Widok
jak bylo do zrobienia 150km, da rade i 300km..bez przesady, to zadna filozofia-nie mowimy tutaj o mitycznych granicach mozliwosci ludzkiego ciala, wejscia na K2, czy innych pierdolach, to tylko 300km na rowerze, szczegolnie, ze zostalo juz zrobiona polowa.
a te wszystkie piardy o wydolnosci organizmu, masie miesniowej i menstruacji i nic nie sa w tym wypadku warte..
moja recepta: podczas eskapady starac sie trzymac rowne tempo, nie przekraczac progu tlenowego i regularnie uzupelniac energie i wode w ogranizmie...tyle.
a tak nawiasem mowiac Kobitki niewiele ustepuja facetom - wystarczy zobaczyc wyniki OPEN roznych imprez wytrzymalosciowych, gdzie laski czesto zalapuja sie juz do pierwszej 10, a startuje ponad 300 osob..
a te wszystkie piardy o wydolnosci organizmu, masie miesniowej i menstruacji i nic nie sa w tym wypadku warte..
moja recepta: podczas eskapady starac sie trzymac rowne tempo, nie przekraczac progu tlenowego i regularnie uzupelniac energie i wode w ogranizmie...tyle.
a tak nawiasem mowiac Kobitki niewiele ustepuja facetom - wystarczy zobaczyc wyniki OPEN roznych imprez wytrzymalosciowych, gdzie laski czesto zalapuja sie juz do pierwszej 10, a startuje ponad 300 osob..
- kierowca bombowca: zadałam pytanie pytając o doświadczenia innych rowerzystów i jak z ich punktu widzenia to wygląda, czytając wasze wypowiedzi, dowiaduję się o wiele więcej niż bym sama szukała czegoś w necie (pewnie coś bym znalazła). p.s. dzięki za odp. :)
- nie jest to bezcelowa jazda - mam zamiar dojechać do znajomych na mazurach w jeden dzień. jak nie dam rady to oczywiście, zostanę gdzieś po drodze.
poza tym muszę też jakoś stamtąd wrócić.. też rowerem. a urlopu mam tylko dwa dni.
- ktoś tu wspomniał, że taki rajd nie buduje formy, a wręcz odwrotnie - możliwe, ale chyba mi to nie zaszkodzi co ? :))
pozdr.
- nie jest to bezcelowa jazda - mam zamiar dojechać do znajomych na mazurach w jeden dzień. jak nie dam rady to oczywiście, zostanę gdzieś po drodze.
poza tym muszę też jakoś stamtąd wrócić.. też rowerem. a urlopu mam tylko dwa dni.
- ktoś tu wspomniał, że taki rajd nie buduje formy, a wręcz odwrotnie - możliwe, ale chyba mi to nie zaszkodzi co ? :))
pozdr.
Zgodzę się z Tobą, co do wysiłku na granicy progu AT oraz do utrzymywania równego tempa. Ma to kluczowe znaczenie w dyscyplinach sportu o charakterze ruchu cyklicznie powtarzanym tzn. (kolarstwo, wioślarstwo, biegi długie, pływanie, łyżwiarstwo torowe), ale jeśli sądzisz że VO2max, skład krwi, różnice organizmu kobiet i mężczyzn to "piardy" - to życzę powodzenia. Każda konkurencja sportowa to fizjologia. Bez fizjologii nie ma sportu. Oczywiście można iść sobie po prostu pobiegać czy pojeździć na row., ale co z tego jak nic nie wiesz co dzieje sie z twoim organizmem, jakie zachodzą zamiany, co oznaczają sygnały typu: przyspieszony oddech, wzrost tętna, pot, ból mięśni, itd.
Powtórzę jeszcze raz: bez fizjologii nie ma sportu. np. taki maraton biegowy - to czysta matematyka. No ale to dla bardziej zaawansowanych. pozdrawiam i polecam trochę się zainteresować dziedziną.
Powtórzę jeszcze raz: bez fizjologii nie ma sportu. np. taki maraton biegowy - to czysta matematyka. No ale to dla bardziej zaawansowanych. pozdrawiam i polecam trochę się zainteresować dziedziną.
