Widok
Sadyl...nie urwę Ci ani nic istotnego ani tym bardziej czegoś bardziej ważnego bo to jest miejsce do gadania o bele czym :-D
Twoja opowieść mnie urzekła ...tak powinno być..rozmawiajmy ze sobą , słuchajmy siebie wzajemnie , otwierajmy się na drugiego człowieka i łapmy te fajne chwile bo chyba nic lepszego nie ma nad dobre wzajemne relacje :)
A teraz proza życia...pękam w szwach...karp walczy z pierogami i śledzie też dołączyły...czeka ciasto...chyba się nie doczeka ;-p
Twoja opowieść mnie urzekła ...tak powinno być..rozmawiajmy ze sobą , słuchajmy siebie wzajemnie , otwierajmy się na drugiego człowieka i łapmy te fajne chwile bo chyba nic lepszego nie ma nad dobre wzajemne relacje :)
A teraz proza życia...pękam w szwach...karp walczy z pierogami i śledzie też dołączyły...czeka ciasto...chyba się nie doczeka ;-p
Jeszcze walczę w kuchni ale bardziej celem uniknięcia zepsucia tego co jest.
Mama poszła spać.
Nie wie, że dzisiaj jest Wigilia.
Może sobie zrobimy kolację wigilijną jutro.
Cholera... zaczynam marudzić jak Anka ;)
Ale tylko jeszcze jedno słowo.. i przestaję.
Moja Mama jest ciut przed panem Z.
Mój Tato jest daleko później. Jego czy już zgasły. Teraz pozostał tylko żywy (i w miarę, zdrowy) człowiek, o umyśle warzywa.
W taki dzień, jak dzisiaj, to najbardziej boli.
Uffff.. wygadałem się. Więcej nie będę.
Obiecuję :)
Mama poszła spać.
Nie wie, że dzisiaj jest Wigilia.
Może sobie zrobimy kolację wigilijną jutro.
Cholera... zaczynam marudzić jak Anka ;)
Ale tylko jeszcze jedno słowo.. i przestaję.
Moja Mama jest ciut przed panem Z.
Mój Tato jest daleko później. Jego czy już zgasły. Teraz pozostał tylko żywy (i w miarę, zdrowy) człowiek, o umyśle warzywa.
W taki dzień, jak dzisiaj, to najbardziej boli.
Uffff.. wygadałem się. Więcej nie będę.
Obiecuję :)
> Mimo wszystko wesołych ...
Z Kimś dzisiaj.o tym rozmawiałem.
Odpadła opcja "wesołych" i "spokojnych".
Pozostało "Świąt" :/
Wiem.. miałem więcej nie marudzić, ale jeszcze w pip roboty w kuchni ;)
I suka do przytulenia.
O pólnocy z nią być może pogadam.. chociaż nie wiem o czym i po co?
Rozumiemy się doskonale bez słów :D
Z Kimś dzisiaj.o tym rozmawiałem.
Odpadła opcja "wesołych" i "spokojnych".
Pozostało "Świąt" :/
Wiem.. miałem więcej nie marudzić, ale jeszcze w pip roboty w kuchni ;)
I suka do przytulenia.
O pólnocy z nią być może pogadam.. chociaż nie wiem o czym i po co?
Rozumiemy się doskonale bez słów :D
Sadylu, przesyłam świąteczne uściski. Bo czasami brakuje odpowiednich słów...
Jestem już w domu, piękny był wieczór z Rodzicami, pyszna wieczerza i słodkości. A jakie prezenty! Jestem szczęśliwa czego i Wam życzę.
http://www.youtube.com/watch?v=WSUFzC6_fp8
Jestem już w domu, piękny był wieczór z Rodzicami, pyszna wieczerza i słodkości. A jakie prezenty! Jestem szczęśliwa czego i Wam życzę.
http://www.youtube.com/watch?v=WSUFzC6_fp8
Przysnęło mi się.
Przypaliłem bigos.
Tym samym.. kolejne parę kg mięsa poszło do piachu.
Nie mówiąc o godzinach roboty.
Jest oczywiście jadalny, ale przez przypalenie, jego wycezylowany smak, o który walczyłem, zniknął bezpowrotnie.
Garnek z pewnością do odratowania. To po niego jechałem dzisiaj do marketu i bigos był jego rozdziewiczeniem ;)
Za to "pyrkający" se delikatnie rosół... jest po prostu BOSKI.
