Widok
Samotność zabija :-(
Cześć wszystkim. Często czytam Wasze wypowiedzi na tym forum i widzę, że tworzycie grupę wartościowych, życzliwych ludzi. Trwa długi weekend, a ja mam doła. Nie myślcie, ze siedzę ciągle w domu i się umartwiam, bo czas spędzam aktywnie, trochę sportu, spotkania z przyjaciółmi. Ale to mało. Sorry, ale trochę się wyżalę. Najgorszym nowotworem, który zżera moje serce, to samotność. Nie wiem, może coś ze mną jest nie tak, ale gdy kogoś poznaję, czy to w realu, czy przez net, to prędzej czy później okazuje się, że to nie to. Nie mam już siły, już przestałem słuchać tekstów, ze jeszcze wszytsko przede mną, bo mam dopiero 24 lata i ze jeszcze na pewno ktoś się pojawi w moim życiu. Boję się angażować, już nie ufam kobietom. Ostatnio przez internet poznałem świetną dziewczynę. Zaczęło się od maili, potem telefony. Mieliśmy ze sobą świetny kontakt, nieraz pisaliśmy do siebie nawet o godz. 2 w nocy. Ona pierwsza zaproponowała spotkanie i było cudownie, spędziliśmy ze sobą kilka godzin, świetnie się dogadywaliśmy i wierzyłem jej, gdy mówiła, ze pragnie aby ta historia miała ciąg dalszy. Od dnia spotkania odzywa się coraz rzadziej, a jej wiadomości są chłodne i obojętne. Pewnie okazało się, ze nie jestem taki, jakim mnie sobie wyobraziła. Mogłaby mi to po prostu napisać, a nie unikać ze mną kontaktu. Przecież nie miałbym zamiaru się jej na siłe narzucać. Trudno mi będzie kiedykolwiek znowu zaufać kobiecie.
Niby mam poukładane życie. Mam gdzie mieszkać, skończyłem studia, mam zajęcie, które może nie przynosi mi jakiejś fortuny, ale daje jakąś stabiizację i możliwość rozwoju. Zastanawiam się jednak - po co mi to wszystko, jeśli z nikim nie mogę sie tym podzielić. Żyję tylko dla siebie. Owszem, mam przyjaciół, którzy wiele mi dają i mnie wzbogacają, ale to nie wszystko. Nie wiem, co robić. Nie chce mi się cierpliwie czekać. Tracę wiarę i siłę.
Wiem, że się żalę, ale jeśli ktoś z Was napisze mi kilka słów pocieszenia, to może na chwilę poczuję się lepiej. Pozdrawiam.
Niby mam poukładane życie. Mam gdzie mieszkać, skończyłem studia, mam zajęcie, które może nie przynosi mi jakiejś fortuny, ale daje jakąś stabiizację i możliwość rozwoju. Zastanawiam się jednak - po co mi to wszystko, jeśli z nikim nie mogę sie tym podzielić. Żyję tylko dla siebie. Owszem, mam przyjaciół, którzy wiele mi dają i mnie wzbogacają, ale to nie wszystko. Nie wiem, co robić. Nie chce mi się cierpliwie czekać. Tracę wiarę i siłę.
Wiem, że się żalę, ale jeśli ktoś z Was napisze mi kilka słów pocieszenia, to może na chwilę poczuję się lepiej. Pozdrawiam.
Wiem o czym mowisz. Skonczylem studia, mam dziewczyne z ktora mieszkam u jej rodziców, do niedawna mialem prace (juz nie mam;(). W sumie moglbym czuc sie czlowiekeim szczeslliwym. Niestety. Zarowno ja jak i Ty nie jestesmy jednostkami do tego swiata przystosowanymi. Jestem samotny, przerazliwie samotny. To potrafi czlowieka dobic. Mysle ze jedynym sposobem na to zeby sie od tego uczucia w jakis sposob uwolnic, zeby chociazby zapomniec jest pasja. Cos co w zyciu jest ponad wszytkim i co nas uszczesliwia. Ja wiele lat walczylem ze swoja slobicia i uczuciami. Teraz (pomimo braku pracy i zarazem perspektyw) doszedlem do tego ze jestem mocno zaangazowany w przedsiewziecia ktore sie odywaja w ramacj mojego hobby(samochody). Powoduje to ze chociaz przez chwile czuke sie jak cxzlowiek. Powiem Ci tyle - nie martw sie nie jestes sam. Zycie to pasja i ja nalezy "wykonywac". A laska predzej czy pozniej sie znajdzie.
Mądrze pisał Boy-Żeleński : w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.
No kurna, wyłaź z tego doła, ale już!!! Chłopie, zastanów się i przestań się nad sobą użalać, bo nie tędy droga. Ja bym się chętnie z Tobą zamieniła, ach....mieć 24 lata, toż to piękny wiek, ile jeszcze przed Tobą.
Teraz trochę serio. W młodości zawieramy bardzo wiele różnej maści znajomości i tylko niewiele z nich kończy się trwałym związkiem. Trzeba podejść do sprawy bardziej swobodnie i na luzie. Nie zakładaj, że każda nowo poznana dziewczyna, to TA JEDYNA, niech będzie to koleżanka, a w odpowiednim momencie może zaiskrzyć (wcale nie musi) i wtedy TO BĘDZIE TA. Ja miałam wielu kolegów i wogóle nie myślałam poważnie o żadnym, bardzo długo. Gdy poznałam mojego obecnego męża, w życiu nie przypuszczałam, że tak zakończy się ta znajomość. "Bałamucił" mnie trzy lata i skończyło się ślubem (dawno, dawno temu). Nie ma moim zdaniem żadnej recepty na prawdziwe szczęście. Ono przychodzi samo i nie sensu poganiać, przyśpieszać, bo to nic nie da. Co warto ? Warto mieć możliwie szeroki krąg znajomych, bo wtedy poznajesz nowych ludzi, warto czynnie udzielać się towarzysko, warto traktować nowe znajomości z pewnym dystansem (nie wiesz, kto zacz, więc się nie zakochuj tak zaraz, unikasz rozczarowań). Powiem jeszcze, że lepiej "dojrzeć" do trwałego związku, czyli NIE ŚPIESZ SIĘ, masz czas. Korzystaj z życia, ile wlezie, a TA JEDYNA odnajdzie się i nawet nie będziesz wiedział kiedy.
