Widok
1970
Może był tam ktoś z strajkujących przy komitecie lub kościele jak gliniarz o litość prosił?
Albo ten oficer, którego z tłumu wyprowadziłem bo oprócz tego co dostał to chyba na kawałki byłby rozerwany.
Może ze strażaków jest ktoś, który przyjechał pierwszym samochodem pod komitet gasić go?
O ludzi, którzy rozbili delikatesy i wynosili jedzenie nie pytam.
Głód robi swoje.
Nie spodziewam się tu z piszących, ale może ktoś z Waszych rodzin tam był.
Albo ten oficer, którego z tłumu wyprowadziłem bo oprócz tego co dostał to chyba na kawałki byłby rozerwany.
Może ze strażaków jest ktoś, który przyjechał pierwszym samochodem pod komitet gasić go?
O ludzi, którzy rozbili delikatesy i wynosili jedzenie nie pytam.
Głód robi swoje.
Nie spodziewam się tu z piszących, ale może ktoś z Waszych rodzin tam był.
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński
A tak opisała to zdarzenie prasa.
"Godz. 8.45. W rejonie komendy i Prezydium MRN opanowano bardzo groźną sytuację. Nadeszły posiłki. Pierwszy oddział przebił się przez tłum stojący na ul. Kartuskiej, drugi nadszedł ul. 3 Maja. Demonstrantów wyparto za most na ul. Świerczewskiego. W gmachu komendy milicjanci gaszą pożar na parterze oraz tlące się meble w trzech pomieszczeniach na pierwszym piętrze. Dokonuje się oględzin budynku. Na I i III piętrze, w ścianach i suficie widnieje 6 śladów pocisków pistoletowych wystrzelonych z ulicy.
Akcja rozgrywa się teraz na ul. Hucisko i ul. Kalinowskiego. Młodzi ludzie podejmują osobliwą i niebezpieczną, jak się okazuje - dla obydwu stron - formę napaści. Zatrzymują samochody ciężarowe, kierowcom nakazują opuszczenie wozu, jeden z młodzieńców siada za kierownicą, rozpędza pojazd, kieruje go ku szpalerowi milicji, wyskakuje z szoferki... Wbrew oczekiwaniom "Star" na niewielkiej pochyłości zbacza w prawo, ku zjazdowi do dworca; tłum odskakuje, na szczęście samochód wjeżdża na chodnik i zatrzymuje się na latarni. Do rozpędzonego autobusu wskakuje milicjant i wyprowadza pojazd z niebezpiecznego miejsca. Kolejna próba kończy się tragedią. Wyskakujący z samochodu młody człowiek uderza głową w skrzynię znajdującego się w ruchu innego porwanego pojazdu, ponosi śmierć na miejscu.
Ta forma ataku będzie wykorzystana jeszcze przed gmachem KW, gdzie m.in. porwano samochód załadowany ciężkimi elementami budowlanymi.
Tłum liczący teraz jut ponad 10 000 osób, podniecony walką, wzburzony pierwszymi ofiarami z tym większą zawziętością atakuje gmach KW.
W okolicach Dworca Głównego słup czarnego dymu. Na placu przed Ekspedycją Towarową płonie 6 samochodów milicyjnych i wojskowych oraz pocztowe wózki akumulatorowe. Z kolejki elektrycznej, z mostu Błędnik przybywa gapiów.
Godz. 9.20. Próby podpalenia budynku KW. Od strony parkingu przed kościołem, do okien na parterze, w szczytowej ścianie gmachu podbiega czterech wyrostków. Jest z nimi dziewczyna w czarnym płaszczu i białych rajstopach. Ma w ręku blaszankę z benzyną. Chłopcy błyskawicznie podnoszą ją na rękach, dziewczyna wylewa benzynę na parapet. Strumień wody z hydrantów, skierowany przez okno, przerywa tę akcję. Benzyna leje się na mur, bruk. Wrzucona zapałka powoduje płomień. Ogień nie rozprzestrzenia się jednak, wkrótce przygasa. Teraz inna grupa podpalaczy kieruje się do okien piwnicy. Potężny strumień benzyny, olbrzymi płomień. Podpalacze zmieniają taktykę - wrzucają do okien nasycone benzyną szmaty.
