Widok
Bezdzietna=trędowata
Mam 29 lat i nie mam najmniejszej potrzeby posiadania dziecka. Im jestem starsza, tym bardziej widzę jak mocno odstaję od większości kobiet. Zupełnie inny świat, inne spojrzenie.
Patrząc na młode matki widzę kobiety, którym nagle zawęziło się spojrzenie na świat. Nagle prawie znikają zainteresowania, hobby, wszystko schodzi na dalszy plan - nawet mężczyzna i miłość, o seksie nie mówię. Nie chcę być taka.
Często zastanawiam się jak inni widzą sytuacje, które dla mnie są delikatnie mówiąc drażniące. Autobus. Tłum. Wsiada kobieta z dzieckiem. Dziecko zaczyna się drzeć jak syrena okrętowa. Próbuję czytać książkę, zatykam uszy ale niewiele to daje. W takich momentach dziękuję Bogu, że nie muszę znosić czegoś takiego w domu.
Być może jestem egoistką. Być może, bo zawsze moim priorytetem była dla mnie pomoc innym. Temu podporządkowałam moją pracę, cele. Nie umiem jednak wyobrazić sobie rezygnacji z moich przyzwyczajeń, mojego świata. Wychowanie małego człowieka traktuję jako ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Nie wiem, czy byłabym dobrą matką. Sądzę że nie. Nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko, nie rozwiązawszy własnych problemów ze sobą, nie mając stabilnej sytuacji finansowej... Dziecko nie jest zabawką... W świetle tego wszystkiego na prawdę nie rozumiem skąd aż tak wiele odwagi w ludziach, którzy decydują się na dzieci... Odwagi czy nieodpowiedzialności?
Świat kręci się wokół dzieci. Ja czuję się jak kosmitka. Za żadne skarby świata nie zdecydowałabym się na malucha. Coraz częściej mam wrażenie, że powiedzieć publicznie, że nie lubię małych dzieci, to narazić się na lincz...
Ot, musiałam się wypisać:)
Patrząc na młode matki widzę kobiety, którym nagle zawęziło się spojrzenie na świat. Nagle prawie znikają zainteresowania, hobby, wszystko schodzi na dalszy plan - nawet mężczyzna i miłość, o seksie nie mówię. Nie chcę być taka.
Często zastanawiam się jak inni widzą sytuacje, które dla mnie są delikatnie mówiąc drażniące. Autobus. Tłum. Wsiada kobieta z dzieckiem. Dziecko zaczyna się drzeć jak syrena okrętowa. Próbuję czytać książkę, zatykam uszy ale niewiele to daje. W takich momentach dziękuję Bogu, że nie muszę znosić czegoś takiego w domu.
Być może jestem egoistką. Być może, bo zawsze moim priorytetem była dla mnie pomoc innym. Temu podporządkowałam moją pracę, cele. Nie umiem jednak wyobrazić sobie rezygnacji z moich przyzwyczajeń, mojego świata. Wychowanie małego człowieka traktuję jako ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Nie wiem, czy byłabym dobrą matką. Sądzę że nie. Nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko, nie rozwiązawszy własnych problemów ze sobą, nie mając stabilnej sytuacji finansowej... Dziecko nie jest zabawką... W świetle tego wszystkiego na prawdę nie rozumiem skąd aż tak wiele odwagi w ludziach, którzy decydują się na dzieci... Odwagi czy nieodpowiedzialności?
Świat kręci się wokół dzieci. Ja czuję się jak kosmitka. Za żadne skarby świata nie zdecydowałabym się na malucha. Coraz częściej mam wrażenie, że powiedzieć publicznie, że nie lubię małych dzieci, to narazić się na lincz...
Ot, musiałam się wypisać:)
Ciąża to nie choroba, a posiadanie dziecka, to nie dopust Boży, a błogosławieństwo. Nie każdy jednak jest gotowy na posiadanie dziecka i należy to uszanować.
To co piszesz jest prawdą. Kobiety nie posiadające dzieci są dyskryminowane przez kobiety dzieci posiadające - są alienowane, wytykane palcami, nazywane przez ginekologów nieródkami. A wszelkie ich dolegliwości są uzasadniane tym, że "bo powinna pani urodzić dziecko, to wszystko wróci do normy". Co jest oczywistą bzdurą.