Rozumiem, że w tej chwili możesz przeżywać ostatnie niepowodzenie, ale to nie koniec świata. Nie wyszło - to ciort z tym, nie załamuj się.
Wierzę, że podniesiesz łeb, idzie lato - wspaniała pora na nowe znajomości, wykorzystaj to.
Serdecznie pozdrawiam.
No kurna, wyłaź z tego doła, ale już!!! Chłopie, zastanów się i przestań się nad sobą użalać, bo nie tędy droga. Ja bym się chętnie z Tobą zamieniła, ach....mieć 24 lata, toż to piękny wiek, ile jeszcze przed Tobą.
Teraz trochę serio. W młodości zawieramy bardzo wiele różnej maści znajomości i tylko niewiele z nich kończy się trwałym związkiem. Trzeba podejść do sprawy bardziej swobodnie i na luzie. Nie zakładaj, że każda nowo poznana dziewczyna, to TA JEDYNA, niech będzie to koleżanka, a w odpowiednim momencie może zaiskrzyć (wcale nie musi) i wtedy TO BĘDZIE TA. Ja miałam wielu kolegów i wogóle nie myślałam poważnie o żadnym, bardzo długo. Gdy poznałam mojego obecnego męża, w życiu nie przypuszczałam, że tak zakończy się ta znajomość. "Bałamucił" mnie trzy lata i skończyło się ślubem (dawno, dawno temu). Nie ma moim zdaniem żadnej recepty na prawdziwe szczęście. Ono przychodzi samo i nie sensu poganiać, przyśpieszać, bo to nic nie da. Co warto ? Warto mieć możliwie szeroki krąg znajomych, bo wtedy poznajesz nowych ludzi, warto czynnie udzielać się towarzysko, warto traktować nowe znajomości z pewnym dystansem (nie wiesz, kto zacz, więc się nie zakochuj tak zaraz, unikasz rozczarowań). Powiem jeszcze, że lepiej "dojrzeć" do trwałego związku, czyli NIE ŚPIESZ SIĘ, masz czas. Korzystaj z życia, ile wlezie, a TA JEDYNA odnajdzie się i nawet nie będziesz wiedział kiedy.
Rozumiem, że w tej chwili możesz przeżywać ostatnie niepowodzenie, ale to nie koniec świata. Nie wyszło - to ciort z tym, nie załamuj się.
Wierzę, że podniesiesz łeb, idzie lato - wspaniała pora na nowe znajomości, wykorzystaj to.
Serdecznie pozdrawiam.
Widzę, że zakopałeś się w tym dole. To Ci powiem coś naprawdę pocieszającego : w małżeństwie to dopiero trzeba być optymistą, wykazać się tolerancją, zrozumieniem tej drugiej osoby, bo inaczej....klapa. Tu nie ma "zerwania znajomości" i poszukania sobie drugiej partnerki(partnera), no chyba, że jest baaaardzo źle. Ale mnie udało się z tym jednym już 25 lat - nie licząc tych 3 przed ślubem. I myślisz, że zawsze jest to miód? Guzik, stały związek to nie je_bajka, jak można powiedzieć.
A może Tobie właśnie optymizmu brak i straszysz dziewczyny swoją nadmierną powagą? Powiedz sobie: jutro będzie dobry dzień i startuj w ten nowy dzień z uśmiechem i na luzie. Musi być dobry, nie ma wyjścia.
Pozdrówka.
A może Tobie właśnie optymizmu brak i straszysz dziewczyny swoją nadmierną powagą? Powiedz sobie: jutro będzie dobry dzień i startuj w ten nowy dzień z uśmiechem i na luzie. Musi być dobry, nie ma wyjścia.
Pozdrówka.
Rozumiem Cie, wielu ludzi czuje sie, podobnie i ja sie do niedawna podobnie czulem, wazne by zdolac spojrzec na to z innej strony... sprobowac. Fabio ma racje, pasja bardzo pomaga, dobre ksiazki, ulubione zajecie, a nie rozmyslanie: jeszcze jej nie ma :D
Pomysl ile rzeczy mogloby byc piekniejszych we 2 ale wiele by sie skonczylo, sa tez duze plusy wolnego strzelca (szczelczyni :)). W pojedynke tez jest OK.
Choc wiem, ze czasem nadchodzi melancholijny nastroj i wtedy... lipa :( Piszesz, ze masz przyjaciol, to bardzo dobrze, nawet banalne spotkania z dobrymi znajomymi to bardzo przyjemne chwile :)
Generalnie staraj sie nie martwic, a w razie czego pisz tutaj, ja tu jestem od niedawna i nie zawsze, ale jestem przekonany, ze szacowni forumowicze zawsze rusza z odsiecza, tak jak to robia teraz :]
Pozdrawiam wsystkich
Pomysl ile rzeczy mogloby byc piekniejszych we 2 ale wiele by sie skonczylo, sa tez duze plusy wolnego strzelca (szczelczyni :)). W pojedynke tez jest OK.