Łatwiej jednak podpalić sąsiedni budynek NOT. Już po pierwszej próbie płomienie ogarniają wyposażenie budynku. Płoną drewniane boazerie i kotary położonej na parterze restauracji.
Przerażająca jest milcząca, bierna postawa tłumu dorosłych osób, ich obojętność bądź zawziętość, uniemożliwiająca ratowanie ludzi znajdujących się w gmachu KW.
O godz. 7.15, kiedy tłum szturmował Komendę MO i Prezydium MRN, zarządzono ewakuację pracowników z gmachu KW. W budynku pozostało 7 pracowników politycznych, 2 robotnicy warsztatów KW i grupa żołnierzy. Około godz. 8, przybył pluton milicji uzbrojony w pałki i petardy.
Godz. 9.50. Demonstrującym udało się podpalić gmach KW. Obiekt obrzucano środkami wzniecającymi płomień: butelkami z denaturatem, pastą do podłóg i rozpuszczalnikami pochodzącymi z rozbitego sklepu przy ul. Elżbietańskiej.
W budynku pracownicy, żołnierze i milicjanci próbują usuwać z zagrożonych pomieszczeń dywany, firanki i meble. Budynek jest wypełniony gazem i dymem. Maski przeciwgazowe ma tylko wojsko. Główne wejście do budynku pali się. Dwaj żołnierze próbują gasić ogień wodą z hydrantu.
Godz. 10.15. Nadchodzi rozkaz oddania przez żołnierzy salwy ostrzegawczej. Strzały w powietrze z IV piętra. Po salwie - chóralny śmiech tłumu na ulicy.
Godz. 11.00. Zarządzana zostaje ewakuacja budynku KW: poleca się wyskakiwać przez okna. Wojsko otrzymuje pozwolenie na użycie broni. Po sformowaniu klina szturmowego, wewnątrz którego mają znaleźć się pracownicy KW i milicjanci - należy opuścić teren. W budynku na I piętrze grupuje się wojsko i pracownicy. Na podwórko wyrzuca się chodniki, dywany, aby złagodzić upadek po skoku. Z okien I piętra ewakuujący zjeżdżają po chodnikach.
Godz. 11.35. Większość żołnierzy jest na podwórzu, nie można jednak przeprowadzić ewakuacji w zwartym szyku, ponieważ żołnierze są otoczeni tłumem. Przeważają ludzie młodzi. Pracowników KW i milicjantów otacza agresywna gromada. Twarze zawzięte, duża liczba pijanych. Pracowników KW wydostających się z płonącego gmachu pobito, znaleźli się jednak w tłumie starsi robotnicy, którzy wyrywają ich z rąk rozwydrzonych "młodzieńców". Opuszczony budynek penetrują grupy podpalaczy, którzy podkładają ogień w pomieszczeniach na IV piętrze.
Godz. 13.00. W budynku komitetu znajduje się jeszcze dwóch milicjantów, którzy nie zdołali w porę opuścić gmachu. Część tłumu wydała na nich wyrok śmierci, Zatrzymano, a następnie spalano spieszący z pomocą samochód Straży Pożarnej. Nie udają się próby ewakuacji przy pomocy helikoptera. Wiata znosi linę ewakuacyjną.
Milicja i wojsko skupiają wszystkie siły by z płonącego gmachu Komitetu Wojewódzkiego ratować ludzi. Nie starcza sił, by rozpędzić złodziei grabiących sklepy na ulicach Garncarskiej, na Rajskiej, Podwalu Staromiejskim i wokół hali targowej.
Godz. 14.45. Siły porządkowe z trudem wypierają tłum sprzed gmachu KW. Ostatni dwaj ludzie opuszczają płonący budynek. Owinięci mokrymi szmatami przedzierają się przez płonące korytarze. Są uratowani."
