Re: TdF bez Basso i Ullricha...
Przed kilku laty, po tym, jak Lance na jednym z etapów TdF solowo skasował trzy uciekające grupy, jedną po drugiej, w odstępie kilku minut, a potem odjechał, także solo, przewalił parę morderczych...
rozwiń
Przed kilku laty, po tym, jak Lance na jednym z etapów TdF solowo skasował trzy uciekające grupy, jedną po drugiej, w odstępie kilku minut, a potem odjechał, także solo, przewalił parę morderczych podjazdów i wygrał ze sporą przewagą, pan Piotr* zapytał pana Ryszarda*:
- Widział pan wczoraj Armstronga?
- Tak. Nawet się nie spocił.
- Co za moc, prawda?
- Tak, po epo...
____________
*Nazwiska do wiadomości redakcji.
* * *
Nie oglądam TdF od wielu lat. Współczuję zawodowym kolarzom i sportowcom w ogólności. Tkwić w układzie chorym z zasady, to rzecz smutna. Zero romantyzmu, przygody, czystego zwyciężania. Pantani to przypadek symboliczny, wyrażający rozpaczliwy stan całej dyscypliny i śmierć idei. Może inni robią gorsze rzeczy, ale przynajmniej nie wieszają im za to medalów na szyi... A te wypowiedzi Lance'a, o tym jaka to z niego sportowa cnota, i to udawane oburzenie Jana, że on się nie spodziewał, iż Lance mógł być taką świnką... Czysta żenada.
Coraz bardziej przemawia do mnie wyrażony przez niektórych z Was pogląd, iż jedynym rozwiązaniem jest dożywotnia dyskwalifikacja każego zawodnika przyłapanego na dopingu. A koszty wszystkich badań antydopingowych powinny być w całości pokrywane przez teamy przyłapanych dopingowiczów. Wtedy same teamy pilnowałyby czystości w swoich drużynach i eliminowały tych, którym się do łap lepią zakazane środki. Chciałby ktoś ryzykować? Proszę bardzo. Ale konsekwencje powinny być jasne i nieuchronne.
* * *
Wiele lat temu, kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką i kochałem opony Tornado, pewien świeżo upieczony senior, nie mogąc sobie poradzić w peletonie, skorzystał z modnego "dopalacza". Efekt był taki, że chłopak stracił przytomność i wylądował w szpitalu. Okazało się, że jest uczulony na tę substancję. Kiedy potem zrelacjonował wszystko zaufanemu lekarzowi sportowemu, ten udzielił mu arcyprofesjonalnej odpowiedzi-rady: "No, jak ty nawet tego nie tolerujesz, to ty się chłopie nie nadajesz do kolarstwa".
Kto się tak naprawdę nie nadawał - młody kolarz eksploatowany nadmiernie przez klub, czy lekarz traktujący doping jako nieodłączny element "zawodowstwa". Doping w kolarstwie to hydra o stu głowach, ale podobno i na hydrę znalazł się sposób...
zobacz wątek