Choc wiem, ze czasem nadchodzi melancholijny nastroj i wtedy... lipa :( Piszesz, ze masz przyjaciol, to bardzo dobrze, nawet banalne spotkania z dobrymi znajomymi to bardzo przyjemne chwile :)
Generalnie staraj sie nie martwic, a w razie czego pisz tutaj, ja tu jestem od niedawna i nie zawsze, ale jestem przekonany, ze szacowni forumowicze zawsze rusza z odsiecza, tak jak to robia teraz :]
Pozdrawiam wsystkich
Hej! Wiesz, rozumiem Cie dobrze, a przynajmniej tak mi sie wydaje:) I wiem, że po którejś tam porażce z kolei nie chce sie już słuchać tekstów "jesteś młody/a, masz jeszcze na wszystko czas"...ale to prawda:) Tak już jest, i nic na to nie poradzimy-wszystko w swoim czasie. Tak przynajmniej ja wierzę, inaczej to wszystko nie miałoby sensu...Wiesz, nie Tobie jednemu takie rzeczy sie przytrafiają, tyle że żadko kto mówi głośno o porażkach, bo przecież dużo łatwiej jest mowić jak jest dobrze, miło i bezproblemowo. Tak wiec można mieć wrażenie, ze wszyscy dokoła są szczęśliwi, tylko na nas tak padło. Błąd:) Tak sobie myśle, że chyba w całej Twojej sytuacji najgorsze jest to, że dziewczyna nie zdobyła sie na szczerość wobec Ciebie.Wiem, że to boli najbardziej.Człowiek zaczyna szukac w sobie winy, ze może cos powiedział, zrobił nie tak..I tu znowu bład, nie ma co sie tak dołować!! Po prostu nie wyszło, i tu chyba nie ma co doszukiwać sie winy, tylko niedopasowania:)) Teraz nie ma co sie męczyc, tylko zając sie czyms (i tu popieram moich przedmówców!!)-sportem, jakimś hobby, wogóle skupić sie na zupełnie innych sprawach. A z doświadczenia (skromnego, bo tez jestem młoda, ale zawsze;) wiem, ze najlepsze rzeczy przychodzą do Ciebie nie wtedy kiedy tak ich wyczekujesz, ale wlasnie wtedy, gdy skupiasz sie na czyms innym i niczego sie nie spodziewasz!!!:)) No tak jakoś zawsze to wychodzi.
p.s-lato idzie, wymarzony czasa na zabawe, sport i nowe znajomości!:)) Nie zmarnuj tego na siedzenie w domu, tylko korzystaj, bo nastepne dopiero za caaały długi rok;-)) POWODZENIA, bedzie dobrze.
p.s-lato idzie, wymarzony czasa na zabawe, sport i nowe znajomości!:)) Nie zmarnuj tego na siedzenie w domu, tylko korzystaj, bo nastepne dopiero za caaały długi rok;-)) POWODZENIA, bedzie dobrze.
Samotność nie zabija
Wydaje mi się, że tu, na forum jest większość samotnych. Jeśli ktoś realizuje się towarzysko w realu, jeśli niczego mu w tej sferze nie brakuje, nie będzie tutaj szukał kontaktów z innymi. Może nie mam racji, może sądzę tylko po sobie? Przyłączam się do rady, która tutaj już padła. I pisałam o tym w temacie o celu życia. Nie szczęście (także we dwoje) jest sensem życia, lecze sens czyni życie szczęśliwym. Wcale nie jest mi łatwo to mówić, też przerabiałam i przerabiam ciągoty do wypełnienia pustki samotności. I też leżałam w dołku. Ale łatwiej żyć mająć cel, pasję, sens, zajęcie..., a wtedy szczęście samo mimochodem przychodzi. Bez wyczekiwania i szukania pojawia się także towarzysz, czy towarzyszka, jakby na przekór nie wtedy, kiedy go najbardziej potrzebujesz. Chociaż poudawaj, że Ci na babie nie zależy :)
Życzę miłego dnia
Hej Ludzie! Dziękuję Wam za słowa otuchy i życzliwość. Wiem, minie trochę czasu będzie lepiej, trzeba patrzeć do przodu. Ale gdy przychodzi dół, nic się nie chce, traci się wiarę i siłę. Wiem też, że wielu ludzi ma znacznie poważniejsze problemy niż ja. Powinienem się cieszyć, że jestem zdrowy, że nie jestem bezrobotny, że nie szukam pocieszenia w alkoholu itd. Ale gdy się jest samemu, to się powoli usycha, a różne pasje, hobby, to tylko półśrodki, które na chwilę odwracają uwagę, chociaż dobre i to. Myślę, że mam coś do zaoferowania i nie chcę być sam. Pozostaje czekać na to, aż któregoś dnia do mojego serca zapuka jakaś wartościowa kobieta i szepnie mi "to ja" :-)
Dzięki, że piszecie. Fajni z Was ludzie :-)
Dzięki, że piszecie. Fajni z Was ludzie :-)
Stary to jesteś Gościu ..i czym Ty sie martwisz jaednym spotkaniem z koleżanką z inetu ..Daj spokoj po pracy na plaże tam sporo ludzi i umow sie z taka ktora pozna Cię ...w oczy a Dusze będzie odkrywac sama .Jak ta znajomośc mialabybyc bylejaka to lepiej ze jest żadna .myslę o tej z która spedziłes kilka godzin .a tak w ogóle to zapytaj ja w prost o co chodziło o urode czy Twoj niedobry charakter i z głowy ..Powodzenia ..Masz duze szanse na udany związek ..powaga !!!!
Na poczatku pragne wyrazic zrozumienie dla Takiego Tam. (I nie jest to tylko gest "ja Cie rozumiem ale przede wszystkim ciesze sie, ze ja nie mam takiego problemu".)
