konto usunięte
213.108.117.*
(15 lat temu) 13 listopada 2010 o 14:35
No tak, również się zgadzam z tymi stwierdzeniami, regułami. Oczywiście są one prawdziwe. Tylko jeśli któraś ze stron nie chce podejmować dialogu, w momencie, kiedy trzeba, a ucieka się do takich " typowych cichych dni", to do ilu razy jest w stanie akceptować, tolerować, znosić i godzić się na takie a nie inne zachowanie ta druga osoba. Przecież już samo takie zachowanie, omijanie tego dialogu przez jedną z dwojga osób jest destrukcyjnie działające na drugą osobę, na jej uczucia, to właśnie tutaj się już zaczyna początek "destrukcji", czy zaniedbania owego związku, a nie tu, gdzie druga osoba już nie potrafi tego znieść i przechodzi w stan ignorujący owe zachowanie. I tak jak to ujęłaś Rut to tak jakby związek wchodzi w taki stan "nielojalności".
Moim zdaniem, każdy człowiek ma swój kres wytrzymałości, kiedy działa na niego jakaś negatywna energia drugiej osoby, czy innych ludzi. W pewnym momencie zmienia się podejście psychiczne do owej sytuacji. Jeden zniesie więcej, drugi mniej, każdy ma swoją granicę swojej godności, wytrzymałości. Później żeby sobie poradzić, zaczyna się zmieniać myslenie. Zaczyna się jakby to to Zielony powiedział: niektórzy się przestaja bawić w taką grę. Bo po co komu taka gra, jeśli nic dobrego ona w związek nie wnosi. Związek nie powinien polegać przecież na grze, to nie jest zabawa przecież.
Budowanie relacji, dyskusja, rozmowy, zrozumienie z obydwu stron, to jest podstawa, do tego, żeby było dobrze w związku.
I dlatego uważam, że nie tyle samo zaniedbanie, czy brak lojalności, ale i brak rozmowy jest decydujący o tym, co i jak się układa, ułoży, czy związek ma szanse przetrwać wszystko. Czyli jest tak jak to ładnie Rut ujęła. Tyle, że do tego jeszcze dochodzi jakiś taki mały punkt, taka granica możliwości, tolerancji, każdy moim zdaniem ma swoją, taką właśnie granicę, że tylko do pewnego momentu jest w stanie tolerować to i owo. W momencie kiedy ktoś się nie odzywa do drugiego człowieka, jest zły, obrażony, to chyba chodzi mu o to, żeby pomanipulować psychiką tej drugiej osoby, a to wg mnie nie jest ok. I przychodzi moment, że przestaje to działać na drugą osobę, jeśli nie pozwalamy sobie na takie manipulowanie. Jak dla mnie liczy się rozmowa, to drugie jakoś mi nie przypada do gustu.
ps. poza tym nie umiem się obrażać, dla mnie to jest dziecinne strasznie. Rozumiem że ktoś jest na kogoś zły, jest mu z czymś zle, ale nie rozumiem, jeżeli ktoś nie chce z kimś rozmawiać, a jeszcze tak jak mówicie, że dni, potem tygodnie, to już hmm... no poprostu bezsens, do niczego nie prowadzący, tzn, prowadzący do destrukcji związku
Pozdrawiam
0
0