Odpowiadasz na:

XYZ - W tym momencie wychodzisz na trolla, który nie zauważył, że to nie ja zacząłem dyskusję na ten temat, nie ja używam obraźliwych sformułowań (a przynajmniej nie ja zacząłem) - ja tylko... rozwiń

XYZ - W tym momencie wychodzisz na trolla, który nie zauważył, że to nie ja zacząłem dyskusję na ten temat, nie ja używam obraźliwych sformułowań (a przynajmniej nie ja zacząłem) - ja tylko odpowiadam ekonomicznemu idiocie, który znowu jest w żywiole, bo mieszkania dla turystów rosną.

Mieszkanie to inwestycja długoterminowa. Jeżeli patrzymy inwestycyjnie, to liczy się długi horyzont czasowy. Odpowiedz na proste pytanie: jeżeli Twoje mieszkanie pod inwestycję np. w 2030 r. spadłoby o 30% (wskutek drastycznych wzrostów podatków i cięć w gospodarce), to nadal uznałbyś to za pewną inwestycję ? W przypadku Polski tylko jedno aktywo podąża w miarę z inflacją i na pewno nie są to mieszkania, które już raz ktoś wyburzył, potem zdążył znacjonalizować, itd. Jesteśmy krajem na wymarciu - ja mam swoje już od kilkunastu lat spłacone, wzrost cen mnie nie robi, bo równolegle rośnie wartość mojego, gdybym chciał zamienić. Ale gdyby wasze scenariusze miały się ziścić, to wyjadą kolejne setki tysięcy. NIE DA SIĘ STALE PODNOSIĆ PENSJI BEZ WZROSTU PRODUKTYWNOŚCI FIRM, a ta jest dzisiaj słabsza, od dynamiki wzrostów pensji. To nie wróży dobrze.

Kilka dni temu ZUS uznał, że będzie ściągać pełną składkę od dobrze zarabiających, aby pozyskać 5 miliardów na cito - a więc zaczyna się palić grunt. JAKĄ widzisz możliwość, aby załatać nagle np. 50 mld. dziury w ZUS, co nas czeka za jakieś 10 lat ? Oprócz podnoszenia podatków, co poskutkuje deprecjacją cen wielu produktów, m. in. mieszkań (bo staniemy się mało stabilnym i opłacalnym miejscem do biznesu) ? Poproszę konkrety.

I co, realny spadek cen w wielu miejscach o 10-30% na czymś, na czym wg Ciebie nie da się stracić, to pies ? Niektóre lokalizacje dopiero teraz nadrabiają to, co straciły przez ostatnich kilka lat.

Rozumiem też, że nie zauważasz, nie dopuszczasz, albo zwyczajnie nie rozumiesz podstaw ekonomii i relacji między wysokością stóp % a ceną mieszkań + rekordów na wszystkich giełdach na świecie, co zawsze historycznie poprzedzało kryzysy. Jeżeli to dla Ciebie czarnowidzenie, a nie argumenty, to nie mamy co dyskutować.

Osobiście uważam, że 2015 rok to był najlepszy moment, aby kupić nieruchomość w celu inwestycyjnym / przetrzymania wartości. Dzisiaj znowu schodzą dziury w ziemi, a to oznacza oderwanie od fundamentów, podobnie jak szybszy wzrost cen mieszkań od pensji, co obniża zdolności nabywcze, które przecież wg Was mają rosnąć nieprzerwanie (ŻELAZNA LOGIKA).Przepraszam, jeżeli dla tego drugiego tłumoka piszę za mało zrozumiale, ale nic nie poradzę.

Albo ustosunkowuj się do konkretnych pytań i tez, albo ja odpuszczam dyskusję na zasadzie "a co mnie kryzys w 2025", itd. A Polacy mają to do siebie, że nawet źle zainwestują, to będą robić dobrą minę do złej gry, byle nie dać po sobie poznać, że nie byli takimi mądralami, za jakich się uważali. Ja Tobie życzę dwucyfrowej rentowności wynajmu i za 100 lat. Sam mając kapitał, wchodzę jednak w inne dziedziny. Póki nie zobaczę, że ilość urodzeń + saldo imigrantów nie zapewni wyhamowania spadku ludności, póty długoterminowo nie zainwestuję w nieruchomość.

zobacz wątek
2 lata temu
~darek

Odpowiedź

Autor

Polityka prywatności
do góry