Widok
no tak jak mówisz miałem uszkodzoną łąkotke ale niznacznie
ale łącznie na prawe kolano 3 zabiegi, jedna artroskopia i dwie rekonstrukcji najpierw bocznego później krzyzowego.
Po krzyżowym na rowerku stacjonarnym "jeździłem" a własciwie prubowałem kręcić już po 2tyg (może nawet nie nie pamiętam dokładnie) na rehabilitacji oczywiście na stacjonarnym
na zwykły wsiadłem po 6 mc bo lekarz odradzał ze względu na niestabilnośc i nie wygojenie do końca wewnątrz
ale później zachęcał i mówił, żeby jeździć jak najwięcej przy czym przy zachowaniu zdroweego rozsądku
w drugim kolanie mam zerwane od roku, i o paranojo zerwałem grając w kosza jakiś rok po operacji i jak widzisz naprawione się trzymało i się trzyma a drugie naturalne mi poszło
ale łącznie na prawe kolano 3 zabiegi, jedna artroskopia i dwie rekonstrukcji najpierw bocznego później krzyzowego.
Po krzyżowym na rowerku stacjonarnym "jeździłem" a własciwie prubowałem kręcić już po 2tyg (może nawet nie nie pamiętam dokładnie) na rehabilitacji oczywiście na stacjonarnym
na zwykły wsiadłem po 6 mc bo lekarz odradzał ze względu na niestabilnośc i nie wygojenie do końca wewnątrz
ale później zachęcał i mówił, żeby jeździć jak najwięcej przy czym przy zachowaniu zdroweego rozsądku
w drugim kolanie mam zerwane od roku, i o paranojo zerwałem grając w kosza jakiś rok po operacji i jak widzisz naprawione się trzymało i się trzyma a drugie naturalne mi poszło
w spd jeszcze nie jeżdżę na razie na zwykłych 5 miesięcy po operacji to chyba za wcześnie na spd. Miałeś krzyżowe zerwane a jeszcze jakieś uszkodzenia wewnątrz stawu np. Chrząstki czy łąkotki? Ją miałem złamanie kłykacia bocznego piszczeli z uszkodzeniem chrząstki, a łąkotki wiadomo każdy kto miał zerwane krzyżowe miał uszkodzone
ja miałem artroskopię
rekonstrukcje wiązadła krzyzowego i pobocznego w jednym kolanie i mam zerwane wiązadło krzyżowe w drugim (jak nie robisz hopek za wiele i innych dziwnych rzeczy to nie jest potrzebne)
śmigałem w tym roku sporo na rowerze tylko po tpk
może bez szału ale parę razy po 70km dzienniei wiele razy krótsze dystanse np 30-45 km, po pracy oczywiście
i jak jeździłem było super, ostatnio jestem zalatany i nie miałem czasu to kolano czasem pobolewa, więc musze powiedzieć, że jazda pomaga, a nie przeszkadza
oczywiście jeżdżę w spd które podobno też nie jest najlepsze dla kolan
rekonstrukcje wiązadła krzyzowego i pobocznego w jednym kolanie i mam zerwane wiązadło krzyżowe w drugim (jak nie robisz hopek za wiele i innych dziwnych rzeczy to nie jest potrzebne)
śmigałem w tym roku sporo na rowerze tylko po tpk
może bez szału ale parę razy po 70km dzienniei wiele razy krótsze dystanse np 30-45 km, po pracy oczywiście
i jak jeździłem było super, ostatnio jestem zalatany i nie miałem czasu to kolano czasem pobolewa, więc musze powiedzieć, że jazda pomaga, a nie przeszkadza
oczywiście jeżdżę w spd które podobno też nie jest najlepsze dla kolan
dobra fajnie...
A teraz niech ktoś powie kto jest tutaj po jakiejś poważniejszej kontuzji, urazie po jednej lub kilku artroskopiach, rekonstrukcjach więzadeł kolana?
Bo ja niedawno byłem u dr. Wiśniewskiego i powiedział że raczej powinienem nie wracać do tak intensywnego uprawiania sportu - długie dystanse rowerem jak przed wypadkiem.
Jest tu ktoś kto miał uraz kolana, operacje i wrócił do kilkugodzinnych jazd, nie mówie że od razu ale czy w ogóle ktoś ze stawami po przejściach próbuje/próbował?
Ja zrobiłem pewnego razu 100km w 4 miesiące po rekonstrukcji i jakoś specjalnie nie narzekałem na kolano.
A teraz niech ktoś powie kto jest tutaj po jakiejś poważniejszej kontuzji, urazie po jednej lub kilku artroskopiach, rekonstrukcjach więzadeł kolana?
Bo ja niedawno byłem u dr. Wiśniewskiego i powiedział że raczej powinienem nie wracać do tak intensywnego uprawiania sportu - długie dystanse rowerem jak przed wypadkiem.
Jest tu ktoś kto miał uraz kolana, operacje i wrócił do kilkugodzinnych jazd, nie mówie że od razu ale czy w ogóle ktoś ze stawami po przejściach próbuje/próbował?
