Gruzję kojarzymy z wielką gościnnością. Niestety, bar "Moja Gruzja" opinii tej nie potwierdza. Panie z obsługi prezentują poziom raczej nadwiślański. Jest wprawdzie lepiej, niż za czasów słusznie minionych (żaden kelner nie użył wobec mnie siły), ale zostałem wyprawiony w drogę, na deszcz, z plackiem w rozpadającym się kartonie. Miejsca w lokalu mi odmówiono, bo obsługa nie zauważyła, że właśnie zwolnił się jeden stolik - zajęli go państwo, którzy przyszli po mnie.

Co do kuchni, to trudno o ocenę na podstawie jednego dania (przy wyborze, pani raczej pouczała, niż wyjaśniała czy zachęcała). Było przyrządzone poprawnie, ale nic nadzwyczajnego. Natomiast jak zawsze znakomita jest woda Borjomi, choć za tę cenę spodziewałbym się butelki szklanej, a nie plastiku.

Jeżeli właścicielem baru jest Gruzin, to niech łaskawie rozważy, czy znakomitą markę swojego Kraju warto jest psuć w ten sposób. Bo jak na razie, "Moja Gruzja" nie będzie moją Gruzją, nad czym szczerze ubolewam.