Widok
lobo napisał(a):
> Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY
> , smaczne , tanie i sycące .
tu zgadzam się w całej rozciągłości. najlepsze są orzechowe, w zielonym opakowaniu, bo nie zawierają czekolady. Z doświadczenia polecam BIGi - taniej wychodzą. Najlepiej przekroić je na pół razem z opakowaniem i włożyć do kieszeni przekrojoną stroną do dołu. Na trasie można je obsłużyć jedną ręką bez gryzienia folii. Połówka BIGa to jakieś 2-3 kęsy, w zależności od pojemności paszczy. :-) Niektórzy praktykują krojenie na jeszcze mniejsze kawałki i umieszczają je w większej plastykowej torebce, ale nie polecam, bo lepią się do palców.
A żele są niezłe, tylko trzeba wyczaić, które. Mi na przykład nie podchodzą czekoladowe i kakaowe. Zdecydowanie wolę te owocowe - najlepiej pomarańczowe albo cytrynowe. Chodzi oczywiście o smak, bo w składzie jest ta sama chemia... Żele trzeba oczywiście wcześniej odpieczętować, żeby nie mocować się z nimi na trasie.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt długodystansówek: krem do pośladków i żel do "pampersa". Warto zaopatrzyć się wcześniej i wypróbować, a w dniu startu dość solidnie zabezpieczyć "piąty punkt podparcia" i jego okolice. Jeśli chodzi o krem, najlepszy byłby chyba Sixtus, ale nie wszędzie można go dostać. Może gdzieś w necie sprzedają. Przyda się też na maratony i dłuższe wycieczki. Po 100 km najlepsze siodełko zaczyna się robić niewygodne, a najlepsza nawet wkładka w spodenkach nie zapobiegnie otarciom przy wielogodzinnym pedałowaniu. A otarcia goją się potem wiele dni... Jak mówi stare przysłowie: Kto smaruje, ten jedzie. :-)
> Świetne ( przynajmniej dla mnie ) są batoniki CORNY
> , smaczne , tanie i sycące .
tu zgadzam się w całej rozciągłości. najlepsze są orzechowe, w zielonym opakowaniu, bo nie zawierają czekolady. Z doświadczenia polecam BIGi - taniej wychodzą. Najlepiej przekroić je na pół razem z opakowaniem i włożyć do kieszeni przekrojoną stroną do dołu. Na trasie można je obsłużyć jedną ręką bez gryzienia folii. Połówka BIGa to jakieś 2-3 kęsy, w zależności od pojemności paszczy. :-) Niektórzy praktykują krojenie na jeszcze mniejsze kawałki i umieszczają je w większej plastykowej torebce, ale nie polecam, bo lepią się do palców.
A żele są niezłe, tylko trzeba wyczaić, które. Mi na przykład nie podchodzą czekoladowe i kakaowe. Zdecydowanie wolę te owocowe - najlepiej pomarańczowe albo cytrynowe. Chodzi oczywiście o smak, bo w składzie jest ta sama chemia... Żele trzeba oczywiście wcześniej odpieczętować, żeby nie mocować się z nimi na trasie.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt długodystansówek: krem do pośladków i żel do "pampersa". Warto zaopatrzyć się wcześniej i wypróbować, a w dniu startu dość solidnie zabezpieczyć "piąty punkt podparcia" i jego okolice. Jeśli chodzi o krem, najlepszy byłby chyba Sixtus, ale nie wszędzie można go dostać. Może gdzieś w necie sprzedają. Przyda się też na maratony i dłuższe wycieczki. Po 100 km najlepsze siodełko zaczyna się robić niewygodne, a najlepsza nawet wkładka w spodenkach nie zapobiegnie otarciom przy wielogodzinnym pedałowaniu. A otarcia goją się potem wiele dni... Jak mówi stare przysłowie: Kto smaruje, ten jedzie. :-)
BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ? Co do kremów to jeszcze nie stosowałem , jakoś moje cztery litery dają sobie radę ale muszę spróbować . Podobno Lance stosował do nasączania pampersa piankę do golenia ... tylko nie chce podać jakiego producenta .
A tak przy okazji czy ktoś ma spodenki z żelowym pampersem ? Jakie są ewentualne wrażenia ?
A tak przy okazji czy ktoś ma spodenki z żelowym pampersem ? Jakie są ewentualne wrażenia ?
lobo napisał(a):
> BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z
> tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od
> Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda
> , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ?
