Widok
załamany...
Wczoraj byłem u dr. Wiśniewskiego i okazało się że nie mogę mieć prędzej więzadeł zrobionych aż nie wykonają "wyprofilowania powierzchni stawowej piszczelowej" w rezonansie oprócz uszkodzeń łękotek i więzadeł mam opisane: stan po złamaniu kłykcia bocznego piszczeli z obniżeniem wysokości obwodowej części powierzchni stawowej o ok. 5-9mm i uszkodzeniem chrząstki stawowej-pourazowa chondropatia IV stopnia.
Zabieg który ma skorygować te różnice nie jest refundowany z NFZ koszt ok. 8000zł a ubezpieczalnia Interrisk z Sopotu wypłaciła mi tylko 4300zł.
Ortopeda wymaga aktualne zdjęcia rentgenowskie i wtedy mnie zakwalifikuje na operacje, a starych zdjęć zapomniałem wsiąść były z października 2008r ale już po zdjęciu gipsu.
Z tego co się dowiedziałem operacja polega na wszczepieniu fragmentu kości pochodzenia zwierzęcego tzw."białkowe" w miejscu w którym staw ma obniżoną wysokość 5-9mm, nie wiem jak to robią artroskopią czy na otwartym kolanie.
Niedawno poszło odwołanie z kancelarii prawnej o większe odszkodowanie ale jak podkreślił dr. Wiśniewski szykuje się szereg operacji na pewno 2 albo nawet 3, odszkodowanie niewiele powyżej 10000zł jest zbyt małe jak za taki uraz.
Ani na rowerze jeżdzić ani pracować...
Prace w zasadzie teoretycznie już straciłem i jak tu funkcjonować.
Na twarzy doktora rysowało się zmartwienie, on będzie w stanie to zrobić?
Z NFZ czeka się na podobne zabiegi pół roku i więcej paranoja, przecież takie rzeczy powinno się robić niezwłocznie.
Zabieg który ma skorygować te różnice nie jest refundowany z NFZ koszt ok. 8000zł a ubezpieczalnia Interrisk z Sopotu wypłaciła mi tylko 4300zł.
Ortopeda wymaga aktualne zdjęcia rentgenowskie i wtedy mnie zakwalifikuje na operacje, a starych zdjęć zapomniałem wsiąść były z października 2008r ale już po zdjęciu gipsu.
Z tego co się dowiedziałem operacja polega na wszczepieniu fragmentu kości pochodzenia zwierzęcego tzw."białkowe" w miejscu w którym staw ma obniżoną wysokość 5-9mm, nie wiem jak to robią artroskopią czy na otwartym kolanie.
Niedawno poszło odwołanie z kancelarii prawnej o większe odszkodowanie ale jak podkreślił dr. Wiśniewski szykuje się szereg operacji na pewno 2 albo nawet 3, odszkodowanie niewiele powyżej 10000zł jest zbyt małe jak za taki uraz.
Ani na rowerze jeżdzić ani pracować...
Prace w zasadzie teoretycznie już straciłem i jak tu funkcjonować.
Na twarzy doktora rysowało się zmartwienie, on będzie w stanie to zrobić?
Z NFZ czeka się na podobne zabiegi pół roku i więcej paranoja, przecież takie rzeczy powinno się robić niezwłocznie.
Od kiedy NFZ przestało refundować ten zabieg? Ja taki sam miałam w listopadzie 2006 r. i był w całości refundowany.
Operację przeprowadzali w znieczuleniu (w kręgosłup) od pasa w dół. Myślę, że na otwartym kolanie, bo mam na nodze bliznę po cięciu. Dwa dni później miałam drugą operację przy użyciu artroskopu. Co dokładnie robili to nie wiem, w każdym razie czymś tam walili mi w nogę, bo jeździł cały stół operacyjny.
Dodam jeszcze, że od momentu stwierdzenia konieczności przeprowadzenia zabiegu, czekałam na niego 3 dni.
Operację przeprowadzali w znieczuleniu (w kręgosłup) od pasa w dół. Myślę, że na otwartym kolanie, bo mam na nodze bliznę po cięciu. Dwa dni później miałam drugą operację przy użyciu artroskopu. Co dokładnie robili to nie wiem, w każdym razie czymś tam walili mi w nogę, bo jeździł cały stół operacyjny.
Dodam jeszcze, że od momentu stwierdzenia konieczności przeprowadzenia zabiegu, czekałam na niego 3 dni.
Jest możliwość uśpienia pacjenta w trakcie zabiegu?
Ja się bardzo boje rozumiem że nic się nie czuje ale mam wielki stres, chciałbym nie mieć świadomości w czasie tego zabiegu.
Jak ten zabieg fachowo się nazywa, ile czasu po nim można przeprowadzić naprawę łękotek i rekonstrukcje więzadeł?
Mysz można wiedzieć dlaczego cały stół się ruszał?
Ja się bardzo boje rozumiem że nic się nie czuje ale mam wielki stres, chciałbym nie mieć świadomości w czasie tego zabiegu.
Jak ten zabieg fachowo się nazywa, ile czasu po nim można przeprowadzić naprawę łękotek i rekonstrukcje więzadeł?
Mysz można wiedzieć dlaczego cały stół się ruszał?
kosc to twardy material. nie ma sie co dziwic ze stol sie ruszal. jak mi robili reke w polznieczuleniu to czulem wiertlo i wibracje ale na szczescie nic nie bolalo :-) tzn reka bolala strasznie ale to bylo od opaski zaciskowej.
pila, wiertlo, mlotek, gwozdz
puk i raczka jest jak nowa
ciach i nozka jest jak zloto :-)
zdrowia zycze :-)
pila, wiertlo, mlotek, gwozdz
puk i raczka jest jak nowa
ciach i nozka jest jak zloto :-)
zdrowia zycze :-)
spoko, spoko, nikt nikogo nie straszy tylko piszą jak jest. Kiedyś widziałem film instruktażowy z operacji składania miednicy - masakra! a narzędzia jakich używano to można by i remont w domu zrobić :) ...będzie dobrze! uśpią, zrobią swoje, obudzą... szybkiego powrotu do zdrówka życzę! Pozdrover!
na złodzieju czapka GORE ;)
na złodzieju czapka GORE ;)
Dbig
Mogę opisać jak to było w moim przypadku. Przed operacją dostałam głupiego jasia, potem posmarowali jakimś płynem znieczulającym plecy i zrobili zastrzyk w kręgosłup znieczulający od pasa w dół. To nic nie boli, tylko jest takie śmieszne wrażenie, jakby ciało kończyło się w pasie. Niestety w trakcie zabiegu byłam oddzielona parawanem, więc prawie nic nie widziałam. Na nodze miałam opaskę zaciskową, ale tak jak pisałam tego w ogóle nie czuć. Stół jeździł, bo operujący walił mi bardzo mocno w nogę jakimś dłutem i młotkiem, a stół - choć zablokowany - jest na kółkach. Po operacji w nogę wkładają rurkę zakończoną zbiorniczkiem na krew i płyny ustrojowe, a potem trzeba przez calą dobę leżeć na sali pooperacyjnej.
Znieczulenie miejscowe jest dużo lepsze niż ogólne, bo po ogólnym mogą wystąpić komplikacje. Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc, pytaj.
Pozdrawiam Mysz
Mogę opisać jak to było w moim przypadku. Przed operacją dostałam głupiego jasia, potem posmarowali jakimś płynem znieczulającym plecy i zrobili zastrzyk w kręgosłup znieczulający od pasa w dół. To nic nie boli, tylko jest takie śmieszne wrażenie, jakby ciało kończyło się w pasie. Niestety w trakcie zabiegu byłam oddzielona parawanem, więc prawie nic nie widziałam. Na nodze miałam opaskę zaciskową, ale tak jak pisałam tego w ogóle nie czuć. Stół jeździł, bo operujący walił mi bardzo mocno w nogę jakimś dłutem i młotkiem, a stół - choć zablokowany - jest na kółkach. Po operacji w nogę wkładają rurkę zakończoną zbiorniczkiem na krew i płyny ustrojowe, a potem trzeba przez calą dobę leżeć na sali pooperacyjnej.
Znieczulenie miejscowe jest dużo lepsze niż ogólne, bo po ogólnym mogą wystąpić komplikacje. Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc, pytaj.
Pozdrawiam Mysz