Zgodzę się z Tobą, że mamy drących się maluchów są kompletnie nie zainteresowane otaczającym ich światem. Nie przyjmują do wiadomości, że nie każdy człowiek z ich otoczenia jest uszczęśliwiony krzykiem ich dziecka tudzież opowieściami o kolorze kału dziecka. Ale tego nie zmienisz. Matki z dziećmi stanowią swoistą symbiozę, nie tylko z dzieckiem ale również z innymi matkami. Gromadzą się, wspólnie sobie potakują, a gdy w tym stadku pojawi się kobieta bez dziecka, powarkują na nią groźnie - o samcach nawet nie wspominam, bo każdy obcy samiec w pobliżu ich dziecka to zagrożenie:)
Nie czuj się jak kosmitka - jesteś zupełnie normalną kobietą^^
To co piszesz jest prawdą. Kobiety nie posiadające dzieci są dyskryminowane przez kobiety dzieci posiadające - są alienowane, wytykane palcami, nazywane przez ginekologów nieródkami. A wszelkie ich dolegliwości są uzasadniane tym, że "bo powinna pani urodzić dziecko, to wszystko wróci do normy". Co jest oczywistą bzdurą.
Zgodzę się z Tobą, że mamy drących się maluchów są kompletnie nie zainteresowane otaczającym ich światem. Nie przyjmują do wiadomości, że nie każdy człowiek z ich otoczenia jest uszczęśliwiony krzykiem ich dziecka tudzież opowieściami o kolorze kału dziecka. Ale tego nie zmienisz. Matki z dziećmi stanowią swoistą symbiozę, nie tylko z dzieckiem ale również z innymi matkami. Gromadzą się, wspólnie sobie potakują, a gdy w tym stadku pojawi się kobieta bez dziecka, powarkują na nią groźnie - o samcach nawet nie wspominam, bo każdy obcy samiec w pobliżu ich dziecka to zagrożenie:)
Nie czuj się jak kosmitka - jesteś zupełnie normalną kobietą^^
Masz dużo racji w tym co piszesz. Posiadanie dziecka to ogromna odpowiedzialność. Sama nie posiadam dzieci i narazie na pewno się na nie nie zdecyduję. Wynika to jednak z faktu o którym piszesz - stabilność finansowa, posiadanie własnego mieszkania, zapewnienie dziecku wszystkiego, by mogło się prawidłowo rozwijać, by niczego mu nie brakowało.
Nie jesteś egoistką, nie patrzysz również na świat przez różowe okulary, nie myślisz "jakoś to będzie". Czy byłabyś dobrą matką nie wiem. Wnioskuję natomiast z Twojej wypowiedzi, że jesteś ogromnie odpowiedzialną osobą. Nie myślisz wyłącznie o sobie.
Nie zgodzę się jednak z faktem, że mając dzieci wszystko inne odchodzi na boczny plan - zainteresowania, ukochany facet, nawet sex. Czy fakt posiadania dzieci jest równy z rezygnacją z hobby czy innych rzeczy na które teraz możesz sobie pozwolić? Odpowiem Ci - nie. Mając dzieci można (a nawet moim zdaniem trzeba) rozwijać się zawodowo, podróżować itd. Jest to wyzwanie, owszem, ale dlaczego nagle trzeba rezygnować z marzeń? Dlaczego nie miałabyś realizować ich razem z dzieckiem? To nawet wskazane, by "zarazić" dziecko chodzeniem po górach, czytaniem książek czy innymi pasjami, które Ty kochasz. I należy to robić ze swoim partnerem. Gdy dorastające dziecko patrzy jak jego rodzice się kochają, realizują bierze z nich przykład. A nie chciałabyś chyba, by dziecko zamknęło się w 4 ścianach przed komputerem lub by wychowywała je ulica. Nie na tym to polega.
Owszem, świat kręci się wokół dzieci, ale moim zdaniem tak być powinno. Nie czuj się jak kosmitka. Teraz być może nie jesteś gotowa, ale za rok, dwa czy pięć możesz diametralnie zmienić zdanie.
Trzymam kciuki :)
Nie jesteś egoistką, nie patrzysz również na świat przez różowe okulary, nie myślisz "jakoś to będzie". Czy byłabyś dobrą matką nie wiem. Wnioskuję natomiast z Twojej wypowiedzi, że jesteś ogromnie odpowiedzialną osobą. Nie myślisz wyłącznie o sobie.
