Widok
Dlaczego nie umiesz?
Jeśli się czegoś nie umie, to można się tego nauczyć. W tej kwestii większość osób daje sobie radę, bo jest to jedna z tych cech których uczymy się automatycznie od otoczenia. Jeśli nie umiesz, a jak sama piszesz chciałabyś, to znaczy że coś Cię hamuje.
Nie powinnaś się skupiać na tym jak się otworzyć, ale na tym co jest przyczyną że jesteś zamknięta. Jak zrozumiesz przyczynę to otworzysz się automatycznie:)
Internet jest dobry do tego by się otworzyć. Nie ma się bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Na forum można pisać powoli, ma się szanse by przemyśleć każde zdanie, można też kasować i poprawiać to co się pisze. W ten sposób możesz mieć większą kontrolę nad tym jak Ci to wychodzi - może to pomóc, chociaż poznanie przyczyny byłoby lepsze;)
Na czacie za to ludzie gadają dużo i szybko, w natłoku słów wiele wpadek nie jest zauważanych. Wejdź kiedyś na jeden, poczytaj kilka minut co piszą na ogóle i zapewne sama uznasz że innym to nie wychodzi bardziej:D
W internecie ludzie łatwo się otwierają, a jeśli mają jeszcze kilka dodatkowych zdolności, takich jak świadomość, obserwacja, samorozwój to w bardzo krótkim czasie mogą dostrzec że internet to tylko platforma komunikacyjna, więc jeśli w niej mogą coś zrobić i daje to korzyści to można to też robić na co dzień.
Sugerowałbym pisać pod jednym nickiem, najlepiej stałym - to daje rozpoznawalność i zwiększa zaufanie innych osób. Wiele osób ma na tym punkcie hopla. Podejrzewam że źle mówią o bliźnich za ich plecami, lub często mijają się z prawdą na własny temat:P Ale to już temat na inną rozmowę;)
Pozdrawiam
Anty
Jeśli się czegoś nie umie, to można się tego nauczyć. W tej kwestii większość osób daje sobie radę, bo jest to jedna z tych cech których uczymy się automatycznie od otoczenia. Jeśli nie umiesz, a jak sama piszesz chciałabyś, to znaczy że coś Cię hamuje.
Nie powinnaś się skupiać na tym jak się otworzyć, ale na tym co jest przyczyną że jesteś zamknięta. Jak zrozumiesz przyczynę to otworzysz się automatycznie:)
Internet jest dobry do tego by się otworzyć. Nie ma się bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Na forum można pisać powoli, ma się szanse by przemyśleć każde zdanie, można też kasować i poprawiać to co się pisze. W ten sposób możesz mieć większą kontrolę nad tym jak Ci to wychodzi - może to pomóc, chociaż poznanie przyczyny byłoby lepsze;)
Na czacie za to ludzie gadają dużo i szybko, w natłoku słów wiele wpadek nie jest zauważanych. Wejdź kiedyś na jeden, poczytaj kilka minut co piszą na ogóle i zapewne sama uznasz że innym to nie wychodzi bardziej:D
W internecie ludzie łatwo się otwierają, a jeśli mają jeszcze kilka dodatkowych zdolności, takich jak świadomość, obserwacja, samorozwój to w bardzo krótkim czasie mogą dostrzec że internet to tylko platforma komunikacyjna, więc jeśli w niej mogą coś zrobić i daje to korzyści to można to też robić na co dzień.
Sugerowałbym pisać pod jednym nickiem, najlepiej stałym - to daje rozpoznawalność i zwiększa zaufanie innych osób. Wiele osób ma na tym punkcie hopla. Podejrzewam że źle mówią o bliźnich za ich plecami, lub często mijają się z prawdą na własny temat:P Ale to już temat na inną rozmowę;)
Pozdrawiam
Anty
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
No tak masz rację, wiem to. Ja wiem też,że ludzie mnie lubią bo mam np poczucie humoru ale jak przychodzi co do czego to nie wiem co powiedzieć wiesz tak od siebie;) po prostu mam pustkę w głowie. Wiem,ze ludzie mówią też o różnych bzdurach...mi nawet tych bzdur w głowie brakuje. Ech może za bardzo się staram,żeby wymyślić coś sensownego,że mi nawet bzdury umykają;) Dziękuję za podpowiedz.
Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
Może Tobie się tylko zdaje że nic od siebie nie mówisz?
Tutaj w jednym zdaniu dałaś dwie istotne informacje o sobie - ludzie cię lubią i masz poczucie humoru. To dużo o Tobie mówi, określa to przecież jakim typem człowieka jesteś. Zapewne lubią cię nie tylko przez poczucie humoru, bo to za mało by kogoś lubić. Nie każde poczucie humoru jest też tym które powoduje że się kogoś lubi;)
O co konkretnie chodzi w mówieniu tak od siebie?
Masz na myśli zaczynanie rozmów, czy podtrzymywanie przez pytania w stylu "a co u Ciebie, jak praca, żona, dzieci, samochód... widziałeś ostatni mecz, a kaszanka w Tesco podrożała" etc?
Czy może chodzi o informacje osobiste w stylu "lubię niebieski, tamte buty mi się podobają, chciał bym iść z Tobą na spacer" itp?
Albo zwierzenia aktualne lub dotyczące przeszłości "mój ojciec też był alkoholikiem, mama zapomniała o moich 10 urodzinach, a brat bił mnie wielką pluszową marchewką"?
Może problemem nie jest to o czym rozmawiasz, ale z kim rozmawiasz, może gdyby tematy takie z wyższej pułki, a nie o bzdurach to może potrafiłabyś się w nich odnaleźć.
U mnie jest tak, że 90% rozmów w realu które prowadzę są na skrajnie niskim poziomie. Kiedy wchodzę na jakiś temat który mnie interesuje to większość ludzi po kilku zdaniach stara się go zmienić, albo milczą, bo tematy wymagają myślenia a ludzie z natury myśleć nie lubią.
Samotność jak i milczenie mi nie przeszkadzają, więc mógłbym wcale z ludźmi nie gadać. Kiedy patrzę jak oni gadają ze sobą to widzę w tym prawdziwą nić porozumienia. Gdy jednak sam zaczynam z nimi gadać to mimo że widzę u nich pozytywną reakcję na to co mówię, to sam czuje jakbym tracił energię na gadanie o bzdurach.
Jak jest możliwość to przez chwilę staram się porozmawiać na jakiś wartościowy dla mnie temat, ale zazwyczaj rozmawiam na tematy które dla mnie nie mają wartości, robię to by podtrzymać moje relacje społeczne z otoczeniem niż dlatego że mnie to interesuje.
Może nie powinnaś poszukiwać w swojej głowie coś co umyka, bzdura i tematów które inni mogą uznać za sensowne, ale zastanowić się co Ciebie interesuje, o czym myślisz gdy jesteś sama, i spróbować wprowadzić to do jakiejś rozmowy w której uczestniczysz, lub znaleźć kogoś kogo ten temat mógłby zainteresować.
Pozdrawiam
Anty
Tutaj w jednym zdaniu dałaś dwie istotne informacje o sobie - ludzie cię lubią i masz poczucie humoru. To dużo o Tobie mówi, określa to przecież jakim typem człowieka jesteś. Zapewne lubią cię nie tylko przez poczucie humoru, bo to za mało by kogoś lubić. Nie każde poczucie humoru jest też tym które powoduje że się kogoś lubi;)
O co konkretnie chodzi w mówieniu tak od siebie?
Masz na myśli zaczynanie rozmów, czy podtrzymywanie przez pytania w stylu "a co u Ciebie, jak praca, żona, dzieci, samochód... widziałeś ostatni mecz, a kaszanka w Tesco podrożała" etc?
Czy może chodzi o informacje osobiste w stylu "lubię niebieski, tamte buty mi się podobają, chciał bym iść z Tobą na spacer" itp?
Albo zwierzenia aktualne lub dotyczące przeszłości "mój ojciec też był alkoholikiem, mama zapomniała o moich 10 urodzinach, a brat bił mnie wielką pluszową marchewką"?
Może problemem nie jest to o czym rozmawiasz, ale z kim rozmawiasz, może gdyby tematy takie z wyższej pułki, a nie o bzdurach to może potrafiłabyś się w nich odnaleźć.
