Widok
Mężczyźni z ideałami często są postrzegani jako ideały .Ja np byłem wegetarianinem z dziesięcioletnim stażem, wolontariuszem i co najgorsze ...umiałem sobie ugotować i posprzątać idealista to często perfekcjonista a to jest tak odbierane jako ( "chodzący") ideał Nie chodzi tylko o poglądy!.Też byłem nietuzinkowy wyróżniałem się i bylem zbyt niezależny .Dlatego kiedy sąsiadka zapytała mnie: kiedy się żenię- odpowiedziałem, że umiem gotować :) długo nie mogła zrozumieć jak można tak odpowiedzieć, do czasu aż jej synowie po kolei odchodzili od swoich żon i partnerek z powodu gastronomicznego .Chłopcy w młodym wieku decydują się na związek bo szukają takiej mamusi a dziewczynki tego nie rozumieją i wpadają w sidła .Ot ,dojrzałość .
Chmurko, powinnaś raczej przemyśleć : czy szukasz człowieka 'umysłu' (co stwarza grę umysłu) czy może 'serca' .Ja pozbyłem się tym antynomii uwolniłem się od wierzeń ideałów ego . Szukaj zwykłego człowieka który zechce dzielić z Tobą chwile .Każdy jest wystarczająco ciekawy by stworzyć wspólną opowieść nazywaną Życiem
Cieszę się, że w końcu jest jakaś nić porozumienia z Tobą, bo myślałam, że mnie zamordujesz dziś rano intelektualną maczetą ;).Zgadzam się wszyscy ludzie są ciekawi, jedni bardziej inni mniej, ale każdy jest jednostką i jakąś indywidualnością.Fajnie byłoby znaleźć osobę najbardziej pasującą po prostu:).Myślę, że każdy tego szuka, tylko, że poszukiwania czasem są pomyłkowe ;).
Wady są tylko wtedy kiedy czegoś nie akceptujemy u siebie,a co widzimy w drugim człowieku , jeśli oboje z partnerem będziecie mieć te same odchylenia więc nazwą was związkiem idealnym bo dotartym dopasowanym ,czyż nie? Tak więc można stworzyć związek idealny oparty na wadach wystarczy że druga połówka będzie moja połową :)
Chmurko .Osoba pasująca to ta, której TY jesteś w stanie coś zaoferować .ON jak lustro pokarze CI jaka jesteś, oddając TOBIE to co dla niego zrobiłaś . Jeśli będziesz jedynie nadzorować,kontrolować nazywając to OBAWAMI lub troską o partnera, to samo dostaniesz kontrolę i "troskę" aż do bólu. Twoje oczekiwania i leki jak ECHO wrócą do Ciebie .
>Akceptowanie również jego wad bo sami ideałami też nie jesteśmy.
Zdefiniuj ideały i wady?
Spotkałem w swoim życiu kilka kobiet, w których nie dostrzegałem wad. Miały inny poglądy, podejmowały inne decyzje i myślały samodzielnie. Były zwyczajnie inne niż ja, ale nie łączyło się to z cechami, którym mógłbym nadać negatywny charakter. Myślę więc, że mogą istnieć ideały. Ideałem jest po prostu osoba dobrze do nas dopasowana. Jej cechy, które inni nazywają wadami, dla nas są neutralne lub nawet pozytywne. I wtedy relacje z taką osobą mają sens. Gdy przymykamy oko, czyli "kochamy mimo wad" to irytacja w nas zbiera i w końcu wybuchnie.
>ale dzięki temu, że kochałam i potrafiłam poświecić siebie teraz mam dystans do wszystkiego.
Cóż z tego, że masz dystans do siebie, kiedy nadal wierzysz, że miłość to poświęcenie. Nie rozumiesz, że jeśli druga osoba będzie Cię kochać, to będzie cierpieć widząc, jak się poświęcasz.
Ujmę inaczej co napisała inka; miłość to umiejętność dawania, które choć jest dzieleniem w rzeczywistości mnoży - bo obie strony zyskują, a nikt nic nie traci. Gdy traci, rodzi się w tej relacji coś toksycznego. I albo druga strona kocha i nie pozwoli, by składano jej ofiarę z samego siebie, albo nie kocha i zacznie wykorzystywać.
Zdefiniuj ideały i wady?
