Re: sam
Ivo, masz rację - w 90% przypadków rowerzysta nawet nie zorientuje się w pore, ze traci/starci rower! Na całe szczęscie, z tego co słyszałem, to amatorzy cudzych rowerów krążą na klifie i ścieżkach...
rozwiń
Ivo, masz rację - w 90% przypadków rowerzysta nawet nie zorientuje się w pore, ze traci/starci rower! Na całe szczęscie, z tego co słyszałem, to amatorzy cudzych rowerów krążą na klifie i ścieżkach spacerowych (Sopot - Gdańsk przy plaży). W głębokim lesie na szczęście nikogo nie spotkałem ;-)
A z biciem to jest tak, że najważniejsze jest zachowanie zimnej krwi i trzeźwosci umysłu. W ubiegłym roku napadło mnie dwóch kolesi i to jeszze z butelkami w rękach. Nie biłem się z nimi, a efekt spotkania był taki, że jeden chłoptaś był cały zakrwawiony! Wiedziałem, nie mam szans na dwóch, a do tego jeszcze te butelki, które mnie cholernie przerażały. Jak koleś na mnie skoczył odsunąłem się, potem drugi raz, trzeci, trochę poblokowałem no i uciekli wykrzykując, że się jeszcze spotkamy. Jak upadał ostrosię podtłuk o krawężnik :)
No i jest jeszcze jedna opcja - ostatnio kolega stał sobie wieczorem pod sklepem. W oddali zobaczył grupkę młodzików, szli w jego stronę i coś tam do niego krzyczeli, ze co to k**** jest itp. Jeden z nich wybiegł na niego. Gdy był na odległośc reki kolega trzepnął go w pysk. Chłopcy zdezorientowani uciekli nie wiedząc co siędzieje :)
Pozdrawiam i oby jak najmniej "podbramkowych" sytuacji!
zobacz wątek