U mnie jest tak, że 90% rozmów w realu które prowadzę są na skrajnie niskim poziomie. Kiedy wchodzę na jakiś temat który mnie interesuje to większość ludzi po kilku zdaniach stara się go zmienić, albo milczą, bo tematy wymagają myślenia a ludzie z natury myśleć nie lubią.
Samotność jak i milczenie mi nie przeszkadzają, więc mógłbym wcale z ludźmi nie gadać. Kiedy patrzę jak oni gadają ze sobą to widzę w tym prawdziwą nić porozumienia. Gdy jednak sam zaczynam z nimi gadać to mimo że widzę u nich pozytywną reakcję na to co mówię, to sam czuje jakbym tracił energię na gadanie o bzdurach.
Jak jest możliwość to przez chwilę staram się porozmawiać na jakiś wartościowy dla mnie temat, ale zazwyczaj rozmawiam na tematy które dla mnie nie mają wartości, robię to by podtrzymać moje relacje społeczne z otoczeniem niż dlatego że mnie to interesuje.
Może nie powinnaś poszukiwać w swojej głowie coś co umyka, bzdura i tematów które inni mogą uznać za sensowne, ale zastanowić się co Ciebie interesuje, o czym myślisz gdy jesteś sama, i spróbować wprowadzić to do jakiejś rozmowy w której uczestniczysz, lub znaleźć kogoś kogo ten temat mógłby zainteresować.
Pozdrawiam
Anty
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Zwierzenia to dość trudne dla mnie...oczywiście czynię to ale nie codziennie, ponieważ tak jak i Ty wokół słyszę "rozmowy" o bzdurach, o dyrdymałach, o takich pierdołach,że nie chce mi się podejmować tych pseudo tematów. I to chyba z grubsza o to chodzi...nie potrafię o tej szarzyznie gadać (bo to nie rozmowa) nie chce mi się, zniechęcam się od samego słuchania. Ale najgorsze jest to,że zniechęcam się do ludzi, którzy wiecznie o tych banałach pitolą. Ja wolę milczeć niż paplać.
Nie powinnam mieć takiego nastawienia..chcę nad tym jakoś pracować ,żeby nie izolować się od otoczenia, bo jak sam wspomniałeś to jest codzienność...a przede wszystkim nie odsuwać się od ludzi.
Nie wiem,chyba mnie to przerasta...
A ludzie nie chcą rozmawiać...nie potrafią...
Nie powinnam mieć takiego nastawienia..chcę nad tym jakoś pracować ,żeby nie izolować się od otoczenia, bo jak sam wspomniałeś to jest codzienność...a przede wszystkim nie odsuwać się od ludzi.
Nie wiem,chyba mnie to przerasta...
A ludzie nie chcą rozmawiać...nie potrafią...
Wolisz milczeć niż paplać, a oni pewnie wolą paplać o bzdurach niż milczeć.
Jak myślisz, ludzie nie chcą rozmawiać czy nie potrafią? To istotne by to rozgraniczyć, bo jeśli nie chcą, to nie powinno się ich zmuszać. Jeśli jednak nie potrafią, to prowadzi to nas do kolejnego pytania. Nie potrafią bo się boją, bo nigdy nie próbowali, czy dlatego że zapomnieli jak się to robi?
Inna kwestia bardzo związana z rozmawianiem to słuchanie. Żyjemy w świecie działania, bierność jest potępiana i coraz mniej ludzi słucha co inni do nich mówią.
Często spotyka mnie jakiś znajomy na ulicy i pyta się "co u Ciebie słychać?". Odpowiadam, ale widzę że on nie słucha. Może się uśmiechać, zachowywać kontakt wzrokowy, nawet potakiwać głową, ale to odruchy wyuczone. Dobry obserwator potrafi zauważyć że on nie analizuje słów które wypowiadam, ale czeka na konkretną sentencję, na "a u Ciebie?" - czeka na swoją kolej.
Zauważyłem że wiele pytań, wykraczających poza tematy o pogodzie, nawet w bliższych relacjach traktowane są jak gwałt na intymności. Zapytaj kogoś o czym myśli, albo czy jest szczęśliwy, a zrodzi się jakieś napięcie w rozmowie.