Tylko samotny wie, jak bardzo wielu rzeczy nie chce sie robic robiac je tylko dla siebie.
W wielu odpowiedziach jakie dotychczas padly przewiaja sie stwierdzenie, ze 24 lata to jeszcze mlody wiek i wszystko przed nami (ja za niedlugo bede mial 25) - z mojej perspektywy wyglada to gorzej. 25 lat to 1/3 a w najlepszym wypadku 1/4 zycia! Wiec jesli nie mam w sowim zyciu zaznac milosci to lepiej by bylo od razu umrzec... a jedynym optymistycznym i dajacym nadzieje elementem jest tu to, ze jednak moge dalej pisac tego posta - bo to znaczy, ze jeszcze zyje, a wiec powinienem miec nadzieje, ze Bog kiedys sie zlituje.
Kolejny watek:
Łatwiej zyc majac pasje? To leczenie objawow a nie choroby. Chwilowe placebo by nie czuc bolu.
Kolejny watek:
> W młodości zawieramy bardzo wiele różnej maści znajomości
jesli ktos ma tyle szczescia... a jesli sie ma malo znajomosci? I do tego Ci znajomi tez nie naleza to towarzyskich? Co wtedy? Jak powiekszyc grono znajomych? Zera nie ma jak mnozyc bo dalej wynik jest ZERO!
No dobra.. moze z tym zerem przesadzilem.. troche ludzi jednak zawsze sie zna - ale jednak za malo by stosowac wasze rady, ze trzeba poczekac bo "sama sie znajdzie". Calkowicie biernie moga czekac piekni, mlodzi i bogaci bo mieszkaja w oazach - "normalni samotni" nie moga byc pasywni bo szczezna na pustyni. Musza przynajmniej wyczolgac sie z pustyni - to oczywiscie trwa bo kregu znajomych nie poszerzy sie ot tak z dnia na dzien).
> Nie zakładaj, że każda nowo poznana dziewczyna, to TA JEDYNA, niech
> będzie to koleżanka, a w odpowiednim momencie może zaiskrzyć (wcale
> nie musi) i wtedy TO BĘDZIE TA
Wreszcie cos z czym sie zgadzam. :)
i na koniec
> Pewnie okazało się, ze nie jestem taki, jakim mnie sobie wyobraziła.
> Mogłaby mi to po prostu napisać, a nie unikać ze mną kontaktu.
Faktycznie.. prosciej by bylo, zeby wprost napisala, ze cos jej nie pasowalo i wolala by zakonczyc znajomosc... ale sprobuj przez chwile pomyslec i postawic sie na jej miejscu... Czy Ty bys cos takiego napisal? Podejzewam, ze pewnie zastosowal bys tak jak ona metode wygaszenia a nie zerwania znajomosci. Wygaszenie po prostu wydaje sie byc mniej bolesne dla obu stron (wydaje sie - ale nie musi byc).
PS. Wbrew temu co moze przebijac z tego co napisalem - od jakiegos czasu nie jestem juz bezdennym pesymista w tych sprawach (choc do optymizmu jeszcze mi brakuje :) ) Genralnie ostatnio jakos dziwnym trafem wierze, ze jednak bedzie lepiej...
Tylko samotny wie, jak bardzo wielu rzeczy nie chce sie robic robiac je tylko dla siebie.
W wielu odpowiedziach jakie dotychczas padly przewiaja sie stwierdzenie, ze 24 lata to jeszcze mlody wiek i wszystko przed nami (ja za niedlugo bede mial 25) - z mojej perspektywy wyglada to gorzej. 25 lat to 1/3 a w najlepszym wypadku 1/4 zycia! Wiec jesli nie mam w sowim zyciu zaznac milosci to lepiej by bylo od razu umrzec... a jedynym optymistycznym i dajacym nadzieje elementem jest tu to, ze jednak moge dalej pisac tego posta - bo to znaczy, ze jeszcze zyje, a wiec powinienem miec nadzieje, ze Bog kiedys sie zlituje.
Kolejny watek:
Łatwiej zyc majac pasje? To leczenie objawow a nie choroby. Chwilowe placebo by nie czuc bolu.
Kolejny watek:
> W młodości zawieramy bardzo wiele różnej maści znajomości
jesli ktos ma tyle szczescia... a jesli sie ma malo znajomosci? I do tego Ci znajomi tez nie naleza to towarzyskich? Co wtedy? Jak powiekszyc grono znajomych? Zera nie ma jak mnozyc bo dalej wynik jest ZERO!
No dobra.. moze z tym zerem przesadzilem.. troche ludzi jednak zawsze sie zna - ale jednak za malo by stosowac wasze rady, ze trzeba poczekac bo "sama sie znajdzie". Calkowicie biernie moga czekac piekni, mlodzi i bogaci bo mieszkaja w oazach - "normalni samotni" nie moga byc pasywni bo szczezna na pustyni. Musza przynajmniej wyczolgac sie z pustyni - to oczywiscie trwa bo kregu znajomych nie poszerzy sie ot tak z dnia na dzien).
> Nie zakładaj, że każda nowo poznana dziewczyna, to TA JEDYNA, niech
> będzie to koleżanka, a w odpowiednim momencie może zaiskrzyć (wcale
> nie musi) i wtedy TO BĘDZIE TA
Wreszcie cos z czym sie zgadzam. :)
i na koniec
> Pewnie okazało się, ze nie jestem taki, jakim mnie sobie wyobraziła.
> Mogłaby mi to po prostu napisać, a nie unikać ze mną kontaktu.
