Widok
Terapeuta Dominik Wloch
Z p.Dominikiem po raz pierwszy spotkałam się w marcu 2012 r. Mimo 26 zdiagnozowano u mnie skoliozę, zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego.Każde przeciążenie kończyło się w ten sam sposób- szpital, zastrzyki, kroplówki. Pani neurolog przepisywała coraz silniejsze leki,a ja czułam się jak staruszka. Na wizytę u p. Dominika czekałam tylko 2 dni. Wtedy to zaczął się mój powrót do zdrowia. Na efekty nie trzeba było długo czekać, stopniowo ustępowały bóle kręgosłupa, głowy, b.miesiączkowe i nudności. Dzięki ćwiczeniom poprawiła się kondycja, ruchomość stawów, pojawiły mięśnie. Dziś aż boję się myśleć, jak czułabym się teraz gdybym się zgłosiła się do p.Dominika. Przywrócił mi nadzieję, że jeszcze może być dobrze. Jeśli więc wahasz się, czy warto- umów się, daj trochę z siebie, robiąc zlecone ćwiczenia, a będziesz zaskoczony efektem i zły na siebie, że tak długo zwlekałeś!!!
Moja ocena
Terapia Manualna
kategoria: Rehabilitacja
obsługa: 6
jakość usług: 6
wyposażenie: 6
czas oczekiwania: 6
przystępność cen: 6
ocena ogólna: 6
6.0
* maksymalna ocena 6
Po wypadku, który opisuję poniżej stwierdzono u mnie złamany kłykć kości piszczela pod kolanem, naderwane podudzie, wgniecenie kości powyżej pół centymetra i liczne wylewy podskórne.
Lekarz w Szczecinie założył mi szynę przez całą nogę, po tygodniu drugi zamienił to na stabilizator a następny w AM Gdańsku skierował na operacje stawu kolanowego. Na szczęście trafiłem na specjalistę, który na własnych nogach przemierzył dystans z Nowego Portu w Gdańsku do Ziemi Świętej, pomijam praktykę na Madagaskarze i wie do czego służą i jak dbać o nogi czy o aktywność fizyczną.
Zaufałem mu i po dwóch wizytach chodzę o własnych siłach bez stabilizatora ani kul. O bólu czy kłuciu w kolanie zupełnie zapomniałem a przy okazji dostałem korektę całej postawy i lekcję ergonomii chodzenia oraz dobrych nawyków codziennej gimnastyki.
Polecam doświadczenie, postawę moralną oraz skuteczność manualnej terapii terapeuty Dominika Włocha
Andrzej
P.S.
HARPAGAN DOBREJ MARINY
w długi weekend pamiętliwy
Był on najdłuższy i poruszający.
W Święto Pracy ruszyli rodacy,
godzinami przykuci do kierownicy;
za miasto, na grilla, jak zawodnicy.
Na autostradzie pod Szczecinem,
przy dobrych 100 km na godzinę,
uderzył w nas pirat swoim autem,
biorąc na młode barki całą winę.
Wbił się z ukosa, tak dla zasady.
Zaczęła się jazda bez trzymanki.
Taniec dwóch ton wokół bandy,
niczym korrida i dwa dzikie byki.
Tyłem auta zarzuciło w poprzek
i z dwóch kół wybiło wóz w górę.
Balustrada przecięła dach w pół,
przez tylną szybę opuściłem furę.
Trajektoria lotu - na szczęście,
jak u Małysza. Razem ze mną
przeleciało calutkie moje życie.
Była myśl, że to mi się tylko śniło.
Lecąc zgubiłem z nosa okulary.
Wylądowałem na zieloną trawkę.
Komórka w ręku i klapek bez pary.
Utykając wstałem na kolejową dróżkę.
Kątem oka widziałem dalsze piruety,
aż bus spadł na koła pod nasypem.
Auto do kasacji, tak jak deski i kity
sponiewierane północnym sztormem.
Helikopter zabrał ranną z Nissana,
Niebrzydki dostał szczękościsku,
Goofy, choć wygimnastykowana,
skończyła w lekarskim kołnierzyku.
Przygotowań półroczna droga,
nie wspomnę o nowych kitach.
Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga,
powiedz mu o swoich planach.
Tak zakończyły się moje zawody
Pucharu Polski w Kite Racingu.
Latałem bez kita oraz bez wody,
dziękując za życie Panu Bogu.
W przeddzień zapytałem wydawcy;
jak mogę podnieść sprzedaż książek?
Poczytność wzrasta, gdy czytelnicy
mają w pamięci autora pochówek.