Mimo że to pytanie wymaga tylko chwili zastanowienia, bo pytania te padają tak rzadko że brak w głowie gotowego wzorca, to większość odczuwa że to pytania nie powinny paść, że nie pyta się o takie rzeczy.
Nawet pytania o popularne poglądy, aborcję, homoseksualizm, wojnę, preferencję polityczne traktowane są często jako politycznie niepoprawne.
Ludzie mający kontakt ze sobą dzień w dzień od lat, czy to w szkole, w pracy, czy na klatce schodowej nic o sobie nie wiedzą. Rozmawiają ze sobą codziennie, ale się nie znają.
Zważając na to wszystko co napisałem, i co Ty napisałaś, powstaje zasadnicze pytanie. Czy oni potrafią rozmawiać bardziej niż Ty?
Uważasz że masz problem, bo nie potrafisz mówić o sobie, ale jak wielu potrafi to robić? Jak wielu to robi, wykraczając poza te tematy o niczym?
Jeśli chcesz coś zmienić, to co ma być Twoim celem? Nauczenie się rozmawiania o bzdurach, czy dotarcie do ludzi którzy chcą rozmawiać na poważne tematy?
Jak myślisz, ludzie nie chcą rozmawiać czy nie potrafią? To istotne by to rozgraniczyć, bo jeśli nie chcą, to nie powinno się ich zmuszać. Jeśli jednak nie potrafią, to prowadzi to nas do kolejnego pytania. Nie potrafią bo się boją, bo nigdy nie próbowali, czy dlatego że zapomnieli jak się to robi?
Inna kwestia bardzo związana z rozmawianiem to słuchanie. Żyjemy w świecie działania, bierność jest potępiana i coraz mniej ludzi słucha co inni do nich mówią.
Często spotyka mnie jakiś znajomy na ulicy i pyta się "co u Ciebie słychać?". Odpowiadam, ale widzę że on nie słucha. Może się uśmiechać, zachowywać kontakt wzrokowy, nawet potakiwać głową, ale to odruchy wyuczone. Dobry obserwator potrafi zauważyć że on nie analizuje słów które wypowiadam, ale czeka na konkretną sentencję, na "a u Ciebie?" - czeka na swoją kolej.
Zauważyłem że wiele pytań, wykraczających poza tematy o pogodzie, nawet w bliższych relacjach traktowane są jak gwałt na intymności. Zapytaj kogoś o czym myśli, albo czy jest szczęśliwy, a zrodzi się jakieś napięcie w rozmowie.
Mimo że to pytanie wymaga tylko chwili zastanowienia, bo pytania te padają tak rzadko że brak w głowie gotowego wzorca, to większość odczuwa że to pytania nie powinny paść, że nie pyta się o takie rzeczy.
Nawet pytania o popularne poglądy, aborcję, homoseksualizm, wojnę, preferencję polityczne traktowane są często jako politycznie niepoprawne.
Ludzie mający kontakt ze sobą dzień w dzień od lat, czy to w szkole, w pracy, czy na klatce schodowej nic o sobie nie wiedzą. Rozmawiają ze sobą codziennie, ale się nie znają.
Zważając na to wszystko co napisałem, i co Ty napisałaś, powstaje zasadnicze pytanie. Czy oni potrafią rozmawiać bardziej niż Ty?
Uważasz że masz problem, bo nie potrafisz mówić o sobie, ale jak wielu potrafi to robić? Jak wielu to robi, wykraczając poza te tematy o niczym?
Jeśli chcesz coś zmienić, to co ma być Twoim celem? Nauczenie się rozmawiania o bzdurach, czy dotarcie do ludzi którzy chcą rozmawiać na poważne tematy?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Nie wiem czy Oni potrafią rozmawiać bardziej niż ja lub czy ja potrafię bardziej niż Oni..? W gruncie rzeczy chodzi przecież o to by się dogadywać ze sobą.
Ludzie nie rozmawiają to pewne. Zapewne potrafią lepiej lub gorzej, w końcu praktyka czyni mistrza;) ale nie próbują nawet.