Faktycznie.. prosciej by bylo, zeby wprost napisala, ze cos jej nie pasowalo i wolala by zakonczyc znajomosc... ale sprobuj przez chwile pomyslec i postawic sie na jej miejscu... Czy Ty bys cos takiego napisal? Podejzewam, ze pewnie zastosowal bys tak jak ona metode wygaszenia a nie zerwania znajomosci. Wygaszenie po prostu wydaje sie byc mniej bolesne dla obu stron (wydaje sie - ale nie musi byc).
PS. Wbrew temu co moze przebijac z tego co napisalem - od jakiegos czasu nie jestem juz bezdennym pesymista w tych sprawach (choc do optymizmu jeszcze mi brakuje :) ) Genralnie ostatnio jakos dziwnym trafem wierze, ze jednak bedzie lepiej...
...bardzo chciałabym Cię pocieszyć, bo na pewno będzie lepiej i w końcu spotkasz kogoś, kto będzie wart zaangażowania. Człowiek nie został stworzony po to, żeby żyć samemu.......i choć życie wciąż mnie doświadczało jakimiś "chorymi" relacjami to w głębi serca wierzę, że warto ufać i ryzykować ten kolejny raz...byle zawsze do przodu.....
Relacje z drugim człowiekiem uczą nas naprawdę wiele.....swego czasu zaczęłam wierzyć, że miłość nie istnieje, że może lepiej, bo bezpieczniej.......jest schować się we własnym kokonie i pogodzić się ze swoją samotnością.............szkoda tylko, że ja tak nie potrafię............że nie potrafię być sama.........że potrzebuję bliskości drugiego człowieka jak powietrza. I czasem nienawidzę się za to, że jestem człowiekiem i że czuję.............
Jestem teraz z Kimś i kocham tego człowieka całym sercem, On mnie nie kocha, i pewnie zapytacie, dlaczego się na to godzę?..........wszystko z miłości do Niego.
Relacje z drugim człowiekiem uczą nas naprawdę wiele.....swego czasu zaczęłam wierzyć, że miłość nie istnieje, że może lepiej, bo bezpieczniej.......jest schować się we własnym kokonie i pogodzić się ze swoją samotnością.............szkoda tylko, że ja tak nie potrafię............że nie potrafię być sama.........że potrzebuję bliskości drugiego człowieka jak powietrza. I czasem nienawidzę się za to, że jestem człowiekiem i że czuję.............
Jestem teraz z Kimś i kocham tego człowieka całym sercem, On mnie nie kocha, i pewnie zapytacie, dlaczego się na to godzę?..........wszystko z miłości do Niego.
Eh Ludzie, tak sobie czytam te Wasze posty i zastanawiam się, jakie to wszystko czasami robi się pokręcone. Widzę, że wielu ludzi ma podobne problemy, co ja. Niektórzy też są samotni, niektórzy nie są sami, ale ich uczucie nie jest odwzajemnione. A mimo, że macie swoje problemy, staracie się napisać coś pozytywnego. I właśnie dlatego warto zaglądać na to forum.
A wracając do wątku, który pozwoliłem sobie tu otworzyć, myślę, że mój zły nastrój nie wynika tylko ze znajomości z tą dziewczyną, o której wspomniałem. To była tylko kropla dopełniająca czary. Ja miałem na myśli coś bardziej ogólnego, tzn. że znowu mi nie wyszło, że ciągle nie mam kogoś, z kim mógłbym dzielić swoją codzienność. Gdy taki stan trwa permanentnie długo, człowiekowi zaczyna się już trochę przekręcać i ma dość.
W najbliższych dniach spróbuję rzucić się w wir pracy, może to będzie na jakiś czas lekarstwem.
Dzięki i pozdrawiam wszystkich!
A wracając do wątku, który pozwoliłem sobie tu otworzyć, myślę, że mój zły nastrój nie wynika tylko ze znajomości z tą dziewczyną, o której wspomniałem. To była tylko kropla dopełniająca czary. Ja miałem na myśli coś bardziej ogólnego, tzn. że znowu mi nie wyszło, że ciągle nie mam kogoś, z kim mógłbym dzielić swoją codzienność. Gdy taki stan trwa permanentnie długo, człowiekowi zaczyna się już trochę przekręcać i ma dość.
W najbliższych dniach spróbuję rzucić się w wir pracy, może to będzie na jakiś czas lekarstwem.
Dzięki i pozdrawiam wszystkich!
Długo się zastanawiałem jak tu jeszcze swoje myśli wtłoczyć by zbytnio się nie powtarzać, popieram większość z przedmówców szczególnie gamrep'a, i marchewkę
("Relacje z drugim człowiekiem uczą nas naprawdę wiele.....swego czasu zaczęłam wierzyć, że miłość nie istnieje, że może lepiej, bo bezpieczniej.......jest schować się we własnym kokonie i pogodzić się ze swoją samotnością.............szkoda tylko, że ja tak nie potrafię............że nie potrafię być sama.........że potrzebuję bliskości drugiego człowieka jak powietrza. I czasem nienawidzę się za to, że jestem człowiekiem i że czuję.............)
Też zaliczam się do grona "samotników"... wiecznych samotników... nigdy nie kochany:((
Pasja? jeżeli miałaby być to pasja to musi to być pasja która przyciąga do ludzi tzn książki czytane w swojej celi to nie rozwiazanie, i nie zapominajmy że to musi być pasja, nie możemy zmuszać się do czegoś bo to nas zbliża do ludzi i daje nam szanse na spotkanie tej jedynej.
Znajomości, nie wiem jak jest w "waszym" wypadku ale ja siedziałem i gadam z kumplami i w pewnym momęcie odpływałem, zastanawiałem się o czym oni mówią, o czym ja mówię, o czym ten cały świat mówi, czuje się samotny, czuje się sam posród przyjaciół....
