Widok
czy jesteśmy wdzięczni za to co mamy?
Pytanie na dzisiaj: czy jesteśmy wdzięczni za to co mamy?
Wiadomo, że Polacy lubią narzekać. Bo źle, za mało, bo nie tak, bo somsiad :D złodziej, bo politycy złodzieje, bo mało mam itp.
Ale czy potrafimy docenić to co mamy? Ze mamy duuuuużo wiećej niż nasi rodzice? Że mamy niewyobrażalnie więcej niż ich rodzice? Że mamy co dać dzieciom do jedzenia, że na głowę nie kapie nam woda, że mamy się w co ubrać, że dzieci nie płaczą z zimna i głodu... Czy jednak narzekać bo muszę robić 2 miesiące na nowego iphona zamiast tygodnia jak na zachodzie?
Wiadomo, że Polacy lubią narzekać. Bo źle, za mało, bo nie tak, bo somsiad :D złodziej, bo politycy złodzieje, bo mało mam itp.
Ale czy potrafimy docenić to co mamy? Ze mamy duuuuużo wiećej niż nasi rodzice? Że mamy niewyobrażalnie więcej niż ich rodzice? Że mamy co dać dzieciom do jedzenia, że na głowę nie kapie nam woda, że mamy się w co ubrać, że dzieci nie płaczą z zimna i głodu... Czy jednak narzekać bo muszę robić 2 miesiące na nowego iphona zamiast tygodnia jak na zachodzie?
Różnie bywa. Rozwarstwienie społeczne jest spore. Ludzi uczciwych, którzy robią dobrą robotę i odnoszą sukces też jest sporo. Ogólna zasada jest taka, że system ekonomiczny oparty jest na lichwie, niewolniczej pracy głownie Azjatów oraz spekulacji finansowej, która jest po prostu nieuświadomioną kradzieżą. Przeczucia mam jak najgorsze. Niewiele mam do stracenia i do niczego poza braćmi mniejszymi i paroma sentymentalnymi drobiazgami nie jestem przywiązany, więc się nie boję.
https://www.youtube.com/watch?v=WMYC4XSMxyg
https://www.youtube.com/watch?v=WMYC4XSMxyg
Jest takie powiedzenie: U sąsiada zawsze trawa jest bardziej zielona.
To chyba dosyć dobrze oddaje mentalność ludzi, bo nie sądzę, aby Polacy byli pod tym względem wyjątkowi.
Masz 100% racji, jeśli chodzi o naszych rodziców. Pamiętam pryl i pamiętam jakim wysiłkiem było zdobywanie dóbr materialnych, które teraz są na pstryknięcie.
Jesteśmy pierwszym, niektórzy drugim, pokoleniem, które nie zna wojny czy dojmującego głodu.
Czy umiemy się tym cieszyć? Kwestia osobnicza.
Można zbudować swój świat wokól tego, co już mamy. I cieszyć się, że nie jest gorzej.
Można wiecznie podpatrywać sąsiadów, któyrzy lepszą furę mają Czy subiektywne poczucie szczęścia się podniesie, kiedy też sobie taką kupimy? Nie sądzę. Sąsiad dwa płoty dalej ma lepszą...
To chyba dosyć dobrze oddaje mentalność ludzi, bo nie sądzę, aby Polacy byli pod tym względem wyjątkowi.
Masz 100% racji, jeśli chodzi o naszych rodziców. Pamiętam pryl i pamiętam jakim wysiłkiem było zdobywanie dóbr materialnych, które teraz są na pstryknięcie.
Jesteśmy pierwszym, niektórzy drugim, pokoleniem, które nie zna wojny czy dojmującego głodu.
Czy umiemy się tym cieszyć? Kwestia osobnicza.
Można zbudować swój świat wokól tego, co już mamy. I cieszyć się, że nie jest gorzej.
Można wiecznie podpatrywać sąsiadów, któyrzy lepszą furę mają Czy subiektywne poczucie szczęścia się podniesie, kiedy też sobie taką kupimy? Nie sądzę. Sąsiad dwa płoty dalej ma lepszą...
