>Jesli uważasz, że leki na depresję są szkodliwe to jak byś ją leczył Panie Doktorze?
Antydepresanty zastępujemy trzema elementami:
1. Dobry sen; 8-9 godzin, zasypiając przed 22, nie jedząc 2h przed snem, zasypiając w ciszy.
2. Zdrowa dieta; na początek bez fastfoodów, alkoholu i napojów z wysoką zawartością cukru, później co miesiąc wyrzucać z diety coś niezdrowego i dorzucać coś pozytywnego. Stopniowo zmniejszać ilość węglowodanów na rzecz białka, jeść banany i jajka.
3. Trening w domu; najlepiej co półtorej godziny krótki trening - tak 10-15 min (1-2 serie, 6-9 ćwiczeń na różne partie, po 12-25 powtórzeń, w tym kilka ćwiczeń wielostawowych). Między ćwiczeniami bez przerw, pomiędzy seriami 30-60 sek. Zaczynając od zera można też sięgnąć po jakąś pomoc naukową, ot choćby "Skazany na trening".
I teraz przechodzimy do sedna:
>Problem jest w kulturze, która sprawia, że masa ludzi wiedzie bardzo niesatysfakcjonujące życie. Nie są szaleni, często ich uczucia są zupełnie adekwatne do sytuacji w której się znajdują.
To właśnie jest odpowiedź!
Jeśli człowiek ma depresje, to powinien się położyć do łóżka i leżeć aż mu przejdzie. "Przechodzi" na dwa sposoby, albo człowiek się nią znudzi - podświadomość ratując się ograniczy człowiekowi zdolność widzenia rzeczywistości - wtedy można powiedzieć, że nie była to depresja a chandra, zwykły dół. Współczuję tym ludziom, bo zasnęli, kiedy mogli się obudzić, a teraz spędzą życie jako żywe trupy. Nawet Jezus o nich wspomniał: "zostaw umarłym grzebanie ich umarłych". Tak ma większość ludzi, gdy oczy uchylają im się tylko na chwilę, w okresie dojrzewania, co społeczeństwo nazywa okresem buntu, a potem przystosowują się i udają, że nie widzą rzeczywistości - klapki na oczach i do przodu!
Szczęściarze którzy doświadczają drugiego przypadku zaczynają zadawać sobie pytanie "czy to ja oszalałem, czy to wszyscy wokół?". Jeśli dochodzą do wniosku, że oni, to biorą prochy (lub zamiennik; alkohol, narkotyki), dostosowują się (dzięki psychologom) lub popełniają samobójstwo. Cóż, nie wszystkim musi się udać, nawet jeśli są szczęściarzami.
Pozostali zaś dochodzą do wniosku, że w tym świecie bardzo wiele rzeczy jest źle poukładanych. Oczywiście świata nie da się zmienić, więc można zmienić tylko siebie. Można mu ulec (przystosować się) lub realizować się poprzez współistnienie. I to jest odpowiedź, jak pozbyć się efektów depresji, nie tracąc korzyści (czyli przebudzenia i otwartości na rzeczywistość) i jednocześnie być szczęśliwym.
Niestety, nie jest to takie łatwe jak wzięcie tabletki. Nie ma też prostej odpowiedzi jaką dają psychologowie; pracuj, miej hobby, kup psa, zrób dziecko, uśmiechaj się, znajdź dziewczynę, kup sobie coś ładnego i cała ta lista bzdetów w stylu "1000 sposobów na bycie szczęśliwym".
Rozwiązanie trzeba znaleźć samemu, bo jest ono sprawą indywidualną. Pomocą jest rozwój osobisty, czyli zdobywanie wiedzy o samym sobie i odpowiednie budowanie siebie takim, jakim się chce być. Dzięki temu lepiej rozumiemy też świat zewnętrzny, potrafimy się w nim odnaleźć i nie pozwolić mu, aby wpływał na nasz nastrój.
Mimo, że każdy potrzebuje własnej, indywidualnej ścieżki, na początku polecałbym obejrzeć wszystkie filmiki z tej strony:
http://selfmastery.pl oraz przeczytać książki:
Przebudzenie
Przepływ
Osobowość Plus
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"