"Godz. 8.45. W rejonie komendy i Prezydium MRN opanowano bardzo groźną sytuację. Nadeszły posiłki. Pierwszy oddział przebił się przez tłum stojący na ul. Kartuskiej, drugi nadszedł ul. 3 Maja. Demonstrantów wyparto za most na ul. Świerczewskiego. W gmachu komendy milicjanci gaszą pożar na parterze oraz tlące się meble w trzech pomieszczeniach na pierwszym piętrze. Dokonuje się oględzin budynku. Na I i III piętrze, w ścianach i suficie widnieje 6 śladów pocisków pistoletowych wystrzelonych z ulicy.
Akcja rozgrywa się teraz na ul. Hucisko i ul. Kalinowskiego. Młodzi ludzie podejmują osobliwą i niebezpieczną, jak się okazuje - dla obydwu stron - formę napaści. Zatrzymują samochody ciężarowe, kierowcom nakazują opuszczenie wozu, jeden z młodzieńców siada za kierownicą, rozpędza pojazd, kieruje go ku szpalerowi milicji, wyskakuje z szoferki... Wbrew oczekiwaniom "Star" na niewielkiej pochyłości zbacza w prawo, ku zjazdowi do dworca; tłum odskakuje, na szczęście samochód wjeżdża na chodnik i zatrzymuje się na latarni. Do rozpędzonego autobusu wskakuje milicjant i wyprowadza pojazd z niebezpiecznego miejsca. Kolejna próba kończy się tragedią. Wyskakujący z samochodu młody człowiek uderza głową w skrzynię znajdującego się w ruchu innego porwanego pojazdu, ponosi śmierć na miejscu.
Ta forma ataku będzie wykorzystana jeszcze przed gmachem KW, gdzie m.in. porwano samochód załadowany ciężkimi elementami budowlanymi.
Tłum liczący teraz jut ponad 10 000 osób, podniecony walką, wzburzony pierwszymi ofiarami z tym większą zawziętością atakuje gmach KW.
W okolicach Dworca Głównego słup czarnego dymu. Na placu przed Ekspedycją Towarową płonie 6 samochodów milicyjnych i wojskowych oraz pocztowe wózki akumulatorowe. Z kolejki elektrycznej, z mostu Błędnik przybywa gapiów.
Godz. 9.20. Próby podpalenia budynku KW. Od strony parkingu przed kościołem, do okien na parterze, w szczytowej ścianie gmachu podbiega czterech wyrostków. Jest z nimi dziewczyna w czarnym płaszczu i białych rajstopach. Ma w ręku blaszankę z benzyną. Chłopcy błyskawicznie podnoszą ją na rękach, dziewczyna wylewa benzynę na parapet. Strumień wody z hydrantów, skierowany przez okno, przerywa tę akcję. Benzyna leje się na mur, bruk. Wrzucona zapałka powoduje płomień. Ogień nie rozprzestrzenia się jednak, wkrótce przygasa. Teraz inna grupa podpalaczy kieruje się do okien piwnicy. Potężny strumień benzyny, olbrzymi płomień. Podpalacze zmieniają taktykę - wrzucają do okien nasycone benzyną szmaty.
Łatwiej jednak podpalić sąsiedni budynek NOT. Już po pierwszej próbie płomienie ogarniają wyposażenie budynku. Płoną drewniane boazerie i kotary położonej na parterze restauracji.
Przerażająca jest milcząca, bierna postawa tłumu dorosłych osób, ich obojętność bądź zawziętość, uniemożliwiająca ratowanie ludzi znajdujących się w gmachu KW.
O godz. 7.15, kiedy tłum szturmował Komendę MO i Prezydium MRN, zarządzono ewakuację pracowników z gmachu KW. W budynku pozostało 7 pracowników politycznych, 2 robotnicy warsztatów KW i grupa żołnierzy. Około godz. 8, przybył pluton milicji uzbrojony w pałki i petardy.
Godz. 9.50. Demonstrującym udało się podpalić gmach KW. Obiekt obrzucano środkami wzniecającymi płomień: butelkami z denaturatem, pastą do podłóg i rozpuszczalnikami pochodzącymi z rozbitego sklepu przy ul. Elżbietańskiej.