Nie próbują bo chyba nie mają takiej potrzeby skoro dogadują się ze sobą równoważnikami zdań;) to po co się produkować...kurcze dla mnie to mało...choć z drugiej str nie posiadam pewnie większej wiedzy na ważne tematy niż każdy...więc ciężko czasem sprytnie połączyć moje oczekiwania co do rozmowy z tym co mogę powiedzieć.
Więcej czuję niż wiem.;)
Ludzie nie rozmawiają to pewne. Zapewne potrafią lepiej lub gorzej, w końcu praktyka czyni mistrza;) ale nie próbują nawet.
Nie próbują bo chyba nie mają takiej potrzeby skoro dogadują się ze sobą równoważnikami zdań;) to po co się produkować...kurcze dla mnie to mało...choć z drugiej str nie posiadam pewnie większej wiedzy na ważne tematy niż każdy...więc ciężko czasem sprytnie połączyć moje oczekiwania co do rozmowy z tym co mogę powiedzieć.
Więcej czuję niż wiem.;)
Czy zatem nie odpowiedziałaś sobie na swoje pytanie? Praktyka czyni mistrza napisałaś. Nie umiesz mówić o sobie, ale chcesz to robić. Oni nie mają takiej potrzeby, Ty masz. Pozostaje Ci tylko zamienić Twoje pragnienia w praktykę. Właściwie robisz to każdą rozmową, nawet tą:)
By z kimś być (mam na myśli rozmowę, bliskie relacje, a nie koniecznie związek) istotne jest właśnie to by czuć, a nie by dużo wiedzieć. Sztuką, tą praktyką, jest rozwój umiejętności komunikacji. Mówienia o tym co się myśli i czuje. Większość osób nie myśli o tym co myśli. Problemy międzyludzkie wynikają właśnie z tego że ludzie ze sobą nie rozmawiają, że nie potrafią nazwać swoich uczuć, wyrazić swoich myśli i poglądów.
Pamiętam, że ja kilka lat temu dużo nad tym myślałem. Forum towarzyskie było bardzo żywe jeśli chodzi o rozmowy o uczuciach czy emocjach. W realku ze względu na szkołę do której chodziłem byłem otoczony kobietami i bardzo uprzykrzałem im życie zadając pytania które one nazywały trudnymi. Wszystko kręciło się wokół pytania "co myślisz, co czujesz?". Nie potrafiłem wielu tych rzeczy nazwać, niestety one zazwyczaj też tego nie umiały.
Potem zacząłem to pytanie zadawać sobie samemu, w każdej chwili życia. Rozmawiałem z kimś i przy każdym temacie pytałem siebie samego - co myślę o tym co ta osoba mówi, co myślę o tej sytuacji w której się znalazłem, co teraz czuje...
Problem w tym że to nie pomaga w życiu społecznym;)
To nie jest nauka czerpania przyjemności z gadania o bzdurach, to nauka widzenia bzdur:P
Im więcej myślisz tym więcej widzisz. Świat zbudowali Ci którzy niewiele widzieli. Rozmową której pragniesz obnaża niedoskonałości świata. Odkrycie prawdziwego oblicza jest jak uświadomienie sobie że gada się o bzdurach. Pozostają dwie opcje, albo grać w tą grę, albo milczeć. Rozwój w tym kierunku to szybka droga do wyalienowania.
To czego chcesz ma tą wadę, że gdy już to masz, nie możesz mieć tego mniej.
Czy jesteś pewna że tego chcesz?
By z kimś być (mam na myśli rozmowę, bliskie relacje, a nie koniecznie związek) istotne jest właśnie to by czuć, a nie by dużo wiedzieć. Sztuką, tą praktyką, jest rozwój umiejętności komunikacji. Mówienia o tym co się myśli i czuje. Większość osób nie myśli o tym co myśli. Problemy międzyludzkie wynikają właśnie z tego że ludzie ze sobą nie rozmawiają, że nie potrafią nazwać swoich uczuć, wyrazić swoich myśli i poglądów.
Pamiętam, że ja kilka lat temu dużo nad tym myślałem. Forum towarzyskie było bardzo żywe jeśli chodzi o rozmowy o uczuciach czy emocjach. W realku ze względu na szkołę do której chodziłem byłem otoczony kobietami i bardzo uprzykrzałem im życie zadając pytania które one nazywały trudnymi. Wszystko kręciło się wokół pytania "co myślisz, co czujesz?". Nie potrafiłem wielu tych rzeczy nazwać, niestety one zazwyczaj też tego nie umiały.
