Mansonie :)
Z ciężkim jak ołów sercem leśny próg dziś przekroczyłem i z duszą kwadratowymi, szwedzkimi gwoździami do sosnowej deski przybitą. Widząc całe zastępy wiary, którym kalorie z niedzielnych obiadów kazały wyjść w las, uznałem iż nie znajdę sobie dziś w lesie miejsca bo za tłoczno, gęsto i ciasno. W przekonaniu utwierdziłem się dogłębniej gdy po pół godzinie spotkałem sąsiada wbitego pomiędzy kije nordic walking co na mój widok wypalił pytanie:
- "oooo to też jest c twoja ścieżka zdrowia" ?
Szlag mnie trafił i ręce mi opadły do kolan na tyle, że nic nie powiedziałem ino se pomyślałem coś w stylu "Ty zadufany pseudo globtroterze ta ściecha jest moja, ale tylko po zmierzchu gdy mgła spływa, kiedy deszcz zacina, kiedy pusto, wietrznie i zimno. Najlepiej na jesieni. I kiedy swą osobą sarny hipnotyzuję - w niedzielne, wiosenne i słoneczne popołudnie może być Twoja" ;))
Nie miałem nadziei, że las mi dziś coś da. Ale dał tyle, że unieść nie mogłem. Bo wiesz co Manson w moim lesie jest takie miejsce, od którego, albo wszystko się zaczyna, albo się wszystko kończy. Coś ala punkt zero na osi rzędnych i odciętych. Rozumiesz?
To miejsce to tzw. "krzyżówka" punkt wyjścia, cztery strony świata, albo się idzie w prawo w dół w głębokie wąwozy, ale wtedy się dojdzie na bagna, a potem do Bodegi, albo na tanksztele po piwo.
Można też się o 180 stopni obrócić na pięcie i cofnąć do chaty, ale to słabe rozwiązanie, mimo że z górki jest.
Dobrym wyborem jest iść przed siebie w brzozowy lasek by soku z brzóz spić (tam wieża kiedyś stała i mój znajomy znalazł tam bagnet z II W. Ś.). Tam są mrowiska i dość energetyczna tamta miejscówa się mnie wydaje.
No i w lewo od krzyżówki też pójść można. Ta opcja ma najwięcej bogatych alternatyw bo tu dojść można na Pustki Cisowskie, albo na wysoko położone okopy przeciwlotnicze z II W.Ś. i w miejsce skąd widać panoramę Rumi/Gdyni i gdzie jest "mój kamień", ale i jeszcze jest taka opcja, że kiedy się skręci w lewo można iść w głuchy las. To ja zawsze idę w głuchy las. :))
Szedłem i szedłem i nie mogłem się odnaleźć, znaczy żadnego punktu zaczepienia dla oka, ucha (choć las drżał od ptasich opowieści) i w ogóle dla duszy nic wydobyć z tego co las oferuje nie mogłem. Zdałem se sprawę, że oślepłem, więc szedłem po omacku po lesie pomimo, że jasno przecie było. Kiedy się zmęczyłem usiadłem na pniu. Potem wstałem i dalej szedłem.
I wreszcie to przyszło. W młodym zagajniku na rozstaju dróg. Przyszła cisza. Totalna cisza mój Fratello. Położyłem się na suchych liściach. Długo leżałem z godzinę. Albo tuzin lat. Nie wiem. I znikąd ale bardzo nieśmiało pojawiły się sikory. Badały co to tam leży :). Nie spałem - w niebo się gapiłem. Nawoływały się i odpowiadały sobie. Okrążały mnie. I były jeszcze takie mniejsze gabarytowo od wróbli ptaki, umaszczenie takie rydzowo, brązowe, wiewiórkowe :) (jak mi zalinkujesz z dopiskiem "ło takie" to odpowiem:) szybkie w locie jak sto diabłów. Fajne takie małe a co małe to piękne ponoć. Kosy po suchych liściach wędrowały. Parę sójek widziałem. Odzyskałem wiarę i zacząłem wracać okrężną drogą. I ponownie stanąłem oko w oko z sarną tym razem na 10m. I kolejny już raz mnie pierwsza zauważyła. Bez alko jestem chyba beznadziejnie mało czujny. Także jeśli mam komu pokazać sarny to już wiem gdzie. No i drapieżne ptaszyska na błękitnym nieboskłonie żem uwidział. Fajnie było.
http://w44.wrzuta.pl/audio/5DZUTCVai26/g3_tour_2001_-_lost_without_you
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.