Niestety.. tylko ja to odczuję :(
Suka powiedziała mi tylko tyle, że mnie kocha.
Nihil novi. Też ją kocham :D
Przypaliłem bigos.
Tym samym.. kolejne parę kg mięsa poszło do piachu.
Nie mówiąc o godzinach roboty.
Jest oczywiście jadalny, ale przez przypalenie, jego wycezylowany smak, o który walczyłem, zniknął bezpowrotnie.
Garnek z pewnością do odratowania. To po niego jechałem dzisiaj do marketu i bigos był jego rozdziewiczeniem ;)
Za to "pyrkający" se delikatnie rosół... jest po prostu BOSKI.
Niestety.. tylko ja to odczuję :(
Suka powiedziała mi tylko tyle, że mnie kocha.
Nihil novi. Też ją kocham :D
Świętujemy dalej...moje dzisiejsze śniadanie...kawa i makowiec i finito , więcej nie pomieszczę ;)...dzisiaj i ja wyruszam w drogę w moje rodzinne strony wspólnie pobiesiadować.
Potrawy przypalonej nie mieszamy tylko szybko przerzucamy do nowego gara nie skrobiąc resztek ze starego to jedyna szansa na uratowanie czegokolwiek ;)...ale pewnie to wiesz Sadylu :)
Uściski dla Was na dalsze świąteczne dni :-*
Edit...jeden z moich prezentów to karnet do fitness club...będzie się działo!
Potrawy przypalonej nie mieszamy tylko szybko przerzucamy do nowego gara nie skrobiąc resztek ze starego to jedyna szansa na uratowanie czegokolwiek ;)...ale pewnie to wiesz Sadylu :)
Uściski dla Was na dalsze świąteczne dni :-*
Edit...jeden z moich prezentów to karnet do fitness club...będzie się działo!
Ufff ;)
Przed chwilą się przekonałem, że moje zezwolenie na mój odstrzał sanitarny, najprawdopodobniej nie zdąży się nikomu przydać.
Kątem ucha, na Polsat News, usłyszałem, że gdzieś tam sąd zabronił wystawiania szopek bożonarodzeniowych ani nawet używania określenia "Boże Narodzenie", proponując w zamian "Święto Zimy", bo może to razić wyznawców innych religii lub ateistów.
Będzie wojna albo jakiś potop.
Zawsze w historii tak było, kiedy debilizm przekraczał dopuszczalny poziom ;)
Kątem ucha, na Polsat News, usłyszałem, że gdzieś tam sąd zabronił wystawiania szopek bożonarodzeniowych ani nawet używania określenia "Boże Narodzenie", proponując w zamian "Święto Zimy", bo może to razić wyznawców innych religii lub ateistów.
Będzie wojna albo jakiś potop.
Zawsze w historii tak było, kiedy debilizm przekraczał dopuszczalny poziom ;)
Żaliłem się nt. Mamy
Nie miałem bladego pojęcia, czy to problem natury psychologicznej, neurologicznej, psychiatrycznej czy somatycznej.
Somatykę wykluczyłem, wzywając przedwczoraj pogotowie.
Nadal uważam, że diagnostyka jest niezbędna, ale (chociaż fachowcem nie jestem i za grosz się nie poczuwam) sądzę, że to głównie kwestia psychologiczna.
Przez ok. kilkadziesiąt godzin, od jakich jesteśmy razem, Mama zmieniła się niesamowicie.
Teraz Ją zafascynowało "Google StreetView".
Kiedy wróci ze spaceru z psami, pochodzimy sobie trochę razem po świecie ;)
Nie miałem bladego pojęcia, czy to problem natury psychologicznej, neurologicznej, psychiatrycznej czy somatycznej.
Somatykę wykluczyłem, wzywając przedwczoraj pogotowie.
Nadal uważam, że diagnostyka jest niezbędna, ale (chociaż fachowcem nie jestem i za grosz się nie poczuwam) sądzę, że to głównie kwestia psychologiczna.
Przez ok. kilkadziesiąt godzin, od jakich jesteśmy razem, Mama zmieniła się niesamowicie.
Teraz Ją zafascynowało "Google StreetView".
Kiedy wróci ze spaceru z psami, pochodzimy sobie trochę razem po świecie ;)