Widok
Nasza poczatkujaca ekipa troche zbladzila przy PK2 - zalamka byla jak doszlismy do jeziora i zobaczylismy baze dokladnie po 2 stronie ;)
Potem nie bylo juz wiekszych problemow z nawigacja ale pojawily sie kontuzje i 2 dziewczyny podjechaly sobie do bazy samochodem z Szopy :)
Ogolnie najwieksza rzeznie mielismy z dojsciem do PK6 bo nogi daly juz nam niezle popalic ale obralismy trase wzduz slupkow w lesie i szlismy mozliwie najkrotsza droga. Tak to jest jak czlowiek siedzi ciagle przed kompem w pracy i jedyna rozrywka to wyjscie do parku z psem na spacer :)
Ogolnie jestesmy b. zadowoleni, ze za 1 razem udalo sie nam zrobic cala petelke choc niestety nie w pelnym skladzie. Najbardziej uderzyla mnie nieufnosc ludzi gdy pytali sie nas o droge - czyzby zdarzali sie jacys nieuczciwi uczestnicy? :)
Tak mi sie spodobalo, ze zrobie wszystko zeby byc na H30. BTW orientuje sie ktos gdzie nastepna edycja bedzie?
pozdr
Potem nie bylo juz wiekszych problemow z nawigacja ale pojawily sie kontuzje i 2 dziewczyny podjechaly sobie do bazy samochodem z Szopy :)
Ogolnie najwieksza rzeznie mielismy z dojsciem do PK6 bo nogi daly juz nam niezle popalic ale obralismy trase wzduz slupkow w lesie i szlismy mozliwie najkrotsza droga. Tak to jest jak czlowiek siedzi ciagle przed kompem w pracy i jedyna rozrywka to wyjscie do parku z psem na spacer :)
Ogolnie jestesmy b. zadowoleni, ze za 1 razem udalo sie nam zrobic cala petelke choc niestety nie w pelnym skladzie. Najbardziej uderzyla mnie nieufnosc ludzi gdy pytali sie nas o droge - czyzby zdarzali sie jacys nieuczciwi uczestnicy? :)
Tak mi sie spodobalo, ze zrobie wszystko zeby byc na H30. BTW orientuje sie ktos gdzie nastepna edycja bedzie?
pozdr
jart napisał(a):
> Nie wiem dlaczego nikt nie pisze o PK 2. Dla mojej ekipy był
> najgorszy.
W zasadzie to na chwile też się przed 2 zgubiliśmy, jednak jak zwykle poszliśmy w przeciwną strone niż zdecydowana większość i trafiliśmy. Po drodze jak zwykle przygody w postaci skakania nad rzeką, utopiłęm kompas, na szczęście udało mi się go wyłowić (I tak nie był mój :P). Ogólnie dobrze było, choć bunkru nie widziałem, nie było czasu aby szukać.
> Nie wiem dlaczego nikt nie pisze o PK 2. Dla mojej ekipy był
> najgorszy.
W zasadzie to na chwile też się przed 2 zgubiliśmy, jednak jak zwykle poszliśmy w przeciwną strone niż zdecydowana większość i trafiliśmy. Po drodze jak zwykle przygody w postaci skakania nad rzeką, utopiłęm kompas, na szczęście udało mi się go wyłowić (I tak nie był mój :P). Ogólnie dobrze było, choć bunkru nie widziałem, nie było czasu aby szukać.
pozdrawiam,
Joseph, "Wszystko za WINO"
Joseph, "Wszystko za WINO"
Szejk Snejk napisał(a):
> Myśmy sie spotkali właśnie w Młynie Dolnym, widok na jeziora
> niesamowity :) niesamowite tez były tam wzniesienia :)
> W sprawie tych dodatkowych kilometrów to miałem na mysłi
> okolice Szopy i Backiej Huty... Można sie tam było troche
> zaręcić :)
Teraz siedząc wygodnie w domu widze żę przed 7 pk kawałęk nadrobiliśmy, można było krócej pójść. nie szliśmy przez Bącką Hute, poszliśmy na południe do Boru, a dalej przez Łączki do Szopy (na "czuja"). Pomiędzy Borem a Łączkami też widoki były niesamowite, trafiliśmy przed Łączkami 3 osobową ekipe któa postanowiła że chce pozostać pastuchami i wypasać w tej okolicy krowy :D
