Widok
ciche dni w zwiazku
i znowu, tydzien ciszy. jak ja mam to traktowac? wlasciwie o co chodzi? rozumiem ciche dni po kilku latach malzenstwa, ale nie rozumiem po 3 miesiacach. to nie jest pierwszy raz-jakis 2 czy 3.
za pierwszym razem probowalam go gdzies wyciagnac, po tygodniu mi wtedy powiedzial, ze chodzilo o to, ze nie spodobala mu sie moja reakcja. a teraz dalam sobie po prostu spokoj, a czas sobie po prostu leci.
za pierwszym razem probowalam go gdzies wyciagnac, po tygodniu mi wtedy powiedzial, ze chodzilo o to, ze nie spodobala mu sie moja reakcja. a teraz dalam sobie po prostu spokoj, a czas sobie po prostu leci.
Nie wiem co Ci odpowiedzieć. Ja nie rozumiem cichych dni w żadnej sytuacji. Czy po miesiącu, po roku, czy brylantowych godach. Jeśli moja partnerka chce się bawić w ciche dni, to niech się bawi. To jest gra, w którą druga osoba chce wciągnąć pierwszą. Daje nauczkę, chce wychowywać. Może być też, że ktoś tak po prostu reaguje. Ale Ciche Dni nie są moim rodzajem ekspresji i dlatego nie mam zamiaru poddawać się temu rytuałowi. Chcesz pomilczeć, nie masz nic do powiedzenia, boisz się, że słowa mogą tylko zepsuć - okej - Twój wybór.
To taka śmiała rada egoisty, na którego temat masz i tak swoją teorię :P.
7: Jestem wróżką zielarką, która wie czego zadać :P
To taka śmiała rada egoisty, na którego temat masz i tak swoją teorię :P.
7: Jestem wróżką zielarką, która wie czego zadać :P
Według "Psychologii miłości" Wojciszke wyróżnia się cztery zasadnicze typy reakcji na niezadowolenie ze związku, czyli Wyjście, Dialog, Lojalność i Zaniedbanie.
Wyjście ze związku oznacza jego aktywne niszczenie. Wycofanie
się z kontaktów, izolowanie się od partnera, decyzję „pozostańmy
(tylko) przyjaciółmi", atak na partnera (włącznie z fizycznym),
rozwód.
Dialog to podejmowanie prób usunięcia problemu i utrzymania związku w dobrym stanie. Dyskusje nad problemem,
proponowanie jego rozwiązań, poszukiwanie kompromisu, poszukiwanie pomocy na zewnątrz (u przyjaciół, terapeutów itp.), próby zmieniania siebie i/lub partnera.
Lojalność oznacza cierpliwe przeczekiwanie problemu w nadziei, że „samo się jakoś ułoży" albo że „czas zaleczy rany", trwanie przy partnerze, niezwracanie uwagi na jego wady, modlenie się o zmianę na lepsze.
Zaniedbanie oznacza wreszcie ignorowanie partnera, ograniczanie czasu z nim spędzanego, odmowę podejmowania dyskusji, chłodne bądź nieprzyjemne traktowanie partnera, krytykowanie go za rzeczy nie związane z aktualnym problemem. Słowem - spokojne przyglądanie
się, jak związek się wali.
Wyjście i Dialog są aktywnymi reakcjami na problem - partnerzy podejmują jakieś kroki, by zmienić niepożądany stan rzeczy. Natomiast Lojalność i Zaniedbanie mają charakter bierny - partnerzy głównie pozwalają sprawom toczyć się ich własnym torem. Jednocześnie Dialog i Lojalność stanowią reakcje konstruktywne, podtrzymujące związek, podczas gdy Wyjście i Zaniedbanie są destruktywne, ponieważ stanowią różne drogi zagłady związku.
Wyjście ze związku oznacza jego aktywne niszczenie. Wycofanie
się z kontaktów, izolowanie się od partnera, decyzję „pozostańmy
(tylko) przyjaciółmi", atak na partnera (włącznie z fizycznym),
rozwód.