Za PRLu w dużej mierze konsumowaliśmy to, co sami wyprodukowaliśmi. A że system był bandycki i całkiem niewydolny, to też jakość tego była taka, jak czekolady Mela, taśmy gęsia skórka, która niczego nie kleiła, czy telewizora Rubin, którego cechą był m.in. samozapłon. Teraz nie produkujemy prawie niczego, najwyżej coś tam montujemy ku wielkiej radości kolejnych ministrów i premierów. Poza tym nikt jeszcze nie powiedział głośno tym biednym ludziom, że kredyt na 30 lat to jest systemowa patologia tak niebywała, że mało kto w dawnych czasach mógłby w to uwierzyć. To też jest kwestia demolki Kościoła, która zdarzyła się na soborze watykańskim II. Prości wikarzy, co zawsze mieli posłuch wśród ludzi, przestali w ogóle mówić o lichwie, co to i ciało i duszę zniewala w sposób wyjątkowo okrutny. Z czasem wszyscy zapomnieli, czym lichwa w ogóle jest.
Zaś dużej wojny się jeszcze pewnie doczekamy, lecz jest to temat z zakresu globalnej polityki, więc wolę się ponapawać tym, że powinien się znaleźć w innym dziale.
Ogólnie to sytuacja jest lepsza niż w PRL, ale zaledwie średnia. Prognozy za to są bardzo, ale to bardzo złe. Większości ludzi będzie coraz gorzej, a lepiej tylko niektórym. Rachunki będą wyższe, emerytur nie bedzie zadnych... nie no, można długo wymieniać, czego się nie dotknie tam prognozy pesymistyczne.
https://www.youtube.com/watch?v=LJsRz6xMBvM
Zaś dużej wojny się jeszcze pewnie doczekamy, lecz jest to temat z zakresu globalnej polityki, więc wolę się ponapawać tym, że powinien się znaleźć w innym dziale.
Ogólnie to sytuacja jest lepsza niż w PRL, ale zaledwie średnia. Prognozy za to są bardzo, ale to bardzo złe. Większości ludzi będzie coraz gorzej, a lepiej tylko niektórym. Rachunki będą wyższe, emerytur nie bedzie zadnych... nie no, można długo wymieniać, czego się nie dotknie tam prognozy pesymistyczne.
https://www.youtube.com/watch?v=LJsRz6xMBvM
Moi rodzice kipili kiedyś TV na działke, Oczywiście made by ZSRR
Ekran może z 8"
Jak się toto kiedyś zepsuło i musiałem to naprawiać, to mały szoczek. Całkowicie lampowy
Lampy wielkości zarówek od latarki.
Wiedza tam pozyskana, przydała mi się później, jak we wojsku rzadiostacje rozbierałem i naprawiałem. Nie przypuszczałem, że aż takie muzeum... i trza się wykazać wedzą prehistoryczną :D
Ekran może z 8"
Jak się toto kiedyś zepsuło i musiałem to naprawiać, to mały szoczek. Całkowicie lampowy
Lampy wielkości zarówek od latarki.
Wiedza tam pozyskana, przydała mi się później, jak we wojsku rzadiostacje rozbierałem i naprawiałem. Nie przypuszczałem, że aż takie muzeum... i trza się wykazać wedzą prehistoryczną :D
@.... jak czekolady Mela.... heh przypomniało mi się (więc sprostowanie napiszę), jako że małe dziecko byłem to mogę teraz w roli experta wystąpić ;P , to nie była czekolada tylko wyrób czekoladopodobny , kolor zbliżony do mlecznej czekolady , w smaku olej z margaryną, po włożeniu do buzi zamiast rozpuszczać się jak czekolada , topiło się jednocześnie rosnąc w gębie. Ponieważ nie szło tego przełknąć (przynajmniej ja nie mogłem) kończyło się to zawsze wypluciem do śmietnika. Taka trauma z dzieciństwa ;D
wściekłe chemiczne nie pamiętam - okrągłe kulki kupowane w sklepiku kolonialnym jedynie. Z takich bardziej extremalnych "potraw" tamtego okresu to pamiętam dziury w ścianach w szkole , pod blado żółtą farbą była gruba warstwa tynku wapiennego niektóre dzieciaki wydłubywały paznokciami uzupełniając sobie niedobory wapnia - takie czasy były ;P
Wątek "lutnał mnie" pewną refleksją. Jak pisałem o tych lampach...
Jest renesans sprzetu lampowego. Zupełny high-end za dziesiątki kzł.
Czy ma to sens?