Potem zacząłem to pytanie zadawać sobie samemu, w każdej chwili życia. Rozmawiałem z kimś i przy każdym temacie pytałem siebie samego - co myślę o tym co ta osoba mówi, co myślę o tej sytuacji w której się znalazłem, co teraz czuje...
Problem w tym że to nie pomaga w życiu społecznym;)
To nie jest nauka czerpania przyjemności z gadania o bzdurach, to nauka widzenia bzdur:P
Im więcej myślisz tym więcej widzisz. Świat zbudowali Ci którzy niewiele widzieli. Rozmową której pragniesz obnaża niedoskonałości świata. Odkrycie prawdziwego oblicza jest jak uświadomienie sobie że gada się o bzdurach. Pozostają dwie opcje, albo grać w tą grę, albo milczeć. Rozwój w tym kierunku to szybka droga do wyalienowania.
To czego chcesz ma tą wadę, że gdy już to masz, nie możesz mieć tego mniej.
Czy jesteś pewna że tego chcesz?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Ale właśnie "niestety" bo czasem przychodzi myśl: czy zawsze będzie to dla mnie dobre..? czy to,że obserwuję,widzę,myślę,czuję może zastąpić porozumienie z drugim człowiekiem chociażby za pomocą języka BLA BLA..;)czy mimo,że czuję,że człowiek nie da mi wiele tylko bla bla to czy i tak nie jest bardziej istotne spotkanie z drugim człowiekiem..????
Może to że myślisz i czujesz silniej niż inni sprawia ze potrzebujesz towarzystwa osób, czy raczej osoby która jest w tych kwestiach podobna do Ciebie?
Myślę że nie ma sensu zmuszać się do "bla bla" by tylko być z człowiekiem. Można w tym odnaleźć naukę, można się dzięki temu rozwijać, obserwując innych, lepiej ich rozumiejąc i tym samym lepiej rozumieć siebie. Jeśli jednak to nie działa, jeśli to "bla bla" wywołuje większą niechęć od kontaktów międzyludzkich to po co w to brnąć?
Jeśli kiedyś poczuje się coś innego, dozna się przebudzenia na ludzi to dobrze, wtedy można wrócić. Ale jeśli teraz tego się nie czuje to nic na siłę.
Na pewno można znaleźć takich ludzi z którymi nawiąże się nić porozumienia, z którymi można się dzielić podobnymi przeżyciami i odczuciami. Którzy mają te same aspiracje, problemy i pragnienia.
Jedynym problemem jest konieczność szukania. Aby takich ludzi znaleźć trzeba się przełamać. Zrobić pierwszy krok, odezwać się. Ale Ty to już zrobiłaś pojawiając się na tym forum;)
Myślę że nie ma sensu zmuszać się do "bla bla" by tylko być z człowiekiem. Można w tym odnaleźć naukę, można się dzięki temu rozwijać, obserwując innych, lepiej ich rozumiejąc i tym samym lepiej rozumieć siebie. Jeśli jednak to nie działa, jeśli to "bla bla" wywołuje większą niechęć od kontaktów międzyludzkich to po co w to brnąć?
Jeśli kiedyś poczuje się coś innego, dozna się przebudzenia na ludzi to dobrze, wtedy można wrócić. Ale jeśli teraz tego się nie czuje to nic na siłę.
Na pewno można znaleźć takich ludzi z którymi nawiąże się nić porozumienia, z którymi można się dzielić podobnymi przeżyciami i odczuciami. Którzy mają te same aspiracje, problemy i pragnienia.
Jedynym problemem jest konieczność szukania. Aby takich ludzi znaleźć trzeba się przełamać. Zrobić pierwszy krok, odezwać się. Ale Ty to już zrobiłaś pojawiając się na tym forum;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
No to teraz spadnie na Ciebie presja której możesz nie unieść:P Piszemy na forum publicznym. To może się tak nie rzucać w oczy, ale to co piszemy czyta całkiem spora grupa ludzi. Co więcej, jeśli zerkniesz obok, na towarzyski, to zobaczysz że wyciągane są tam wątki nawet sprzed sześciu lat - nic nie pozostaje zapomniane;) Stąd też moje pytanie.