Nie zgodzę się jednak z faktem, że mając dzieci wszystko inne odchodzi na boczny plan - zainteresowania, ukochany facet, nawet sex. Czy fakt posiadania dzieci jest równy z rezygnacją z hobby czy innych rzeczy na które teraz możesz sobie pozwolić? Odpowiem Ci - nie. Mając dzieci można (a nawet moim zdaniem trzeba) rozwijać się zawodowo, podróżować itd. Jest to wyzwanie, owszem, ale dlaczego nagle trzeba rezygnować z marzeń? Dlaczego nie miałabyś realizować ich razem z dzieckiem? To nawet wskazane, by "zarazić" dziecko chodzeniem po górach, czytaniem książek czy innymi pasjami, które Ty kochasz. I należy to robić ze swoim partnerem. Gdy dorastające dziecko patrzy jak jego rodzice się kochają, realizują bierze z nich przykład. A nie chciałabyś chyba, by dziecko zamknęło się w 4 ścianach przed komputerem lub by wychowywała je ulica. Nie na tym to polega.
Owszem, świat kręci się wokół dzieci, ale moim zdaniem tak być powinno. Nie czuj się jak kosmitka. Teraz być może nie jesteś gotowa, ale za rok, dwa czy pięć możesz diametralnie zmienić zdanie.
Trzymam kciuki :)
Wiele kobiet marzy o rycerzu w lśniącej zbroi. Ale większość musi zadowolić się giermkiem
w dziurawych skarpetkach.
w dziurawych skarpetkach.
Widocznie w Twoim przypadku jeszcze nie czas.
Ja mam 2 dzieci i wcale się nie drą. Nie kończy mi się na nich świat.
Fakt czasu na niektóre rzeczy mam mniej, ale myślę także o sobie. nie rezygnuję z tego co mnie pasjonuje.
Wcale nie należę do kręgu mam, które tylko o kupach i pieluchach rozmawiąją.
To, że niektóre kobiety nie marzą o byciu matką jest całkiem nomalne. Tak samo jak nie każda kobieta marzy, aby być hutnikiem, czy górnikiem.
Jeszcze nadejdzie twój czas.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie.
Ja mam 2 dzieci i wcale się nie drą. Nie kończy mi się na nich świat.
Fakt czasu na niektóre rzeczy mam mniej, ale myślę także o sobie. nie rezygnuję z tego co mnie pasjonuje.
Wcale nie należę do kręgu mam, które tylko o kupach i pieluchach rozmawiąją.
To, że niektóre kobiety nie marzą o byciu matką jest całkiem nomalne. Tak samo jak nie każda kobieta marzy, aby być hutnikiem, czy górnikiem.
Jeszcze nadejdzie twój czas.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie.
taaa, ja mam 30 lat i tez nie mam dzieci, wystarczy spojrzec na dział RODZINA i dziecko....a 98% tematów to dzieci...jakby w dziale rodzina nie było innych tematów, kobieta zamiast koiety jest matką. Teaz czasami to widze, wiem co czujesz, z tym ze ja chce miec dziecko, nie wiem kiedy jakos specjalnie nie planuje - zobaczymy, mam nadzieje ze mi nei odbije i ze bede sobą tyle ze z dzieckiem
Piszecie, że nie trzeba rezygnować z własnych zainteresowań... Pytanie jak znaleźć na to czas, gdy ma się niemowlę na głowie?
Mój czas nie przyjdzie - nawet gdybym chciała, nie mogę mieć dzieci. Od 9ciu lat wychowuję synka mojego męża. Czuję się jego mamą, rodzona matka znikła z jego życia. To jednak inna historia, bo poznałam go gdy miał prawie 10 lat a teraz jest już prawie dorosłym mężczyzną. Nigdy więc nie wychowywałam malucha.
Po prostu nie wyobrażam sobie pieluch, wstawania w nocy, wrzasku... Niemożności zniknięcia kiedy ja mam na to ochotę... Przeraża mnie to po prostu i ciężko mi zrozumieć, że ktoś z własnej woli się na to decyduje i jeszcze z tego cieszy;)
Mój czas nie przyjdzie - nawet gdybym chciała, nie mogę mieć dzieci. Od 9ciu lat wychowuję synka mojego męża. Czuję się jego mamą, rodzona matka znikła z jego życia. To jednak inna historia, bo poznałam go gdy miał prawie 10 lat a teraz jest już prawie dorosłym mężczyzną. Nigdy więc nie wychowywałam malucha.