Wzmacniacze lampowe pracują w klasie A. Żrą przez to od groma prądu, ale są wolne od zniekształceń. Zarówno harmonicznych, jak przede wszystkim TIM, co jest plagą w półprzewodnikach. Pętla sprzężenia zrwotnego ciut za późno dostarcza informację.
Ma to pływ na dźwięk? Ma.
Ale ja już tego nie słyszę. Za stary jestem :)
Pomijając fakt, że to, co się uzyska na lampach, jest tracone na trafie
Jest renesans sprzetu lampowego. Zupełny high-end za dziesiątki kzł.
Czy ma to sens?
Wzmacniacze lampowe pracują w klasie A. Żrą przez to od groma prądu, ale są wolne od zniekształceń. Zarówno harmonicznych, jak przede wszystkim TIM, co jest plagą w półprzewodnikach. Pętla sprzężenia zrwotnego ciut za późno dostarcza informację.
Ma to pływ na dźwięk? Ma.
Ale ja już tego nie słyszę. Za stary jestem :)
Pomijając fakt, że to, co się uzyska na lampach, jest tracone na trafie
Ja raczej jestem szczęśliwy z tym co mam, jestem wdzięczny za to co mam, żyję na średnim poziomie, ale doceniam to że mam własny dom (raczej banku :D), że dzieciaczki są zdrowe i uśmiechnięte, że mam w co je ubrać, co dać im jeść. Doceniam, że mam samochód, który bardzo mi się podoba- do czasu :D Kiedy w nim siedzę, patrze na niego, myślę- fajny samochód, jeszcze kilka lat nim pojeżdzę. Do czasu aż nie przejade się lepszym, nowszym, wtedy widzę jakim mój samochód jest gratem :D
Głupoty.
Szczęśliwe, zdrowe dzieciaczki, fajna praca, kochająca kobieta u boku, bezstresowe życie.
Jestem zadowolony z życia, czego i Wam życzę.
Głupoty.
Szczęśliwe, zdrowe dzieciaczki, fajna praca, kochająca kobieta u boku, bezstresowe życie.
Jestem zadowolony z życia, czego i Wam życzę.
> wtedy widzę jakim mój samochód jest gratem :D
Wozi Ci rodzinę? To co więcej potrzebujesz? ;)
Widać, że normalny człowiek z Ciebie. Auto nie jest przedłużeniem f*ta, żeby trza się nim chwalić.
Na przełomie 80/90 kumpla miałem. Facet miał uprawnienia na wszystko, co ma koła czy gąsienice. Z czołgami, traktorami czy kombajnami włącznie. Imponował mi tym, bo zupełnie bezproblemowo przesiadał się z luksusowego Merca, Jeepa czy wielotonowego Jelcza do mojej ówczesnej syrenki. I miał ją opanowaną od wejścia.
Ja miałem świeżo zrobione prawko... i też tak chciałem.
Lata...dziesięciolecia...minęły. I chyba, z grubsza mi się udało.
Najnowsze, skomputeryzowane, wynalzki mnie dobijają, bo trza szukać, co autor miał na myśli... ale poza tym.. auto jak auto. Wiezie odwłok albo bagaż... i wystarczy :)
Wozi Ci rodzinę? To co więcej potrzebujesz? ;)
Widać, że normalny człowiek z Ciebie. Auto nie jest przedłużeniem f*ta, żeby trza się nim chwalić.
Na przełomie 80/90 kumpla miałem. Facet miał uprawnienia na wszystko, co ma koła czy gąsienice. Z czołgami, traktorami czy kombajnami włącznie. Imponował mi tym, bo zupełnie bezproblemowo przesiadał się z luksusowego Merca, Jeepa czy wielotonowego Jelcza do mojej ówczesnej syrenki. I miał ją opanowaną od wejścia.
Ja miałem świeżo zrobione prawko... i też tak chciałem.
Lata...dziesięciolecia...minęły. I chyba, z grubsza mi się udało.
