Re: sam
Dyskusja czysto ''akademicka''.90%przypadków wygląda tak,że właściciel roweu zalicza glebę,i zanim się zorientuje co jest,to widzi na horyzoncie plecy kolesia jadącego na jego rowerku.Pozostałe...
rozwiń
Dyskusja czysto ''akademicka''.90%przypadków wygląda tak,że właściciel roweu zalicza glebę,i zanim się zorientuje co jest,to widzi na horyzoncie plecy kolesia jadącego na jego rowerku.Pozostałe 10%...?Kolesi jest 6 i sami oddajemy sprzęt,dziękując za miłe spotkanie będąc wdzięcznym,że skończyło się na kilku kopach,bez złamań.Faktem jest,że warto mieć jakiś''atut'' w ręku.Ja np.,gdy jadę po ciemku,zabieram pokrętło od zaworu hydraulicznego(dostępne rozmiary na każdą rękę.Znajomy został otoczony w Orłowie(opuszczone działki nad morzem)przez kilku kolesi i sam widok paralizatora wystarczył,żeby dali se spokój.Gaz też jest ok.Te wszystkie opisane przypadki,żeby jeżdzić w grupie,etc,to bajka.Ja całe życie jeżdżę sam i wiem,że jak coś ma być to będzie,może nawet u mnie pod blokiem,w spokojnej dzielnicy.Aha,a tak w ogóle to uważam,że żaden rower nie jest wart tego,żeby ryzykować utratę zdrowia w jego obronie.Jeżeli ma się naprawdę drogi sprzęt,to może trzeba by go ubezpieczyć(szczerze,nie wiem czy da się na wypadek napadu)?Spojrzmy na to jeszcze tak:dla nas to tylko rower,a dla kolesia który,być może ,ma wyrok w zawiasach,wizja odsiadki.On ma więcej do stracenia,więc jest gotów,w przypadku konfrontacji,na większe ''poświęcenie''i jest bardziej zdeterminowany.
zobacz wątek