Na pewno jest coś co możesz o sobie powiedzieć. Pojawiłaś się tu robiąc pierwszy krok, teraz trzeba zrobić drugi. Może zacznijmy od imienia, Alicja, Bianka, a może jeszcze inaczej? Mam tylko nadzieję że nie Bi-Anka:P
Muszę Cie jednak ostrzec, że jestem ciekawską istotą i dużo pytam. Nie wiem jak dalej potoczy się nasza rozmowa, kiedy Ty nie umiesz mówić o sobie, a ja nie umiem nie pytać:)
Na pewno jest coś co możesz o sobie powiedzieć. Pojawiłaś się tu robiąc pierwszy krok, teraz trzeba zrobić drugi. Może zacznijmy od imienia, Alicja, Bianka, a może jeszcze inaczej? Mam tylko nadzieję że nie Bi-Anka:P
Muszę Cie jednak ostrzec, że jestem ciekawską istotą i dużo pytam. Nie wiem jak dalej potoczy się nasza rozmowa, kiedy Ty nie umiesz mówić o sobie, a ja nie umiem nie pytać:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
No tak na publicznym. Wiem,wiem...;p tego świadomość mam.
Etap II "o sobie":
Mam rozdwojenie jażni, co nie umknęło Twej uwadze, ale spodziewałam się tego;p
Nie obraż się..moja babcia mawiała na Takich Ludzi: " ciekawskie nasienie;)"co chyba pasuje..
A imię...cóż oba mi się podobają;)
Ps.
Rozmowa wyglądać nie musi.Byle dawała mi tyle co do tej pory.Pozdrawiam.
Etap II "o sobie":
Mam rozdwojenie jażni, co nie umknęło Twej uwadze, ale spodziewałam się tego;p
Nie obraż się..moja babcia mawiała na Takich Ludzi: " ciekawskie nasienie;)"co chyba pasuje..
A imię...cóż oba mi się podobają;)
Ps.
Rozmowa wyglądać nie musi.Byle dawała mi tyle co do tej pory.Pozdrawiam.
Rozdwojenie jaźni jest odpowiedzią na męskie fantazje odnośnie trójkąta:D
Mnie akurat ta fantazja nie dopadła, ale w kwestiach intelektualnych co dwie głowy to nie jedna, więc jest to z zyskiem dla mnie:) A przynajmniej być powinno
Etap II miał być o sobie, a dowiedziałem się o Tobie nie więcej niż o babci - mam szanse na konkretne informacje? Nie potrafisz mówić o sobie, ale odpowiadanie na proste pytania to dużo łatwiejsza rzecz niż mówienie z serca. Chciałaś przecież nauczyć się mówić o sobie. Pierwszym etapem było pojawienie się tutaj, drugi zaczął się pytaniem o imię;)
Może próba nr II: Ile masz lat?
A ile ta rozmowa dawała Ci do tej pory?
Mnie akurat ta fantazja nie dopadła, ale w kwestiach intelektualnych co dwie głowy to nie jedna, więc jest to z zyskiem dla mnie:) A przynajmniej być powinno
Etap II miał być o sobie, a dowiedziałem się o Tobie nie więcej niż o babci - mam szanse na konkretne informacje? Nie potrafisz mówić o sobie, ale odpowiadanie na proste pytania to dużo łatwiejsza rzecz niż mówienie z serca. Chciałaś przecież nauczyć się mówić o sobie. Pierwszym etapem było pojawienie się tutaj, drugi zaczął się pytaniem o imię;)
Może próba nr II: Ile masz lat?
A ile ta rozmowa dawała Ci do tej pory?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
81 to rok mojego pojawienia się jako człowieka na ziemi :) piszę tak,ponieważ sądzę,że nie raz żyjemy. Ale nawiedzona nie jestem;p
ile ta rozmowa mi dała już napisałam;) gdzieś indziej;) teraz to dopiero nie wiem gdzie się znależć.Tu czy tam..? i tak mam przez całe życie...zawsze gdzieś pośrodku. To wiąże się z tym rzekomym darem słuchania,obserwowania...bo mam tak,że zawsze widzę dwie strony np. sporu, racje po jednej i po drugiej str.Widzę zalety i wady ludzi i sytuacji.
