Widok
Powtórzę co napisał Adam, kumpel to nie przyjaciel. Nawet jak ci w czymś pomogą czy okażą wsparcie to jest większy dystans pomiędzy wami. Przyjaciel to ktoś komu się zwierzasz z najgłębszych sekretów, zdradzasz mu swoje mroczne tajemnice, rozmawiasz z nim codziennie i ciągnie cię do niego (czujesz potrzebę spędzania z nim czasu).
Przyjaciel płci przeciwnej to jak partner, tylko bez seksu... do momentu gdy ten seks się pojawia:D
W przyjaźni musi być pewien rodzaj miłości, dwie osoby muszą być swoimi bratnimi duszami.
Inaczej jest to tylko jakaś forma koleżeństwa.
I będąc samemu, pod wpływem alkoholu lub mając doła, łatwo dojść do wniosku że w tym przyjacielu moglibyśmy znaleźć większe pocieszenie i radość niż to które mamy obecnie.
Bez któregoś z tych trzech czynników też możemy do tego dojść, ale wtedy staramy się tak nie myśleć bo ogranicza nas strach. Boimy się że może nic z tego nie wyjść a przyjaźń się popsuje.
Najlepsze związku budowane są na fundamencie przyjaźni. A jak ktoś jest w związku, to jego partner powinien być najlepszym przyjacielem (i innego szukać sobie nie powinien).
Przyjaciel płci przeciwnej to jak partner, tylko bez seksu... do momentu gdy ten seks się pojawia:D
W przyjaźni musi być pewien rodzaj miłości, dwie osoby muszą być swoimi bratnimi duszami.
Inaczej jest to tylko jakaś forma koleżeństwa.
I będąc samemu, pod wpływem alkoholu lub mając doła, łatwo dojść do wniosku że w tym przyjacielu moglibyśmy znaleźć większe pocieszenie i radość niż to które mamy obecnie.
Bez któregoś z tych trzech czynników też możemy do tego dojść, ale wtedy staramy się tak nie myśleć bo ogranicza nas strach. Boimy się że może nic z tego nie wyjść a przyjaźń się popsuje.
Najlepsze związku budowane są na fundamencie przyjaźni. A jak ktoś jest w związku, to jego partner powinien być najlepszym przyjacielem (i innego szukać sobie nie powinien).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Adam: niech robią, co chcą. Ja mogę tylko powiedzieć, że dwóch kumpli okazało mi serce w trudnych chwilach, byli wsparciem i zawsze zachowywali się z klasą. Czasem wystarczy drobny gest, chwila rozmowy, gdy coś się dzieje. Jest lżej. Takie relacje się pielęgnuje. Mało jest ludzi, których stać na bezinteresowne poświęcenie czasu, wysłuchanie kogoś, rozmowę czy wspólne wyjście. Ja doświadczyłam tego również od mężczyzn. Koleżeńskie relacje są dla mnie świętością, szanuję je i nigdy nie brukam tego wchodzeniem do łóżka. Ważne jest, aby na kumpla czy kumpelę wybrać osobę, która szanuje przyjęte zasady. Gdybym była inna, gdybym chciała się pocieszyć wejściem z kimś do łóżka, wybrałabym przystojnego singla, ale nigdy nie tknęłabym kumpla.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
Istnieją. Ja mam kumpli, którzy nie podobają mi się jako faceci. Są przystojni, inteligentni, ale nie w moim typie. Nie rozumiem, czy jak się ma faceta obok siebie, to zawsze trzeba myśleć o seksie? Myślę, że problem tkwi w samodyscyplinie. Jeżeli życie prywatne się sypie, to trzeba przespać się z kumplem albo pierwszym lepszym facetem, który proponuje wejście do łóżka? W jakim celu? Dowartościować się, odreagować stres? Bez sensu. Jeżeli zna się wartościowych ludzi, to należy to szanować. Piszę tu o starych relacjach. Autorka wątku nie przekonała mnie, że szuka kumpla. Nie jest to tylko moja opinia.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
Ech... Ty to rzeczywiście w miłości szczęścia to nie masz:D
Aż wstyd się przyznać, ale ja to dwa razy byłem po tej drugiej stronie, chociaż nieświadomie:P
I dwa razy byłem pocieszany tuż po zakończeniu związku:))))
Przyjaźnie męsko-damskie na pewno nie istnieją, w tej kwestii muszę się z Tobą zgodzić.
Aż wstyd się przyznać, ale ja to dwa razy byłem po tej drugiej stronie, chociaż nieświadomie:P
I dwa razy byłem pocieszany tuż po zakończeniu związku:))))
Przyjaźnie męsko-damskie na pewno nie istnieją, w tej kwestii muszę się z Tobą zgodzić.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
kwiatuszek: a czego Ty oczekujesz od przyjaciela w swojej sytuacji? Pogłaskania po głowie, przytulenia, usłyszenia, że Ci współczuje? To może zrobić przyjaciółka. Piszesz: jestem nieszczęśliwa, mam się rozwieść czy znaleźć przyjaciela? Przeczytałaś? Każdemu ten przyjaciel skojarzy się z kochankiem.
Niech wszyscy, którzy źle mi życzą, pocałują mnie w d*pę.
No i proszę... czy miłość istnieje? czy szczęście z drugą osobą isnieje? czy wszystko jest tylko na czas?? i po co się żenić skoro sami widzicie co się dzieje.. Dużo teraz jest takich zwiążków, że kobiety żenią się bo facet ma kase jest fajnie.. ale póżniej to wszytsko przemija.. robi się nudne i nie kolorowe... Nie wiem jak to jest z wami kobietami... Ma męża a już chce szukać innego na boku :(
Jeśli znajdziesz kochanka/przyjaciela, będziesz oszukiwała siebie i swojego partnera. To da ci jakiś wentyl, żeby trwać w niby-związku, który prawdopodobnie i tak się zakończy, jeśli wyjdzie na jaw Twój romans lub jeśli stwierdzisz, że z tym przyjacielem jest Ci lepiej.
Pewnie boisz się zakończyć długoletni związek, ale nie pozwól, żeby to los podjął za Ciebie decyzję. Lepiej jest samemu, świadomie podejmować życiowe decyzje.
Pewnie boisz się zakończyć długoletni związek, ale nie pozwól, żeby to los podjął za Ciebie decyzję. Lepiej jest samemu, świadomie podejmować życiowe decyzje.
Popieram Halewicza. Nie kochasz go i uznajesz ten związek za toksyczny - w tych dwóch przypadkach nie ma o czym rozmawiać.
Nie widzę też powodu by zrzucać winę na drugą stronę, że ona jest niereformowalna i nie przyjmuje żadnych argumentów. Nie ma miłości, to nic więcej nie jest potrzebne by to skończyć.
Szukanie sobie kochanka nie jest rozwiązaniem, a tym bardziej okłamywanie siebie nazywając go przyjacielem:P
Nie widzę też powodu by zrzucać winę na drugą stronę, że ona jest niereformowalna i nie przyjmuje żadnych argumentów. Nie ma miłości, to nic więcej nie jest potrzebne by to skończyć.
Szukanie sobie kochanka nie jest rozwiązaniem, a tym bardziej okłamywanie siebie nazywając go przyjacielem:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"