Po prostu nie wyobrażam sobie pieluch, wstawania w nocy, wrzasku... Niemożności zniknięcia kiedy ja mam na to ochotę... Przeraża mnie to po prostu i ciężko mi zrozumieć, że ktoś z własnej woli się na to decyduje i jeszcze z tego cieszy;)
Ja uważam, ze wpisujesz się w trendy obecnie panujące - coraz mniej kobiet chce rodzić dzieci a jeśli już to na ogół po 30. Ja mam dwójkę, z czego jedno już dorosłe a drugie malutkie ;) I nie gloryfikuję macierzyństwa ani go nie obsmarowuję. Jest różne. Czasami wściekam się i "żałuję" a później potrafię o****ną pupę mojego dziecięcia obcałować - takie pokłady czułości i miłości we mnie budzi. Jak WSZYSTKO w życiu - macierzyństwo ma strony negatywne i pozytywne. Inna sprawa jest, że mój partner bardzo chciał mieć dziecko i to też był ogromny argument "ZA". Jest ojcem idealnym i gdybym ja mu nie dała dziecka na pewno wcześniej czy później szukałby gdzie indziej zaspokojenia tej potrzeby. Ale cóż, chyba nie ma dużo takich mężczyzn :D Nie czuj się trędowata, bezdzietność stała się normą tak jak "niepełne rodziny". Ja bardzo lubię swoje bezdzietne koleżanki, bo zawsze mają czas aby wyskoczyć gdzieś na babskie ksiuty. A ja czasu mam sporo, bo tata mojego dziecka pop pracy bardzo chętnie z nim zostaje, na "męskie wieczory".
Wydaje mi się, że rozumiem to o czym piszesz. Życie ułożyłam sobie rozsądnie: stała praca, mąż, własne mieszkanie i dopiero dzieci. Jednak najtrudniejsze były i czasem nadal są momenty gdy po ciężkim dniu pracy trzeba zmierzyć się z domową codziennością - też w sobie czuję że nie dam rady, że muszę wyjść bo zwariuję. Dzieci mam bardzo ruchliwe, jedno ciągle coś mówi drugie zaczyna mówić więc ciągle nadaje po swojemu bezustannie. Zawsze uważałam się za egoistkę i czasem w gorszych chwilach nachodzą mnie myśli - dlaczego ja chciałam mieć drugie dziecko, przecież mogłabym teraz być gdzieś tam w górach na szlaku ... mieć ciszę i o nic się nie martwić. Z drugiej jednak strony moja rodzina daje mi tyle pozytywnych bodźców, że znajduję w sobie siły i wiem, że moje pragnienia też się w końcu spełnią, że gdy dzieci podrosną częściej będziemy robić to na co mamy ochotę...
Faktycznie to nie fair, że kobiety które nie lubią dzieci i nie chcą ich wogóle mieć są dyskryminowane i czasem niemiło traktowane.
Widzisz, ja mam 28 lat i długo nie myślałam wcale o dziecku, a w licealnych czasach ich nie znosiłam. I moje koleżanki które piszczały na widok bobasa, mnie krytykowały.
Teraz jesteśmy z mężem prawie 3 lata po ślubie. Mamy fajne mieszkanie, prace, zainteresowania, lubimy podróże. I w końcu przyszedł TEN czas.
I to cudowne uczucie że mam w sobie cudnego maluszka jest tak niesamowite, że nigdy w życiu tak się szczególnie nie czułam...nie da się tego opisać. Jestem optymistycznie nastawiona na przyszłość i sądzę że nie zatracimy się w pieluszkach na dobre :)
Widzisz, ja mam 28 lat i długo nie myślałam wcale o dziecku, a w licealnych czasach ich nie znosiłam. I moje koleżanki które piszczały na widok bobasa, mnie krytykowały.
Teraz jesteśmy z mężem prawie 3 lata po ślubie. Mamy fajne mieszkanie, prace, zainteresowania, lubimy podróże. I w końcu przyszedł TEN czas.
I to cudowne uczucie że mam w sobie cudnego maluszka jest tak niesamowite, że nigdy w życiu tak się szczególnie nie czułam...nie da się tego opisać. Jestem optymistycznie nastawiona na przyszłość i sądzę że nie zatracimy się w pieluszkach na dobre :)
Generalnie w swoich wypowiedziach poruszasz dwa ważne tematy: traktowania bezdzietnej kobiety i tego czy mając dzieci można pozostać sobą, dać szczęście i być szczęśliwym.
W pierwszej kwesti mogę powiedzieć, że w moim otoczeniu są bezdzietne kobiety już nawet ok. 40tki i nie są w żaden sposób alienowane, bardzo dobrze sie rozumiemy i możemy rozmawiać na wiele tematów. Nie uważam, że żyjemy w różnych światach.