Spotkałem w swoim życiu kilka kobiet, w których nie dostrzegałem wad. Miały inny poglądy, podejmowały inne decyzje i myślały samodzielnie. Były zwyczajnie inne niż ja, ale nie łączyło się to z cechami, którym mógłbym nadać negatywny charakter. Myślę więc, że mogą istnieć ideały. Ideałem jest po prostu osoba dobrze do nas dopasowana. Jej cechy, które inni nazywają wadami, dla nas są neutralne lub nawet pozytywne. I wtedy relacje z taką osobą mają sens. Gdy przymykamy oko, czyli "kochamy mimo wad" to irytacja w nas zbiera i w końcu wybuchnie.
>ale dzięki temu, że kochałam i potrafiłam poświecić siebie teraz mam dystans do wszystkiego.
Cóż z tego, że masz dystans do siebie, kiedy nadal wierzysz, że miłość to poświęcenie. Nie rozumiesz, że jeśli druga osoba będzie Cię kochać, to będzie cierpieć widząc, jak się poświęcasz.
Ujmę inaczej co napisała inka; miłość to umiejętność dawania, które choć jest dzieleniem w rzeczywistości mnoży - bo obie strony zyskują, a nikt nic nie traci. Gdy traci, rodzi się w tej relacji coś toksycznego. I albo druga strona kocha i nie pozwoli, by składano jej ofiarę z samego siebie, albo nie kocha i zacznie wykorzystywać.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
>Zaufanie i szacunek to podstawa :).
Zaufanie? Co przez to rozumiesz? Przecież jeśli zrobiłaś kiedyś coś, czego się nie spodziewałaś, czego na chłodno nigdy byś nie zrobiła, to nie możesz ufać nawet samej sobie. A jeśli nie zrobiłaś, cóż... jesteś straszną nudziarą:p
Zaufanie? Co przez to rozumiesz? Przecież jeśli zrobiłaś kiedyś coś, czego się nie spodziewałaś, czego na chłodno nigdy byś nie zrobiła, to nie możesz ufać nawet samej sobie. A jeśli nie zrobiłaś, cóż... jesteś straszną nudziarą:p
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Osoby które kochają za bardzo, nie kochają siebie. Poświęcają swoje potrzeby, marzenia, fantazje, plany, by komuś, tej jednej wybranej osobie, było najlepiej na świecie. Lepsze miejsce w łóżku, w samolocie od okna?
Odejmują sobie od ust, żeby komuś się przypodobać, utrzymać przy sobie?I chodzą potem smutni i sfrustrowani
Odejmują sobie od ust, żeby komuś się przypodobać, utrzymać przy sobie?I chodzą potem smutni i sfrustrowani
Człowiek bez wad to utopia ,tak jak związek bez "wybuchów".
Nie mogę Ci zdefiniować wad i zalet bo jak sam słusznie zauważyłeś ich postrzeganie jest sprawą osobniczą. Co dla mnie jest wadą,dla Ciebie może być zaletą i odwrotnie :-)
Mało tego. Nastrój chwili czyni wadę błahostką,innym razem przyczynkiem do dzikiej awantury ;-) Trzeba dobrze siebie wzajemnie poznać i mieć dużo dobrej woli żeby te różne wzloty i upadki dzielnie znieść a potem w zaciszu sypialni rechotać z wzajemnej głupoty ;-)
Nie mogę Ci zdefiniować wad i zalet bo jak sam słusznie zauważyłeś ich postrzeganie jest sprawą osobniczą. Co dla mnie jest wadą,dla Ciebie może być zaletą i odwrotnie :-)
Mało tego. Nastrój chwili czyni wadę błahostką,innym razem przyczynkiem do dzikiej awantury ;-) Trzeba dobrze siebie wzajemnie poznać i mieć dużo dobrej woli żeby te różne wzloty i upadki dzielnie znieść a potem w zaciszu sypialni rechotać z wzajemnej głupoty ;-)
Miałem takie związki, że jedyny wybuch był wybuchem końcowym - i nie był on po mojej stronie:p I był wynikiem "kocham mimo wad" - gdzie te wady się gromadziły, aż się zemściły (bo były to tak drobne rzeczy, że skarpetki na podłodze to niczym bomba atomowa w porównaniu do petardy).
>jak sam słusznie zauważyłeś ich postrzeganie jest sprawą osobniczą.