Do Aki ov True
Po pierwsze nie "progu tlenowego" tylko progu przemian beztlenowych (PPA) lub też w j.ang. Anaerobic Treshold (AT). Czy na pewno wiesz o czym piszesz?
Tak to prawda, kobiety też potrafią wykazać się dużą wydolnością, ale Ty piszesz o czołówce - czyli zawodowcach!!! a ja pisałem o amatorach, o ludziach przeciętnych aczkolwiek trenujących.
Zapomniałeś też o technice, w tym przypadku jazdy na rowerze - która również odgrywa kluczową rolę w ekonomice wysiłku.
pozdr
Tak to prawda, kobiety też potrafią wykazać się dużą wydolnością, ale Ty piszesz o czołówce - czyli zawodowcach!!! a ja pisałem o amatorach, o ludziach przeciętnych aczkolwiek trenujących.
Zapomniałeś też o technice, w tym przypadku jazdy na rowerze - która również odgrywa kluczową rolę w ekonomice wysiłku.
pozdr
OK. Moje pytanie wywołało, chwilami nieco burzliwą, dyskusję między użytkownikami forum.
300 km w jeden dzień - dla mnie jes naprawdę sporym wyzwaniem. Może dla nie których z Was to "bułka z masłem", a może tylko tak piszecie.
Wiem, że są tu osoby, które przejechały dwa razy więcej w dobę - ale ja oczywiście nie podejmę się takiego wyzwania.
Czy pojadę w tę moją podróż ? Decyzja jeszcze nie zapadła na 100 %
Pozdrawiam i dzięki za odpowiedzi.
Jeśli ktoś chce coś jeszcze dodać - bardzo proszę. :)
300 km w jeden dzień - dla mnie jes naprawdę sporym wyzwaniem. Może dla nie których z Was to "bułka z masłem", a może tylko tak piszecie.
Wiem, że są tu osoby, które przejechały dwa razy więcej w dobę - ale ja oczywiście nie podejmę się takiego wyzwania.
Czy pojadę w tę moją podróż ? Decyzja jeszcze nie zapadła na 100 %
Pozdrawiam i dzięki za odpowiedzi.
Jeśli ktoś chce coś jeszcze dodać - bardzo proszę. :)
no to ja jeszcze może dodam, że jeśli to 300km ma być przejechane nie na czas, dla wyniku - to wszelkie gadania o wydolności, progach itp można sobie wsadzić w d4 -> która nomen omen może być kwestią zasadniczą w temacie 300km i więcej.
Jak na mój gust, wygodne, sprawdzone siodełko i dopasowany do dłuższej jazdy kokpit to rzecz najważniejsza - jako tako rozjeżdżony rowerzyst(k)a prędzej czy później te 300km przejedzie, to co po najwyżej kwestia czasu i regularnego jedzenia/picia, ale jeśli tyłek już po połowie dystansu odpadnie, ręce będą martwiały, a stopom dolegał "hot foot" - to pozamiatane, jazda będzie męczarnią. A warto pamiętać, że z upływem dystansu sił będzie coraz mniej i ciężko będzie mocno cisnąć w pedały - a co za tym idzie, tyłek będzie z większą siłą naciskał na siodełko.
Ja bym próbował - te 300km asfaltami to nie jest aż taki wielki wyczyn. Tylko warto przygotować się na wszelki wypadek na jazdę nocną (zwłaszcza że dzień jest już dość krótki), zatrzymać się gdzieś na dłużej dla zjedzenia czegoś normalnego i rozprostowania kości itp itd - na spokojnie ten dystans jest naprawdę do zrobienia.
pozdr
Jak na mój gust, wygodne, sprawdzone siodełko i dopasowany do dłuższej jazdy kokpit to rzecz najważniejsza - jako tako rozjeżdżony rowerzyst(k)a prędzej czy później te 300km przejedzie, to co po najwyżej kwestia czasu i regularnego jedzenia/picia, ale jeśli tyłek już po połowie dystansu odpadnie, ręce będą martwiały, a stopom dolegał "hot foot" - to pozamiatane, jazda będzie męczarnią. A warto pamiętać, że z upływem dystansu sił będzie coraz mniej i ciężko będzie mocno cisnąć w pedały - a co za tym idzie, tyłek będzie z większą siłą naciskał na siodełko.