Ja zrobiłem pewnego razu 100km w 4 miesiące po rekonstrukcji i jakoś specjalnie nie narzekałem na kolano.
start pod wiatr, a dopiero zaczynam przygodę z rowerami :) no i żaden z nas nie miał miękkiego przełożenia, a Kartuską (znaczy jej przedłużeniem za miastem stale górki są) nie tak łatwo na ostrym(kumpel) :) ja mam rozwaloną przednią przerzutkę i miałem z tyłu 7-9 nr zębatek, bo inaczej łańcuch o przekładnie tarł :)
" Dam radę to zrobić ?? Czy lepiej to podzielić na dwa etapy ?
Jakie macie doświadczenia na takim dystansie ? "
Na tak postawione pytanie może być tylko jedna odpowiedź.
8 godzin snu a potem w trasę
4 godziny na odpoczynki i jedzenie
12 na jazdę że średnią prędkością 25 km/h
Rzeczywistość zweryfikuje teorię i wtedy zdecydujesz o podziale na dwa etapy więc powinnaś być przygotowana na opcję z noclegiem.
Jakie macie doświadczenia na takim dystansie ? "
Na tak postawione pytanie może być tylko jedna odpowiedź.
8 godzin snu a potem w trasę
4 godziny na odpoczynki i jedzenie
12 na jazdę że średnią prędkością 25 km/h
Rzeczywistość zweryfikuje teorię i wtedy zdecydujesz o podziale na dwa etapy więc powinnaś być przygotowana na opcję z noclegiem.
Na biochemi na Awfie przyszedł koleś ktory wtedy prowadził zajecia i mowi " ludzki organizm potrafi niemalze wszystko przetrwać ale wy macie umysł zbyt ograniczony teoriami" Tak naprawde przetrwać mozna głód zimno ból i niewiadomo jak dlugi wysiłek fizyczny. wystarczy chcieć. wiec sie nie zastanawiaj tylko jedź te 300km . siła tkwi w umyśle.
jesli jestes kobieta to nie masz prostaty, nie musisz sie wiec obawiac o nia po tak długim jej ugniataniu na siodełku, ale moze masz coś czemu tak długa jazda moze zaszkodzić :P
u mezczyzn podobno wlasnie długa jazda u osób do niej nieprzyzwyczajonch jest najvardziej groźna dla zdrowia i... sprawnosci :P
u mezczyzn podobno wlasnie długa jazda u osób do niej nieprzyzwyczajonch jest najvardziej groźna dla zdrowia i... sprawnosci :P
no to ja jeszcze może dodam, że jeśli to 300km ma być przejechane nie na czas, dla wyniku - to wszelkie gadania o wydolności, progach itp można sobie wsadzić w d4 -> która nomen omen może być kwestią zasadniczą w temacie 300km i więcej.
Jak na mój gust, wygodne, sprawdzone siodełko i dopasowany do dłuższej jazdy kokpit to rzecz najważniejsza - jako tako rozjeżdżony rowerzyst(k)a prędzej czy później te 300km przejedzie, to co po najwyżej kwestia czasu i regularnego jedzenia/picia, ale jeśli tyłek już po połowie dystansu odpadnie, ręce będą martwiały, a stopom dolegał "hot foot" - to pozamiatane, jazda będzie męczarnią. A warto pamiętać, że z upływem dystansu sił będzie coraz mniej i ciężko będzie mocno cisnąć w pedały - a co za tym idzie, tyłek będzie z większą siłą naciskał na siodełko.
Ja bym próbował - te 300km asfaltami to nie jest aż taki wielki wyczyn. Tylko warto przygotować się na wszelki wypadek na jazdę nocną (zwłaszcza że dzień jest już dość krótki), zatrzymać się gdzieś na dłużej dla zjedzenia czegoś normalnego i rozprostowania kości itp itd - na spokojnie ten dystans jest naprawdę do zrobienia.
pozdr
Jak na mój gust, wygodne, sprawdzone siodełko i dopasowany do dłuższej jazdy kokpit to rzecz najważniejsza - jako tako rozjeżdżony rowerzyst(k)a prędzej czy później te 300km przejedzie, to co po najwyżej kwestia czasu i regularnego jedzenia/picia, ale jeśli tyłek już po połowie dystansu odpadnie, ręce będą martwiały, a stopom dolegał "hot foot" - to pozamiatane, jazda będzie męczarnią. A warto pamiętać, że z upływem dystansu sił będzie coraz mniej i ciężko będzie mocno cisnąć w pedały - a co za tym idzie, tyłek będzie z większą siłą naciskał na siodełko.
Ja bym próbował - te 300km asfaltami to nie jest aż taki wielki wyczyn. Tylko warto przygotować się na wszelki wypadek na jazdę nocną (zwłaszcza że dzień jest już dość krótki), zatrzymać się gdzieś na dłużej dla zjedzenia czegoś normalnego i rozprostowania kości itp itd - na spokojnie ten dystans jest naprawdę do zrobienia.
pozdr