Dialog to podejmowanie prób usunięcia problemu i utrzymania związku w dobrym stanie. Dyskusje nad problemem,
proponowanie jego rozwiązań, poszukiwanie kompromisu, poszukiwanie pomocy na zewnątrz (u przyjaciół, terapeutów itp.), próby zmieniania siebie i/lub partnera.
Lojalność oznacza cierpliwe przeczekiwanie problemu w nadziei, że „samo się jakoś ułoży" albo że „czas zaleczy rany", trwanie przy partnerze, niezwracanie uwagi na jego wady, modlenie się o zmianę na lepsze.
Zaniedbanie oznacza wreszcie ignorowanie partnera, ograniczanie czasu z nim spędzanego, odmowę podejmowania dyskusji, chłodne bądź nieprzyjemne traktowanie partnera, krytykowanie go za rzeczy nie związane z aktualnym problemem. Słowem - spokojne przyglądanie
się, jak związek się wali.
Wyjście i Dialog są aktywnymi reakcjami na problem - partnerzy podejmują jakieś kroki, by zmienić niepożądany stan rzeczy. Natomiast Lojalność i Zaniedbanie mają charakter bierny - partnerzy głównie pozwalają sprawom toczyć się ich własnym torem. Jednocześnie Dialog i Lojalność stanowią reakcje konstruktywne, podtrzymujące związek, podczas gdy Wyjście i Zaniedbanie są destruktywne, ponieważ stanowią różne drogi zagłady związku.
lubię cyfry i litery
Jako facet kochający całym sercem, sobą, moją wspaniałą żonę, powiem jedno, jeśli dziewczyno poddasz się, zaniedbasz, to wasz związek rozsypie się. Najlepszym lekarstwem jest odrobina zazdrości. Popatrz w lustro, czy widząc swoje odbicie możesz być zadowolona z siebie, czy twój mrukowaty facet może być zazdrosny o Ciebie.
No tak, również się zgadzam z tymi stwierdzeniami, regułami. Oczywiście są one prawdziwe. Tylko jeśli któraś ze stron nie chce podejmować dialogu, w momencie, kiedy trzeba, a ucieka się do takich " typowych cichych dni", to do ilu razy jest w stanie akceptować, tolerować, znosić i godzić się na takie a nie inne zachowanie ta druga osoba. Przecież już samo takie zachowanie, omijanie tego dialogu przez jedną z dwojga osób jest destrukcyjnie działające na drugą osobę, na jej uczucia, to właśnie tutaj się już zaczyna początek "destrukcji", czy zaniedbania owego związku, a nie tu, gdzie druga osoba już nie potrafi tego znieść i przechodzi w stan ignorujący owe zachowanie. I tak jak to ujęłaś Rut to tak jakby związek wchodzi w taki stan "nielojalności".
Moim zdaniem, każdy człowiek ma swój kres wytrzymałości, kiedy działa na niego jakaś negatywna energia drugiej osoby, czy innych ludzi. W pewnym momencie zmienia się podejście psychiczne do owej sytuacji. Jeden zniesie więcej, drugi mniej, każdy ma swoją granicę swojej godności, wytrzymałości. Później żeby sobie poradzić, zaczyna się zmieniać myslenie. Zaczyna się jakby to to Zielony powiedział: niektórzy się przestaja bawić w taką grę. Bo po co komu taka gra, jeśli nic dobrego ona w związek nie wnosi. Związek nie powinien polegać przecież na grze, to nie jest zabawa przecież.
Budowanie relacji, dyskusja, rozmowy, zrozumienie z obydwu stron, to jest podstawa, do tego, żeby było dobrze w związku.