Ja bym próbował - te 300km asfaltami to nie jest aż taki wielki wyczyn. Tylko warto przygotować się na wszelki wypadek na jazdę nocną (zwłaszcza że dzień jest już dość krótki), zatrzymać się gdzieś na dłużej dla zjedzenia czegoś normalnego i rozprostowania kości itp itd - na spokojnie ten dystans jest naprawdę do zrobienia.
pozdr
jesli jestes kobieta to nie masz prostaty, nie musisz sie wiec obawiac o nia po tak długim jej ugniataniu na siodełku, ale moze masz coś czemu tak długa jazda moze zaszkodzić :P
u mezczyzn podobno wlasnie długa jazda u osób do niej nieprzyzwyczajonch jest najvardziej groźna dla zdrowia i... sprawnosci :P
u mezczyzn podobno wlasnie długa jazda u osób do niej nieprzyzwyczajonch jest najvardziej groźna dla zdrowia i... sprawnosci :P
Na biochemi na Awfie przyszedł koleś ktory wtedy prowadził zajecia i mowi " ludzki organizm potrafi niemalze wszystko przetrwać ale wy macie umysł zbyt ograniczony teoriami" Tak naprawde przetrwać mozna głód zimno ból i niewiadomo jak dlugi wysiłek fizyczny. wystarczy chcieć. wiec sie nie zastanawiaj tylko jedź te 300km . siła tkwi w umyśle.
" Dam radę to zrobić ?? Czy lepiej to podzielić na dwa etapy ?
Jakie macie doświadczenia na takim dystansie ? "
Na tak postawione pytanie może być tylko jedna odpowiedź.
8 godzin snu a potem w trasę
4 godziny na odpoczynki i jedzenie
12 na jazdę że średnią prędkością 25 km/h
Rzeczywistość zweryfikuje teorię i wtedy zdecydujesz o podziale na dwa etapy więc powinnaś być przygotowana na opcję z noclegiem.
Jakie macie doświadczenia na takim dystansie ? "
Na tak postawione pytanie może być tylko jedna odpowiedź.
8 godzin snu a potem w trasę
4 godziny na odpoczynki i jedzenie
12 na jazdę że średnią prędkością 25 km/h
Rzeczywistość zweryfikuje teorię i wtedy zdecydujesz o podziale na dwa etapy więc powinnaś być przygotowana na opcję z noclegiem.
start pod wiatr, a dopiero zaczynam przygodę z rowerami :) no i żaden z nas nie miał miękkiego przełożenia, a Kartuską (znaczy jej przedłużeniem za miastem stale górki są) nie tak łatwo na ostrym(kumpel) :) ja mam rozwaloną przednią przerzutkę i miałem z tyłu 7-9 nr zębatek, bo inaczej łańcuch o przekładnie tarł :)
dobra fajnie...
A teraz niech ktoś powie kto jest tutaj po jakiejś poważniejszej kontuzji, urazie po jednej lub kilku artroskopiach, rekonstrukcjach więzadeł kolana?
Bo ja niedawno byłem u dr. Wiśniewskiego i powiedział że raczej powinienem nie wracać do tak intensywnego uprawiania sportu - długie dystanse rowerem jak przed wypadkiem.
Jest tu ktoś kto miał uraz kolana, operacje i wrócił do kilkugodzinnych jazd, nie mówie że od razu ale czy w ogóle ktoś ze stawami po przejściach próbuje/próbował?
Ja zrobiłem pewnego razu 100km w 4 miesiące po rekonstrukcji i jakoś specjalnie nie narzekałem na kolano.
A teraz niech ktoś powie kto jest tutaj po jakiejś poważniejszej kontuzji, urazie po jednej lub kilku artroskopiach, rekonstrukcjach więzadeł kolana?
Bo ja niedawno byłem u dr. Wiśniewskiego i powiedział że raczej powinienem nie wracać do tak intensywnego uprawiania sportu - długie dystanse rowerem jak przed wypadkiem.
Jest tu ktoś kto miał uraz kolana, operacje i wrócił do kilkugodzinnych jazd, nie mówie że od razu ale czy w ogóle ktoś ze stawami po przejściach próbuje/próbował?
Ja zrobiłem pewnego razu 100km w 4 miesiące po rekonstrukcji i jakoś specjalnie nie narzekałem na kolano.