Ja zdobyłem niedaleko ziemniaka, któego własnoręcznie podniosłem z pola (te azymuty przez pola :D), niestety w bazie nie udało mi się go przemienić na frytki :D
> Myśmy sie spotkali właśnie w Młynie Dolnym, widok na jeziora
> niesamowity :) niesamowite tez były tam wzniesienia :)
> W sprawie tych dodatkowych kilometrów to miałem na mysłi
> okolice Szopy i Backiej Huty... Można sie tam było troche
> zaręcić :)
Teraz siedząc wygodnie w domu widze żę przed 7 pk kawałęk nadrobiliśmy, można było krócej pójść. nie szliśmy przez Bącką Hute, poszliśmy na południe do Boru, a dalej przez Łączki do Szopy (na "czuja"). Pomiędzy Borem a Łączkami też widoki były niesamowite, trafiliśmy przed Łączkami 3 osobową ekipe któa postanowiła że chce pozostać pastuchami i wypasać w tej okolicy krowy :D
Ja zdobyłem niedaleko ziemniaka, któego własnoręcznie podniosłem z pola (te azymuty przez pola :D), niestety w bazie nie udało mi się go przemienić na frytki :D
pozdrawiam,
Joseph, "Wszystko za WINO"
Joseph, "Wszystko za WINO"
Najbarzdziej masakryczny był pk 6, dotarcie do niego po jakiś przecinkach, z pochowanymi kamieniami z numerami tychże...;) W pewnym momencie płączyliśmy sie z jeszcze jedną ekipą i w 5-cio osobowym tramwaju poszliśmy w miarę możliwości na zachód. To nas wprowadziło w prawdziwą dżunglę, zostawiliśmy ślady w miejscach nie tkniętych jeszcze stopa ludzką;-) Nawet nie spodziewałem się,żę taka bujna i zróżnicowana roślinnośc występuje w tym kraju. Jak już wyszłiśmy na bardziej cywilizowane odcinki, w których, rzadko bo rzadko, ale znajdowałiśmy te przeklęte kamienie na przecinkach do pk doszliśmy dzięki jakimś harpagonowiczą co tam już byli. I wtedy zaczął nas gonić czas...
Na pk 7 chcieliśmy podejść troche czarnym szlakiem i jakąś dróżką do Szopy. Z czarnego szlaku znaleźliśmy tylko jedno oznaczenie i 100m dalej skrzyżownie 5 dróg. Poszliśmy nie tam gdzie trzeba.... pytaliśmy autochtonów o drogę, poduczyłiśmy sie kaszubskiego:) W Bąckiej Hucie (którą to przez cały czas próbowaliśmy ominąć) dotarliśmy 1 godz przed zamknięciem pk7. Idąc zaspokojaliśmy dziki głód kupionym jedzonkiem (ktoś napisał na forum aby nie brać za dużo jedzenia,bo się nie jest głodnym- na mnie to działa proporcjonalnie odwrotnie, niż tego kogoś;-))
i wtedy dołączyliśmy się do pana z kolorową mapą i kolegą w dresie. pan z kolorową mapa pełnił funkcje sternika i kapitana. Ja i kolega w dresie jako rekonesans terenu, a nico z tyłu dzielnie szła moja kobieta, która będąc już na pk 6 była na skraju wyczerpania. Pokłony przed nią za ten hart ducha ,dzieki któremu doszła do pk8 ;)) no, ale dotarliśmy jakoś do pk 7 ,25min przed zamknięciem. uff... dla mnie to tempo to było mistrzostwo świata
Najbardziej klimatyczna był kawałek przed pk9 i do połowy pk10. Piękna pogoda .....pełny brzuch....nowe skarpetki...ładny widok....ostatnie przebłyski abstrakcyjnego myślenia, później zaczęło sie odrętwienie umysłu;-). Szliśmy troche okręnie, aby przejść mostkiem Słupie, która okazała sie 1m. szerokości rzeczką. Jak dla mnie nawet gdyby miała 40cm i tak bym nie przeskoczył, most to dobra alternatywa;)
Zauważyliście mnogość krzyży na drogach? Sam musialem mijać ich przynajmniej z 20....
Pozdrowienia dla Bartka z kumplami (jak wstałem następnego dnia nie mogę sobie przypmieć imion), Pana z kolorową mapą, kolegi w dresie, Harpagana z Wa-wy ( spał obok) i wszystkich co się przewineli po drodze...