I dlatego uważam, że nie tyle samo zaniedbanie, czy brak lojalności, ale i brak rozmowy jest decydujący o tym, co i jak się układa, ułoży, czy związek ma szanse przetrwać wszystko. Czyli jest tak jak to ładnie Rut ujęła. Tyle, że do tego jeszcze dochodzi jakiś taki mały punkt, taka granica możliwości, tolerancji, każdy moim zdaniem ma swoją, taką właśnie granicę, że tylko do pewnego momentu jest w stanie tolerować to i owo. W momencie kiedy ktoś się nie odzywa do drugiego człowieka, jest zły, obrażony, to chyba chodzi mu o to, żeby pomanipulować psychiką tej drugiej osoby, a to wg mnie nie jest ok. I przychodzi moment, że przestaje to działać na drugą osobę, jeśli nie pozwalamy sobie na takie manipulowanie. Jak dla mnie liczy się rozmowa, to drugie jakoś mi nie przypada do gustu.
ps. poza tym nie umiem się obrażać, dla mnie to jest dziecinne strasznie. Rozumiem że ktoś jest na kogoś zły, jest mu z czymś zle, ale nie rozumiem, jeżeli ktoś nie chce z kimś rozmawiać, a jeszcze tak jak mówicie, że dni, potem tygodnie, to już hmm... no poprostu bezsens, do niczego nie prowadzący, tzn, prowadzący do destrukcji związku
Pozdrawiam
Moim zdaniem, każdy człowiek ma swój kres wytrzymałości, kiedy działa na niego jakaś negatywna energia drugiej osoby, czy innych ludzi. W pewnym momencie zmienia się podejście psychiczne do owej sytuacji. Jeden zniesie więcej, drugi mniej, każdy ma swoją granicę swojej godności, wytrzymałości. Później żeby sobie poradzić, zaczyna się zmieniać myslenie. Zaczyna się jakby to to Zielony powiedział: niektórzy się przestaja bawić w taką grę. Bo po co komu taka gra, jeśli nic dobrego ona w związek nie wnosi. Związek nie powinien polegać przecież na grze, to nie jest zabawa przecież.
Budowanie relacji, dyskusja, rozmowy, zrozumienie z obydwu stron, to jest podstawa, do tego, żeby było dobrze w związku.
I dlatego uważam, że nie tyle samo zaniedbanie, czy brak lojalności, ale i brak rozmowy jest decydujący o tym, co i jak się układa, ułoży, czy związek ma szanse przetrwać wszystko. Czyli jest tak jak to ładnie Rut ujęła. Tyle, że do tego jeszcze dochodzi jakiś taki mały punkt, taka granica możliwości, tolerancji, każdy moim zdaniem ma swoją, taką właśnie granicę, że tylko do pewnego momentu jest w stanie tolerować to i owo. W momencie kiedy ktoś się nie odzywa do drugiego człowieka, jest zły, obrażony, to chyba chodzi mu o to, żeby pomanipulować psychiką tej drugiej osoby, a to wg mnie nie jest ok. I przychodzi moment, że przestaje to działać na drugą osobę, jeśli nie pozwalamy sobie na takie manipulowanie. Jak dla mnie liczy się rozmowa, to drugie jakoś mi nie przypada do gustu.
ps. poza tym nie umiem się obrażać, dla mnie to jest dziecinne strasznie. Rozumiem że ktoś jest na kogoś zły, jest mu z czymś zle, ale nie rozumiem, jeżeli ktoś nie chce z kimś rozmawiać, a jeszcze tak jak mówicie, że dni, potem tygodnie, to już hmm... no poprostu bezsens, do niczego nie prowadzący, tzn, prowadzący do destrukcji związku
Pozdrawiam
Cytryna - Cytrynko. :D
- Uwierz mi że nie zdziwiłabym się bardzo, gdyby okazało się że, to ten sam facet. Biorąc pod uwagę to, że dobrze znam swojego ex. :P . Ciekawe z jakiego miasta, jest ten exTwój. :P .
Robi się ciekawie... :D .
- Uwierz mi że nie zdziwiłabym się bardzo, gdyby okazało się że, to ten sam facet. Biorąc pod uwagę to, że dobrze znam swojego ex. :P . Ciekawe z jakiego miasta, jest ten exTwój. :P .
Robi się ciekawie... :D .
I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga i spotkają się ich spojrzenia, wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość.
~ Paulo Coelho.
~ Paulo Coelho.