Byłem bardzo samotny, nie jestem człowiekiem który szuka chwilowego lekarstwa więc alkohol, lub pasja odpadały (tymbardziej że sportu nie lubie), zawsze jak mam problem to myśle nad nim tak długo aż znajdę rozwiązanie, i teraz mogę zacytować moją ulubioną piosenkę Sweet Noise "...i wiecznie porównywuje, analizuje, rozgryzam, pierdolone szaleństwo..." bo tak to się skończyło, to już było szaleństwo, nie mogłem znaleść wyjścia, szukając wyjścia wpadało mase innych małych problemów nad którymi powinienem pomyśleć, i tak się stało że z małego, chwilowego dołka popadłem w depresje. Stan się pogłębiał a ja nadal szukałem odpowiedzi, tylko że odpowiedzi nie można odnaleść jak się nie zna pytania, bo w natłoku spraw nie wiedziałem już od czego to się zaczeło (jeszcze teraz nie jestem pewien), zostały mi dwa wyjście pierwszy to zakończyć sprawę przez zlikwidowanie problemu tzn siebie, drugie to było odnalezienie odpowiedzi na pytanie które nie istaniło...właściwie to nie wiem jak udało mi się uzmysłowić że od początku popełniałem błąd myśleniowy, jestem przez całe życie sam, ale to nie musi oznaczać że musze być samotny, samotność to "stan" który sami sobie wmawiamy, samotnośc to stan to nie uczucie, to stan który powiększa się w chwili myślenia nad nim, widzimy jakaś parę na ulicy i przez naszą świadomośc przebiega myśl jak przyjemnie by było tak samo z kimś iść, potem następują kolejne myśli, jak przyjemnie jest się przytulić do ukochanej osoby, jak cudownie jest czuć miłość w sercu, po myśli następują pytani dlaczego tak nie jest, po nich kolejne pytania i myśli i w ten sposób sami że się tak wyraże "wkręcamy sobie film" że jest żle, teraz nie mam problemu z samotnością, zaakceptowałem sytuacje w jakiej jestem, jest mi z tym dobrze, właściwie to ciesze się że przeszłem przez to co przeszłem, bo wiem jak uniknąc takiej głupoty i znam już ten mechanizm....A co do kobiet poznawanych w necie to ciekawa sprawa, miłość przez klawiaturkę, hehe, nie ma co się okłamywać że to co opowiedził twórca wątku to typowy szablon, na nacie gada się miło, pierwsze spotkanie w realku też jest super, obietnice że będzie dalej miło, a potem szybko się psuje, hehe, lubie się w to bawić, ale jestem zdania że jak robi się za miło i człowiek się za bardzo wczuwa to lepiej przenieść to do realka i dać działać przeznaczeniu, lepiej by to się skończyło szybko i mniej boleśnie, a jak się nie skończy to lepiej poznać tą osobę szybko, jak by nie patrzeć to ralek ma swoje prawa i nigdy go net nie zastąpi;)
Więc moja rada dla was bądzcie sami nie samotni;))
Pozdrawiam
PS: A jak was samotność trapi pomyślcie o jakimś większym problemie, a jak nic nie macie to dam wam swój, został mi jeden dzień do maturki a mogłe powiedzieć że nic nie umiem bo się nie zaczełem jeszcze uczyć, przez te egzaminy obciążyłem mózg i teraz nie moge przeczytać w skupieniu jednego zdania....mogę sobie zaśpiewać "już za rok matura" bueheheh
("Relacje z drugim człowiekiem uczą nas naprawdę wiele.....swego czasu zaczęłam wierzyć, że miłość nie istnieje, że może lepiej, bo bezpieczniej.......jest schować się we własnym kokonie i pogodzić się ze swoją samotnością.............szkoda tylko, że ja tak nie potrafię............że nie potrafię być sama.........że potrzebuję bliskości drugiego człowieka jak powietrza. I czasem nienawidzę się za to, że jestem człowiekiem i że czuję.............)
Też zaliczam się do grona "samotników"... wiecznych samotników... nigdy nie kochany:((
Pasja? jeżeli miałaby być to pasja to musi to być pasja która przyciąga do ludzi tzn książki czytane w swojej celi to nie rozwiazanie, i nie zapominajmy że to musi być pasja, nie możemy zmuszać się do czegoś bo to nas zbliża do ludzi i daje nam szanse na spotkanie tej jedynej.
Znajomości, nie wiem jak jest w "waszym" wypadku ale ja siedziałem i gadam z kumplami i w pewnym momęcie odpływałem, zastanawiałem się o czym oni mówią, o czym ja mówię, o czym ten cały świat mówi, czuje się samotny, czuje się sam posród przyjaciół....