Tak, ale w równym stopniu od posiadacza cech, jak i od odbiorcy. Ludziom w tych czasach brak empatii i mądrości, bo trzeba myśleć, czy dane zachowanie u innych byłoby irytujące - i z mądrością pozbywać się takich cech (to jak kwestia dobrego wychowania).
I ludziom w tych czasach brak cierpliwości, irytują ich błahostki, to że ktoś je winogrona nie oskubując kiści po kolei, czy to, że układa szklanki w szafce do góry nogami;) Wtedy wszystko im przeszkadza i widzą same wady.
Ale tak jak to piszę często na tym forum, w większości związków wcale nie ma miłości - jest wiele innych uczuć i zależności, ale brak tam miłości. Jest za to sporo egoizmu - każdy chce, by było po jego myśli i tyle.
Gdy nie ma takiego podejścia, to nie potrzeba pracy, poświęcenia, kompromisów, ani kłótni.
Związek jest jak życie z samym sobą - jedni się kochają i wewnętrznie pozbawieni są konfliktów, a innymi targają silne emocje, kłócą się ze sobą, nie zgadzają, zarzucają oskarżeniami, poczuciem winy... wpadają w depresję albo wybuchają. I to nie jest tak, że raz jest jedno, raz drugie - żyje się albo w jednym stanie, albo w drugim (i zwykle osiągając ten pozytywny drzwi do negatywnego zamykają się na zawsze).
>jak sam słusznie zauważyłeś ich postrzeganie jest sprawą osobniczą.
Tak, ale w równym stopniu od posiadacza cech, jak i od odbiorcy. Ludziom w tych czasach brak empatii i mądrości, bo trzeba myśleć, czy dane zachowanie u innych byłoby irytujące - i z mądrością pozbywać się takich cech (to jak kwestia dobrego wychowania).
I ludziom w tych czasach brak cierpliwości, irytują ich błahostki, to że ktoś je winogrona nie oskubując kiści po kolei, czy to, że układa szklanki w szafce do góry nogami;) Wtedy wszystko im przeszkadza i widzą same wady.
Ale tak jak to piszę często na tym forum, w większości związków wcale nie ma miłości - jest wiele innych uczuć i zależności, ale brak tam miłości. Jest za to sporo egoizmu - każdy chce, by było po jego myśli i tyle.
Gdy nie ma takiego podejścia, to nie potrzeba pracy, poświęcenia, kompromisów, ani kłótni.
Związek jest jak życie z samym sobą - jedni się kochają i wewnętrznie pozbawieni są konfliktów, a innymi targają silne emocje, kłócą się ze sobą, nie zgadzają, zarzucają oskarżeniami, poczuciem winy... wpadają w depresję albo wybuchają. I to nie jest tak, że raz jest jedno, raz drugie - żyje się albo w jednym stanie, albo w drugim (i zwykle osiągając ten pozytywny drzwi do negatywnego zamykają się na zawsze).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Związek który rozpada się z hukiem po jednej awanturce to zabawa we wspólne życie a nie poważna relacja. To lekcja bycia i życia razem z której obydwie strony na pewno coś wyniosą,przynajmniej powinny.W każdym związku dochodzi do spięć i to jest normalne bo oczyszcza atmosferę i pozwala jednej i drugiej stronie zrozumieć i poznać lepiej partnera.Groźne jest kumulowanie w sobie pretensji i żalów.Trzeba wyjaśniać na bieżąco nieporozumienia i mówić "co mnie gryzie".Miłość nie trwa bo tak, to nieustanny proces,ona się zmienia,ewoluuje.
Dobrze już dobrze nie roztrząsajcie tych moich poświęceń itd.Pijana byłam jak to napisałam ;).Piłaś, nie pisz hehehe. Prawda jest taka, że mam w sobie mało egoizmu i nie mam o to do nikogo pretensji.Akceptuję siebie i jednocześnie uczę się asertywności ;).Nie lubię tylko kłamstwa, bo tak jak wcześniej pisałam bez braku zaufania i szacunku niczego nie da się ani budować, ani naprawić.Mój związek legł w gruzach właśnie przez utracone zaufanie, resztę można sobie dopowiedzieć;).A zaufanie i szacunek wiążą się ze sobą.To tyle.Miłego dnia kochana lożo szyderców ;):)...