Widok
moze i najgłupszy post
Nawet nikt nie wie co to jest w taką pogodę nie móc iść na rower a co najwyżej tylko przejść się na spacer i to nie za daleko.
Katorga psychiczna być nie sprawnym nie zdolnym do pracy i czekać aż służba zdrowia się zlituje.
Dzień zaczynamy od 20mg fluoksetyny.
Mieszkam na czwartym piętrze może najlepszą opcją jest wyskoczyć na główkę z rękoma z tyłu.
Katorga psychiczna być nie sprawnym nie zdolnym do pracy i czekać aż służba zdrowia się zlituje.
Dzień zaczynamy od 20mg fluoksetyny.
Mieszkam na czwartym piętrze może najlepszą opcją jest wyskoczyć na główkę z rękoma z tyłu.
Post wcale nie jest najgłupszy. Po prostu czujesz się sfrustrowany i chcesz się z nami podzielić swoimi odczuciami jak Ci źle.
Nie ma takiej sytuacji w życiu, której nie da się pokonać.
Choroba nie równa się wegetacja. Nie należy poddawać się chorobie.
Nie mówię o odstawianiu leków czy nie chodzeniu na rehabilitację, lecz o tym by tak swym życiem pokierować by choroba nie hamowała naszego dalszego rozwoju/ celów.
Może na początek znajdź sobie takie zajęcie, które da Ci satysfakcję. Skoro znasz się rowerach, warto to wykorzystać. Może spróbuj załapać się i pisać artykuły do gazet o tematyce rowerowej, albo zostań serwisantem w jakimś warsztacie (o ile Ci lekarz pozwoli). Bądź też znajdź w sobie nie odkryte jeszcze zdolności.
Innym rozwiązaniem ... jest zdecydowanie się na operację w jakieś prywatnej klinice. Wiem to kosztuje. Ale... może warto skontaktować się z fundacjami, by pomogły Ci utworzyć konto w banku na które ludzie wpłacali pieniądze na Twoją operację. Może napisz do kilku firm, być może znajdzie się jakaś dobra dusza i za sponsoruje Ci operację.
Na pewno nie warto siedzieć w domu i lamentować jak mi źle.
Jeżeli jeszcze nie jesteś pod opieką jakiegoś dobrego psychologa lub psychiatry to warto o tym pomyśleć.
Głowa do góry...życie jest piękne nawet wtedy kiedy ma się problemy zdrowotne.
Napisała to osoba, która od 12 lat boryka się z pewną nieuleczalną chorobą.
Nie ma takiej sytuacji w życiu, której nie da się pokonać.
Choroba nie równa się wegetacja. Nie należy poddawać się chorobie.
Nie mówię o odstawianiu leków czy nie chodzeniu na rehabilitację, lecz o tym by tak swym życiem pokierować by choroba nie hamowała naszego dalszego rozwoju/ celów.
Może na początek znajdź sobie takie zajęcie, które da Ci satysfakcję. Skoro znasz się rowerach, warto to wykorzystać. Może spróbuj załapać się i pisać artykuły do gazet o tematyce rowerowej, albo zostań serwisantem w jakimś warsztacie (o ile Ci lekarz pozwoli). Bądź też znajdź w sobie nie odkryte jeszcze zdolności.
Innym rozwiązaniem ... jest zdecydowanie się na operację w jakieś prywatnej klinice. Wiem to kosztuje. Ale... może warto skontaktować się z fundacjami, by pomogły Ci utworzyć konto w banku na które ludzie wpłacali pieniądze na Twoją operację. Może napisz do kilku firm, być może znajdzie się jakaś dobra dusza i za sponsoruje Ci operację.
Na pewno nie warto siedzieć w domu i lamentować jak mi źle.
Jeżeli jeszcze nie jesteś pod opieką jakiegoś dobrego psychologa lub psychiatry to warto o tym pomyśleć.
Głowa do góry...życie jest piękne nawet wtedy kiedy ma się problemy zdrowotne.
Napisała to osoba, która od 12 lat boryka się z pewną nieuleczalną chorobą.
Dbig, nie wiem od kiedy bierzesz fluoksetynę, wiem jednak że pierwsze 2-3 tygodnie od rozpoczęcia leczenia tym lekiem mogą być trudne bo zamiast oczekiwanej poprawy nastroju pojawiają się nieoczekiwanie okropne doły. To minie ! Trzeba przez to przebrnąć, nie ma innej drogi.
Panowie, chłopak ma realny problem ze zdrowiem, kłopoty bytowe i żeby było jasne dopadła go depresja. Jedyny realny sposób pomocy to działanie w celu przyspieszenia leczenia aby mógł normalnie funkcjonować.
Panowie, chłopak ma realny problem ze zdrowiem, kłopoty bytowe i żeby było jasne dopadła go depresja. Jedyny realny sposób pomocy to działanie w celu przyspieszenia leczenia aby mógł normalnie funkcjonować.
Pozdrawiam , Marek .
Fluoksetyne brałem jeszcze długo przed wypadkiem i przed wojskiem od paru lat ale jakiś czas przed wypadkiem przestałem brać, pracowałem byłem aktywny fizycznie itd więc po co było to brać.
Ale po wypadku zacząłem znowu zażywać.
Ciągłe myślenie o tym co było i operacji (w maju) bać się boje ale trzeba zrobić.
Zbierać fundusze na operacje która powinna być w normalnym terminie w normalnym szpitalu robiona jakaś kpina?
To rutynowe operacje na które nie powinno się tyle czekać, tak dalej pójdzie taki sposób radzenia sobie szpitali to będziemy mieli armie kalek a wypadków coraz więcej samochodów coraz więcej i rowerów.
Kobiety więzadła zrywają jak źle na schodach nogę postawią albo się przewrócą i co taki człowiek przez zwykły przypadek nie sportowy nie drogowy uraz ma czekać Bóg wie ile?
Jaki cel takiego działania?
Idzie się na spacer wzrokiem patrzy w stronę Wisły i człowiek przypomina sobie gdy rano lub w południe świeciło na bezchmurnym niebie (ostatnie dni takie są) przed pracą albo po i jechało się potrenować Elbląską w stronę Sobieszewa albo Pruszcza, wspominając słońce tak razi w oczy aż wywołuje stres a nie przyjemność jak podczas jazdy na rowerze przed wypadkiem.
Ale po wypadku zacząłem znowu zażywać.
Ciągłe myślenie o tym co było i operacji (w maju) bać się boje ale trzeba zrobić.
Zbierać fundusze na operacje która powinna być w normalnym terminie w normalnym szpitalu robiona jakaś kpina?
To rutynowe operacje na które nie powinno się tyle czekać, tak dalej pójdzie taki sposób radzenia sobie szpitali to będziemy mieli armie kalek a wypadków coraz więcej samochodów coraz więcej i rowerów.
Kobiety więzadła zrywają jak źle na schodach nogę postawią albo się przewrócą i co taki człowiek przez zwykły przypadek nie sportowy nie drogowy uraz ma czekać Bóg wie ile?
Jaki cel takiego działania?
Idzie się na spacer wzrokiem patrzy w stronę Wisły i człowiek przypomina sobie gdy rano lub w południe świeciło na bezchmurnym niebie (ostatnie dni takie są) przed pracą albo po i jechało się potrenować Elbląską w stronę Sobieszewa albo Pruszcza, wspominając słońce tak razi w oczy aż wywołuje stres a nie przyjemność jak podczas jazdy na rowerze przed wypadkiem.