W budynku pracownicy, żołnierze i milicjanci próbują usuwać z zagrożonych pomieszczeń dywany, firanki i meble. Budynek jest wypełniony gazem i dymem. Maski przeciwgazowe ma tylko wojsko. Główne wejście do budynku pali się. Dwaj żołnierze próbują gasić ogień wodą z hydrantu.
Godz. 10.15. Nadchodzi rozkaz oddania przez żołnierzy salwy ostrzegawczej. Strzały w powietrze z IV piętra. Po salwie - chóralny śmiech tłumu na ulicy.
Godz. 11.00. Zarządzana zostaje ewakuacja budynku KW: poleca się wyskakiwać przez okna. Wojsko otrzymuje pozwolenie na użycie broni. Po sformowaniu klina szturmowego, wewnątrz którego mają znaleźć się pracownicy KW i milicjanci - należy opuścić teren. W budynku na I piętrze grupuje się wojsko i pracownicy. Na podwórko wyrzuca się chodniki, dywany, aby złagodzić upadek po skoku. Z okien I piętra ewakuujący zjeżdżają po chodnikach.
Godz. 11.35. Większość żołnierzy jest na podwórzu, nie można jednak przeprowadzić ewakuacji w zwartym szyku, ponieważ żołnierze są otoczeni tłumem. Przeważają ludzie młodzi. Pracowników KW i milicjantów otacza agresywna gromada. Twarze zawzięte, duża liczba pijanych. Pracowników KW wydostających się z płonącego gmachu pobito, znaleźli się jednak w tłumie starsi robotnicy, którzy wyrywają ich z rąk rozwydrzonych "młodzieńców". Opuszczony budynek penetrują grupy podpalaczy, którzy podkładają ogień w pomieszczeniach na IV piętrze.
Godz. 13.00. W budynku komitetu znajduje się jeszcze dwóch milicjantów, którzy nie zdołali w porę opuścić gmachu. Część tłumu wydała na nich wyrok śmierci, Zatrzymano, a następnie spalano spieszący z pomocą samochód Straży Pożarnej. Nie udają się próby ewakuacji przy pomocy helikoptera. Wiata znosi linę ewakuacyjną.
Milicja i wojsko skupiają wszystkie siły by z płonącego gmachu Komitetu Wojewódzkiego ratować ludzi. Nie starcza sił, by rozpędzić złodziei grabiących sklepy na ulicach Garncarskiej, na Rajskiej, Podwalu Staromiejskim i wokół hali targowej.
Godz. 14.45. Siły porządkowe z trudem wypierają tłum sprzed gmachu KW. Ostatni dwaj ludzie opuszczają płonący budynek. Owinięci mokrymi szmatami przedzierają się przez płonące korytarze. Są uratowani."
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński
"PONIEDZIAŁEK 14 GRUDNIA
Gdańsk, godz. 7.30. Pracownicy Stoczni Gdańskiej, z wydziałów S-4 i S-3 gromadzą się przy swoich stanowiskach pracy. Zaloga W-3 udaje się przed gmach dyrekcji stoczni. Uliczkami stoczniowymi ciągną również robotnicy z innych wydziałów. Przed gmachem gromadzi się tłum liczący ponad 3 tys. osób. Nastrój wiecowania, pojedyncze okrzyki. Samorzutnie wyłaniają się przywódcy."
Załoga W-3 i miedzy innymi ja oraz współpracownik Pan Czyżewski ławnik sądu wojewódzkiego.
Panie Czyżewski a do kadr to po co ja mam iść - pytam
Chyba podwyżke masz - odpowiada.
Gdańsk, godz. 7.30. Pracownicy Stoczni Gdańskiej, z wydziałów S-4 i S-3 gromadzą się przy swoich stanowiskach pracy. Zaloga W-3 udaje się przed gmach dyrekcji stoczni. Uliczkami stoczniowymi ciągną również robotnicy z innych wydziałów. Przed gmachem gromadzi się tłum liczący ponad 3 tys. osób. Nastrój wiecowania, pojedyncze okrzyki. Samorzutnie wyłaniają się przywódcy."
Załoga W-3 i miedzy innymi ja oraz współpracownik Pan Czyżewski ławnik sądu wojewódzkiego.
Panie Czyżewski a do kadr to po co ja mam iść - pytam
Chyba podwyżke masz - odpowiada.
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński
ale we wtorek przerzucili ze szczecina 6 dywizje pancerną
siedziałem w klasie na języku polskim chyba druga lekcja, a tu nagle łomot łoskot jebudu
wszyscy do okien, a grunwaldzką od strony gdyni grzały tanki
jezusie! wojna!
polonistka, moja celina, w bek, bo była partyjna
tego sie kurde nie zapomina
a po lekcjach na gdańsk:-)
siedziałem w klasie na języku polskim chyba druga lekcja, a tu nagle łomot łoskot jebudu
wszyscy do okien, a grunwaldzką od strony gdyni grzały tanki
jezusie! wojna!
polonistka, moja celina, w bek, bo była partyjna
tego sie kurde nie zapomina
a po lekcjach na gdańsk:-)
już jesień dobiega kresu
pożółciałe liście
zgrabione, spalone
popioły wiatr rozniósł
i rozwiał na świata
cztery strony
w ogródkach emeryci
na święta zbierają
mizerne swe płody
resztki marne
zbierajcie kochani, zbierajcie
jeszcze bedziecie żałowali
żeście spalili te liście
bo na przednówku
bedzie niewesoło
bida zahuczy wkoło
kartofle bedą po dziesięć
a nawet po jedenaście
jabłka po piętnaście
o pomarańczach bedziecie
wnukom snuć basnie
a niech tego tuska
grom trzaśnie
albo przynajmniej
opali ten rudy łeb
acha
po dwadzieścia bedzie chleb
pożółciałe liście
zgrabione, spalone
popioły wiatr rozniósł
i rozwiał na świata
cztery strony
w ogródkach emeryci
na święta zbierają
mizerne swe płody
resztki marne
zbierajcie kochani, zbierajcie
jeszcze bedziecie żałowali
żeście spalili te liście
bo na przednówku
bedzie niewesoło
bida zahuczy wkoło
kartofle bedą po dziesięć
a nawet po jedenaście
jabłka po piętnaście
o pomarańczach bedziecie
wnukom snuć basnie
a niech tego tuska
grom trzaśnie
albo przynajmniej
opali ten rudy łeb
acha
po dwadzieścia bedzie chleb
gallux napisał(a):
> byłem tam we wtorek kiedy spalili raichstag
> byłem uczniem V klasy TBO, wielu moich kolegów miało rodziców
> pracujacych w stoczni
> makabra
Tak.
Pamiętam Cię.
Stałeś pod Żakiem z otwartą buzią.
Taki mały szczupły chłopczyk w mundurze szkolnym.
To od mnie dostałeś klapsa abyś poszedł do domu bo matka kaszanką dzieliła a póżno już było.
Zgadza się:)
> byłem tam we wtorek kiedy spalili raichstag
> byłem uczniem V klasy TBO, wielu moich kolegów miało rodziców
> pracujacych w stoczni
> makabra
Tak.
Pamiętam Cię.
Stałeś pod Żakiem z otwartą buzią.
Taki mały szczupły chłopczyk w mundurze szkolnym.
To od mnie dostałeś klapsa abyś poszedł do domu bo matka kaszanką dzieliła a póżno już było.
