyte do sciagniecia ZA DARMO; sciagajcie, poki cieple i dajcie znac znajomym -- moze inne zespoly odwaza sie wykonac podobny krok: http://www.netmuza.pl/
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie tylko Zaspa

Dworzec w Gdyni to katatrofa, jestem ciekawa kiedy tam zrobia generalny remont, smrod itd
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry