Re: MAMUSIE LIPCOWO-SIERPNIOWO-WRZEŚNIOWE 2010 cz. 24
Kilka słów o Zaspie:
Trafiłam tam tydzień przed porodem z podejrzenie porodu przedwczesnego (zaczęła mi się skracać szyjka macicy). na obserwacji i lekach leżałam tydzień i nic się nie...
rozwiń
Kilka słów o Zaspie:
Trafiłam tam tydzień przed porodem z podejrzenie porodu przedwczesnego (zaczęła mi się skracać szyjka macicy). na obserwacji i lekach leżałam tydzień i nic się nie działo. właściwie mieli mnie wypuścić do domu , ale lekarz stwierdził ze z bliźniakami to i tak zaraz do nich wrócę rodzić. Tego samego dnia wieczorem Ktg pokazało zaburzenia rytmu serca u jednego z malców. Lekarz zrobił usg, 3 godzinne KTG - z sercem by,o coś nie tak, podejrzewali ze dzidzia może sobie przyciskać pępowinie albo tworzyć się węzeł na pępowinie wiec padła decyzja o cięciu.
Sama cesarka trwała ok. pół godziny, określiłabym ją jako nieprzyjemną. "obsługa" bardzo miła, anestezjolog zagadywała i mówiła co się dzieje. maluchy po wyjęciu sa badane na sali obok, może przy tym być tata. Potem przynieśli mi pokazać dzieci, które zostały zabrane na obserwację na oddział wcześniaczy (36tc) , a ja zawieziona na oddział położniczy na sale pooperacyjną.
Oddział położniczy to już inna osobna historia...
na pooperacyjnej lezy sie na wznak ok. 8 godz z workiem piasku na brzuchu. Boli jak cholera, dostaje sie kroplówki przeciwbólowe tj. ketonal lub Paracetamol.mi nie pomagały, leżałam cała noc gapiąc sie w sufit. Po 8 godz. każą się pionizować, czyli stawać, chodzić . Boli jak cholera. Moje dzieciaki były na obserwacji więc nie musiałam się nimi zajmować.Innym mamom przynoszono dzieci jak tylko mogły się podnosić. Czasami nawet bezpośrednio po operacji położne przynosiły dziecko i przystawiały do piersi. Cieszyłam się bardzo ze nie mama dzieciaków ze sobą, bo nie wyobrażam sobie jak mogłabym się nimi zajmować. Rana pooperacyjna bardzo boli, a jak trafiasz na sale z maluchem to nie masz właściwie żadnej pomocy.Nikt z rodziny nie można oczywiście do Ciebie wejść na sale. Można wyjść do pokoju odwiedzin , ale po cesarce przynajmniej przez pierwszy dzień trudno się poruszać. Ja czułam się w miarę dopiero czwartego dnia. podziwiałam mamy które zajmowały się swoimi maluchami. ewentualnie można poprosić o wzięcie malucha na noc na sale adaptacyjna, ale nie jest to chętnie przyjmowane, chociaż mi proponowano oddanie jednego z maluchów na noc.
Podsumowując:
- o porodówce nic nie powiem, oprócz tego ze miałam poczucie ze jest tam tłok i porody sie przyspiesza ( z relacji dziewczyn na położniczym)
- na położnictwie mama jest właściwie zostawiona sama sobie
- położne są różne niektóre bardzo miłe , niektóre maja "focha'. generalnie wszystkie maja sporo pracy
- duże nastawienie na karmienie naturalne, pomaga pani asia od laktacji- b. miła
- bardzo pomocna jest tez p. oddziałowa - mi bardzo pomogła odnośnie karmienia maluchów
-kiepski przepływ informacji np.nt. badan dziecka itp. o wszystko trzeba pytać, czasami kilka razy
- na oddziale jest do wypożyczenia bezpłatnie laktator
- ogólnie masówka:)
- pokój odwiedzin to porażka - mały, duszny, zazwyczaj tłoczny
Mi osobiście pozostało dobre wrażenie po oddziale. Spędziłam tam 10 dni. Mam poczucie , ze jako mamie bliźniaków- wcześniaków bardziej starano mi się pomóc niż innym:)
zobacz wątek