Zgadza się:)
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński
pudło rysiu-misiu-rurko z kremem:-)
szedłem od akademików we wrzeszczu (chodźcie z nami), poprzez polibude, gdzie rektor staliński wyłapał plaskacza, grunwaldzką do zieleniaka
tam daliśmy odpór tyralierze ZOMO, potem oni nas przesuneli pod dworzec, pamietam jak wybuchły zbiorniki w Starze-25 straży pożarnej, jak zapalił się kiosk cepelii vis a vis dzisiejszej krewetki, a potem to już tylko SKM-ką do domu
ledwo uszłem z życiem
śmiej sie śmiej
mnie nie było do śmiechu
brrr masakra, koledze odstrzelili obcas w bitelsówie
szedłem od akademików we wrzeszczu (chodźcie z nami), poprzez polibude, gdzie rektor staliński wyłapał plaskacza, grunwaldzką do zieleniaka
tam daliśmy odpór tyralierze ZOMO, potem oni nas przesuneli pod dworzec, pamietam jak wybuchły zbiorniki w Starze-25 straży pożarnej, jak zapalił się kiosk cepelii vis a vis dzisiejszej krewetki, a potem to już tylko SKM-ką do domu
ledwo uszłem z życiem
śmiej sie śmiej
mnie nie było do śmiechu
brrr masakra, koledze odstrzelili obcas w bitelsówie
gallux napisał(a):
> pamietam helikopter krążący nad płonącym raichstagiem
> potem dowiedziałem sie, że ostatni, którego zabrali to był bejm
Nikogo nie zabrali bo była sama pusta lina i wiatr nią targał.
Nie dochodziła nawet do dachu.
> a milicjantów i żołnierzyków zostawili stoczniowcom
Troszęczkę ich poturbowali.
Jednego młodego gliniarza z dwoma gwiazdkami wyciągnełem z tłumu na tyle kw.
Odprowadziłem go do młyna a dalej szedł sam.
Zalany był krwią a ja jestem wrażliwy.
> wychodzili z niego z rękoma założonymi na szyję jak pocztowcy w
> 1939
> wojna domowa!
> nigdy więcej rychu!
> NIGDY!!
A ja myślałem, że znamy się już tyle lat:)
> pamietam helikopter krążący nad płonącym raichstagiem
> potem dowiedziałem sie, że ostatni, którego zabrali to był bejm
Nikogo nie zabrali bo była sama pusta lina i wiatr nią targał.
Nie dochodziła nawet do dachu.
> a milicjantów i żołnierzyków zostawili stoczniowcom
Troszęczkę ich poturbowali.
Jednego młodego gliniarza z dwoma gwiazdkami wyciągnełem z tłumu na tyle kw.
Odprowadziłem go do młyna a dalej szedł sam.
Zalany był krwią a ja jestem wrażliwy.
> wychodzili z niego z rękoma założonymi na szyję jak pocztowcy w
> 1939
> wojna domowa!
> nigdy więcej rychu!
> NIGDY!!
A ja myślałem, że znamy się już tyle lat:)
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński
zabrał, zabrał, w koszu
po tygodniu pojechaliśmy obejrzeć wypalony raichstag
w tunelu i obok tak waliło gazem, że wszyscy płakali
wyglądało to komicznie jakby płakali na widok wypalonej skorupy
potem bardzo szybko go odbudowali i nie zapomnieli zrobić w dobudowanym IV poziomie wzmocninego stropu dla helikoptera
a biblioteke PAN przległą do KW i też nadpaloną remontowali pare lat
cóż, władza miała swoje priorytety:-)
po tygodniu pojechaliśmy obejrzeć wypalony raichstag
w tunelu i obok tak waliło gazem, że wszyscy płakali
wyglądało to komicznie jakby płakali na widok wypalonej skorupy
potem bardzo szybko go odbudowali i nie zapomnieli zrobić w dobudowanym IV poziomie wzmocninego stropu dla helikoptera
a biblioteke PAN przległą do KW i też nadpaloną remontowali pare lat
cóż, władza miała swoje priorytety:-)
Mój tata tam był. Pracował w Stoczni Gdańskiej (wtedy Lenina).
I wiem po co wzywano ludzi do kadr.
Siedział potem tygodniami zamyślony, a mama na każdy dźwięk dzwonka do drzwi drżała z niepokoju, czy to znowu wezwanie na przesłuchanie.
Nawet dzisiaj po tylu latach ciężko się o tym z nimi rozmawia.
Takie polskie zakręcone losy.
I wiem po co wzywano ludzi do kadr.
