Odpowiadasz na:

Re: MAMUSIE I DZIECIACZKI GRUDNIOWE 2012 (2)

Ja od odejscia wod spalam moze 6 godzin w sumie...a dziecko właśnie zasneło po całej nocy- było wszystko:czopek, masaże, ciepłe okłady...Mężowi ręka zdrętwiała od kołysania.

A więc... rozwiń

Ja od odejscia wod spalam moze 6 godzin w sumie...a dziecko właśnie zasneło po całej nocy- było wszystko:czopek, masaże, ciepłe okłady...Mężowi ręka zdrętwiała od kołysania.

A więc relacja:

13 grudnia o 4:40 odeszły mi wody (szok ile tego jest), żadnych innych objawów, jedziemy do szpitala(jeszcze włosy zdążyłam umyć z paniką Męża w tle). Dobrze po 5 loguje się na izbie w Redłowie, boli 1 w skali do 10 taki okresowy typowy ból w krzyżu, badają mnie, i gdyby nie odejście wód to by mnie odesłali bo zero skurczy ale mówią że muszą przyjąć. Izba w miarę ok w kwestii obsługi wygląda kiepsko ale do przeżycia. Dalej na salę porodów rodzinnych - mała salka łóżko TV radio, niestety WC i prysznic na korytarzu. Podłączają mnie i pytają jak boli i co ile skurcze mam- mówię że gdzieś 4-6 minut i boli coraz bardziej....po godzinie boli już cholernie a mi położna mówi że ja nie mam skurczy wg KTG i okazuje się że to bóle krzyżowe- nie życzę największemu wrogowi!! Rozwarcia nie ma w ogóle i zaczyna się kalejdoskop wspomagaczy i wywoływaczy porodu, kilka godzin męki i o 12 mówią że jest rozwarcie na 5 palców tylko dziecka ani widu ani słychu, w ogóle nie chce zejśc do kanału rodnego mimo moich intensywnych ćwiczeń- możliwych tylko dzięki zastrzykowi przeciwbólowemu. Miałąm 2 godziny skurczy partych,końcówka to już drobiazg i nawet nie poczułam tego. Tu wspomne że naprawdę czułam się otoczona opieką pod koniec, zresztą cały poród był w miarę ok pod tym względem, obsługa opanowana. Dobra godzine mnie szył strasznie fajny lekarz:-) W tym czasie mój dzielny Mąż (zmęczył się przy przecinaniu pępowiny) pojechał z dzieckiem pod lampy. Dostałam Małą Zosię ( to długa historia z imieniem), przyssałą się ładnie na ok godzinę po czym zaczęła płakać...przewieźli mnie na salę i w dwie godziny wstałam, poszłam pod prysznic i nawet pierwszych gości miałam - czułam się dobrze. Dalej to 3 dni masakry z płaczącym dzieckiem którego nic nie uspokajało...Okazało się że ma pęknięty obojczyk- i w tym momencie dowiaduję się od pediatry że urodziłam główkę z barkiem razem- nikt mi nie powiedział. Mam mało pokarmu i to straszna sprawa poprosić o dokarmiania- szpital jest nastawiony pro matka i dziecko i mleko modyfikowane to najwieksza zbrodnia, patrzyły na mnie jak na wyrodną matkę i co ja wymyślam- mam przystawiac nawet 12 godzin!!I nikt się nie interesuje że dziecko wyje w niebogłosy przez kilka godzin!! Im dłużej tam byłam tym bardziej wychodziło na moje że coś jest z dzieckiem nie tak i zmieniały ton. Ogólnie obsługa po porodzie tragedia, może ze dwie fajne były kobity. Totalnie mnie zablokowało psychicznie i pokarmu coraz mniej...Musiałysmy być dobę dłużej bo ja mam podwyższone crp i antybiotyk i Mała też miała za wysoki wynik. Pediatrzy bardzo fajni, ginekolodzy też-szczególnie Panowie. Jedzenie dla mnie ok choć na sali strasznie narzekały...Jeden prysznic z WC na odziale, sala odwiedzin bo do naszych sal nie ma wstepu z zewnątrz (to akurat genialne rozwiązanie).
Na oddziale wypłakałam morze łez...Mąż mi wczoraj powiedział że byłam wrakiem człowieka jak mnie odebrał ze szpitala.

Ogólnie poród w Redłowie polecam o ile udałoby się odrazu po porodzie wyjechac do innego szpitala. Ale to moja subiektywna opinia, może matki bez problemów z karmieniem i dokarmianiem mają dużo lepsze zdania.

zobacz wątek
13 lat temu
muszyca

Cytat:

Odpowiedź

Autor

Ogłoszenie
Polityka prywatności
do góry