Na pk 7 chcieliśmy podejść troche czarnym szlakiem i jakąś dróżką do Szopy. Z czarnego szlaku znaleźliśmy tylko jedno oznaczenie i 100m dalej skrzyżownie 5 dróg. Poszliśmy nie tam gdzie trzeba.... pytaliśmy autochtonów o drogę, poduczyłiśmy sie kaszubskiego:) W Bąckiej Hucie (którą to przez cały czas próbowaliśmy ominąć) dotarliśmy 1 godz przed zamknięciem pk7. Idąc zaspokojaliśmy dziki głód kupionym jedzonkiem (ktoś napisał na forum aby nie brać za dużo jedzenia,bo się nie jest głodnym- na mnie to działa proporcjonalnie odwrotnie, niż tego kogoś;-))
i wtedy dołączyliśmy się do pana z kolorową mapą i kolegą w dresie. pan z kolorową mapa pełnił funkcje sternika i kapitana. Ja i kolega w dresie jako rekonesans terenu, a nico z tyłu dzielnie szła moja kobieta, która będąc już na pk 6 była na skraju wyczerpania. Pokłony przed nią za ten hart ducha ,dzieki któremu doszła do pk8 ;)) no, ale dotarliśmy jakoś do pk 7 ,25min przed zamknięciem. uff... dla mnie to tempo to było mistrzostwo świata
Najbardziej klimatyczna był kawałek przed pk9 i do połowy pk10. Piękna pogoda .....pełny brzuch....nowe skarpetki...ładny widok....ostatnie przebłyski abstrakcyjnego myślenia, później zaczęło sie odrętwienie umysłu;-). Szliśmy troche okręnie, aby przejść mostkiem Słupie, która okazała sie 1m. szerokości rzeczką. Jak dla mnie nawet gdyby miała 40cm i tak bym nie przeskoczył, most to dobra alternatywa;)
Zauważyliście mnogość krzyży na drogach? Sam musialem mijać ich przynajmniej z 20....
Pozdrowienia dla Bartka z kumplami (jak wstałem następnego dnia nie mogę sobie przypmieć imion), Pana z kolorową mapą, kolegi w dresie, Harpagana z Wa-wy ( spał obok) i wszystkich co się przewineli po drodze...
Jesli chodzi o TR to obok drogi na ktorej byla 18tka szla rownolegla prawie taka sama...troche na niej stracilismy czasu zanim cos zaskoczylo ze to nie to (a nie bylo jej na mapie ;)) - chyba zmeczenie.... a w lasku na 15ce jacys drwale malo nas nie przygnietli zcietym 20-metrowym drzewem...dobrze ze chociaz krzykneli ze leci prosto na droge ;))
> Pozdrowienia dla Bartka z kumplami (jak wstałem następnego dnia
> nie mogę sobie przypmieć imion), Pana z kolorową mapą, kolegi w
> dresie, Harpagana z Wa-wy ( spał obok) i wszystkich co się
> przewineli po drodze...
Dzięki za pozdrowienia (Harpagan z Wawy) i pozdrawiam Was oboje.
Jeśli chodzi o mnie, to sądzę że wszystkie punkty na TP jako takie były łatwe do znalezienia, ale najkrótsze drogi już nie. Najwięcej problemów miałem na dojściu do PK2 od zachodu (inaczej niż większośc) gdzie straciliśmy ok. 15-20 minut na skakanie przez strumyk, chodzenie na azymut, znalezienie słupka i brodzenie w błocie na stoku obok jeziora które zalało drogę.
Trudne też było optymalne wyjście z PK5, które wyszło bezbłędnie dzięki czemu dogoniliśmy Czechów i inne grupki oraz sporo szczęścia ze znalezieniem ładnej przecinki prowadzącej do PK6. Problem też był z dobry wyjściem z PK6.
Druga pętla bardzo łatwa.
> nie mogę sobie przypmieć imion), Pana z kolorową mapą, kolegi w
> dresie, Harpagana z Wa-wy ( spał obok) i wszystkich co się
> przewineli po drodze...
Dzięki za pozdrowienia (Harpagan z Wawy) i pozdrawiam Was oboje.
Jeśli chodzi o mnie, to sądzę że wszystkie punkty na TP jako takie były łatwe do znalezienia, ale najkrótsze drogi już nie. Najwięcej problemów miałem na dojściu do PK2 od zachodu (inaczej niż większośc) gdzie straciliśmy ok. 15-20 minut na skakanie przez strumyk, chodzenie na azymut, znalezienie słupka i brodzenie w błocie na stoku obok jeziora które zalało drogę.
Trudne też było optymalne wyjście z PK5, które wyszło bezbłędnie dzięki czemu dogoniliśmy Czechów i inne grupki oraz sporo szczęścia ze znalezieniem ładnej przecinki prowadzącej do PK6. Problem też był z dobry wyjściem z PK6.
Druga pętla bardzo łatwa.
Piotrze, zgadzam się z Tobą w pełni. Przez wybór bezpiecznych, ale nie koniecznie najkrótszych wariantów, pierwsza pętla rozrosła mi się do ponad 60 km. Trochę zakręciłem się przy 7PK (gdybym wiedział, że jest na szlaku), zbyt wczesny skręt zaraz za ciekiem wodnym i punkt zaszedłem od tyłu. Na drugiej pętli nie mogłem się pomylić, bo czasu miałem na styk, ale na szczęście jedynie przy 14 miałem lekkie zawirowanie, bo uznałem za leśniczówkę domek, który nią nie był. Na szczęście punkt był tuż obok. Udało się, choć takie emocje i walkę z czasem porównać mogę jedynie z Drzewiną, gdzie z Krzysiem dotarliśmy do mety na 20 minut przed jej zamknięciem w dodatku jako zamykający stawkę Harpaganów.