Widok
małżeństwo...????być czy nie być-oto jest pytanie...
Jak myślicie co tak właściwie daje małżeństwo?Nie jestem mężatką,ale się przymierzam.Będę miała tylko ślub cywilny,więc dla mnie to tylko papierek.Miłość przecież nie zniknie,dzieci będą miały nazwisko więc do czego właściwie ten ślub jest nam potrzebny?Mieszkając razem bez niego też nam jest dobrze.A w razie rozstania to tylko pakuje się graty i haja....a tak to trzba byłoby bawić się w jakieś rozwody,sądy i afery.Im więcej w moim związku jest mowy o ślubie tym większe mam wątpliwości.
Pozdrawiam
Pozdrawiam
Faktycznie, żaden choćby naładniejszy papierek lub obrączka z najszlachetniejszego kruszcu nie daje gwarancji trwałości zwiąku. Moim zdaniem ślub to taki rodzaj deklaracji, rodzaj przysięgi, nie tyle ze będe, a przysięgi że zrobie wszystko żeby być przy drugim człowieku pomimo wszelkich trudności za tym idących. Po co ?? Nie wiem. Tak to widzę.
A, no i co ważne, jestem kawalerem:)))))
Tylko poważne propozycje.:)))))))))
A, no i co ważne, jestem kawalerem:)))))
Tylko poważne propozycje.:)))))))))
Sie skacze, sie pływa, ciałko też mam, bajerka jest.....
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
No skoro ta milosc jest taka silna i wydaje nam sie ze zostanie na zawsze, to dlaczego sie nie slub, skoro to niby nic nie zmienia...? Jesli uwazamy, ze kochamy partnera, ale mysl o slubie nie bardzo nam sie podoba, tzn., ze chyba gdzies podswiadomie boimy sie zwiazku "dopoki smierc was nie rozdzieli", no bo jesli slubu nie ma, to zawsze istnieje w razie czego mozliwosc "dania nogi" bez rozgrzebywania wszystkiego. Manatki w torbe i wypad, no bo wlasciwie nic mnie przy nim nie trzyma.
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
Ja chcialabym kiedys wziac slub. Chcialabym, zeby ta milosc, ktora go obdarze byla tak silna, zebym umiala powiedziec "dopoki smierc nas nie rozdzieli", bo slub to pewnego rodzaju wyroznienie dle osoby, ktora kochamy. Na drodze zycia spotykamy wiele "milosci", ale nie z kazda przeciez idziemy do oltarza. To chyba wielkie wyroznienie. Ja nie wiem dokladnie, moi starzy sie rozeszli wiec nie mam dobrego przykladu, ale po prostu chcialabym mu kiedys powiedziec, ze wybralam go na cale zycie i nie boje sie tego przypieczetowac...
No i jeszcze maly aforyzm:)
"Malzenstwo jest niczym oblezona forteca:ci co sa na zewnatrz, chca sie dostac do srodka, a ci co sa wewnatrz, chca sie wydostac"
-respect-
nefre... jestem mężatką od trzech lat. zawarłam związek małżeński dlatego, że podjęłam decyzję o byciu do końca z jedną osobą. tak, jak ślubowałam - na dobre i na złe. klamka zapadła. czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale jesteśmy razem i pewność, że zawsze będziemy, jest miła. dużo daje też moc sakramentu (choć wielu w to nie wierzy,ale wielokrotnie to odczułam). myślę, ze małżeństwo ogólnie to trudna sprawa, ale dla ludzi naprawdę sie kochających jest pomocą - taka pewność stałości. a jeśli ktoś zakłada, ze jego związek z drugą osobą się rozleci (a piszesz o tym, choćby w słowach: "A w
> razie rozstania to tylko pakuje się graty i haja... a tak to
> trzeba byłoby bawić się w jakieś rozwody,sądy i afery."), to według mnie nie kocha jej naprawdę... z dobrym, kochającym sie małżeństwem (nie - idealnym, bo takich nie ma) jest tak, jak z rodziną: mama i ja: kocham mamę, choć czasem mnie wkurza, ale nie wyobrażam sobie, abym mogła mieć inną mamę:) a wątpliwości ma sie zawsze... i nigdy ich nie braknie, wręcz przeciwnie, przybywać będzie z dnia na dzień. jeśli moge coś poradzić - nie czekajcie długo z decyzją... związki bez dookreślenia trwają krótko i boleśnie się kończą.
timbuktu