Czasem myślę,że łatwiej być osobom, które nie mają takich dylematów,które widzą: "czarne" albo "białe", "tak" lub" nie".Ja mam tę przypadłość,że widzę miliiony odcieni szarości pomiędzy..
ile ta rozmowa mi dała już napisałam;) gdzieś indziej;) teraz to dopiero nie wiem gdzie się znależć.Tu czy tam..? i tak mam przez całe życie...zawsze gdzieś pośrodku. To wiąże się z tym rzekomym darem słuchania,obserwowania...bo mam tak,że zawsze widzę dwie strony np. sporu, racje po jednej i po drugiej str.Widzę zalety i wady ludzi i sytuacji.
Czasem myślę,że łatwiej być osobom, które nie mają takich dylematów,które widzą: "czarne" albo "białe", "tak" lub" nie".Ja mam tę przypadłość,że widzę miliiony odcieni szarości pomiędzy..
Postrzegam rzeczy dokładnie tak jak Ty, ale nie powiedziałbym że to widzenie szarości.
Ci co widzą świat szarym unikają odpowiedzialności, dla nich nie ma dobra i zła. To bardzo wygodne, robią co chcą, a jak przychodzi do odpowiedzialności to wymigują się twierdząc że świat jest szary.
Ten świat czarno-biały to raczej świat czarny lub biały. To tylko inna wersja widzenia go szarym, bo obie grupy idą na łatwiznę. Nie wysilają się myśleniem. A w ostatecznym rozrachunku i tak uznają że to co sami robią jest białe (tudzież jasno szare) a to co robią inni jest czarne (lub ciemno szare).
Poszukiwanie wszystkich kolorów - tak bym nazwał to co robisz. To droga najbliższa prawdy. Dzięki niej można się rozwijać, dokonywać możliwie słusznych wyborów, unikać kłopotów, rozczarowań, cierpienia.
Co mnie jednak ciekawi, czy w czasie obserwacji nie brakuje ci danych? Kiedy ich słuchasz, to czy nie chciałabyś ingerować?
Jeśli widzisz że obie strony mają swoje racje, czy nie dostrzegasz innych argumentów, czegoś co można by skonfrontować ze stronami, argumentów podważających ich opcję? Jeśli idziesz ich tokiem myślowym, ale dostrzegasz w nim luki, nie chciałabyś rozwiać swoich wątpliwości? Pokazać im gdzie są brak spójności, w których miejscach można podążać innymi drogami?
Wierzysz w reinkarnacje?
Ci co widzą świat szarym unikają odpowiedzialności, dla nich nie ma dobra i zła. To bardzo wygodne, robią co chcą, a jak przychodzi do odpowiedzialności to wymigują się twierdząc że świat jest szary.
Ten świat czarno-biały to raczej świat czarny lub biały. To tylko inna wersja widzenia go szarym, bo obie grupy idą na łatwiznę. Nie wysilają się myśleniem. A w ostatecznym rozrachunku i tak uznają że to co sami robią jest białe (tudzież jasno szare) a to co robią inni jest czarne (lub ciemno szare).
Poszukiwanie wszystkich kolorów - tak bym nazwał to co robisz. To droga najbliższa prawdy. Dzięki niej można się rozwijać, dokonywać możliwie słusznych wyborów, unikać kłopotów, rozczarowań, cierpienia.
Co mnie jednak ciekawi, czy w czasie obserwacji nie brakuje ci danych? Kiedy ich słuchasz, to czy nie chciałabyś ingerować?
Jeśli widzisz że obie strony mają swoje racje, czy nie dostrzegasz innych argumentów, czegoś co można by skonfrontować ze stronami, argumentów podważających ich opcję? Jeśli idziesz ich tokiem myślowym, ale dostrzegasz w nim luki, nie chciałabyś rozwiać swoich wątpliwości? Pokazać im gdzie są brak spójności, w których miejscach można podążać innymi drogami?
Wierzysz w reinkarnacje?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"