Byłem bardzo samotny, nie jestem człowiekiem który szuka chwilowego lekarstwa więc alkohol, lub pasja odpadały (tymbardziej że sportu nie lubie), zawsze jak mam problem to myśle nad nim tak długo aż znajdę rozwiązanie, i teraz mogę zacytować moją ulubioną piosenkę Sweet Noise "...i wiecznie porównywuje, analizuje, rozgryzam, pierdolone szaleństwo..." bo tak to się skończyło, to już było szaleństwo, nie mogłem znaleść wyjścia, szukając wyjścia wpadało mase innych małych problemów nad którymi powinienem pomyśleć, i tak się stało że z małego, chwilowego dołka popadłem w depresje. Stan się pogłębiał a ja nadal szukałem odpowiedzi, tylko że odpowiedzi nie można odnaleść jak się nie zna pytania, bo w natłoku spraw nie wiedziałem już od czego to się zaczeło (jeszcze teraz nie jestem pewien), zostały mi dwa wyjście pierwszy to zakończyć sprawę przez zlikwidowanie problemu tzn siebie, drugie to było odnalezienie odpowiedzi na pytanie które nie istaniło...właściwie to nie wiem jak udało mi się uzmysłowić że od początku popełniałem błąd myśleniowy, jestem przez całe życie sam, ale to nie musi oznaczać że musze być samotny, samotność to "stan" który sami sobie wmawiamy, samotnośc to stan to nie uczucie, to stan który powiększa się w chwili myślenia nad nim, widzimy jakaś parę na ulicy i przez naszą świadomośc przebiega myśl jak przyjemnie by było tak samo z kimś iść, potem następują kolejne myśli, jak przyjemnie jest się przytulić do ukochanej osoby, jak cudownie jest czuć miłość w sercu, po myśli następują pytani dlaczego tak nie jest, po nich kolejne pytania i myśli i w ten sposób sami że się tak wyraże "wkręcamy sobie film" że jest żle, teraz nie mam problemu z samotnością, zaakceptowałem sytuacje w jakiej jestem, jest mi z tym dobrze, właściwie to ciesze się że przeszłem przez to co przeszłem, bo wiem jak uniknąc takiej głupoty i znam już ten mechanizm....A co do kobiet poznawanych w necie to ciekawa sprawa, miłość przez klawiaturkę, hehe, nie ma co się okłamywać że to co opowiedził twórca wątku to typowy szablon, na nacie gada się miło, pierwsze spotkanie w realku też jest super, obietnice że będzie dalej miło, a potem szybko się psuje, hehe, lubie się w to bawić, ale jestem zdania że jak robi się za miło i człowiek się za bardzo wczuwa to lepiej przenieść to do realka i dać działać przeznaczeniu, lepiej by to się skończyło szybko i mniej boleśnie, a jak się nie skończy to lepiej poznać tą osobę szybko, jak by nie patrzeć to ralek ma swoje prawa i nigdy go net nie zastąpi;)
Więc moja rada dla was bądzcie sami nie samotni;))
Pozdrawiam
PS: A jak was samotność trapi pomyślcie o jakimś większym problemie, a jak nic nie macie to dam wam swój, został mi jeden dzień do maturki a mogłe powiedzieć że nic nie umiem bo się nie zaczełem jeszcze uczyć, przez te egzaminy obciążyłem mózg i teraz nie moge przeczytać w skupieniu jednego zdania....mogę sobie zaśpiewać "już za rok matura" bueheheh
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Samotność, a już ta wśród ludzi, jest chyba najgorsza...Właśnie taki moment, kiedy uświadamiasz sobie, że mówisz innym językiem, albo, jak kto woli, odbierasz na innych falach...Jeden cytat utkwił mi w głowie, i nie wiem czemu cały czas do mnie wraca.Troche w nim prawdy, ale znacznie więcej beznadziejnego pesymizmu...:
"Człowiek jest skazany na samotność. Pielęgnuj ją. Drąży w tobie tunele, co daje duszy przestrzeń rozwoju. Nie spodziewaj się, że kiedykolwiek wyrośniesz z samotności. Nie miej nadziei, że znajdziesz ludzi, którzy Cie zrozumieją, ze znajdziesz kogoś, kto wypełni tę przestrzeń (...)"
Myśle jednak, że nie mozna tak łatwo rezygnować, może coś sie nam w końcu ułoży, a moze i nie..ale nie warto juz na samym wstępie stawiać sie na pozycji przegranej, trzeba troche zawalczyc o swoje:)
"Człowiek jest skazany na samotność. Pielęgnuj ją. Drąży w tobie tunele, co daje duszy przestrzeń rozwoju. Nie spodziewaj się, że kiedykolwiek wyrośniesz z samotności. Nie miej nadziei, że znajdziesz ludzi, którzy Cie zrozumieją, ze znajdziesz kogoś, kto wypełni tę przestrzeń (...)"
Myśle jednak, że nie mozna tak łatwo rezygnować, może coś sie nam w końcu ułoży, a moze i nie..ale nie warto juz na samym wstępie stawiać sie na pozycji przegranej, trzeba troche zawalczyc o swoje:)
Samotność zabija :-(
Wiesz co Taki (i wcale nie Tam). Podziwiam Cię bracie ("bracie" bo czuję się podobnie) żeś potrafił się tak bardzo otworzyć, gdyż nie jest łatwo przyznać się do samotności. Nie znam jeszcze dobrze forumowiczów, ale myślę, że mimo wszystko wymaga to pewnej odwagi. Twoje wyznanie zapoczątkowało serię niemal identycznych deklaracji , dało nam (innym samotnym), choć zabrzmi to może okrutnie, pocieszenie. Bo oto jesteśmy samotni - nie w samotności, ale samotni razem, współsamotni, słowem jest nas wielu. Mamy kogoś komu możemy powiedzieć: "Czuję to samo". Pamiętaj więc, nie jesteś sam przyjacielu. Internet ma właściwości, przyciągające takich jak my. To jest miejsce które daje nam zapomniec choć na chwilę o realnej samotności (wewnętrznej również). Jak mówił Zygurt, internet jest jakąś formą banalnego spotkania z przyjaciółmi, często wręcz pasją będącą ucieczką, jak znowu wyraził się Fabio. Stąd też kojące działanie netu. Co do pasji, myślę, że są cenne i wiem że nic tak ich nie rozwija jak samotność. Dobre jest chociaż to, że możemy wykożystać naszą alienację do ich rozwoju. Mnie taka sytuacja pchnęła wpierw na drogę religii, potem, gdy racjonalizm nie pozwalał mi dłużej się jej trzmać, pasją stało się poznawanie świata i siebie. Kiedy patrzę na moje życie widzę jak na dłoni, że właśnie osamotnienie dało mi impuls do rozwoju osobowości. To co dzięki tej pasji wypracowałem, nadaje mi poczucie wartości. Dobrze jest, jak zauważył Antyspołeczny, gdy pasja prowadzi do ludzi, ale jeśli nie, równie dobrze można ją wykorzystać i czerpać z niej ukojenie. Dlatego nie zapominaj o swoich pasjach Taki. Nie są one placebem, choć leczą tylko objawy to często pozostaje tylko to, bo przyczyna może być niedostępna. Oczywiście jeśli możesz - szukaj jej. Ja dzięki pasjom trzymam się jakoś. Mimo to warto szukać, warto próbować. Do śmierci będziesz sobie potem pluł w brodę: "Dlaczego nie spróbowałem a nóż wszystko potoczyłoby się inaczej, lepiej". A tak przynajmniej powiesz sobie: "No cóż, zrobiłem co się dało, inaczej być nie mogło, wykorzystałem możliwości". Nnie martw się też tyle, jak mawiają wyznawcy Buddy "Jeśli da się rozwiązać jakiś problem - to dobrze, jeśli się nie da - to i tak nie warto się martwić gdyż to nic nie zmieni".