W drugiej kwesti myślę, że sama spełniłaś się jako matka dużego już dziecka i wiesz, że jednak można pogodzić realizowanie siebie z wychowaniem. Rzeczywiście z niemowlakiem jest ciężko - ale wiadomo - to jest przejściowe i wkrótce ten maluch dorośnie:)
W pierwszej kwesti mogę powiedzieć, że w moim otoczeniu są bezdzietne kobiety już nawet ok. 40tki i nie są w żaden sposób alienowane, bardzo dobrze sie rozumiemy i możemy rozmawiać na wiele tematów. Nie uważam, że żyjemy w różnych światach.
W drugiej kwesti myślę, że sama spełniłaś się jako matka dużego już dziecka i wiesz, że jednak można pogodzić realizowanie siebie z wychowaniem. Rzeczywiście z niemowlakiem jest ciężko - ale wiadomo - to jest przejściowe i wkrótce ten maluch dorośnie:)
a mnie wnerwia gadanie: "jeszcze przyjdzie twój czas", "jeszcze ci się zachce".
Otóż mi się nie zechce, nigdy mnie do tego nie ciągnęło, dzieci nie lubiłam, nie lubię nadal i nie polubię.
Też przeraża mnie co się dzieje z WIĘKSZOŚCIĄ kobiet - znikają, a pojawiają się mamunie. Nie ma fajnej babki, inteligentnej, oczytanej, z pasjami, z którą można było do serca pogadać, na kupę różnych tematów. Zostaje umęczona mama, która potrafi mówić tylko o dzieciach, o ile w ogóle ma czas na rozmowę.
Na szczęście nie wszystkie kobiety tak mają. Mam kilka na prawdę fajnych koleżanek, których macierzyństwo nie zmieniło. No może nieco ograniczyło czasowo, ale dają radę, pozostały sobą :)
Otóż mi się nie zechce, nigdy mnie do tego nie ciągnęło, dzieci nie lubiłam, nie lubię nadal i nie polubię.
Też przeraża mnie co się dzieje z WIĘKSZOŚCIĄ kobiet - znikają, a pojawiają się mamunie. Nie ma fajnej babki, inteligentnej, oczytanej, z pasjami, z którą można było do serca pogadać, na kupę różnych tematów. Zostaje umęczona mama, która potrafi mówić tylko o dzieciach, o ile w ogóle ma czas na rozmowę.
Na szczęście nie wszystkie kobiety tak mają. Mam kilka na prawdę fajnych koleżanek, których macierzyństwo nie zmieniło. No może nieco ograniczyło czasowo, ale dają radę, pozostały sobą :)
Mam 28 lat - prowadzę firmę, dużo pracuję, ale praca daje mi satysfakcję, zwłaszcza, że zajmuję się kilkoma dziedzinami, ale robię to, o czym marzyłam.
Tylko jedna koleżanka ma dziecko i widać dużą różnice w Jej zachowaniu przed i po ciąży. Oczywiście wszystko to rozumiem, tym bardziej, że odwiedzałam Ją i wiem, ile rzeczy jednocześnie musi robić - porządki, obiad, pilnowanie dziecka, a i pracuje na pełen etat...
Wiem, że chwilami jest Jej ciężko, ale córka jest Jej Miłością - szanuję to, rozumiem i przypuszczam, że to przepiękne uczucie.
Sama się łamię - czy mieć dziecko, czy nie, ale jeśli tak to na pewno nie wcześniej jak za klika lat.
Poza pracą, pochłaniam książki, lubię dobry film, spotkać się z przyjaciółmi, wyjechać gdzieś czasem, odpocząć itp. Wiem, że fizycznie dałabym radę wychować dziecko, ale czy tego chcę?
Tylko jedna koleżanka ma dziecko i widać dużą różnice w Jej zachowaniu przed i po ciąży. Oczywiście wszystko to rozumiem, tym bardziej, że odwiedzałam Ją i wiem, ile rzeczy jednocześnie musi robić - porządki, obiad, pilnowanie dziecka, a i pracuje na pełen etat...
Wiem, że chwilami jest Jej ciężko, ale córka jest Jej Miłością - szanuję to, rozumiem i przypuszczam, że to przepiękne uczucie.
Sama się łamię - czy mieć dziecko, czy nie, ale jeśli tak to na pewno nie wcześniej jak za klika lat.