BIG to baton 50-gramowy, w odróżnieniu od normalnego, 30-gramowego: http://www.hero.pl/pl/page_1410.html
Żele pomarańczowy i grejpfrutowy robi NUTREND: http://www.nutrend.pl/sklep.php?id_g=12
Krem do pośladków Sixtus można kupić tutaj, choć cena nie jest przystępna...: http://tonus.pl/nowy_sklep/product_info.php/products_id/534
> BIG , hm , co to jest ? Możesz uściślić ? Nie spotkałem się z
> tym . Żele i batony POWER BAR dostaję pocztą do domu od
> Probikes.pl ale nie mają w ofercie smaków cytrynowych a szkoda
> , kto oferuje cytrynowe lub inne pochodzenia " cytrusowego " ?
BIG to baton 50-gramowy, w odróżnieniu od normalnego, 30-gramowego: http://www.hero.pl/pl/page_1410.html
Żele pomarańczowy i grejpfrutowy robi NUTREND: http://www.nutrend.pl/sklep.php?id_g=12
Krem do pośladków Sixtus można kupić tutaj, choć cena nie jest przystępna...: http://tonus.pl/nowy_sklep/product_info.php/products_id/534
Ha , ha a już myślałem że jest coś nowego na rynku , mam pod domem BOMI ale sprzedaja tylko małe opakowania . Krem Sixtusa na stronie dystrybutora jest ceniony na 32 pln za 100 g lub 18 za 50 g , strona Tonusa w przebudowie , ile tam trzeba zapłacić ? Krem firmy Assos ( podobno naj , naj całkowicie ponaddziwiękowy i stratosferyczny ) kosztuje w ich sklepiku on line 15 € ... jest jeden warunek - minimalne zamówienie musi opiewać na 200 € , czyli do kremu trzeba dorzucić najdroższe gacie z ich kolekcji i będzie git . Ci Szwajcarzy mają zboczone poczucie humoru .
Średnią 40 km/h robimy z kolegami na treningach na dystansie 80-100 km, pod warunkiem, że jest nas conajmniej czterech i przez większość trasy, z wyjątkiem pierwszych 10 km rozruchu, intensywnie pracujemy na zmianach. Tempo po nawrocie nieraz przekracza 50 km/h, a czasami dochodzi do 55 km/h, ale tylko na prostych odcinkach i w dobrych warunkach. Zazwyczaj jednak oscyluje w granicach 43-48 km/h, co ogólnie pozwala osiągnąć średnią 40 km/h podczas całego treningu.
Generalnie za dobrego kolarza uchodzi ten, kto solo jest w stanie zrobić 100 km w 3 godziny na zamkniętej pętli w miarę stałych warunkach. Taką próbę polecam każdemu szosowcowi, a wcale nie jest łatwa! Podkreślam - solo na agrafce! Można spróbować to samo zrobić na góralu, ale na dystansie o 10 km krótszym. Średnia 30 km/h. Niby niewiele, a jednak... bez siedzenia na kole i psychologicznego dopingu... Trzy godziny ciężkiej walki.
A jeśli ktoś przejedzie góralem 400 km w... 15 godzin, to czapki z głów!
Generalnie za dobrego kolarza uchodzi ten, kto solo jest w stanie zrobić 100 km w 3 godziny na zamkniętej pętli w miarę stałych warunkach. Taką próbę polecam każdemu szosowcowi, a wcale nie jest łatwa! Podkreślam - solo na agrafce! Można spróbować to samo zrobić na góralu, ale na dystansie o 10 km krótszym. Średnia 30 km/h. Niby niewiele, a jednak... bez siedzenia na kole i psychologicznego dopingu... Trzy godziny ciężkiej walki.
A jeśli ktoś przejedzie góralem 400 km w... 15 godzin, to czapki z głów!