Samotność ma też dobre strony, otwiera oczy, dostrzegasz rzeczy których inaczej nie miałbyś szans zobaczyć. Nie wiem czy to Ciebie pocieszy ale większość wybitnych filozofów i myślicieli to samotnicy :)
Tak czy inaczej trzymaj się nadziei o której głupcy mawiają że jest ich matką.
Pozdrawiam bardzo gorąco i zapraszam na forum które założyłem też z samotności, może uda się nam wspólnie coś z tym zrobić.
Trzymaj się, czasami też puszczaj..........
Free Mind
Samotność ma też dobre strony, otwiera oczy, dostrzegasz rzeczy których inaczej nie miałbyś szans zobaczyć. Nie wiem czy to Ciebie pocieszy ale większość wybitnych filozofów i myślicieli to samotnicy :)
Tak czy inaczej trzymaj się nadziei o której głupcy mawiają że jest ich matką.
Pozdrawiam bardzo gorąco i zapraszam na forum które założyłem też z samotności, może uda się nam wspólnie coś z tym zrobić.
Trzymaj się, czasami też puszczaj..........
Free Mind
Free Mind
"Taki tam" to ze jedna kobieta Cie zranila nie oznacza ze wszystkie sa tekie same. Ja tez moglabym duzo o facetach mowic, jakie to sa smarkacze itd. I do niedawna myslalam ze juz do konca zycia bede sama i nikt mnie nie pokocha. Nic bardziej mylego, znalazlam swoja druga polowe chociaz myslalam ze juz jej nmigdy nie znajde. Teksty typu "masz czas, znajdziesz ta jedyna" faktycznie dobijaja bo zazwyczaj tak gadaja osoby ktore kogos maja. Ale nie lam sie gdzies jest Twoja polowa i moze kto wie juz niedlugo ja odnajdziesz. Ja w kazdym badz razie mocno 3mam kciuki :)
Wszystko pieknie! A co jesli po wiekach samotnosci znajdziecie "te polowe". I zycjecie dlugo i szczesliwie. No ale rok dwa 4, 10 a potem "rozpad polowiczny".
Nie prawda ze jest druga polowa, nie prawda ze mozna ufac ludziom, ktorzy deklaruja ze kochaja. Bo przeciez sami tez zmieniamy zdanie a wymagamy zeby inny tegonie robil.
Prawda jest taka ze od odciecia pepowiny do grobowej deski kazdy jest sam.
Czy rzeczywiscie? Ktos kiedys powiedzial ze "nasza ojczyzna jest w niebie" nie wiem czy w to wierze czy nie, ale po przewleklej dedukcji byloby to jedyne mozliwe rozwiazanie.
Towarzysz zycie to nie jest cel zycia, to jest forma przejcia przez zycie. A tak naprawde to w zyciu liczy sie to ile wygenerujesz dobra. Jezeli ktos widzial prawdziwe szczescie w oczach innej osoby, do ktorego sie przyczynil, wie o czym mowie (chodzi tu o jakiegokolwiek czlowieka, nie tego "jedynego")
stara zasada: skup sie na tym ile Ty mozesz dac dla swiata a nie ile swiat moze dac Tobie
Tylko czemu tak boli???
To jest tajemnica...
Nie prawda ze jest druga polowa, nie prawda ze mozna ufac ludziom, ktorzy deklaruja ze kochaja. Bo przeciez sami tez zmieniamy zdanie a wymagamy zeby inny tegonie robil.
Prawda jest taka ze od odciecia pepowiny do grobowej deski kazdy jest sam.
Czy rzeczywiscie? Ktos kiedys powiedzial ze "nasza ojczyzna jest w niebie" nie wiem czy w to wierze czy nie, ale po przewleklej dedukcji byloby to jedyne mozliwe rozwiazanie.
Towarzysz zycie to nie jest cel zycia, to jest forma przejcia przez zycie. A tak naprawde to w zyciu liczy sie to ile wygenerujesz dobra. Jezeli ktos widzial prawdziwe szczescie w oczach innej osoby, do ktorego sie przyczynil, wie o czym mowie (chodzi tu o jakiegokolwiek czlowieka, nie tego "jedynego")
stara zasada: skup sie na tym ile Ty mozesz dac dla swiata a nie ile swiat moze dac Tobie
Tylko czemu tak boli???
To jest tajemnica...