Poza pracą, pochłaniam książki, lubię dobry film, spotkać się z przyjaciółmi, wyjechać gdzieś czasem, odpocząć itp. Wiem, że fizycznie dałabym radę wychować dziecko, ale czy tego chcę?
w 100 % popieram autorke watku., mimo ze widze to z innej strony. Mam 27 lat i od 2 lat staram sie o dziecko, narazie proby sa nieudane i jest to wiekszy problem, zlozlam tez dokumenty o adopcje i tam ruszyla cala procedura, ale z mezem jestesmy w jakis sposob odseparowani od znajomych, ktorzy spotykaja sie na placach zabaw, w jakis miejscach gdzie dzieci maja co robic, wszystkie rozmowy dotycza kupek, ciazy, zabkow, zabawek itp. nikt nie pomysli w jakis sposob o nas, ze rozmowa moze sie toczyc na inny temat niz dzieci, ze mozna sie spotkac w restauracji, gdzie jest plac zabaw dla dzieci, a gdzie ja bede tez czula sie spobodnie itp.
do autorki: kiedys myslalam podobnie jak ty, ze nigdy nie bede chciala mnie dziecka, draznil mnie placz dziecka a patrzac na inne matki wspolczulam im... a po 30 zaszlam w ciaze i mowiac szczerze nie bylam zbytnio szczesliwa, wszystko jednak zmienilo sie po porodzie i juz drugiego dnia powiedzilam mezowi ze zaluje ze tak sie wzbranialam i patrzac na moja mala istotke myslalam jak moglam do tej pory bez niej zyc... nie wiem jak to bedzie w twoim przypadku, ale z mojego doswiadczenia, a tez kiedys bylam straszna egioistka i myslalam ze nie bede dobra matka, inaczej sie reaguje na placz swojego dziecka, dla ciebie to wrzeszczacy bachor a dla rodzica ukochane dziecko :) a tak poza tym bycie matka nie oznacza chodzenie ze znajomymi na plac zabaw czy ciaglych rozmow o dzieciach, razem z mezem spotykamy sie ze znajomymi, chodzimy do kina i na impreze i na jakas wycieczke i zapewniam cie ze nie rozmawiamy wtedy o dzieciach :)
Dziewczyny, dzięki za słowa otuchy, ale ja na prawdę nie mogę mieć dzieci oprócz tego, że ich nie chcę i nie lubię. Moje dziecko miało by najprawdopodobniej niewidomą mamę.
Cierpię tylko z powodu tego, że nie mogę się skutecznie zabezpieczyć przed ciążą. Nie ma metod jednocześnie skutecznych i obojętnych dla zdrowia. Gdybym mieszkała w innym kraju wybrałabym chirurgiczną sterylizację, ale w Polsce, kraju absurdów nie wolno mi tego zrobić.
Cierpię tylko z powodu tego, że nie mogę się skutecznie zabezpieczyć przed ciążą. Nie ma metod jednocześnie skutecznych i obojętnych dla zdrowia. Gdybym mieszkała w innym kraju wybrałabym chirurgiczną sterylizację, ale w Polsce, kraju absurdów nie wolno mi tego zrobić.
też miałam dzieciowstręt :] jednak dałam się namówić na dziecko, wmówić sobie, że tego chcę itp.
u mnie nie było eksplozji matczynej miłości - może ze względu na ciężki poród, komplikacje przy znieczuleniu do cc, zobaczeniu dziecka tylko przez 5 sekund na sali operacyjnej - a później dopiero po 12 godzinach.
później inne traumatyczne doświadczenia, depresja poporodowa itp.
nie nadaję się na matkę - ale już nią jestem i za późno aby zrezygnować. (chociaż przynajmniej kilka razy w tygodniu mam taką ochotę)
nie wszystkie kobiety są do tego stworzone. jeśli czujesz, że to nie dla Ciebie, ogólnie dzieci uważasz za "rozwrzeszczane i często śmierdzące bachory" - to lepiej daj sobie spokój, bo będziesz żałowała...
chyba, że doznasz "nawrócenia" ;P
i odnośnie płaczu/wrzasku własnego dziecka - wcale nie koniecznie reaguje się na niego z miłością "bo to moje dziecko" ;P
wcale nie uważam, żebym była spełniona jako kobieta - bo mam dziecko.
u mnie nie było eksplozji matczynej miłości - może ze względu na ciężki poród, komplikacje przy znieczuleniu do cc, zobaczeniu dziecka tylko przez 5 sekund na sali operacyjnej - a później dopiero po 12 godzinach.
później inne traumatyczne doświadczenia, depresja poporodowa itp.
nie nadaję się na matkę - ale już nią jestem i za późno aby zrezygnować. (chociaż przynajmniej kilka razy w tygodniu mam taką ochotę)
nie wszystkie kobiety są do tego stworzone. jeśli czujesz, że to nie dla Ciebie, ogólnie dzieci uważasz za "rozwrzeszczane i często śmierdzące bachory" - to lepiej daj sobie spokój, bo będziesz żałowała...