Yary, ty jesteś kolarzem, więc wiesz dokładnie (zresztą napisałeś o tym), jak współpracuje się z kolegami jadąc na zmaiany (i jak ostro można "ciąć" z grupą), a jaką specyfiką charakteryzuje się jazda indywidualna (też często trenuję rower z kolarzami). Uprawiam triathlon i właśnie w niedzielę miałem okazję startować na średnim dystansie w Moritzburgu. Podczas etapu rowerowego każdy "jedzie na siebie", przy dłuższych dystansach drafting jest zabroniony i dokładnie widać wtedy, kto jest naprawdę mocny (swoją drogą, ekscytujacy to widok - zwłaszcza na prostej - co ok. 5-10 metrów kolarz). Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej, ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu). Średnia na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd! Gość, który założył ten temat ma chyba coś nie tak z głową, albo z licznikiem (najprawdopodobniej jednak te dwa "komponenty" szwankują). Jeżeli jest taki mocny, to nie on powinien prosić o rady, lecz udzielać ich innym (ja przynajmniej z chęcią bym ich wysłuchał).
no to żeby nie tworzyć nowego watku wetnę się z nieco lamerskim pytankiem.
czy jezdząc takie dystanse itd używacie w ogóle przerzutek?
Pytam bo wczoraj pierwszy raz kopsnąłem się za miasto na singlu (42x17), zrobiłem w sumie 64 km i mógłbym jeszcze sporo (czas pominę milczeniem - to był lajtowy wypad nad jeziorko). teren był - jak to na w okolicach 3m pagórkowaty.
no i tak mi się pomyslało, że skoro ja - jezdząc dla przyjemności tylko - jestem w stanie pociągnąć te kilkadziesiąt kilosów bez zmiany przełożenia to kolarze powinni tym bardziej mieć przerzutki gdzieś. czy też ciśniecie na maksymalną wydajność kręcenia i single nie wchodza w grę?
czy jezdząc takie dystanse itd używacie w ogóle przerzutek?
Pytam bo wczoraj pierwszy raz kopsnąłem się za miasto na singlu (42x17), zrobiłem w sumie 64 km i mógłbym jeszcze sporo (czas pominę milczeniem - to był lajtowy wypad nad jeziorko). teren był - jak to na w okolicach 3m pagórkowaty.
no i tak mi się pomyslało, że skoro ja - jezdząc dla przyjemności tylko - jestem w stanie pociągnąć te kilkadziesiąt kilosów bez zmiany przełożenia to kolarze powinni tym bardziej mieć przerzutki gdzieś. czy też ciśniecie na maksymalną wydajność kręcenia i single nie wchodza w grę?
O ja Cię! To jest naprawdę rewelacyjny czas! Jestem w szoku... :-0
Ja jeżdżę z mastersami z Grodziska Mazowieckiego. Jeden był mistrzem Polski na torze, a drugi jest lepszy od tego pierwszego. Trzeci gada, kiedy ja wypluwam płuca. Czwarty uciekał 200 km z kolegą na Tour de Pologne i wygrał etap. Strasznie mnie katują. Co drugi trening strzelam, ale i tak ich lubię... :-)
Ja jeżdżę z mastersami z Grodziska Mazowieckiego. Jeden był mistrzem Polski na torze, a drugi jest lepszy od tego pierwszego. Trzeci gada, kiedy ja wypluwam płuca. Czwarty uciekał 200 km z kolegą na Tour de Pologne i wygrał etap. Strasznie mnie katują. Co drugi trening strzelam, ale i tak ich lubię... :-)
KubaTri napisał(a):
> Yary, ty jesteś kolarzem
Od 7 boleści... :-)
> Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze
> zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej,
> ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu).
Po pływaniu? No ładnie...
> na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są
> tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd!
No, niestety, 400 km w tempie 40 km/h nawet Armstrong nie ukręci, nie tylko na góralu, ale na swoim Treku z suchymi szytkami też raczej nie... Chociaż kto go wie? Jakby się zawziął... ???
> Yary, ty jesteś kolarzem
Od 7 boleści... :-)
> Mój czas przejazdu 94 km (bo tyle miał etap rowerowy) łącznie "ze
> zmianą" (na bieg) wyniósł 3:02 (mógłbym może trochę szybciej,
> ale musiałem jeszcze "zostawić" siły na 21 km biegu).
Po pływaniu? No ładnie...
> na góralu 30 km/h przez 90 km, indywidualnej jazdy - może i są
> tacy mocarze, ale już 40 km/h, to absurd!
No, niestety, 400 km w tempie 40 km/h nawet Armstrong nie ukręci, nie tylko na góralu, ale na swoim Treku z suchymi szytkami też raczej nie... Chociaż kto go wie? Jakby się zawziął... ???