Siedział potem tygodniami zamyślony, a mama na każdy dźwięk dzwonka do drzwi drżała z niepokoju, czy to znowu wezwanie na przesłuchanie.
Nawet dzisiaj po tylu latach ciężko się o tym z nimi rozmawia.
Takie polskie zakręcone losy.
d napisał(a):
> Nawet dzisiaj po tylu latach ciężko się o tym z nimi rozmawia.
Powinien mówić i nawet nazwiskami operować.
To nasza historia.
> Takie polskie zakręcone losy.
Ja to nazywam po imieniu
Tacy nasi sąsiedzi.
Przecież nikt nie kazał sąsiadowi donosić.
Robił to z własnej woli za wpuszczenie go do kantyny.
Sami tolerowaliśmy robotnika w partii robotniczej.
Jakie były tłumaczenia?
A to dzieci do szkół nie dostaną się.
A to z pracy wyrzucą jak go w kościele zobaczą.
Najgorsze w tym, że chodził s******* i do partii, która zabraniała chodzić do kościoła i do kościoła po cich w ukryciu a kościół tolerował.
Taki zakłamany naród.
Nikt nie chce podejmować żadnych decyzji a tymbardziej ponosić za nie odpowiedzialność.
To nie partia i socjalizm taki był a ludzie je tworzący.
To człowiek człowiekowi stwarza to piekło na ziemi i jest naszym sąsiadem w dodatku.
Ludzie nie chcą o tym mówić ani pisać ani wtedy, ani teraz.
Powody są rózne a najbardziej to tłumaczenie, że miał dzieci i dlatego jako s******* postępował.
Czy inni ludzie nie mieli i nie mają dzieci?
Gliniarz w stopniu podporucznika błagał mnie o litość tłumacząc, że ma małe dziecko. Mówiłem, może Ci życie ratuje ale nie ze względu na Twoje małe dziecko a ze względu, że jesteś też człowiekiem.
Sam za niego parę garci dostałem bo gdyby było odwrotnie, a było pózniej to leżeć nie mogłem tak s*******e mnie stłukli.
Zresztą o czym tu pisać.
Prawda jest taka, że jak nie ty pierwszy to szans nie masz żadnych.
> Nawet dzisiaj po tylu latach ciężko się o tym z nimi rozmawia.
Powinien mówić i nawet nazwiskami operować.
To nasza historia.
> Takie polskie zakręcone losy.
Ja to nazywam po imieniu
Tacy nasi sąsiedzi.
Przecież nikt nie kazał sąsiadowi donosić.
Robił to z własnej woli za wpuszczenie go do kantyny.
Sami tolerowaliśmy robotnika w partii robotniczej.
Jakie były tłumaczenia?
A to dzieci do szkół nie dostaną się.
A to z pracy wyrzucą jak go w kościele zobaczą.
Najgorsze w tym, że chodził s******* i do partii, która zabraniała chodzić do kościoła i do kościoła po cich w ukryciu a kościół tolerował.
Taki zakłamany naród.
Nikt nie chce podejmować żadnych decyzji a tymbardziej ponosić za nie odpowiedzialność.
To nie partia i socjalizm taki był a ludzie je tworzący.
To człowiek człowiekowi stwarza to piekło na ziemi i jest naszym sąsiadem w dodatku.
Ludzie nie chcą o tym mówić ani pisać ani wtedy, ani teraz.
Powody są rózne a najbardziej to tłumaczenie, że miał dzieci i dlatego jako s******* postępował.
Czy inni ludzie nie mieli i nie mają dzieci?
Gliniarz w stopniu podporucznika błagał mnie o litość tłumacząc, że ma małe dziecko. Mówiłem, może Ci życie ratuje ale nie ze względu na Twoje małe dziecko a ze względu, że jesteś też człowiekiem.
Sam za niego parę garci dostałem bo gdyby było odwrotnie, a było pózniej to leżeć nie mogłem tak s*******e mnie stłukli.
Zresztą o czym tu pisać.
Prawda jest taka, że jak nie ty pierwszy to szans nie masz żadnych.
Takie jest moje zdanie
Ryszard Zieliński
Ryszard Zieliński