Najnowsze, skomputeryzowane, wynalzki mnie dobijają, bo trza szukać, co autor miał na myśli... ale poza tym.. auto jak auto. Wiezie odwłok albo bagaż... i wystarczy :)
pisząc o autku miałem na myśli to, że porównywanie się do innych potrafi zepsuć nam radość z tego co posiadamy.
na przykład:
Mam fajne mieszkanie. Ciesze się. Mieszkam tam razem z rodziną, jest fajnie. Mam dużo. Znajomi kupili dom. Duży, fajny, z ogrodem. Porównuję się- już nie jestem szczęśliwy, mam mało, oni mają dużo. Ja też chcę mieć dużo!
coś na tej zasadzie. Ludzie często tak mają.
na przykład:
Mam fajne mieszkanie. Ciesze się. Mieszkam tam razem z rodziną, jest fajnie. Mam dużo. Znajomi kupili dom. Duży, fajny, z ogrodem. Porównuję się- już nie jestem szczęśliwy, mam mało, oni mają dużo. Ja też chcę mieć dużo!
coś na tej zasadzie. Ludzie często tak mają.
ciekawam czy w szalasie
i per pedes i autobus
patrzec na szary koniec zycia
odczuwajac samotnosc i niemoc
byloby rownie latwo odczuwac szczescie
?
Polakowi?
Niemiaszkowi?
bo zdecydowanie bardziej potrafimy sie cieszyc zyciem
niz nasi sasiedzi
dla nich za szybki zjazd na koncie
jest zle
dla Polaka dwa dni zera na koncue jest calkiem niezle
i per pedes i autobus
patrzec na szary koniec zycia
odczuwajac samotnosc i niemoc
byloby rownie latwo odczuwac szczescie
?
Polakowi?
Niemiaszkowi?
bo zdecydowanie bardziej potrafimy sie cieszyc zyciem
niz nasi sasiedzi
dla nich za szybki zjazd na koncie
jest zle
dla Polaka dwa dni zera na koncue jest calkiem niezle
Temat rzeka. Najpierw trzeba by ustalić co to własciwie jest "to coś co mamy".
Bo faktycznie mamy wiele warstw posiadania. Mamy to co żeśmy kupili lub dostali od rodziców. Ale mamy też całe dziedzictwo cywilizacyjne, które umożliwiło wytworzenie i nabycie tych rzeczy. Bez tego dziedzictwa siedzielibyśmy na drzewach albo błąkalibyśmy sę po sawannie i takich pytań byśmy nie stawiali.
Ale są też tacy co sobie to i owo przywłaszczyli w taki czy inny sposób.
A jeżeli chodzi o oceniania bieżącego stanu posiadania, to trzeba wziąć pod uwagę, że bardziej nas dotykają straty niż zyski w tej samej wysokości, bo straty pogarszają naszą sytuację a zyski nie. Dlatego bardziej wyczuleni jesteśmy na zagrożenia, bo lew wprawdzie jest imonującym estetycznie zwierzęciem ale lepiej nie skończyć jako posiłek w jego paszczy.
Podobnie jesteśmy wyczuleni na obecność w naszym stadzie obiboków i cwaniaków, którzy chcą nas oszukać i wykorzystać. W ostatnich 30 + 50 latach mieliśmy okazję ten aspekt relacji trenować dość intensywnie. Miejmy nadzieję, że ten trening przyniesie pozytywne rezultaty.
Ale nadal jest sporo takich, co wybierają Barabasza.
Bo faktycznie mamy wiele warstw posiadania. Mamy to co żeśmy kupili lub dostali od rodziców. Ale mamy też całe dziedzictwo cywilizacyjne, które umożliwiło wytworzenie i nabycie tych rzeczy. Bez tego dziedzictwa siedzielibyśmy na drzewach albo błąkalibyśmy sę po sawannie i takich pytań byśmy nie stawiali.
Ale są też tacy co sobie to i owo przywłaszczyli w taki czy inny sposób.
A jeżeli chodzi o oceniania bieżącego stanu posiadania, to trzeba wziąć pod uwagę, że bardziej nas dotykają straty niż zyski w tej samej wysokości, bo straty pogarszają naszą sytuację a zyski nie. Dlatego bardziej wyczuleni jesteśmy na zagrożenia, bo lew wprawdzie jest imonującym estetycznie zwierzęciem ale lepiej nie skończyć jako posiłek w jego paszczy.
Podobnie jesteśmy wyczuleni na obecność w naszym stadzie obiboków i cwaniaków, którzy chcą nas oszukać i wykorzystać. W ostatnich 30 + 50 latach mieliśmy okazję ten aspekt relacji trenować dość intensywnie. Miejmy nadzieję, że ten trening przyniesie pozytywne rezultaty.
Ale nadal jest sporo takich, co wybierają Barabasza.