chyba, że doznasz "nawrócenia" ;P
i odnośnie płaczu/wrzasku własnego dziecka - wcale nie koniecznie reaguje się na niego z miłością "bo to moje dziecko" ;P
wcale nie uważam, żebym była spełniona jako kobieta - bo mam dziecko.
nie mialam na mysli ze jak moje dziecko placze to jestem super zadowolona, bo tak na nie jest... ale to ze inaczej reaguje na jej placz, np gdy na cos jej nie pozwalam i zaczyna cos wymuszac placzem to sie nie denerwuje, wiem ze jest na tyle mala ze jeszcze duzo rzeczy nie rozumie nie wie dokladnie co jej wolno a co nie, a poza tym mam to szczescie ze bardzo rzadko placze :)
Cytacik z "Bachora", który ładnie opisuje to, jak widzę te małe potwory w moim otoczeniu:P
" sąsiedzi z bloku (mieszkający nade mną, warto nadmienić) dorobili się dwójki gnojków, które piłują japę, gdy tylko przekroczę próg mieszkania, natomiast dziwnie milkną, gdy opuszczam swoją twierdzę.
Nieważne, czy właśnie wróciłem ze studiów po ośmiogodzinnych wykładach, zmrużyłem oko po ciężkim dniu w robocie czy właśnie wymieniam zębatkę w zegarku ryk trzęsie podłogą i sufitem, bo guaniarzowi nie smakuje ptasie mleczko i kawior i cierpi z tego powodu gorzej niż Prometeusz.
Coraz bardziej nabieram przekonania, że te różowe gluty to skonstruowana przez Szatana vendetta za odebranie nóg, albo, względnie, PRAWDZIWA kara za nieposłuszeństwo w Raju (starzenie się i grzeszność to pryszcz).
Jak sobie z tym radzić?! Próbowałem wywiercić w suficie dziurę, by podprowadzić gaz usypiający, ale gnojki dziwnym trafem właśnie wtedy wylały wodę, przez co kopnął mnie prąd. Próbowałem zagłuszyć je muzyką Behemotha czy innej Kukurydzy, ale to na nic głośniki i wzmacniacze odmówiły posłuszeństwa, gdy próbowałem przebić się przez ścianę ryków, a bachory uznały, że tupiąc w ciężkich korach albo tańcząc kozaka przez pięć godzin, pokażą, jak bardzo kocha tfu, to nie ma uczuć wyższych jak bardzo wkurzają wszystkich dookoła. Oczywiście, gdy tylko bakteria dotknie ich jednym atomem, wydzierają się w niebogłosy, bo coś im nie pasuje. Może warto by kupić deski i gwoździe i zabić te drzwi piętro wyżej?
Proszę radźże, Bachorze!
Wasz,
Mateo
BACHOR RADZI:
Istnieje kilka sposobów na rozwiązanie Twojego problemu:
- Podrzucenie cukierków ze środkiem uspokajającym, proponujemy zacząć od melisy.
- Złożenie donosu na płodzicieli potworów, do miejsc różnych: zalecamy równocześnie Sanepid, wydział antynarkotykowy, Urząd Skarbowy, Rzecznik Praw Obywatela i jeszcze tych, co się rekwirowaniem nielegalnego oprogramowania zajmują, jak mówi stare porzekadło, dajcie nam człowieka, a my znajdziemy na niego paragraf.
- Wizyta u sąsiadów dwa piętra wyżej połączona ze wspólnym nalotem z powietrza przez balkon, z użyciem rozpylacza do środków usypiających
- Wynajęcie profesjonalnego sobowtóra, który będzie wychodził, gdy ty przyjdziesz do domu"
" sąsiedzi z bloku (mieszkający nade mną, warto nadmienić) dorobili się dwójki gnojków, które piłują japę, gdy tylko przekroczę próg mieszkania, natomiast dziwnie milkną, gdy opuszczam swoją twierdzę.
Nieważne, czy właśnie wróciłem ze studiów po ośmiogodzinnych wykładach, zmrużyłem oko po ciężkim dniu w robocie czy właśnie wymieniam zębatkę w zegarku ryk trzęsie podłogą i sufitem, bo guaniarzowi nie smakuje ptasie mleczko i kawior i cierpi z tego powodu gorzej niż Prometeusz.
Coraz bardziej nabieram przekonania, że te różowe gluty to skonstruowana przez Szatana vendetta za odebranie nóg, albo, względnie, PRAWDZIWA kara za nieposłuszeństwo w Raju (starzenie się i grzeszność to pryszcz).