Może zawiodłem dystrybutora,
jednak to jeszcze nie koniec.
To nie to miejsce, ani ta pora.
Nie spowiła nas śmierci moc.
Dziękuję, jeszcze trochę pożyję,
nie jedne pociągnął mnie konie,
nie jednym się płaszczem okryję,
nie jeden toast za życie wypiję.
Złamany kłykć kolana mniej boli,
niż serce po Basi - na raka odeszła.
Zwiedzaliśmy dalekie kraje do woli.
Czyżby dziś za mnie życie oddała?
Weekend obfitował w 770 wypadków.
Zginęło 77 ludzi, to jest odsetek duży.
Podnieśliśmy statystykę incydentów,
wracając jednak z dalekiej podróży.
Gdańsk, 06.05.2013 r. Poniedziałek, godz.22.44
Lekarz w Szczecinie założył mi szynę przez całą nogę, po tygodniu drugi zamienił to na stabilizator a następny w AM Gdańsku skierował na operacje stawu kolanowego. Na szczęście trafiłem na specjalistę, który na własnych nogach przemierzył dystans z Nowego Portu w Gdańsku do Ziemi Świętej, pomijam praktykę na Madagaskarze i wie do czego służą i jak dbać o nogi czy o aktywność fizyczną.
Zaufałem mu i po dwóch wizytach chodzę o własnych siłach bez stabilizatora ani kul. O bólu czy kłuciu w kolanie zupełnie zapomniałem a przy okazji dostałem korektę całej postawy i lekcję ergonomii chodzenia oraz dobrych nawyków codziennej gimnastyki.
Polecam doświadczenie, postawę moralną oraz skuteczność manualnej terapii terapeuty Dominika Włocha
Andrzej
P.S.
HARPAGAN DOBREJ MARINY
w długi weekend pamiętliwy
Był on najdłuższy i poruszający.
W Święto Pracy ruszyli rodacy,
godzinami przykuci do kierownicy;
za miasto, na grilla, jak zawodnicy.
Na autostradzie pod Szczecinem,
przy dobrych 100 km na godzinę,
uderzył w nas pirat swoim autem,
biorąc na młode barki całą winę.
Wbił się z ukosa, tak dla zasady.
Zaczęła się jazda bez trzymanki.
Taniec dwóch ton wokół bandy,
niczym korrida i dwa dzikie byki.
Tyłem auta zarzuciło w poprzek
i z dwóch kół wybiło wóz w górę.
Balustrada przecięła dach w pół,
przez tylną szybę opuściłem furę.
Trajektoria lotu - na szczęście,
jak u Małysza. Razem ze mną
przeleciało calutkie moje życie.
Była myśl, że to mi się tylko śniło.
Lecąc zgubiłem z nosa okulary.
Wylądowałem na zieloną trawkę.
Komórka w ręku i klapek bez pary.
Utykając wstałem na kolejową dróżkę.
Kątem oka widziałem dalsze piruety,
aż bus spadł na koła pod nasypem.
Auto do kasacji, tak jak deski i kity
sponiewierane północnym sztormem.
Helikopter zabrał ranną z Nissana,
Niebrzydki dostał szczękościsku,
Goofy, choć wygimnastykowana,
skończyła w lekarskim kołnierzyku.
Przygotowań półroczna droga,
nie wspomnę o nowych kitach.
Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga,
powiedz mu o swoich planach.
Tak zakończyły się moje zawody
Pucharu Polski w Kite Racingu.
Latałem bez kita oraz bez wody,
dziękując za życie Panu Bogu.
W przeddzień zapytałem wydawcy;
jak mogę podnieść sprzedaż książek?
Poczytność wzrasta, gdy czytelnicy
mają w pamięci autora pochówek.
Może zawiodłem dystrybutora,
jednak to jeszcze nie koniec.
To nie to miejsce, ani ta pora.
Nie spowiła nas śmierci moc.
Dziękuję, jeszcze trochę pożyję,
nie jedne pociągnął mnie konie,
nie jednym się płaszczem okryję,
nie jeden toast za życie wypiję.
Złamany kłykć kolana mniej boli,
niż serce po Basi - na raka odeszła.
Zwiedzaliśmy dalekie kraje do woli.
Czyżby dziś za mnie życie oddała?
Weekend obfitował w 770 wypadków.
Zginęło 77 ludzi, to jest odsetek duży.
Podnieśliśmy statystykę incydentów,
wracając jednak z dalekiej podróży.
Gdańsk, 06.05.2013 r. Poniedziałek, godz.22.44