Na początku grudnia 2014 roku byłam u pani doktor na wizycie z moim 5-letnim synem celem omówienia wyników testów alergicznych. Po ich omówieniu dr Rydzewska zaczęła osłuchiwać syna stetoskopem, po czym stwierdziła, że ma "rozchulane zapalenie oskrzeli" i "zajęte całe drzewo oskrzelowe". Rzecz jasna zostały zapisane STERYDY i ANTYBIOTYK.
Po wyjściu z przychodni pojechałam z dzieckiem do "naszej" pediatry. Okazało się, ze wystarczyło, aby mój syn przed rozpoczęciem badania stetoskopem... wytarł nos. Zero furczenia, oskrzela czyste jak łza. Receptę od pani dr mam po dziś dzień. Dziecko po 3 dniach (wizyta była w piątek) poszło całe i zdrowe do przedszkola. Absolutnie odradzam leczenie u takich "specjalistów". Szkoda dzieci. Rodzice pomyślcie zanim traficie pod ten adres.