Jak sobie z tym radzić?! Próbowałem wywiercić w suficie dziurę, by podprowadzić gaz usypiający, ale gnojki dziwnym trafem właśnie wtedy wylały wodę, przez co kopnął mnie prąd. Próbowałem zagłuszyć je muzyką Behemotha czy innej Kukurydzy, ale to na nic głośniki i wzmacniacze odmówiły posłuszeństwa, gdy próbowałem przebić się przez ścianę ryków, a bachory uznały, że tupiąc w ciężkich korach albo tańcząc kozaka przez pięć godzin, pokażą, jak bardzo kocha tfu, to nie ma uczuć wyższych jak bardzo wkurzają wszystkich dookoła. Oczywiście, gdy tylko bakteria dotknie ich jednym atomem, wydzierają się w niebogłosy, bo coś im nie pasuje. Może warto by kupić deski i gwoździe i zabić te drzwi piętro wyżej?
Proszę radźże, Bachorze!
Wasz,
Mateo
BACHOR RADZI:
Istnieje kilka sposobów na rozwiązanie Twojego problemu:
- Podrzucenie cukierków ze środkiem uspokajającym, proponujemy zacząć od melisy.
- Złożenie donosu na płodzicieli potworów, do miejsc różnych: zalecamy równocześnie Sanepid, wydział antynarkotykowy, Urząd Skarbowy, Rzecznik Praw Obywatela i jeszcze tych, co się rekwirowaniem nielegalnego oprogramowania zajmują, jak mówi stare porzekadło, dajcie nam człowieka, a my znajdziemy na niego paragraf.
- Wizyta u sąsiadów dwa piętra wyżej połączona ze wspólnym nalotem z powietrza przez balkon, z użyciem rozpylacza do środków usypiających
- Wynajęcie profesjonalnego sobowtóra, który będzie wychodził, gdy ty przyjdziesz do domu"
Do niedawna myślałam tak samo jak założycielka wątku, ale na mnie również przyszła pora aby zostać matką. Z jednej strony przeraża mnie 'utrata wolności'', z drugiej jestem bardzo szczęśliwa. Uważam jednak, ze nie każda kobieta musi odczuwać potrzebę macierzyństwa. Niech każdy żyje jak chce. Mimo macierzyństwa nie zamierzam rezygnować z pracy, hobby czy spotkań ze znajomymi(chyba, że totalnie mi odbije:-P).
Jest jeszcze jedno'' ale''. Czy w wieku 50 lat pełnią szczęścia będzie nadal (jak w wieku 20-30lat) pójście do pracy, powrót do domu, telewizor, sporadyczne spotkania ze znajomymi? Czy życie bez dzieci nie będzie puste? Czy nie uznam, że czegoś w tym życiu zabrakło? Czy nie będzie tak, ze jedyną radością w starszym wieku będą spotkania w klubie seniora tudzież Uniwersytecie III wieku? :-)
To tak dla przemyślenia. Chyba pierwsza opcja będzie tym ciekawszym życiem. Przynajmniej dla mnie.
Pozdrawiam.
Jest jeszcze jedno'' ale''. Czy w wieku 50 lat pełnią szczęścia będzie nadal (jak w wieku 20-30lat) pójście do pracy, powrót do domu, telewizor, sporadyczne spotkania ze znajomymi? Czy życie bez dzieci nie będzie puste? Czy nie uznam, że czegoś w tym życiu zabrakło? Czy nie będzie tak, ze jedyną radością w starszym wieku będą spotkania w klubie seniora tudzież Uniwersytecie III wieku? :-)
To tak dla przemyślenia. Chyba pierwsza opcja będzie tym ciekawszym życiem. Przynajmniej dla mnie.
Pozdrawiam.
Jakis czas temu mialam okazje rozmawiac ze znajoma, z ktora nie mialam kontaktu od dosc dawna. Wspominala, ze ma juz dzieci, meza. Zapytala czy i ja mam dzieci i meza. Odpowiedzialam, ze wychodze za maz ale nie mam dzieci, nie planuje, wydaje mi sie ze jestem jeszcze dosc mloda, poza tym nie przepadam za dziecmi, nie wyobrazam sobie siebie z dzieckiem w tej chwili. Przyjemnosc przynosi mi moja praca i oddaje sie karierze. Oczywiscie zostalam skrytykowana. Kolezanka stwierdzila, ze zmadrzeje jak bedzie za pozno.



